Afganistan – wojna, która przypieczętowała koniec supermocarstwa
    Breżniew1 · Afganistan75 · mudżahedini3 · Związek Radziecki22
2010-01-09
W niedzielę 27 XII, w dniu trzydziestej rocznicy szturmu na pałac Amina, od którego rozpoczął się bezużyteczny przelew krwi radzieckich żołnierzy, ludności Afganistanu i ochotników z innych krajów muzułmańskich w latach 1979-89, telewizja Russia Today nadała wywiad z byłym dowódcą tego szturmu – płk. Olegiem Bałaszowem. Z ubolewaniem, acz bez zdziwienia usłyszałem, jak ten człowiek radziecki rozgrzesza nie tylko siebie samego (co jeszcze byłoby można jakoś zrozumieć) ale również gorszą od zbrodni głupotę, jaką popisało się ówczesne kierownictwo jego państwa, rzucając resztki międzynarodowego autorytetu zwycięzców drugiej wojny światowej, swoje rezerwy materialne oraz (rzecz niewybaczalna) młodzież spośród narodów Rosji w paszczę wojny nie do wygrania.

Smutna okoliczność, którą ten stary człowiek przytoczył na swoje usprawiedliwienie, a mianowicie, że podobnych krwawych szaleństw dopuściły się dawno oraz niedawno temu również inne mocarstwa, niewiele znaczy. Trzeba było bowiem takiego właśnie zaślepienia i braku zdolności samodzielnego rozumowania, jakimi on się chlubi, aby wybrać się na wojnę, na którą państwa Breżniewa od początku nie było stać i która nie mogła mu przynieść niczego dobrego.

Była to również wojna tak beznadziejnie odrażająca moralnie jak to tylko możliwe. Oto światowe mocarstwo rzuciło się z całą furią na naród, który nigdy nic złego mu nie uczynił. Wprost przeciwnie. Jeśli najpierw carska Rosja, a potem Związek Radziecki miały gdzieś niemal wyłącznie przyjaciół, to tym miejscem na mapie świata był właśnie kraj po drugiej stronie Amu Darii. Władcy Afganistanu wielokrotnie zwracali się do wielkiego północnego sąsiada po pomoc i tę pomoc otrzymywali. Lenin w jednej jedynej sprawie okazał się porządnym i prawdomównym (głosząc hasła o samostanowieniu narodów) człowiekiem, a stało się to, gdy w latach 1919-20 pomógł wojownikom emira Amanulli Chana (Amanullah Khan) odeprzeć najazd Brytyjskiej Armii Indii i odzyskać całkowitą niepodległość. Mimo goryczy, jaką napełnił wielu mieszkańców Afganistanu los pokrewnych im religią, rasą i językiem ludów Azji Środkowej, jego rząd i ludność pozostały szczerymi dłużnikami ludzi radzieckich. W przeciwieństwie do szacha Iranu król Afganistanu oraz jego krewny i następca dyktator Daud Chan nie zezwolili Amerykanom na prowadzenie ze swojego terytorium jakiejkolwiek działalności wymierzonej w ZSRR. Sojusz między tymi dwoma państwami, potwierdzony układami o przyjaźni i pomocy, był dla każdego kolejnego rządu w Kabulu rzeczą świętą – jednym z fundamentów własnej niepodległości w obliczu mocniejszych muzułmańskich sąsiadów. Po dziś dzień nie ma najmniejszych dowodów na to, że ktokolwiek w Kabulu pragnął odejść od tej linii.

Rewolucja sauryjska czyli przypływ szaleństwa

Nie pisząc tu historii Afganistanu jako takiej jestem jednak zobowiązany odnieść się do tego, co ściągnęło na ten surowy lecz dumny kraj piekło strasznej, bezlitosnej wojny trwającej niestety do dzisiaj. Lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte zostały naznaczone piętnem szaleństwa politycznego. Całe pokolenia zostały zaczadzone skrajnymi ideologiami. To co wydawało się niemożliwe – powrót bolszewickich, faszystowskich i militarystycznych potworów – stało się. Czyż jednak można się dziwić? Zarazki skrajnych ideologii zostały wszak troskliwie przechowane w kilku państwach. Największym nosicielem krwawych bzdur i nonsensów, uodpornionym co prawda w znacznej mierze na swoją chorobę ( i tym sprawniej roznoszącym ją gdzie indziej) okazało się państwo rosyjskich komunistów – byłych pomocników i uczniów Stalina. Teoria walki klas połączonej z walką przeciw Zachodowi utożsamionemu z uciskiem i wyzyskiem ludów pozaeuropejskich znalazła licznych i fanatycznych wyznawców. Rewolucyjna gorączka szerzyła się jak pożar trawiąc kolejne kraje, które długo możnaby wyliczać. Odznaczała się tak szatańską siłą, że była w stanie zniszczyć nawet najstarsze państwo świata – Cesarstwo Etiopii.

