1939 -2012 Czy historia zatoczy koło?
    bezpieczeństwo narodowe62 · konflikty XXI wieku45 · rosyjska ekspansja26 · rywalizacja mocarstw58
2012-05-15
Seria wydarzeń, które miały miejsce po zakończeniu I wojny światowej w umysłach wielu ludzi wyzwoliła myśl, że w niezbyt odległej przyszłości może wybuchnąć kolejny, tym razem jeszcze tragiczniejszy konflikt światowy.

Parada wojskowa na Placu Czerwonym, wikimedia commons

Czołowi europejscy politycy, zdawali sobie sprawę z tego, że pokonane i izolowane Niemcy zrobią wszystko, by złamać angielsko-francuski dyktat, choć trzeba przyznać, że nie robili za dużo by temu zapobiec. Wobec tak prowadzonej polityki na efekty nie trzeba było długo czekać, czego dowodem był układ z Rapallo, potwierdzony później w Berlinie. Rok 1933 przyniósł kolejny przełom w postaci zwycięstwa Adolfa Hitlera. Choć niektórzy wierzyli, że z Führerem da się jakoś dogadać, to Anschluss Austrii i Czech pozbawił złudzeń na pokojowe współistnienie. Wydarzenia z marca i września 1938 roku oraz wojenna retoryka Hitlera do 1 września 1939 r. w znakomitej większości mieszkańców Europy utwierdziły przekonanie o nieuchronności kolejnej wielkiej wojny. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę Józef Piłsudski, który na rok przed swoją śmiercią przestrzegał przed upadkiem Polski z dwóch stołków na których siedziała.

W czym sytuacja z końca lat 30. XX wieku jest podobna do dzisiejszej? Jak się okazuje analogii można doszukać się w wielu aspektach. Najbardziej widocznym jest chyba neoimperialna i agresywna polityka Rosji przypominająca tą, którą prowadził swego czasu Hitler

Dzisiaj, kilka dni po 67. rocznicy zakończenia "drugiej apokalipsy" wydaje się, że zagrożeń dla pokoju nie ma żadnych. W tym najdłuższym w historii okresie względnego pokoju Europa Zachodnia pławiła się w luksusie, osiągając możliwie maksymalne wskaźniki gospodarcze. Wschód żyjący pod batem Moskwy mógł jedynie z zazdrością popatrzeć na Francuzów, Anglików czy Niemców (tych z RFN rzecz jasna) kupujących nowe telewizory, samochody i pralki. I chociaż według ujawnionych kilka lat temu dokumentów, w pewnym okresie istniała realna groźba, że Armia Czerwona w ciągu miesiąca wyrąbanymi bronią atomową korytarzami może dotrzeć do Atlantyku, to trzeba powiedzieć, że niewielu ludzi sobie zdawało z tego sprawę. Pogrążeni w dekadencji i samozachwycie zachodni Europejczycy uznawali, że stoi za tym wielka polityka. Im nic do tego. W międzyczasie upadł mur berliński i Związek Sowiecki, a F. Fukuyama ogłosił koniec historii. Miał nastąpić okres prosperity i pokoju. Tymczasem, jeśli się dobrze przyjrzeć, stan zagrożenia wybuchem kolejnej wojny rośnie nieustannie od 1989 roku. Dzisiaj większość opinii publicznej ma klapki na oczach i nie dostrzega poważnych zagrożeń dla światowego pokoju. Jak to się ma do sytuacji w dwudziestoleciu międzywojennym postaram się pokazać w dalszej części. Na początek jednak trzeba przeanalizować to, co działo się pod koniec lat 30. ubiegłego wieku.

