5 V 1985 – dzień, w którym Niemcy znów stały się mocarstwem
    Helmut Kohl3 · Niemcy74 · II wojna światowa82
2010-05-13
W kwietniu i maju 1985 Wschód i Zachód dwukrotnie zatrząsł się z oburzenia. Po raz pierwszy na wieść o zamiarze prezydenta Reagana złożenia wieńca na cmentarzu niemieckich żołnierzy z okresu drugiej wojny światowej. Po raz drugi, kiedy nie zważając na wielotysięczny chór sprzeciwu, Reagan uparł się i dokonał tego, co zamierzał. Bezpośrednim powodem sporu i oburzenia stały się groby 49 zabitych w walkach z Amerykanami żołnierzy Waffen SS – doborowej formacji frontowej III Rzeszy. Tak naprawdę nie był to jednak spór o historię, ale o współczesność i przyszłość.

źródło:4.bp.blogspot.com

Stała rozbudowa sił Układu Warszawskiego, z radzieckimi rakietami średniego zasięgu (SS-20) na czele, powstawanie „drugiej Kuby” w Ameryce Środkowej I na Karaibach, radziecki najazd na Afganistan oraz zdławienie „Solidarności” spowodowały nawrót tzw. zimnej wojny. Przywódcy państw zachodnich, z prezydentem Reaganem, panią Thatcher i kanclerzem Kohlem na czele zdali sobie sprawę, że mogą wygrać tę narzuconą im próbę sił. Blok radziecki, osłabiony jak nigdy dotąd w wyniku załamywania się własnej ideologii oraz trudności gospodarczych (pętla zadłużenia, pułapka licencyjna, radziecki wstrząs naftowy) został wciągnięty na pole minowe polityki historycznej, która miała ukazać światu największego zbrodniarza wszystkich czasów i narodów – generalissimusa Józefa Stalina, wysławianego długo przez całą światową lewicę jako dobry wujaszek oraz główny pogromca Hitlera. ZSRR znalazł się w ogniu krytyki jako państwo w gruncie rzeczy równe Trzeciej Rzeszy oraz militarystycznej Japonii. Niemcy Zachodnie odzyskały pewność siebie, a naród niemiecki został niejako zwolniony z konieczności bezustannego kajania się za Hitlera. W ciągu kilku następnych lat blok radziecki przegrał swą ostatnią wielką bitwę – propagandową jak również społeczno-gospodarczą – i w wyniku został skazany na całkowity rozpad. Na początku maja 1985 zaczął dobiegać końca okres powojenny – tzw. logiki dwóch bloków – i zarysowały się kontury dzisiejszej Europy.

Podczas listopadowej wizyty w Białym Domu kanclerz Helmut Kohl zwrócił się do swego gospodarza z usilną prośbą o wspólne udanie się na niemiecki cmentarz wojskowy w celu zademonstrowania amerykańsko-niemieckiego pojednania.
Cała sprawa miała swój początek jesienią 1984, kiedy to w gabinetach rządów mocarstw zachodnich zaczęto się zastanawiać nad sposobami uczczenia przypadającej wkrótce czterdziestej rocznicy zwycięstwa nad hitleryzmem. Ze względu na ówczesną atmosferę międzynarodową miały to być obchody zwycięstwa na froncie zachodnim z kulminacją w dniu 8 maja ’85. Prezydent Reagan, zniecierpliwiony wlokącymi się bez jakichkolwiek postępów rokowaniami rozbrojeniowymi, próbami szerzenia komunizmu na półkuli zachodniej oraz postawą wielkonakładowej prasy amerykańskiej (tzw. liberałów ze wschodniego wybrzeża), wtórującej komunistycznej propagandzie robiącej zeń podżegacza wojennego gotowego podpalić świat niczym Hitler, postanowił wykorzystać okrągłe daty do rozwinięcia kontrofensywy propagandowej w wielkim stylu.

Niemiecka podpowiedź

Podczas listopadowej wizyty w Białym Domu kanclerz Helmut Kohl zwrócił się do swego gospodarza z usilną prośbą o wspólne udanie się na niemiecki cmentarz wojskowy w celu zademonstrowania amerykańsko-niemieckiego pojednania. W planie wizyt państwowych Reagana tak czy owak znajdowała się obecność na spotkaniu przywódców G-7 w Bonn w pierwszym tygodniu maja ’85. Kohl zasugerował też głównemu lokatorowi Białego Domu jako miejsce tego uroczystego aktu Bitburg, gdzie 11 tysięcy żołnierzy oraz pracowników cywilnych amerykańskiej bazy lotniczej oraz członków ich rodzin żyje w przykładnej zgodzie z podobną liczbą żołnierzy i ich rodzin z Luftwaffen der Bundeswehr. Taki wybór miejsca miał zapewnić szczególnie wyrazistą wymowę całym uroczystościom, ponieważ w Bitburgu zostały rozmieszczone m. in. F-15A należące do USAFE, których przybycie w roku 1977 przywróciło siłom NATO pełną kontrolę nad przestrzenią powietrzną Republiki Federalnej, naruszaną przedtem przez radzieckie myśliwce wysokościowe, zaś całkiem niedawno pojawiły się tam zachodnioniemieckie samoloty szturmowo-bombowe Tornado IDS. Ich zadaniem było z kolei odstraszanie przed próbą zajęcia Europy Zachodniej przez zmasowane siły pancerne Układu Warszawskiego.

