Niedługo po zakończeniu wojen w Chorwacji oraz Bośni i Hercegowinie, Bałkanami po raz kolejny miał wstrząsnąć krwawy konflikt. Tym razem,... 
Patrząc na żenujące widowisko, jakie serwują nam parlamentarzyści, nie raz zastanawiałem się, jakie przyczyny stoją za takim poziomem... 
14 maja 1948 roku o godzinie 16.00 Ben Turion odczytał Deklarację Niepodległości. Jego słowa usłyszał cały świat dzięki transmisji... 
Traktat wersalski nie doprowadził do zawarcia trwałego pokoju. Antagonizmy były zbyt silne, sytuacja w Europie zbyt trudna. Dwadzieścia... 
Z przykrością przejrzałem ostatnie doniesienia prasowe o kryzysie LOT-u i groźbie jego upadłości. To byłby naprawdę smutny koniec dla jednych... 
Werwolf, tajemnicza nazistowska organizacja, obrosła przez lata w mit. Jej członkowie działali głównie na terenie Niemiec, będących pod... 
Gdy Dwight Eisenhower został prezydentem w 1953 roku na dyrektora centrali wywiadu mianował Allana Dullesa. Obydwaj mieli wspólną koncepcję... 
Kakao znane było już Toltekom, Majom i Aztekom. Łacińska nazwa kakao, to „Theobroma Cacao L.” Słowo „Theobroma”, w wolnym tłumaczeniu... 
Gdy Dwight Eisenhower został prezydentem w 1953 roku na dyrektora centrali wywiadu mianował Allana Dullesa. Obydwaj mieli wspólną koncepcję... 
Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po owocach.... 
Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić.
Ewangelia wg św.... 
Wkraczająca na ziemie polskie w 1944 i 1945r. Armia Czerwona dopuszczała się kradzieży i rozbojów . Mimo że formalnie Rosjanie wkraczali jako... 
Wraz z odradzaniem się niepodległego państwa polskiego i towarzyszącą temu walką o zagrożony byt polityczny, społeczeństwo coraz częściej... 
Materiał do tak zwanego Master room w siedzibie Radio Free Europe w Monachium przegrywało się pod wieczór. Jeśli edytowany miał być na przykład o godzinie 21.10, w ramach audycji Rozgłośni Polskiej RWE, pod nazwą Panorama Dnia, to wygodne było oczywiście dla redaktora prowadzącego tego dnia audycję, by większość korespondencji spłynęła jak najwcześniej. Dawało to możliwość uprzednio wcześniejszego zaplanowania całości.
Znając te zasady również w czwartek, 9 listopada 1989 roku przegrałem swoją korespondencję przed dziewiętnastą. Nie pamiętam, czego dotyczyła. Koniec pracy na dzisiaj, pomyślałem. O 19-ej, tak wtedy, jak i dzisiaj, drugi program, wówczas, zachodnioniemieckiej, publicznej telewizji ZDF nadawał swoje główne wydanie wiadomości: "Heute" (Dzisiaj). Zasiadłem wygodnie przed telewizorem.
W programie informacyjnym "Heute" trwała właśnie transmisja na żywo z konferencji prasowej w Berlinie Wschodnim. Jedynym referującym najnowsze postanowienia władz enerdowskiej partii komunistycznej SED, był ówczesny członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego, o polsko brzmiącym nazwisku - Günther Schabowski. Ten dobrze znany były redaktor naczelny enerdowskiej "Trybuny Ludu" ("Neues Deutschland") i były pierwszy sekretarz komitetu miejskiego SED w Berlinie Wschodnim, referował postanowienia biura politycznego, w którego obradach sam nie uczestniczył. Odczytywał więc z kartki komunikat. Brzmiał on urzędowo. A jednocześnie epokowo i rewolucyjnie.
Zanim upadł mur
Minione miesiące jesieni 1989 roku charakteryzowały masowe protesty mieszkańców Niemiec Wschodnich, domagających się reform i przemian, na wzór tych, jakie propagował wówczas w Związku Sowieckim, Michaił Gorbaczow. Hasło pierestrojki i głasnosti było na jesieni 1989 bardzo w NRD popularne. W Lipsku odbywały się masowe i regularne poniedziałkowe demonstracje. Tłum skandował słynne hasło: "Wir sind das Volk" - "Naród to my". Enerdowska policja ludowa (Volkspolizei) generalnie nie reagowała zbyt gorliwie.