Afganistan miał to nieszczęście, że znalazł się w nim tzw. pisarz proletariacki, któremu zachciało się być jednocześnie Gorkim i Leninem. Udało mu się: 1) zmylić czujność dotychczasowych władz swoim bezpośrednim sposobem bycia i na pozór łagodnym charakterem, 2) zarazić swoimi radykalnymi pomysłami młodych oficerów, którym marzyła się powtórka z Egiptu Nasera oraz zwłaszcza młodszych mieszkańców dużych miast, mających dość uzasadnianego względami religijnymi obskurantyzmu starszych. Zbuntowawszy żołnierzy obległ samozwańczego prezydenta Dauda Chana w jego pałacu. Dotychczasowy, umiarkowany dyktator, w którego żyłach płynęła krew królewska, wybrał śmierć z bronią w ręku zamiast poniżenia. Wybrał ją również dla całej swojej rodziny. Przynajmniej zaś tak oznajmili krajowi i światu zwycięzcy.

Nur Muhammad Taraki nie pamiętał jednak o tym, że zwycięzcy przystoi wspaniałomyślność. Jego dekrety mające służyć unowocześnieniu kraju grzeszyły ogromnym brakiem umiaru. Nie licząc się zupełnie tak z tradycjami własnego narodu jak z nader skromnymi rezerwami materialnymi swojego kraju ów Pusztun zarządził m. in. reformę rolną w wyniku której błyskawicznie (na papierze) zniknęła klasa wielkich właścicieli ziemskich, a ich majątki zarosły chwastami i opustoszały. Chłopi, będący przeważnie ludźmi głęboko wierzącymi w Boga i przykazania, nie chcieli ziemi uznanej przez nich za ukradzioną prawowitym właścicielom. Często wspierali tych „obszarników”, którzy nie chcieli oddać majątków i stad odziedziczonych po przodkach. Tam zaś, gdzie ludność wiejska przełamała opory i podzielono „pańską ziemię” między bezrolnych i małorolnych, państwo nie miało nic, czym mogłoby ich wspomóc w jej zagospodarowaniu.

Wszelkie przejawy oporu samozwańczy prezydent Demokratycznej Republiki Afganistanu uznawał za podnoszenie głowy przez czarną reakcję. Odpowiedzią na nawet tylko wahania i wyrażane głośno wątpliwości były publiczne egzekucje. Zgodnie z ateistyczną ideologią zaczynano je od wiejskich mułłów, nie próbując skuteczności łagodniejszych kar ani ustalania stopnia ich winy względem reżimu. To, co zaczęło się dziać, przekroczyło wyobrażenia używanych w roli katów zwykłych żołnierzy o rozmiarach rewolucyjnej przemocy koniecznej do zdławienia oporu garstki bogaczy. Z kolei ich naczelny wódz zapomniał w swym rewolucyjnym zapale o kilku sprawach różniących Afganistan od np. Rosji lat 1917-22. Takich jak to, że wśród jego własnych rodaków Pusztunów, a także jeszcze kilku innych górskich narodów tego kraju powszechna jest umiejętność posługiwania się karabinem typu wojskowego oraz honorowy obowiązek pomsty za śmierć członków tak bliższej jak nawet najdalszej rodziny. Rozpętała się wojna domowa o niebywałej wprost zaciekłości, w której powstańcy ustępowali wojsku tylko brakiem lotnictwa i artylerii.