Ważną rolę w postawie Reagana, który zgodził się z taką sugestią Kohla, a następnie nie dał się w żaden sposób przekonać do odwołania swojej decyzji odgrywało przekonanie, że jest coś winien Kohlowi w zamian za jego nieugiętość w sprawie rakiet typu Cruise i Pershing II, które mimo ogromnych protestów społeczeństwa i opozycyjnych partii politycznych Republiki Federalnej zostały rozmieszczone w Niemczech Zachodnich, przywracając atomową równowagę sił w Europie. Na utwardzenie stanowiska Reagana (aby nie odwoływać upamiętnienia niemieckich żołnierzy w Bitburgu) wpłynął wywiad Kohla dla „New York Timesa” („jeśli nie udamy się razem do Bitburga tak jak zaplanowaliśmy, głęboko urazimy uczucia moich rodaków”) oraz wiadomość, że sondaże wykazały poparcie opinii publicznej Republiki Federalnej dla uroczystości bitburskich na poziomie powyżej 70 %.

Groby SS-manów niespodziewanie ukazują się na przedpolu

W lutym ’85 zastępca szefa sztabu Białego Domu (etatowych doradców i współpracowników prezydenta) odpowiedzialny za kreowanie wizerunku Reagana Michael Deaver wybrał się do Bitburga w celu podjęcia przygotowań do wizyty swego szefa. Wszystkie nagrobki były pokryte śniegiem, a Deaverowi i jego pomocnikom nie przyszło do głowy, że powinni go odgarnąć. 11 IV rzecznik Białego Domu Larry Speakes zawiadomił dziennikarzy o planowanych uroczystościach w Bitburgu. Na pytanie, kto jest pochowany na cmentarzu Kolmeshöhe odpowiedział, że jak mu się wydaje chodzi o amerykańskich i niemieckich żołnierzy frontowych. Dociekliwi dziennikarze bardzo szybko ustalili, że doczesne szczątki żołnierzy amerykańskich zostały stamtąd zabrane już dawno temu, w przeciwieństwie do członków Waffen SS, których groby znajdują się tuż obok miejsca przewidzianego na przemówienia i złożenie wieńców. Zapytany o to burmistrz Bitburga Theo Hallet stwierdził, że najprawdopodobniej na wszystkich niemieckich cmentarzach wojskowych leży co najmniej kilku tych z Waffen SS. Koniec końców wybrnięto z kłopotu w ten sposób, że związane z ideologią niemieckiego faszyzmu dekoracje na nagrobkach esesmanów zostały usunięte przed wizytą Reagana i przywrócone zaraz po niej.

Nie dało się jednak usunąć faktu, który już przedostał się do prasy. Nie ukrywający swego antykomunistycznego nastawienia prezydent i kanclerz mieli obchodzić dzień pojednania swoich państw i narodów na grobach esesmanów (!!!). Wydawało się, że obaj strzelili sobie w stopę, a ich rana jątrzy się z każdym dniem, w którym upierają się przy nie zmienianiu miejsca planowanych uroczystości. Mogło się zdawać, że polityczne rozstrzelanie ich za to przez aparat propagandowy bloku radzieckiego, któremu nie zabraknie mnóstwa dobrowolnych sojuszników na Zachodzie, jest już rzeczą pewną.

Polityka historyczna Anno Domini 1985

Np. w naszym kraju niezwykle bystry i przytomny, zasługujący wręcz na złote pióro publicysta Daniel Passent był bliski tego celu: „Protestujemy nie przeciwko 16-letniemu chłopcu, którego hitlerowcy ubrali w mundur i posłali na przedwczesną śmierć. Protestujemy przeciw składaniu wieńca na cmentarzu, gdzie leżą żołnierze formacji uznanej przez Trybunał Norymberski za zbrodniczą. Od Pirenejów po Kamczatkę nie można od żadnej wdowy, sieroty lub matki wymagać, by sprawdzała metrykę oraz dystynkcje zabójcy jej ojca, syna czy brata. Komentator telewizji ARD, który powiedział, że problem SS «trzeba zracjonalizować» powinien się wstydzić. To jest człowiek niebezpieczny. Jestem przeciwny rozdrapywaniu ran, uganianiu się za każdym Niemcem po pięćdziesiątce, jestem za tym, by zostawić w spokoju groby kilkunastoletnich żołnierzy oraz ich matki i siostry, ale składać na ich cmentarzu wieniec i jeszcze dorabiać post factum pokrętną ideologię, to już za wiele.” [1] Przeciw zamiarowi swojego prezydenta protestowali twórcy kultury, oficerowie amerykańskich sił zbrojnych, a nawet urzędnicy jego własnej administracji. 53 senatorów (w tym 11 z Partii Republikańskiej) oraz 257 posłów do Izby Reprezentantów (w tym 84 z Partii Republikańskiej) podpisało list nawołujący prezydenta do odwołania wizyty w Bitburgu, a kanclerza do wycofania zaproszenia. Dochodziło do takich aktów sprzeciwu, jakie miały miejsce w okresie najgłębszego podziału społeczeństwa Stanów Zjednoczonych od czasu wojny domowej tzn. w latach bezpośredniego udziału amerykańskich żołnierzy w drugiej wojnie indochińskiej (1965-73). Np. jeden z weteranów drugiej wojny światowej odesłał swoje odznaczenia do Białego Domu.
Komentarzy: 1

takbylo
8 grudnia 2016 (00:05)
nie było żadnej agresji ZSRR na Afganistan
Nie było żadnego najazdu ZSRR na Afganistan. Afganistan miał legalną władzę, którą USA usiłowało obalić przy pomocy muzułmańskich grup zbrojnych szkolonych w Pakistanie, na co legalny rząd Afganistanu poprosił o pomoc ZSRR.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Birma. Miłość od pierwszego wejrzenia. Wywiad z Michałem Lubiną o jego nowej książce „Birma. Historia państw świata w XX i XXI w.”

O książce "Birma. Historia państw świata w XX i XXI w." oraz o problematyce birmańskiej z Michałem Lubiną rozmawia Roman Husarski.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".