Albania - ostatnia tajemnica Europy
    Bałkany37 · relacje z podróży32 · Podróże29 · Europa43
2008-02-21

Albania to jedyny kraj w Europie, gdzie w XXI wieku nadal kultywuje się zemstę rodową - hakmariję. W północnych, górzystych rejonach kraju zdarza się, że do wiejskich szkół część uczniów płci męskiej w ogóle boi się chodzić. Pozostają w domach, żeby nie narazić się na śmierć, którą z pokolenia na pokolenie dziedziczą niczym spadek.


wyprawa do Albanii


Czy tego chcą, czy nie, będą kontynuatorami okrutnego zwyczaju nakazującego pomścić śmiercią śmierć kogoś z rodu, po czym mściciel sam stanie się ofiarą. A gdy w rodzie zacznie brakować dorosłych mężczyzn, zagrożeni są ich synowie, chociaż to jeszcze dzieci. Mimo zdeklarowanej demokracji rządzą wciąż klany i ważniejszy od prawa państwowego jest Kanun - prawo zwyczajowe.

Szkoła na przedmieściach Szkodry, największego albańskiego miasta na północy kraju. Po podwórku biegają dzieci, przeważają dziewczynki.
- Nasz pierwszy, demokratycznie wybrany prezydent Albanii, Sali Berisha, próbował wykorzenić hakmarije, ale nie do końca mu się to udało - mówi z żalem Arben, nasz stary znajomy, z którym wybraliśmy się na objazd po Albanii.

Aż krew zżółknie na koszuli

- Hakmarija to dla nas, Europejczyków dość wstydliwa sprawa, ale trudno walczyć z tak zakorzenioną tradycją - tłumaczy Arben.
Rodzinne więzy, honor i Kanun (kodeks praw zwyczajowych) były, i nadal są zwłaszcza na górzystej prowincji, najważniejsze. Ważniejsze niż prawo, czy religia.

Hakmarija ma swój mroczny obrzęd. Rodzina ofiary zawiesza na poddaszu swego domu splamioną krwią koszulę. Plamy z czasem żółkną, co jest rozumiane jako znak zza grobu, że zabity domaga się zemsty. Jednak wcześniej, krewni zabitego udzielają zabójcy besy. Besa to rodzaj zawieszenia broni, który może trwać 24 godz. lub nawet 30 dni (besa duża). W tym czasie zabójcy nic nie grozi. Mało tego, ma obowiązek uczestniczyć w pogrzebie swej ofiary i jest zapraszany na stypę! A jakże! Na rękaw nakłada czarną opaskę, która ma wskazywać, że jej właściciel i śmierć poszukują się nawzajem, a spotkanie to jest tylko kwestią czasu.

- Mimo apeli w mediach i specjalnych nagród fundowanych dla rodów, które zrezygnowały z hakmariji, barbarzyńskie prawo nadal funkcjonuje – mówi Arben.

Biznes po albańsku

Arben studiował w Polsce farmację. Po studiach uciekł do Niemiec. Dwa lata temu wrócił do Albanii i uruchomił na przedmieściach Tirany aptekę i sklep spożywczy.
- Nie ma to jak własny biznes - śmieje się, szczęśliwy, żeśmy się po latach znowu spotkali.
Góra Rozafat w Szkodrze, a na niej ponura turecka twierdza, owiana romantyczną legendą o młodziutkiej żonie budowniczego, zamurowanej żywcem przez kochającego mężulka. Jak głosi miejscowa legenda kobieta, która dotknie skamieniałej piersi Rozafat - zamurowanej żony budowniczego - wkrótce zajdzie w ciążę.

Albania, to jedyny kraj w Europie, którego dwie trzecie mieszkańców mieszka poza granicami kraju. Sześć milionów pracuje we Włoszech, Niemczech, w krajach skandynawskich, w Wielkiej Brytanii. Część z nich wraca, większość wspiera pieniędzmi pozostawioną w kraju rodzinę.

Dzisiaj najtaniej podróżuje się po Albanii mikrobusami, ich stan znacznie się poprawił. Życzliwość Albańczyków wobec obcokrajowców pozostaje ta sama od lat. Łatwiej się też porozumieć, gdyż młodzież mówi po angielsku i po włosku, a starzy, chociaż niechętnie, po rosyjsku.