Miary tragedii dopełniły walki frakcyjne w łonie samych rewolucjonistów. W ich wyniku Taraki został obalony (14 IX 1979) przez swojego bardziej umiarkowanego premiera – Hafizullaha Amina, który przynajmniej teoretycznie miał program ograniczenia rewolucyjnych przemian do rozmiarów będących do strawienia przez co najmniej sporą część duchowieństwa i chłopów. Swoje rządy rozpoczął jednak podobnie jak poprzednik. Usunięty ze wszystkich stanowisk państwowych Taraki został barbarzyńsko zamordowany (uduszony poduszką). Wywołało to gniew politbiura na Kremlu; Tarakiego obalono tuż po powrocie od Breżniewa. Wszechwładny (wobec postępującego fizycznego i umysłowego paraliżu Breżniewa) szef KGB Andropow twierdził, że Amin szykuje się do przejścia na stronę Amerykanów, tak jak pięć lat wcześniej następca egipskiego dyktatora Nasera Sadat.

Czerwony Kreml bez zastanowienia spieszy na pomoc

W końcu zresztą również siły rządowe nie były w stanie wytrzymać dłużej roli, którą im wyznaczono. Zaczęły zwracać broń w przeciwną stronę. Całymi dywizjami. W międzyczasie jednak Breżniew kolejny raz uległ żądaniom swoich marszałków oraz szefa KGB Andropowa, którzy od chwili zwycięstwa północnowietnamskich komunistów w Indochinach uwierzyli, że są w stanie (wykorzystując ową rewolucyjną gorączkę) rzucić na kolana Zachód odbierając mu surowce i strategiczne punkty oparcia w jednym kraju Trzeciego Świata po drugim. Cena nie grała dla nich roli. Afganistan miał się stać polem doświadczenia o ogromnej wadze w perspektywie znajdujących się zaledwie dwa rzuty MiG-ami pól naftowych Zatoki Perskiej – ujarzmiania krajów muzułmańskich. Rzucili zatem MiG-i na Kandahar, gdzie postradawszy rozum z powodu bólu po śmierci swoich bliskich i osób duchownych zwykli ludzie oraz zbuntowani żołnierze wybili bez litości wszystkich noszących europejskie stroje, w tym obywateli radzieckich, przybyłych tam unowocześniać sąsiedni kraj i pomagać rządowi. Podpisawszy pospiesznie w grudniu ’78 układ o wzajemnej pomocy z reżimem Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu, w marcu następnego roku ekipa Breżniewa pomogła mu utopić we krwi przy użyciu samolotów powstanie kandaharskie.

Brzeziński zastawia pułapkę...

To, co w marcu 1979 zaczęło się dziać na linii Moskwa-Kabul jako żywo przypominało sytuację Amerykanów wpełzających w wojnę w Wietnamie w latach 1961-65. Można rzec, że głos ludu zaczął się domagać od prezydenta Cartera odpłacenia pięknym za nadobne. Pisano o tym w komentarzach publicystów wysyłających swoje felietony do prowincjonalnej, niskonakładowej prasy amerykańskiej, z reguły znacznie lepiej odzwierciedlającej nastroje panujące tam wśród przeciętnych ludzi niż wielkie, znane na całym świecie tytuły ogólnokrajowe. Oto przykład takiego komentarza:
v „Jak się zdaje, Związek Radziecki właśnie znalazł własny mini-Wietnam w Afganistanie, gdzie dochodzi do prób obalenia popieranego przez Sowietów reżimu Nura Mohammeda Tarakiego. […] Rosjanie stanęli w obliczu tego, co nazwaliby bohaterskim oporem, gdyby na ich miejscu znajdowało się któreś z mocarstw zachodnich. […] Bezwzględność Sowietów i Tarakiego być może doprowadzi do «poprawy» sytuacji. Ludzie Zachodu nie mogą jednak nie odczuwać pewnej satysfakcji widząc, że teraz przyszła kolej na Rosjan.” [1]

Za namową swojego doradcy d/s bezpieczeństwa narodowego – profesora Zbigniewa Brzezińskiego prezydent Carter podpisał rozkaz wykonawczy upoważniający Centralną Agencję Wywiadowczą do prowadzenia tajnych operacji propagandowych, dywersyjnych i szpiegowskich w Afganistanie. Opisał to w swoich wspomnieniach (From the Shadows) były wicedyrektor (co prawda już w za rządów Reagana) i dyrektor (w okresie prezydentury Busha Starszego) CIA Robert Gates (obecnie jest wciąż jeszcze sekretarzem obrony USA). [2] Co istotne, potwierdził to sam Brzeziński w swoim wywiadzie dla francuskiego tygodnika „Liberation” z 15 I 1998:

„Zgodnie z oficjalną wersją historii CIA rozpoczęła pomoc dla mudżahedinów w 1980 tzn. po tym jak Armia Radziecka najechała na Afganistan 24 XII 1979. Jednak rzeczywistość, skrzętnie ukrywana aż do dzisiaj, była zupełnie inna. W istocie rzeczy właśnie 3 lipca 1979 prezydent Carter podpisał pierwszą tajną dyrektywę nakazującą rozpoczęcie udzielania pomocy przeciwnikom pro-radzieckiego reżimu w Kabulu. Tego samego dnia sporządziłem notatkę dla prezydenta, w której wyjaśniłem mu, że moim zdaniem ta pomoc może pociągnąć za sobą radziecką zbrojną interwencję. […] Nie byliśmy w stanie zmusić Rosjan do takiej interwencji, ale rozmyślnie zwiększaliśmy jej prawdopodobieństwo.” [3]

Oczywiście można w to wszystko wątpić. O tym rozporządzeniu Cartera nie ma żadnej wzmianki w opublikowanych dotąd dokumentach dotyczących dzialalności kolejnych administracji waszyngtońskich. [4] Warto jednak pamiętać o tym, że Biały Dom przez prawie czterdzieści lat zaprzeczał twierdzeniu jakoby na konferencji jałtańskiej dokonano podziału stref wpływów w Europie. Mimo, że u wielu innych słowo Jałta budziło od dawna właśnie takie skojarzenia, a podział wpływów przyjmowano za pewnik, który potwierdzało każde kolejne wielkie wydarzenie historyczne na naszym kontynencie w latach 1945-81. ... zaś Andropow w nią wpada

Co ciekawe, przed wkroczeniem do Afganistanu najbardziej ostrzegali wysocy oficerowie zajmujący najwyższe stanowiska w Armii Radzieckiej. Np. już 17 VIII ‘79 zastępca ministra obrony i głównodowodzący wojsk lądowych gen. Iwan Grigorjewicz Pawłowski złożył raport na ręce ministra obrony – marsz. Ustinowa, w którym ujemnie ocenił zdolności bojowe afgańskich wojsk rządowych. Zawartość tego raportu została przemilczana przez Ustinowa wobec pozostałych członków Biura Politycznego.

Pawłowski przebywał w Afganistanie wraz z zespołem radzieckich doradców wojskowych, przygotowujących wojska rządowe do działań przeciwpartyzanckich przez pierwsze dwa tygodnie sierpnia. Miał zatem możność poczynienia wielu bezcennych spostrzeżeń. Mimo otrzymania dużej ilości broni, amunicji i sprzętu jego gospodarze cały czas narzekali, że nie wiedzą, jak mogliby zdławić partyzantkę i bezustannie domagali się przysłania co najmniej dwóch radzieckich dywizji. Pawłowski przebywał w Afganistanie z przerwami do listopada i coraz bardziej utwierdzał się w swoim zdaniu. Wielokrotnie, ustnie i na piśmie składał sprawozdania szefowi sztabu głównego Ogarkowowi oraz ministrowi obrony Ustinowowi, w których wyliczał okoliczności przemawiające jednoznacznie przeciw wprowadzeniu tam wojsk radzieckich. W wyniku naczelne dowództwo wojsk lądowych zostało odsunięte od planowania operacji wkroczenia do Afganistanu, a sam Pawłowski po kilku miesiącach usunięty ze stanowiska.

Również szef Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR marsz. Nikołaj Wasiljewicz Ogarkow był zdania, że wprowadzenie wojsk do Afganistanu będzie oznaczać początek wojny pozbawionej perspektyw zwycięstwa. Ten pogląd przedstawiał aż do grudnia, w tym w czasie narad z udziałem Breżniewa w pierwszej dekadzie tego miesiąca. W swoich pamiętnikach były ambasador w Waszyngtonie, a wówczas sekretarz Komitetu Centralnego Dobrynin twierdzi, że również zastępcy Ogarkowa: generałowie Achromiejew i Warennikow sprzeciwiali się pomysłowi bezpośredniego włączenia się do afgańskiej wojny domowej i nawet przedstawili Ustinowowi wspólny raport w tej sprawie. Pierwszy żołnierz ZSRR odrzucił jednak ich ostrzeżenia i podobno nawet wykrzyknął: „Nie dyskutować! Wykonywać polecenie Biura Politycznego.”

