A Silver Mt. Zion – Kollaps Tradixionales
    A Silver Mt. Zion 2 · muzyka alternatywna274 · muzyka folkowa10
2010-02-25
A Silver Mt. Zion to zespół, który powstał z inicjatywy trojga muzyków z nieistniejącego już, kultowego dla fanów post-rocka zespołu Godspeed You! Black Emperor. Grupa wydała właśnie swój szósty album pt. „Kollaps Tradixionales”. Pamiętam, że po poprzedniej płycie kanadyjskiej formacji, która nosiła tytuł „13 Blues for Thirteen Moons”, czułem lekki niedosyt. Krążek nie był zły, ale znając pierwsze albumy zespołu, wiedziałem, że stać ich na więcej. Dziś, po przesłuchaniu ich najnowszego dzieła, z ulgą jednak mogę stwierdzić, że A Silver Mt. Zion powrócili i są w doskonałej formie.

Płyta zachwyca już na samym wstępie. Pierwszy kawałek pt. There Is A Light szybko stał się moim faworytem tego albumu. Utwór ma ponad 15 min, ale Kanadyjczycy zdążyli już przyzwyczaić nas do piosenek tej długości. Kawałek zaczyna się bardzo niepozornie, brzdąkanie gitary na tle spokojnych skrzypiec. Wszystko rozkręci się w bardzo burzliwy sposób ok. czwartej minuty, wtedy usłyszymy doskonałe, szybkie brzmienie smyczków, po czym całość znów ucichnie, lecz nie na stałe. Tak zmienne nastroje będą powtarzać się, aż do zakończenia utworu, które przy nagromadzeniu mnóstwa instrumentów będzie wyjątkowo dramatyczne.

Drugi kawałek, już znacznie krótszy, bo sześciominutowy, nosi tytuł I Built Myself A Metalbird. Numer o bardzo szybkim tempie, podczas którego nareszcie usłyszymy to charakterystyczne dla Kanadyjczyków „brudne” brzmienie gitary oraz jej wyścig z rozpaczliwą linią skrzypiec, które osobiście są moim ulubionym elementem muzyki A Silver Mt. Zion. Oczywiście od początku płyty nie brakuje też oryginalnego, a dla niektórych wręcz dyskusyjnego wokalu Efrima Menucka. Przyznaję, że głos człowieka, który był głównym rdzeniem wspomnianego już GY!BE, przy pierwszym wrażeniu ma prawo budzić mieszane uczucia. Dla mnie jednak to zawsze była kwestia osłuchania się z twórczością zespołu i jej klimatem, do którego brzmienie wokalu Efrima wyjątkowo trafnie wyraża dramatyczne emocje od zawsze przepełniające muzykę Kanadyjczyków.




Kolejny utwór I Fed My Metal Bird The Wings Of Other Metal Birds, to jak już sam tytuł wskazuje przedłużenie poprzedniego kawałka. Po spokojnym lekko chaotycznym wstępie brzmień różnych instrumentów ponownie mamy szybkie tempo i gitarę wraz ze skrzypcami na pierwszym planie, lecz wszystko pozostaje w czysto instrumentalnej aranżacji. Tym sposobem docieramy do numeru tytułowego, który tworzy swego rodzaju trylogię z dwoma następnymi pozycjami, sugerują to te same nazwy utworów, różniące się jedynie dopiskami w nawiasach. Część pierwsza czyli Kollapz Tradixional (Thee Olde Dirty Flag) to nagromadzenie spokojnego brzmienia mnóstwa dźwięków tradycyjnie z gitarą i smyczkami na pierwszym miejscu, jednak bez konkretnej melodii. Powraca tu też wokal Efrima.

Następnie króciutka, bo zaledwie półtoraminutowa druga część trylogii - Collapse Traditional (For Darling). Ładny i nadal bardzo spokojny kawałek, który brzmieć może wręcz niczym fragment kołysanki. Tak docieramy do Kollaps Tradicional (Bury 3 Dynamos). Po kontynuacji spokojnego chaosu instrumentów z (Thee Olde Dirty Flag) całość powoli nabiera tempa marszu, a gdy dołącza do tego wokal słyszymy chyba najbardziej burzliwy moment płyty. Efrim śpiewający na dwa głosy, starający się przekrzyczeć samego siebie. Dodatkowo dramatyczne brzmienie doskonale podkreślają w końcówce szybkie i niepokojące gitary oraz miarowa perkusja.




Ostatni kawałek - 'Piphany Rambler, to ponownie coś dłuższego. Kwadrans muzyki o tej samej zmiennej konstrukcji jaką mogliśmy usłyszeć na początku płyty, jednak oparty oczywiście na zupełnie innych melodiach, z tradycyjnym wyszczególnieniem skrzypiec. Emocjonujący finał nakładających się na siebie instrumentów sprawi, że bardzo łatwo zauważyć cechy przewyższające całe „Kollaps Tradixionales” od poprzedniego albumu. Dużo ciekawsze, żywsze kompozycje przy wykorzystaniu jeszcze bardziej różnorodnej gamy instrumentów. Już pomijając tradycyjne połączenie gitary i smyczków słychać tu także kontrabas, trąbki, oczywiście perkusję, a momentami w tle daje się zauważyć nawet saksofon.

Na tej płycie po prostu dzieje się dużo więcej, a wszystko przy zachowaniu najbardziej charakterystycznych elementów dla brzmienia zespołu. Dłuższe kawałki najlepiej pokazują, iż dla Kanadyjczyków najważniejsza jest złożona i efektowna konstrukcja utworu, co opanowali już do perfekcji. Zespół wystąpił w Polsce dwa lata temu we Wrocławiu, gdzie po bardzo entuzjastycznym przyjęciu obiecał, iż wróci. Pozostaje, więc tylko czekać aż podczas właśnie rozpoczynającej się trasy koncertowej, prędzej czy później usłyszymy doskonałe „Kollaps Tradixionales” na żywo.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Iamamiwhoami – Kin

Wszystko zaczęło się od umieszczania tajemniczych klipów na kanale youtube skandynawskiego projektu o nazwie iamamiwhoami. Brak konkretnych informacji sprawił, iż na podstawie stylistyki...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".