Kobieta zmienną jest. Tę starą prawdę wyznają wszyscy, którzy kiedykolwiek z tymi delikatnymi istotami mieli okazję obcować. Każda decyzja w każdej chwili może stać się zupełnie inna. Pewne jest tylko to, że prędzej czy później spotka to każdego mężczyznę.
Kobiety artystki to już w ogóle indywidua nieprzewidywalne. Ze swej natury silne, dążące do realizacji swoich pomysłów, kroczenia sobie tylko znanymi ścieżkami. Dlatego zdarza się, że bywamy przez nie zupełnie, totalnie, bezlitośnie zaskakiwani.
PRZED...
Dowodów daleko szukać nie trzeba, bowiem im bliżej premiery drugiego solowego albumu Agnieszki Chylińskiej, tym ilość znaków zapytania (i wykrzykników) staje się coraz większa.
Tego, że album Modern Rocking, będzie na swój sposób przełomowy dla wokalistki, można się było spodziewać. Jednak wszystko to, co nastąpiło po publikacji najpierw singla, potem teledysku, a potem drugiego singla resztki spokoju zburzyło i rozpoczęło dyskusję na temat: Czy Agnieszka Chylińska zmyślnie z fanów i mediów żartuje, czy może naprawdę została swoim maleńkim Che i przeprowadziła rewolucję w dotychczasowym podejściu do grania muzyki? A może wszystko to przez Plan B, który za tę płytę jest współodpowiedzialny?
Pierwszym singlem z nowego albumu Agnieszki Chylińskiej był utwór „Nie mogę Cię zapomnieć”. Z początku mało kto wierzył w to, co usłyszał. Mocny beat, wszędobylska elektronika, motyw pachnący Kylie Minogue. Gitar praktycznie brak, wygładzony śpiew. Z dawnej rockowej drapieżności pozostały tylko tatuaże i wspomnienia. Utwór można spokojnie nazwać: tanecznym, dyskotekowym. Słowem – absolutnie innym od tego, czego się po Agnieszce spodziewano. Klip to wrażenie tylko spotęgował. Wokalistka dumnie prezentująca swoją figurę w obcisłym trykocie, wykonując taneczne ruchy rodem z klipu Raining Man Geri Halliwel. To może być swoisty manifest. Jestem sobą. Jestem silną kobietą i jeśli nie mam ochoty śpiewać na tle wyjących gitar i galopującej perkusji to tego robić nie będę. Jestem kobietą! Wszystko to z pomocą Planu B, czyli ludzi którzy swego czasu mocno namieszali na rynku muzycznym stojąc obok sióstr Przybysz w zespole Sistars.
Wszystko więc wskazuje na to, że Modern Rocking, będzie albumem diametralnie innym od tego co robiła Agnieszka Chylińska wcześniej. Drugi singiel zdaje się tę tezę potwierdzać. Modern Rocking na pewno będzie albumem, który wywoła masę szumu, a także takim, którego będzie dużo wszędzie. I tutaj leży pies pogrzebany. Gdyby ten album nagrał ktokolwiek inny, jakakolwiek inna wokalistka, szok nie byłby tak wielki i w pewien sposób dotkliwy (zwłaszcza dla starych fanów, albo zwyczajnie fanów rocka, którzy krzywo patrzą na tego typu eksperymenty). Ale, Nie mogę Cię zapomnieć, to utwór jednego z najlepszych żeńskich gardeł w historii polskiej (pewnie nie tylko) muzyki rozrywkowej, które kojarzone było do tej pory z szeroko pojętą muzyką rockową.
Sądzę, że wszystko to co wydarzyło się wokół tego albumu, sprawi, że zaintrygowani słuchacze, choćby kierowani jedynie ciekawością, po ten album sięgną. Sądzę też, że Agnieszka Chylińska, jeżeli cała płyta będzie utrzymana w podobnej stylistyce, wykaże się ogromną odwagą, będącą jednocześnie świadomością tego, że artysta nigdy nie musi trzymać się tylko jednego. Inna sprawa, że nie wszystkim musi się to spodobać.
PO…
Album dostępny jest w sklepach od 21-ego października. Jaki jest ten album? Na pewno bardziej modern, niż rocking.
Chylińska nie żartowała. Singiel zapowiedział kierunek w jakim dryfuje Modern Rocking. Jest tanecznie, elektronicznie, gładko. Masa klawiszy brzmiących nieco archaicznie (Niebo, Nie mogę Cię zapomnieć), dużo przestrzeni. Zdarzają się ciekawie zaaranżowane bębny (Niebo) czy intrygujące brzmienie sztucznych smyczków (Zima). Są też fragmenty irytujące: nachalna Normalka, z drażniącą zagrywką w refrenie (ten dźwięk pojawia się na tym albumie kilkakrotnie), czy nijakie Wybaczam Ci, oparte na miarowych uderzeniach syntetycznego basowego bębna, które może zwyczajnie znużyć (mimo tego, że w refrenie coś próbuje się dziać, ale brzmi to jakoś nienaturalnie).
Chylińska śpiewa delikatniej, prościej. I chociaż album rozpoczyna dziwaczna wokaliza, to potem jest lepiej. Mniej tutaj rejestrów ekstremalnych. Przeważnie jest delikatnie. Czasem aż za delikatnie (Powiedz, chociaż akurat to chyba najlepszy numer na płycie). W Fochu jest ciekawe, rytmiczne frazowanie zmieszane z czymś co można by nazwać „starą Chylińską”. Głównie jednak, wszystko podporządkowane jest rytmowi.
Na pewno dużo się tutaj dzieje, co nie znaczy że zawsze dzieje się dobrze.
Na pewno świetnie ten album brzmi: czysto, nowocześnie (archaizmy brzmieniowe również są dostosowane do tego co możemy obecnie usłyszeć na świecie).
Na pewno jest to płyta trudna dla wszystkich tych, którzy Agnieszkę pamiętają z czasów O.N.A. I to oni poczują się najbardziej rozgoryczeni, bo ani muzycznie, ani tekstowo (w tej materii w ogóle nie jest dobrze) Modern Rocking nie zbliża się do tego co było dawniej. Wszyscy inni, którzy lubią muzykę klubową, przy której mogą potańczyć, albo doceniają proste melodie będą zadowoleni.
Po sukcesie debiutanckiej płyty „Lungs” na współpracę z Florence Welch czekali najlepsi amerykańscy kompozytorzy i producenci, w celu nagrania drugiej płyty ponoć było już nawet...


Start



Komentarzy: 0