Ustępstwa prowadzą do wojny

Pewności, co do tego, że wojna wybuchnie mieszkańcy Europy, jak wspomniałem wyżej, nabrali w latach 1938-39. W marcu 1938 roku Adolf Hitler dokonał aneksji Austrii. Opinia publiczna w większości krajów Europy doskonale zdawała sobie sprawę, że Führer nie poprzestanie na tym Anschlussie. Rzeczywiście nie trzeba było długo czekać, na kolejne ataki ze strony Hitlera. Najpierw uśpił on czujność polityków mówiąc, że Niemcy nie mają roszczeń terytorialnych do Czechosłowacji, a już 29 września 1938 roku przywódcy Wielkiej Brytanii, Włoch i Francji udzielili mu przyzwolenia na rozbiór tego kraju. Następnego dnia brytyjski premier Neville Chamberlain wymachując świstkiem papieru krzyczał z radością: uratowałem wam pokój! Ale tak naprawdę, to on ten pokój w Monachium zabił. 2 października niemieckie wojska były już w Kraju Sudeckim. Kilka miesięcy później, bo w marcu 1939 roku utworzono marionetkowy Protektorat Czech i Moraw, a niemieckie wojska zajmowały port w Kłajpedzie. W międzyczasie rozpoczęto budowę obozów w Mauthausen i Ravensbrück, które stały się później miejscem kaźni tysięcy ludzi. Prowadzone od początku 1939 roku rozmowy między Polską, Anglią, Francją i ZSRS na temat antyhitlerowskiego sojuszu załamały się ostatecznie w maju. Stalin prowadził równocześnie negocjacje z III Rzeszą, czego owocem był pakt Ribbentrop-Mołotow. To wszystko swój finał znalazło 1 września na Westerplatte. Wymieniać tych wszystkich oznak zbliżającej się katastrofy można by jeszcze wiele. Nie to jest jednak celem niniejszych rozważań. Chodzi o to, by pokazać, że analizując i odpowiednio interpretując aktualną sytuację polityczną można z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć co się stanie.

W klatce lwa

Richard Overy w swojej książce "1939 - nad przepaścią" pokazuje, że przywódcy Wielkiej Brytanii i Francji do końca łudzili się, że Hitler zadowoli się pożarciem Polski. Prowadzona z dużą nonszalancją dyplomacja i brak wystarczająco silnych argumentów obu tych krajów (głównie natury militarnej) doprowadziła do tego, że Führer, mimo ostrzeżeń swoich doradców zdecydował się na wywołanie wojny. Tchórzliwa polityka appeasementu skończyła się, gdy Hitler z Albertem Speerem przechadzali się 23 czerwca 1940 pod wieżą Eiffla, a dwa tygodnie później niemieckie stukasy bombardowały Londyn. W ten oto sposób został ukarany egoizm Francuzów i Anglików, choć dla Polaków było to gorzka satysfakcja. Podzielony między ZSRS i nazistowskie Niemcy kraj i jego mieszkańcy musieli radzić sobie sami. Stany Zjednoczone, które po zakończeniu I wojny światowej wróciły do polityki izolacjonizmu, ani myślały angażować się w konflikt w Europie. Dopiero atak na Pearl Harbor zmusił Roosevelta do podjęcia interwencji na Starym Kontynencie, a i to nastąpiło z dużym opóźnieniem. Gdy wojna się skończyła przyszedł czas na podział łupów. Dwa supermocarstwa, które narodziły się po zakończeniu II wojny światowej dokonały rozgraniczenia na strefy wpływów, które swoje konsekwencje wywołuje do dnia dzisiejszego.

W czym sytuacja z końca lat 30. XX wieku jest podobna do dzisiejszej? Jak się okazuje analogii można doszukać się w wielu aspektach. Najbardziej widocznym jest chyba neoimperialna i agresywna polityka Rosji przypominająca tą, którą prowadził swego czasu Hitler. Próbował on różnych układów, w tym z wydawałoby się największym wrogiem jakim był ZSRS. Dzisiaj polityka Kremla również zwraca się w wiele stron, w tym w kierunku USA, Niemiec, ale co chyba najbardziej zaskakujące Pekinu. Jesteśmy świadkami dokładnie tego samego co wydarzyło się przed wybuchem II wojny światowej. Bliskie relacje Rosji i ChRL, krajów delikatnie mówiąc niezbyt się lubiących, porównałbym nawet do zbliżenia hitlerowskich Niemiec i Związku Sowieckiego w latach 30. ubiegłego stulecia. Oczywiście to porównanie trzeba rozpatrywać przy całej odmienności panujących wtedy i dzisiaj uwarunkowań społeczno-politycznych w obu krajach, ale generalny zamysł pozostaje ten sam – jeśli chce się odnieść korzyści lub zdobyć trochę czasu to można zawrzeć pakt z samym nawet diabłem. Trzeba pamiętać, ze dzisiejsza Rosja, to kraj rządzony w sposób autorytarny, wyrosły z tradycji sowieckiej zakończonej przecież nie tak dawno temu, a co za tym idzie wykorzystuje się stare sprawdzone metody.