Jednocześnie pod wpływem reform w Sowietach i prowadzonej przez Gorbaczowa polityki otwartości i przemian, Niemcy Wschodni masowo uciekali do RFN. Ucieczki te odbywały się drogą okrężną, przede wszystkim przez Węgry, a następnie przez zieloną granicę do Austrii. Również przez Czechosłowację, gdzie w ambasadzie RFN w Pradze koczowały setki obywateli NRD, liczących na to, że w ten sposób, uda im się wyjechać na stałe do RFN.
Sympatyzujący z Gorbaczowem komuniści węgierscy otwierają nagle swoją granicę z Austrią dla wszystkich Niemców. W tej sytuacji komunistyczny beton w Czechosłowacji nie ma już innego wyjścia. Również decyduje się na wypuszczenie do RFN wszystkich, przebywających na terenie kraju, Niemców z NRD. W decyzji tej "pomaga" oczywiście pośrednictwo ówczesnego szefa zachodnioniemieckiej dyplomacji, Hansa-Dietricha Genschera (FDP). W Berlinie Wschodnim dochodzi do zmiany ekipy. Znienawidzony przez wielu, Erich Honecker, Pierwszy Sekretarz SED i Przewodniczący Rady Państwa zostaje odsunięty od władzy. Jego miejsce zajmuje (październik 1989) były funkcjonariusz enerdowskiej, komunistycznej młodzieżówki, FDJ (odpowiednika naszej ZSMP), Egon Krenz. Krenz nie panuje nad sytuacją. Reżim traci swój dotychczasowy, sprawnie działający model represji. NRD istnieje nadal, mur stoi i jest nadal szczelny, ale jej obywatele mogą uciekać z kraju bez przeszkód przez Węgry. Również Polska jest, przez krótki okres czasu, krajem tranzytowym, na tej okrężnej drodze ucieczek, z Berlina (wschodniego) do, na przykład... Berlina (zachodniego).
Ten dzień
Jest krótko po dziewiętnastej, czwartek, 9 listopada 1989. Schabowski czyta z jakiegoś karteluszka:
"Privatreisen nach dem Ausland können ohne Vorliegen von Voraussetzungen, Reiseanlässen und Verwandtschaftsverhältnissen beantragt werden. Die Genehmigungen werden kurzfristig erteilt".
"Podróże prywatne za granicę mogą być przedmiotem wniosku, również w wypadku braku ich powodu i bez konieczności wskazywania na związki pokrewieństwa. Pozwolenia będą wydawane w krótkim terminie".
Obecni na konferencji prasowej, dziennikarze zachodni nie wierzą własnym uszom. Jeden z nich pyta: "Od kiedy wchodzi to w życie?".
Schabowski jest zdezorientowany. Spogląda jeszcze raz na kartkę. "Tu to nie jest napisane" - informuje i dodaje" "Według mnie od zaraz. Natychmiast".
Za dwie godziny mur berliński przestaje dzielić. Tłum mieszkańców Berlina Wschodniego wędruje na przejścia graniczne, stanowiące rodzaj furtki między oboma częściami podzielonego od 28 lat miasta. Tłum tłumaczy enerdowskim pogranicznikom, że "Schabowski mówił w zachodniej telewizji". Dodać trzeba, że enerdowska, państwowa tv nie transmitowała tej konferencji. Zdezorientowani funkcjonariusze enerdowskiej straży granicznej (Grenzpolizei, w skrócie "Grepo") nie wiedzą, co robić. Z poszczególnych posterunków płyną telefoniczne zapytania do dowództwa. "Co mamy robić? Tłum chce do Berlina Zachodniego. Strzelać?"
Wkrótce nadchodzi odpowiedź: "Nie strzelać". Mur przestaje funkcjonować.