Zdaniem jednego ze współczesnych rosyjskich historyków: „W kierownictwie KPZR wzięły górę względy ideologiczno-doktrynalne, polegające na dążeniu do wspierania każdego ruchu politycznego na świecie głoszącego swoje przywiązanie do marksizmu. Marzyło im się powiększenie o jeszcze jeden kraj obozu państw socjalistycznych. Nie bez znaczenia były dla tych ludzi również względy partyjno-polityczne. Pozbawienie władzy ideologicznie bratniej partii mogło stać się negatywnym precedensem dla całego obozu, zostać przyjęte ujemnie przez partie komunistyczne i osłabić autorytet KPZR w samym ZSRR.” [5]

Od początku rzecznikiem wkroczenia do Afganistanu był minister obrony marszałek (Dymitr) Dmitrij Ustinow. Popierał stanowisko Andropowa, którego agenci w Afganistanie wyolbrzymiali tak niebezpieczeństwo powtórzenia przez Amina manewru Sadata jak skalę infiltracji tego kraju przez agentów CIA, a także snuli bez przerwy plany szybkich i zwycięskich operacji wojskowych. Ustinow był pod wrażeniem tych rozważań i spieszył się do stworzenia faktów dokonanych, które jeszcze przed śmiercią pozwoliłyby mu nacieszyć się laurami genialnego wodza. Co prawda skromniejszymi, ale jednak podobnymi do tych, które opromieniły postać Żukowa, a nawet Chruszczowa i Breżniewa. Ustinow tak się spieszył do tej spodziewanej sławy i chwały, że przesądzając decyzję Biura Politycznego już 10 XII nakazał utworzenie grupy wojsk mającej wejść do tego kraju. Gromyko, uznawszy, że wobec NATO-wskich planów rozmieszczenie w Europie nowych amerykańskich rakiet strategicznych średniego zasięgu (Cruise i Pershing-2) trzeba udzielić jakiejś odpowiedzi, poparł to stanowisko.

Podjąwszy tę decyzję 12 XII w obecności zaledwie 5 (na ogółem 12) członków Biura Politycznego Komitetu Centralnego (KC) Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego w imieniu Partii i państwa jednogłośnie przyjęło „propozycje i inicjatywy w sprawie Afganistanu, przedstawione przez towarzyszy Ustinowa, Andropowa i Gromykę”. W imieniu KC mieszczącą się na jednej stronie uchwałę w tej sprawie podpisał sekretarz KC Konstanty Czernienko. Ustalono ustnie, że 25 XII zostaną wprowadzone do Afganistanu siły specjalnie utworzonej w tym celu 40 Armii Radzieckiej. Wszelkie szczegóły jej działań pozostawiono do uznania Ustinowa i Andropowa. Była to kpina z obowiązującego wówczas w ZSRR prawodawstwa, przewidującego że wysłanie wojsk radzieckich za granicę wymaga uchwały Rady Najwyższej oraz zgody Komitetu Centralnego.

Dopiero 26 XII tych pięciu udało się na podmoskiewską daczę Breżniewa i (korzystając z kolejnego ataku choroby genseka, coraz bardziej pozbawiającej go kontaktu z rzeczywistością) nakłoniło go do złożenia podpisu pod tym świstkiem. Co do samego Breżniewa, to gwoli sprawiedliwości i prawdy dziejowej trzeba wspomnieć, że w marcu, kiedy jeszcze czuł się w miarę dobrze, położył na szalę cały swój autorytet, aby nie dopuścić do tej fatalnej decyzji. Jako dawny żołnierz frontowy zdawał sobie jako tako sprawę z tego, w co mogą się wpakować ludzie radzieccy: „Ich armia się rozpada i będziemy musieli prowadzić za nich wojnę.”