Powstaje pytanie: kto tym razem kogo zdradzi? Gdy sojusznik przestanie być potrzebny, tak jak Stalin dla Hitlera w 1941 roku, to zawsze można zmienić front albo spróbować zagrać na własny rachunek. Dla Führera jak pamiętamy źle to się skończyło, ale wynikało to w dużej mierze z jego osobistych nienasyconych żądz i braku trzeźwego spojrzenia na sytuację w jakiej się znalazł. Dzisiaj wydaje się, że silniejsze gospodarczo Chiny mogłyby zostawić Rosję na lodzie, a nawet pokusić się o atak na federację, przede wszystkim w kierunku Syberii – chińskiego Lebensraumu – dodatkowo wyjątkowo obfitego w złoża surowców naturalnych.

czytaj na następnej stronie
Komentarzy: 13

cez
15 maja 2012 (20:00)
Historia na pewno nie zatoczy koła.
Sam ten artykulik przypomina trochę takie typowe dla pewnej partii straszenie Rosją. Najbardziej mnie rozbawił ten cytat:"Nieudana próba zdobycia Gruzji w 2008 roku "; jeżeli można mówić o jakiejś nieudanej próbie to tylko podporządkowania sobie Osetii przez Gruzję.

hendaleko
15 maja 2012 (21:31)
A jak dla mnie to Rosja rozgrywa sobie Stany
Obama wystraszony, co pokazywały media obiecał Miedwiediewowi załatwienie sprawy jak bedzie miał wiecej czasu. A co do Osetii i Abchazji, to przeciez do sierpnia 2008 oba te kraiki były czescią Gruzji, więc ta nie musiała ich zdobywac. A czolgi 30 km od stolicy Gruzji - jak to wytlumaczyc? Rosja ze stratą Kaukazu sie nie pogodzila i chetnie ta wroci. A co do samego artykulu to autor porównując sytuacje do lat 30. ma sporo racji

cez
16 maja 2012 (13:21)
Osetia I Abchazja to były samozwańcze
republiki po za kontrolą Gruzji. Formalnie nie uznane przez społeczność międzynarodową. W których stacjonowały wojska pokojowe ONZ, był to oczywiście kontyngent wojsk rosyjskich. Gruzini zaatakowali, Rosjanie przerzucili dodatkowe posiłki i Gruzini dostali baty. Faktem jest (temu nie zaprzeczam) , że rosyjska armia zapędziła się na tereny wcześniej kontrolowane przez Tibilisi, ale podczas pierwszej wojny w zatoce wojska koalicji tez zapędziły się na tereny Iraku.