Relacje dla "Panoramy Dnia" trzeba oczywiście napisać tego wieczoru od nowa. A później wychodzę do miasta, na jedno z przejść granicznych, potem na drugie. Ze wschodniej części miasta sunie na Zachód niekończąca się kolumna "Trabantów" i "Wartburgów". Zachodni Berlińczycy stoją tłumnie szpalerem wzdłuż jezdni prowadzących od przejść granicznych. Każdy pojazd witany jest klepaniem go dłońmi w maskę, w dach, w szyby. Ludzie obejmują się masowo, płaczą z radości. W smrodzie dymu z enerdowskich dwutaktów panuje atmosfera euforii. Jest noc, ciemno, a w światłach latarni ulicznych wydaje się wszystkim, że jest dzień. Środek dnia. Tak błyszczą wszystkie twarze. Tak promienieją. Jeszcze dwie, trzy godziny wcześniej rządziła tu, jak zwykle, martwa cisza, zakłócana od 28 lat jedynie pojedynczym przejściem enerdowskich emerytów, żołnierzy aliantów lub dyplomatów. Stoimy przecież wszyscy tuż przy pasie śmierci. Teraz wymieszany tłum Niemców z obu części miasta rządzi scenerią. W tle, tuż obok z karabinami maszynowymi na paskach, opuszczonymi ku ziemi stoją zdezorientowani "Grepos". Mają bardzo głupie miny. Jeszcze nie wiedzą, że za niecały rok będą nikomu niepotrzebni.
W tłumie, z ekipy lokalnej zachodnioberlińskiej stacji publicznej tv, wówczas "Sender Freies Berlin" (Stacja Wolny Berlin) wyławia mnie znajomy reporter. Sam jest rozpromieniony, rozentuzjazmowany. I wtedy pada, to pytanie, którego ja się w tym momencie i w tym miejscu zupełnie nie spodziewam. A on mówi: "To teraz Niemcy się zjednoczą. Cieszysz się?". I sam nie wiem, co mam mu wtedy odpowiedzieć. Sam nie jestem wtedy przygotowany na to, co już wkrótce nastąpi. Ale odpowiadam, z pewnością, wtedy, bez przekonania, że... tak. Dzisiaj już dawno wiadomo, że było się z czego cieszyć.
Zjednoczenie i...
Niemcy zjednoczone, to koniec panowania w tej części Europy Sowietów. To koniec komunizmu w tej części Europy. To koniec stacjonowania sowieckiej armii, tak w NRD, jak i w Polsce. Zjednoczone Niemcy, przyjacielsko nastawione do swych sąsiadów, to Polska w NATO i w Unii. To nowy ład, nowy system i nowe perspektywy.
Wie to wszystko doskonale już w najbliższych miesiącach, przebywający w chwili upadku muru, nomen omen, w... Warszawie, kanclerz Helmut Kohl (CDU). Kohl przerywa warszawską wizytę i przybywa do Berlina. Ale wróci do Polski, by dokończyć rozmowy z Mazowieckim. Nasze polskie strachy przed zjednoczonymi Niemcami nie potwierdzają się przez następne dwadzieścia lat ani razu. Kohl wkrótce optuje za przyjęciem Polski do NATO, a następnie także za naszym członkostwem w Unii. Nowe hasło Kohla to "wspólny europejski dom". Niemiecki kanclerz lansuje tezę, że Niemcy muszą przestać być krajem frontowym. Ewentualny konflikt na zderzeniu Wschodu i Zachodu należy przesunąć, możliwie daleko od Niemiec, na Wschód. Za Polskę i za Czechosłowację. Polska na takiej wizji może jedynie zyskać. Zjednoczenie Niemiec otwiera tym samym Polsce drogę do naszego Planu Marshalla. Teraz my mamy także naszą szansę.
Następują miesiące dysput, rozważań, kłótni, intensywnej polityki międzynarodowej, którym towarzyszy dziesięciopunktowy plan Kohla, proponujący zjednoczenie Niemiec. Kanclerz wie, że jeśli nie teraz, to może nigdy. A berliński mur znika w oczach. Jeszcze długie miesiące pilnują go, formalnie "Grepos, by tuż obok nich, tłum rozbierał go własnymi rękoma. Młotami, kilofami. Przychodzi czas międzynarodowych konferencji, wolnych wyborów, pierwszych i ostatnich w historii NRD i oba parlamenty obu państw niemieckich uznają uroczyście za ostateczną naszą zachodnią granicę. I... już.