Wojska radzieckie przekraczają granicę i mordują Amina

O 18.00 pierwsze (zwiadowcze) oddziały radzieckie zaczęły się przeprawiać na drugi brzeg Amu Darii. Kilka godzin później po moście pontonowym przejechała 108 Dywizja Pancerno-Motorowa (Motostriełkowaja Diwizja). 27 XII w Kabulu lądowały główne siły 103 Dywizji Powietrzno-Desantowej oraz samodzielnego pułku spadochronowego. Amin, najwyraźniej niczego nie przeczuwając, wydał rozkaz współdziałania z oddziałami radzieckimi i ułatwiania im przemarszu. Wspólnie z dwoma batalionami komandosów przerzuconymi do Afganistanu już w lipcu i listopadzie jeden z batalionów tego pułku utworzył Grupę Szturmową Alfa (podporządkowaną Głównemu Zarządowi Wywiadu wojsk – GRU), która jeszcze tego samego dnia dokonała ataku na pałac dyktatora Amina. W wyniku trwającej 54 minuty walki z ogromną (około pięciusetosobową) ochroną osobistą Amina mające jednak kilkakrotną przewagę liczebną i wyszkolenia siły „Alfy” straciły 19 zabitych. Miały też kilkuset rannych, głównie lekko. 200 Afgańczyków zginęło. Sam Amin i jego syn zostali z zimną krwią zamordowani przez agentów KGB.

Jak by nie oceniać rządów Amina (na Zachodzie obwołano go niebawem męczennikiem za sprawę wolności, gdy cała ta bitwa mimo wszelkich wysiłków strony radzieckiej wyszła na jaw), to jednak wdarcie się obcych żołnierzy do siedziby szefa obcego państwa i pozbawienie go życia było posunięciem co najmniej wybitnie nieprzemyślanym. Takie rozpoczęcie obecności wojsk radzieckich w Afganistanie postawiło je od razu w roli najeźdźców tak wobec narodów samego Afganistanu jak światowej opinii publicznej.

Rozpętało się piekło

Próżne były nadzieje gen. Achromiejewa i marsz. Sokołowskiego, którym polecono zająć się pracą związaną z operacyjnym użyciem sił wysłanych do Afganistanu, że uda się (zgodnie z pierwotnymi zaleceniami Ustinowa) wykorzystywać je wyłącznie do ochrony strategicznych obiektów cywilnych i wojskowych oraz odstraszania zbrojnej interwencji przeciw miejscowym komunistom możliwej ze strony Iranu lub Pakistanu. Już 9 stycznia 1980 doszło do pierwszego starcia, kiedy buntujący się pułk artylerii wojsk rządowych, który nakazano rozbroić żołnierzom radzieckim, stawił czynny opór. Po obu stronach padli zabici. Tak zwykli żołnierze i oficerowie jak ich zwierzchnicy i przywódcy przekonali się, że to nie Czechosłowacja. W kwietniu wybuchło przeciw nim powszechne powstanie.

W toku dalszych, coraz cięższych walk, które trwały aż do końca 1984 zgodnie z przewidywaniami nie żyjącego już Breżniewa „bratnia pomoc” musiała prowadzić tę wojnę prawie wyłącznie własnymi siłami, ponosząc dotkliwe straty (15 tysięcy zabitych, 54 tysiące rannych) i wysyłając na tamten świat w sumie milion mieszkańców Afganistanu. Marzenia Tarakiego o rychłym i skutecznym wyprowadzeniu tego kraju z mroków średniowiecza oraz ambicje Andropowa i Ustinowa zamieniły się w krwawy koszmar. Gorbaczow przejąwszy tę schedę w ’85 myślał już tylko o tym, jak wydostać się z tego bagna nie tracąc twarzy w stu procentach. Podobnie jak Amerykanom w Wietnamie mu się to nie udało.