Makowa Panienka
17 maja 2012 (11:46)
Jedno słuszne spostrzeżenie: NATO nie funkcjonuje....
w takiej formie jaką sobie wymarzyliśmy zgłaszając do niego akcesję. Nie służy naszym naiwnie wydumanym zachciankom a po części również realnym interesom. Boli nas że NATO w wielu kwestiach nie mówi jednym głosem, ale dlaczego ten jeden wspólny głos ma akurat pochodzić z nad Wisły? Militarnie do paktu wnosimy tyle co nic, gospodarczym, surowcowym czy technologicznym potentatem też zdaje się nie jesteśmy. Więc na czym się opierają nasze dziecinne oczekiwania? Główny rozgrywający - USA nie ma w Europie Środkowej a w szczególności w Polsce żadnych interesów. Ma natomiast bardzo poważne interesy z Rosją, której pomoc, przyjazna obojętność, czy nawet wstrzymywanie się od jawnego przeszkadzania, jest nieocenionym wkładem, w będącą priorytetem w s z y s t k i c h ostatnich amerykańskich administracji \\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\'wojnę z terroryzmem\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\\" i utrzymywania coraz trudniejszej kurateli nad Bliskim Wschodem. Głos w RB ONZ, technologie militarne, które w każdej chwili można udostępnić wrogom USA, wpływy w dawnych republikach sowieckich przez które idzie zaopatrzenie dla wojsk amerykańskich w Afganistanie, wreszcie trzecie na świecie rezerwy walutowe oraz zasoby ropy mogące jako tako stabilizować rynek w przypadku poważnego tąpnięcia na Bliskim Wschodzie powodują że dla Ameryki Rosja jest i będzie bardzo ważnym partnerem, bez względu na to kto zostanie następnym prezydentem USA. Cała reszta z artykułu w raz z rytualnym w Polsce rozważeniem możliwości zwrócenia się Chin ku Syberii, warte z grubsza, tyle co oczekiwanie że NATO będzie rozmawiać z Rosją językiem kreowanym w Warszawie, a nie w Waszyngtonie.

Tarcza
21 maja 2012 (16:00)
Rosja nie ma tak silnej pozycji jak twierdzą i straszą politycy na Kremlu
Rosja ma w tej chwili dwa kluczowe asy w rękawie: ropa, gaz oraz broń atomową. Ale jak plasuje się najbliższa przyszłość? jeśli chodzi o broń atomową jest ona bardzo skuteczna jeśli weźmiemy pod uwagę elementy które ją przenoszą czyli rakiety balistyczne.. NATO jest w trakcie budowy tarczy antyrakietowej która oficjalnie jest skierowana przeciwko Iranowi oraz Korei. Ciekawe rozwiązanie, moim zdaniem NATO chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, z jednej strony faktyczna obrona przed Iranem a z drugiej strony psychologiczny i faktyczny straszak przed kontratakiem Rosji. Przecież Federacja nie udowodni Paktowi że rakiety są także elementem obrony przed odwetem nuklearnym ze strony Kremla. Na poparcie mojego faktu podam przykład nie uległości USA co do podpisania dokumentu który dałby gwarancje Rosji że tarcza nie jest wymierzona przeciwko niej. Stany nie chcą za wszelką cenę podpisać takiego dokumentu. Przypomnę tylko że gdy dojdzie do realizacji czwartej fazy projektu tarczy oraz rozlokowania rakiet SM-3 IIB o zasięgu globalnym zdolnym niszczyć pociski balistyczne na dystansie ponad 5500 km Rosja już nie będzie taka pewna swojej dominacji i strategi wzajemnego zniszczenia, która do tej pory świetnie się sprawdzała.. Ktoś dostanie bardziej w pupe:) Co do drugiej hegemoni- surowców....przypomnę że na świecie zaczyna się eksploatacja gazu i ropy łupkowej. W USA stanowi to już niemal 1/5 ogólnego zapotrzebowania na gaz. W tej chwili Stany produkują ponad 100 mld m3 tego surowca a produkcja znacznie rośnie- cena za 1000 m3 wynosi obecnie 75 USD a polska płaci 430USD- jest znaczna różnica...w obecnej chwili branża ta zaczyna rozkwitać- zakazano ją tylko w nielicznych krajach...za 10 lat pozycja Rosji może już nie być taka monopolistyczna jaka jest obecnie, nie wspominając o odnawialnych źródłach energii.. który udział również rośnie. Nie jestem zwolennikiem Rosji, uważam że dużo ona tylko gada i nie wynika z tego wiele..Oczywiście taka jest już mentalność rosyjska ale gdy weźmiemy PKB Rosji który wynosi niecałe 2 BLN usd i porównamy je z UE ( 15 BLN) oraz Stanów (14 BLN) to wygląda to naprawdę mizernie. TO samo ma się z wydatkami na zbrojenia USA 610MLD usd, UE 300 MLD a Rosja ok 70 mld..i po co oni tak krzyczą:) pozdrawiam