Z perspektywy minionych dwudziestu lat tamte wydarzenia zdają się układać w logiczny ciąg zdarzeń, na którego końcu mogło zaistnieć tylko to, co mamy dzisiaj. I stało się tak, dzięki rozsądkowi Kohla i europejskości ówczesnego prezydenta Francji, François Mitterranda. Dzięki zdecydowaniu Mazowieckiego i doskonale pracującej naszej ówczesnej, młodej przecież dyplomacji. Dzięki ludziom z różnych, w tym i w Polsce, środowisk, skupionych wokół różnych opcji politycznych.
20 lat po...
Niemcy, podzieleni są ciągle mentalnie. Na Wessis i Ossis, zachodniaków i wschodniaków. I truizmem jest w tym miejscu przypominanie, że urodzeni w chwili, gdy upadł mur, mają dzisiaj dokładnie 20 lat. Nie znają w ogóle tamtych realiów. Ale podziały w głowach, na tych, ze wschodnioniemieckiej perspektywy "bezczelnych Wessis", albo na tych "leniwych i źle zorganizowanych Ossis", to z kolei z zachodnioniemieckiej perspektywy, pokutują do dzisiaj. Tworzenie jednolitego państwa zjednoczonych Niemiec nadal trwa. Wielu byłych enerdowców uważa do dzisiaj, że tak naprawdę, nie nastąpiło żadne zjednoczenie. Ta grupa ludzi mówi o wchłonięciu NRD przez RFN. O zawłaszczeniu. Zjednoczenie najwolniej i najtrudniej dokonuje się w głowach i w umysłach. Ta wiedza i nam mogłaby się przydać. Na co dzień.
Czytaj cześć pierwszą: Berlin 1989 - 2009, dwadzieścia lat bez muru cz.1
"Nikomu nie będzie się powodziło gorzej, za to wielu o wiele lepiej" obiecywał wyborcom w zjednoczonych już Niemczech, szef chadecji, kanclerz Helmut Kohl. I wygrał po raz kolejny wybory. Kohl, uważany od 1989 roku za kanclerza zjednoczenia, jest jedynym powojennym kanclerzem Niemiec, który urząd sprawował przez pełne cztery kadencje, szesnaście lat. Wprowadzenie na obszarze byłej NRD marki zachodnioniemieckiej, likwidacja wschodnioeuropejskich rynków zbytu, związany z tym upadek tysięcy enerdowskich zakładów pracy, likwidacja pegeerów, wywołały bardzo wysokie bezrobocie. Najwyższe istnieje do dzisiaj przy granicy z Polską, na zachód od Szczecina. Od dwudziestu lat była NRD zmieniła się, w bardzo wielu miejscach nie do poznania. Wyremontowano lub stworzono od nowa infrastrukturę drogową i telekomunikacyjną. Stworzono miliony nowych miejsc pracy. W byłej NRD powstały całe parki inwestycyjne, ogromne centra handlowo - usługowe, fabryki. Nowe lotniska i centra logistyczne. Ożyły setki miast i całe regiony. Ale nadal o pracę łatwiej często na zachodzie "starego" RFN, już na pewno w południowej Bawarii lub w Badenii - Wirtembergii, niż w Meklemburgii - Pomorzu Przednim czy w Brandenburgii. Toteż od lat, nowe "landy", jak od zjednoczenia nazywa się oficjalnie obszar byłej NRD, wyludniają się systematycznie. A kanclerzowi Kohlowi przez lata zarzucano, że nie miał racji, obiecując niemożliwe.
W polityce liczy się jednak również wiara.
Wiara w cuda jednoczy. Czasem także podzielone od 40 lat państwa.
Ale ma też swoją cenę. I perspektywę. Także.
Przygoda z Armenią zaczęła się od miłej niespodzianki, bo okazało się, że wiza turystyczna staniała i kosztuje już jedynie 10, a nie 35 USD. Jedynym problemem było to, że nie...
Prezydent Barack Obama zaprezentował liczący 192 strony projekt budżetu na rok 2011 (Budget of the United States Government, Fiscal Year 2011). Dokument, który - wg Obamy rozpoczyna...
Po pięciu latach mamy jednak prezydenta Janukowycza. „Pomarańczowa rewolucja” całkowicie rozczarowała swych zwolenników. Upadała powoli, raz cicho raz głośno, aż wreszcie...