Wyczerpująca wszystkie siły polityczne i gospodarcze szarpanina z pozbawiającym prestiżu finałem, która dla posadowionych na znacznie zdrowszych i mocniejszych podstawach Stanów Zjednoczonych zakończyła się głębokim wstrząsem, kosztującym je pozycję pierwszego mocarstwa przemysłowego świata, dla ZSRR – kolosa o stalowych rękach, ale glinianych nogach, oznaczała zniknięcie z mapy świata. Stojący nad grobem kremlowscy starcy wbili własnymi rękami ostatni gwóźdź do trumny najważniejszego dzieła całego swojego życia, jakim było państwo Lenina. Poprzednie gwoździe: zaprzestanie reform gospodarczych, wpadnięcie w pułapkę nietrafionych licencji i spiralę zadłużenia na Zachodzie, radziecki wstrząs naftowy w RWPG, a wreszcie wywołanie narastającego niezadowolenia społeczeństw tzw. światowej wspólnoty państw socjalistycznych również pracowicie popychali swoimi młotkami. Jak się okazuje, można mieć na pozór wszystkie atuty w rękach, a nie przyjmując do wiadomości faktów i prowadząc politykę w oparciu o tzw. pobożne życzenia zrodzone z rzekomo jedynie słusznej ideologii mającej dokonać doczesnego zbawienia całego świata, upaść z bardzo wysoka i rozbić się na drobne kawałki.

Korzystałem:
[1] Mary McGrory, Red Vietnam?, „Toledo Blade”, 3 VIII 1979, s. 12 (via Google News Archive)
[2] http://en.wikipedia.org/wiki/Soviet_war_in_Afghanistan#1979:_Soviet_deployment
[3] http://www.globalresearch.ca/articles/BRZ110A.html
[4] http://www.presidency.ucsb.edu/executive_orders.php?year=1979&Submit=DISPLAY
[5] J. W. Rubcow, Sowietskij Sajuz w "nieobjawlienoj" wojnie w Afganistanie 1979-1989 gody: Osmyszlien'je praszłowo, „Nowaja i nowiejszaja istoria”, nr 1/2009, s. 53

Komentarzy: 6

Inny świat
10 stycznia 2010 (18:40)
czy autor broni tym tekstem Breżniewa?
nie za bardzo rozumiem o co chodzi z tym podziałem zdania na temat wojny w Afganistanie na KC i armię.

od autora
10 stycznia 2010 (21:42)
Breżniew...
Temat sam w sobie i to temat-rzeka. Przy tym pasjonujący. Wiadomo, że dość dobrze znał język polski; rozumiał prawie wszystko, a nawet mówił po polsku tyle że dość mocno przekręcając słowa, a zwłaszcza składnię zdania. Dlatego Gierek poradził mu, żeby nie próbował mówić po polsku publicznie, a zwłaszcza do kamer i mikrofonów. Podobno miał babkę Polkę. Podobno... Tak naprawdę nie wiadomo, jakie było jego pochodzenie. Były konsul w Nowym Jorku - Krawczenko, który w 1943 "wybrał wolność" coś o tym podobno pewnego wiedział i podobno przez to zginął zaraz po objęciu władzy przez "Lońkę". Tow. B. był ociężały umysłowo, miał mnóstwo wad, "okres zastoju" to było głównie jego dzieło, niemal cały czas próżnował, na Zachodzie dopominał się o krążowniki szos, samochody terenowe i złote zegarki jako osobiste prezenty dla siebie, zanim się rozchorował był niebywałym kobieciarzem, zaraził swoim lenistwem cały ZSRR, jego mania orderowa, przyznanie sobie samemu tytułu marszałka, brr...b Nie, nie zamierzam go bronić. Tyle tylko, że prawda dziejowa wymaga podawania faktów. Zaś fakty są właśnie takie, że to Breżniew najmocniej się sprzeciwiał interwencjom zbrojnym tak w Czechosłowacji jak w A. (posiedzenie politbiura były protokołowane, a o rozmowach prywatnych mamy świadectwa ze wspomnień) i w obu wypadkach został przegłosowany, a jego kolesie z politbiura zrobili co chcieli, a potem nastąpiło dokładnie to, przed czym ostrzegał ich B.