Tarcza
21 maja 2012 (16:12)
Jeszcze o rakietach s-400 o których pisze autor
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem, ale autor pisze to tak jakby baterie s-400 miały zniszczyć cele naziemne -\\\" zdolne są razić cele na większości terytorium naszego kraju\\\" a przypomnę tylko że rakiety te mogą jedynie niszczyć dość szeroką gamę celów powietrznych, jednostką naziemnym one nie zagrażają- no chyba że wyczerpie się paliwo i spadnie taka zagubiona rakieta np na nasz czołg:) Co innego scudy to jest już inna bajka...tak nawiasem pisząc przemysł zbrojeniowy Rosji jest już na wymarciu. Rosja coraz częściej kupuję sprzęt na zachodzie np, okręty francuskie mistral, bsl izraelskie, a być może już niedługo transportery opancerzone Boxer od Niemiec. Przykład myśliwca 5 generacji T-50 do którego nie mają silników na równie wysokim poziome tylko używają leciwych al-41 - pokazuje faktu że nie ma odpowiedniej kadry inżynierskiej aby takie jednostki zbudować..i tak jest w wielu programach zbrojeniowych..może Rosja i ma potencjał ale wojna z Gruzją pokazała liczne słabości armii tak samo jak woja z Finlandią w ubiegłym stuleciu..i po co tak krzyczeć:)

cez
21 maja 2012 (20:48)
po co tak krzyczeć
Ta paranoją na temat Rosji i Niemiec (*wiadomo jakiej partii); to cześć propagandy. Musi istnieć wróg by istniało społeczeństw. Świetnym przykładem tego są właśnie Polacy, gdzie praktycznie zawsze byliśmy skłóceni, ale potrafiliśmy w razie potrzeby zjednoczyć przeciw wspólnemu wrogowi.

Tarcza
22 maja 2012 (15:02)
Po co tak krzyczeć
Częściowo się z Tobą zgadzam, lecz uważam że nie można wiecznie wymyślać sobie wrogów-wierzę w rosyjskie społeczeństwo i mam nadzieję że nie jest ono tak głupie aby wierzyło w każde słowo wypowiedziane na Kremlu..z resztą ostatnie wielkie anty-Putinowskie demonstracje pokazały że poparcie dla władzy nie jest tak silne jak uważano.."Wróg" zawsze jednoczył państwo, tylko trzeba jeszcze z czegoś żyć..ogromne rozwarstwienie społeczne-jeżeli weźmiemy pod uwagę dochody- stwarzają znaczny problem dla władzy...nie wspominając już o różnicach kulturowych tego państwa oraz idei autorytarnych poszczególnych regionów rosyjskich...Ktoś kiedyś napisał:Rosja jest zbyt wielkim państwem aby być przeciętnym krajem i zbyt małym aby sięgać mocarstwowości..ja uważam że Federacja Rosyjska nie wykorzystuje swojego potencjału terytorialnego...z liczbą ludności sięgającą 143 mln nie można zdziałać nic wielkiego..można tylko krzyczeć:)

Kafka
26 maja 2012 (07:58)
Panie Tarcza
Otóż Polska jest najbardziej rozwarstwionym krajem w UE....Bardziej od Rumunii i Bułgarii. Proszę zajrzeć do najnowszych badań. Artykuł jest bardzo dobry. Kaktus mi wyrośnie na dłoni, jeśli nie zobaczę ruskich śmigłowców nad głowami w ciągu najbliższych 2 lat.

yogi
26 maja 2012 (21:31)
Taka jest rzeczywistość .
Dawno nie czytałem tak dobrego w tej tematyce artykułu.Pozdrowienia

