Noc z 25 na 26 lipca 1953 r., Santiago de Cuba. Korzystając z dogodnych warunków, jakie oferuje tego wieczoru miejscowy karnawał kolumna 26 samochodów wioząca 111 osób nie niepokojona przez nikogo podjeżdża z pobliskiego Siboney pod miejscowe koszary wojskowe. To główny „oddział” młodych opozycjonistów, przeciwnych rządom dyktatora Fulgencio Batisty wprowadza w życie plan ataku na garnizon wojskowy Moncada (w tym samym czasie kilkukrotnie mniejszy „oddział” atakuje sąsiednie koszary Bayamo). Oddział to zbyt wiele powiedziane. Choć wszyscy posiadają mundury i tygodniami trenowali strzelanie, ciągle stanowią tylko słabo uzbrojony zlepek przedstawicieli różnych ruchów politycznych kontestujących porządek na wyspie, zjednoczonych pod przywództwem charyzmatycznego lidera Fidela Castro (z czego też nie wszyscy są zadowoleni).
Plan jest prosty: zaskakujący napad o 5.30 rano na śpiących żołnierzy, niczego nie świadomych i - jak oczekiwano - niezdolnych do walki po świętowaniu do późna w nocy ma skończyć się szybkim zwycięstwem (mimo 10-krotnie mniejszych sił napastników). Zwycięscy rewolucjoniści mają zdobyć broń i zapasy amunicji, przede wszystkim jednak mają zdobyć rozgłos. Mają dać narodowi kubańskiemu sygnał do powstania i sprzeciwienia się dyktaturze, a ten spontanicznie i masowo ma nań odpowiedzieć.
Moncada miała być ogniskiem zapalnym dla ogólnonarodowego powstania, którego celem było obalenie Batisty. W późniejszym okresie Fidel mówił, iż miał wówczas 5 celów: restaurację konstytucji z 1940 r.; rozparcelowanie za odszkodowaniem wielkich majątków ziemskich oraz rozdzielenie gruntu między najuboższymi rolnikami i hodowcami; podział zysków między właścicielami, a pracownikami zakładów i fabryk; zagwarantowanie hodowcom trzciny cukrowej prawa do 55% całej produkcji; i konfiskata nielegalnie uzyskanych pieniędzy, ziemi oraz innej własności. Wydaje się jednak, iż to tylko narośl kolejnych lat i można bezpiecznie stwierdzić, że ruch, na które czele stał Castro w 1953 r. był w swej istocie jedynie ruchem antybatistowskim.
Obydwa ataki zakończyły się kompletną klęską. Z początkowych 160 spiskowców, kilkoro wycofało się tuż przed akcją, w walce poległo zaledwie kilku, 48 zdołało uciec, a reszta została schwytana. Z tej ostatniej grupy do procesu dotrwało zaledwie 32 więźniów – byli wśród nich bracia Fidel i Raúl Castro. Pozostała część, czyli 68 rebeliantów zostało zabitych w trakcie aresztowania lub zginęło w wyniku tortur. Fulgencio Batista, i tak już zaniepokojony niedawnym zjednoczeniem się opozycyjnych ugrupowań, wobec tego nowego i najpoważniejszego jak dotąd aktu oporu, odpowiedział brutalną pacyfikacją. Krwawe stłumienie tej próby przewrotu zrodziło jednak w wielu obojętnych dotąd mieszkańcach wyspy niechęć do dyktatora.
Przywódca powstańców natomiast, po płomiennej przemowie obronnej wygłoszonej podczas własnego procesu jesienią 1953 r. (Castro był z wykształcenia prawnikiem, bronił się więc sam) zyskał jeszcze na popularności. Mowa ta zawierała rozszerzony program ruchu Fidela Castro. Po pierwsze, z całej mocy atakowała Fulgencio Batistę, jako gwałciciela porządku konstytucyjnego i najgorszego ze wszystkich kubańskich dyktatorów. Po drugie, krytykowała olbrzymie nierówności w poziomie życia Kubańczyków, uzależnienie gospodarki wyspy od cukru i importu dóbr przetworzonych.
Po trzecie, wzywała do poprawy systemu służby zdrowia, szkolnictwa i zatrudnienia. Był to w gruncie rzeczy mało radykalny program. Nie wspominał nic o nacjonalizacji przemysłu cukrowniczego, kluczowego dla zdrowia gospodarki kubańskiej. Castro nie używał wówczas jeszcze retoryki komunistycznej. Nie odnosił się też nieżyczliwie do Stanów Zjednoczonych. Wypowiedź swą zakończył stwierdzeniem, że nie boi się więzienia. „Skażcie mnie” – mówił. „Historia mnie uniewinni”. Od tych trzech ostatnich słów przyjęło się później tytułować ową przemowę. Decyzją sądu, podporządkowanego władzom oczywiście, Castro został skazany na 15 lat więzienia, a jego wspólnicy otrzymali podobne lub nieco niższe wyroki.
Gdyby nie krwawe represje wojska, jakie miały miejsce w dniach bezpośrednio po ataku, wydarzenia z 26 lipca 1953 r. byłyby traktowane tylko jako kolejny warcholski wybryk Fidela i dziś dawno zapomniane. Pacyfikacja opozycjonistów zjednoczyła w oporze przeciw dyktatorowi wiele różnych grup społecznych i wraz z błyskotliwą mową obronną „Historia mnie uniewinni” zbudowała podstawy legendy nazwiska Castro. Był to jeden z dwóch strategicznych błędów Fulgencio Batisty. Drugi miał miejsce wiosną 1955 r., kiedy pewny swej potęgi dyktator przyznał amnestię napastnikom z Moncada.
Dnia 15 maja 1955 r. bracia Castro opuścili więzienie na Isla de Pines i wkrótce Fidel założył nowe opozycyjne ugrupowanie antybatistowskie, zmierzające do aktywnej walki zbrojnej z dyktatorem (w przeciwieństwie do tradycyjnej opozycji, która liczyła na możliwość osiągnięcia porozumienia z Batistą na drodze negocjacji). Ugrupowanie to przyjęło nazwę „Ruch 26 Lipca” dla upamiętnienia ataku na koszary Moncada. Komórki Ruchu powstały wkrótce w kilku miastach Kuby, a sam Castro z grupą zwolenników udał się do Meksyku. W grudniu 1956 r. powrócił stamtąd na czele niewielkiego oddziału i rozpoczął ponad dwuletnią walkę z dyktatorem zakończoną 1 stycznia 1959 r. zwycięstwem Rewolucji Kubańskiej. Od tego czasu dzień 26 lipca to jedno z najważniejszych świąt kubańskich, to Dzień Rewolucji.
Historia stosunków polsko-ukraińskich, a wcześniej polsko-ruskich od początku nie była łatwa.


Start



Komentarzy: 1