od autora
11 stycznia 2010 (22:37)
Zdaje się nie do końca odpowiedziałem
Na zagadnienie, na czym polegała różnica zdań między ludźmi ze sztabu generalnego a politbiurem... Otóż proszę sobie zdać sprawę z tego, że wbrew obiegowej opinii to właśnie zawodowi wojskowi są na ogół przeciwni rozpoczynaniu wojen. W każdym ustroju, w każdym kraju. Przyczyna tego jest bardzo prosta. To oni mają najdokładniejsze wyobrażenie o tym, czym jest wojna naprawdę - jak się umiera od określonych rodzajów broni, jak śmiertelnie ranni przeżywają katusze bólu i strachu przed śmiercią, jak człowiek zamienia się w dziką bestię, a potem całymi latami śni mu się to każdej nocy itd. Na dodatek w przypadku tych wysokich oficerów radzieckich było to doświadczenie z własnego życia. Breżniew lądował jako dowódca batalionu podczas nieudanego kontrdesantu na Krymie w 1942 i przeżył śmierć wszystkich swoich podkomendnych, a sam ocalał w ten sposób, że ukrył się za skałami i doczekał kutrów wiozących amunicję. Nic dziwnego, że kiedy go namawiano, by wysłał w to piekło powojenną młodzież, ręka mu zadrżała.

lukasz
26 czerwca 2010 (18:51)
jak pieczec konca !!!!
Kolejny powierzchowny artykol powielajacy mit radzieckiego wietnamu, wojska radzieckie wycofaly sie z przyczyn ekonomicznych ale te wynikaly z rozpadu systemu radzieckiego(owszem obciazenia wojna to jakis kamyczej do lawiny) dodatkowo zmiana kierownictwa i polityki ZSRR to drugi czynnik.Tak jak amerykanie w Wietnamie przegrali przez opór społeczeństwa i mediów USA tak ZSRR wycofali sie przez własną gospodarkę.Strata roczna na poziomie ok 1300 żołnierzy jest zbliżona do ilości zgonów poborowych w całych silach ZSRR rocznie (wypadki, fala,zle warunki sanitarne) juz w 85 zapadła decyzja o wycofaniu a sytuacja była cały czas pod ich kontrola reszta to ówczesna propaganda mająca obniżyć morale powielana do dziś głownie przez rusofobów

od autora
26 czerwca 2010 (23:07)
Rusofobia jest mi całkowicie obca
W przeciwieństwie do antykomunizmu. Co do głównej tezy przedmówcy, niby tak, ale dlaczego w takim razie podobny wstrząs (osłabienie caratu, reformy, które gdyby nie śmierć w zamachu Aleksandra II, doprowadziłyby do monarchii konstytucyjnej, wstrząsy rewolucyjne) spowodowała wojna krymska, następnie rosyjsko-japońska? Obie przegrane.

od autora
27 czerwca 2010 (12:24)
Wojna w Afganistanie a ideologia
W powyższym artykule napisałem wyraźnie, że ta wojna była ostatnim gwoździem do trumny bloku radzieckiego. Na poparcie tego twierdzenie przytoczę dodatkowy argument. Otóż czynnikiem równie ważnym dla przetrwania jakiegoś imperium co opłacalność posiadania imperium dla metropolii (choćby jako taka wydolność gospodarki) jest ideologia; wiara w nią. Ideologia komunistyczna załamywała się stopniowo, począwszy od częściowego ujawnienia zbrodni Stalina przez Chruszczowa, a potem ujawnienie jak naprawdę żyją ludzie na Zachodzie itp., przez walki z Chińczykami (zaprzeczające marksistowskiej tezie o sprzeczności interesów burżuazji poszczególnych krajów jako przyczynie wojen), po Afganistan właśnie. Raz; państwo Lenina napadło na kraj, który mu nic złego nie zrobił, drwiąc sobie tak z w. w. nauki Marksa jak z własnych twierdzeń o swojej pokojowej polityce. Dwa; oberwało tam ile wlezie od garstek obdartych fanatyków (tak przynajmniej przedstawiano mudżahedinów w radzieckiej propagandzie) i wycofało się w końcu jak obity kijem pies, nie będąc nawet w stanie zetrzeć na pożegnanie tych fanatyków na miazgę. Broń jądrowa okazała się kolejny raz „papierowym tygrysem” (określenie Mao Tse Tunga). Historia jest oczywiście procesem złożonym, którego bieg kształtuje wiele różnych czynników, ale to nie wyklucza występowania punktów zwrotnych.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Szwajcarska reduta

Rzym i Sparta stały zbrojne i wolne przez wiele wieków. Szwajcarzy zaś są bardzo zbrojni i bardzo wolni. N. Machiavelli "Książę"
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".