Tarcza
29 maja 2012 (15:56)
Panie Kafka
Proszę odpowiedzieć i uzasadnić dlaczego uważa Pan że polskie społeczeństwo jest najbardziej rozwarstwione z państw UE, a także dlaczego mailibyśmy zobaczyć rosyjskie śmigłowce na polskim niebie? chciałbym bardziej szczegółowo poznać Pana opinie.pozdrawiam

ostry
30 maja 2012 (16:29)
Analogia z Rzymem i Kartaginą
Mi najbardziej nasuwa się analogia między Rzymem i Kartaginą o wpływy na morzu śródziemnym. Republika rzymska to USA, Kartagina to Chiny. Starożytni rywalizowali o wpływy na Sycylii, na Morzu Śródziemnym. Współcześni rywalizują o bliski wschód na Pacyfiku. (A może Rzym to współczesne Chiny, a Kartagina to USA?)

Tarcza
30 maja 2012 (22:54)
Do analogi z Rzymem i Kartaginą
Rywalizacja która prowadzą w tej chwili USA i Chiny dotyczy wielu aspektów. Zaliczyłbym do nich zmagania na polu politycznym, gospodarczym, ideowy, zbrojeniowym, kulturalnym oraz ostatnio głośnej wojnie cybernetycznej. Ta rywalizacja jest bardzo zacięta w wszystkich tych dziedzinach..Chiny taraja się zjednoczyć pod własnym sztandarem jak najwięcej ludności świata.Zabiegi o dominację w Afryce, Azji mają zdetronizować USA, UE oraz Rosję. Atutem Chin w walce z zachodem są oczywiście pieniądze, które jak dobrze wiemy Państwo Środa dysponuje ogromnymi zasobami ok 3,2 bln dolarów rezerw.Są to środki które mogą przechylić szale zwycięstwa na korzyść Chin, szczególnie w dobie kryzysu finansowego, który to winduje Państwo Środka i pozwala mu dokonywać ogromnych inwestycji i przejęć niekiedy bardzo ważnych i strategicznych przedsiębiorstw. Jeśli chodzi o przewagę technologiczną Chin jest ona w dalszym ciągu opóźniona, biorąc pod uwagę światowe osiągi w tej dziedzinie. Lecz Chiny nadrabiają bardzo szybko swoje zaległości. Dla przykładu podam kilka przykładów..kilka miesięcy temu zbudowali superkomputer który jest wyłącznie zbudowany z części pochodzących z ich państwa, łącznie z procesorami. USA były bardzo zaskoczone tym faktem..gdyż ta dziedzina była zupełnie zdominowana przez Amerykanów. Kolejnym przykładem nowoczesnej myśli technicznej jest myśliwiec piątej generacji J-20 który ma konkurować z jego amerykańskim odpowiednikiem f-22 Raptor..myśliwce tego typu posiada jeszcze tylko jedno państwo- Rosja..Telefony, samochody, energetyka odnawialna, kolej dużej prędkości, broń w tych aspektach Chińczycy zaczynają zbliżać się do zachodu i co równie ważne z nimi konkurować. Pominę fakt jak zdobywają te technologie, ponieważ głośno jest o wykradaniu technologi z różnych instytucji m. in. z USA- NASA, Locheeda i innych o które nie zostały publicznie ujawnione. Napisze jeszcze o jednym aspekcie- zbrojeniach- Chińczycy wprowadzają nową doktrynę zwaną Sznurem Pereł- która to ma zdominować militarnie takie państwa jak Indie, Japonie, Koreę Płd oraz kilku państw regionalnych rywalizujących z Państwem Środka. Jedyną ważna przeszkodą na pełnej drodze do dominacji jest oczywiście Tajwan, który jak mówił jeden z polityków chińskich-jest jak głaz rzucony na drodze do Pacyfiku. Chińczykom w dominacji na USA pomagają nowe technologie m.in zdolność niszczenia lotniskowców oraz satelitów, które jak wiemy są głównym orężem Stanów.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Putin w Szanghaju: strategiczne partnerstwo na chińskich warunkach

Oficjalna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach w dniach 20–21 maja przyniosła mieszane rezultaty z punktu widzenia celów, jakie stawiała sobie Moskwa.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".