Bin Laden nie przeszkadza kochać Amerykanów

Albania to także jedyne państwo w Europie, które w latach 90-tych odwiedził Osama bin Laden. Mimo tragedii 11 września, rozprawy z talibami i niechęci świata islamskiego do USA, Albańczycy, w większości muzułmanie, są dzisiaj jednym z najbardziej proamerykańskich narodów na świecie.

- Pewnie dlatego, że dość najedliśmy się komunizmu za Envera Hodży, a nasz muzułmanizm jest chyba najmniej ortodoksyjny ze wszystkich jego odmian -twierdzi Arben. - Albania to było przecież jedyne w Europie państwo ateistyczne, gdzie jakiekolwiek wyznania traktowane były jako największe przestępstwo. Chrześcijanie, których wprawdzie u nas nie było wielu, byli szczególnie prześladowani.

W budowie świeckiej tożsamości narodowej odegrały znaczącą rolę także albańskie struktury klanowe. Kanun cieszy się większym szacunkiem niż zasady Koranu i Biblii. Dlatego najważniejsze są więzi rodzinne, w dalszej kolejności więzi religijne.

- Gezuar! (Na zdrowie). Za spotkanie! -Arben podnosi w toaście kieliszek fernetu, albańskiej wódki z ziół, która ponoć ma właściwości lecznicze. - Wypijmy za nową Albanię!

Według mediów i Interpolu w 1994 r Osama bin Laden, miał odwiedzić Albanię, bowiem był zainteresowany budową centrum muzułmańskiego w Kavaje - stolicy islamu albańskiego.

- Nawet jeżeli bin Laden odwiedził Albanię, to nie znaczy, że Albańczycy są terrorystami - powiedział z przekonaniem Arben, gdy siedzieliśmy, popijając fernet, na małym tarasie restauracji w Szkodrze - najbardziej katolickim mieście Albanii.

To tutaj w 1993 roku śledziliśmy wizytę Jana Pawła II. Historyczną, bo pierwszą, a także znaczącą przez to, że Albania po raz pierwszy po latach izolacji wpuściła do siebie dziennikarzy. Wtedy po raz pierwszy zachwyciliśmy się tym krajem.

Szarawary i mycki

Arben jest muzułmaninem, ale jak mówi „z religijnością się nie afiszuje”.
- Nasz muzułmanizm daleki jest od fanatyzmu – twierdzi. - O ile nawet w Niemczech, gdzie funkcjonują środowiska muzułmańskie, wyznawcy Allacha skrupulatnie przestrzegają reguł Koranu, u nas wiara traktowana jest w sposób bardzo luźny. Tutaj trudno wam nawet będzie sfotografować kobietę w tradycyjnym muzułmańskim ubiorze.

I tu z lekka przesadził. Wjeżdżając do Albanii od strony Czarnogóry, po folderowo pięknych czarnogórskich kurortach, przygraniczne osady albańskie wydają się rozpaczliwie szare i zacofane. W ogrodzonych przed obcymi spojrzeniami kamiennych domostwach kręcą się kobiety w szarawarach. Te, które przeganiają małe stadka owiec przez drogę, albo niosą na plecach tłumoki z chrustem, też ubrane są w szarawary, zaś głowy szczelnie otulają białymi chustami.

Jazda w stronę Tirany potwierdza miłość Albańczyków do niemieckiej motoryzacji. Wśród samochodów na szerokiej, asfaltowej szosie dominują mercedesy, a ich rocznik świadczy o zasobności portfela właściciela.

Znikają ostatnie bunkry Hoży

Coraz mniej jest bunkrów, niegdyś rozpoznawczego znaku Albanii. Było ich kilkaset tysięcy. Każdy mieszkaniec Albanii miał miejsce w przydomowym kopulastym schronie z betonu. Miał się tam schronić w razie „ataku imperialistów”, którymi Hodża straszył swoich obywateli. Kazał zbudować około 600 tysięcy bunkrów. W trzymilionowym kraju wielkości 320 na 140 kilometrów!

Część bunkrów zarosła już winoroślą, inne zostały przerobione przez rolników na składziki narzędzi czy warzyw, a jeszcze inne rozbito by odzyskać z nich stalowe druty na budowę nowego domu.

Ani w historycznej Szkodrze, ani na granicy, czy w Tiranie, nie widać autokarów z obcymi rejestracjami. Internetowe fora i przewodniki nadal kwalifikują Albanię nie jako kraj turystyczny, lecz rejon, gdzie można wybrać się z wyprawą niczym do amazońskiej dżungli, pełnej niebezpieczeństw.

Tirana. Przedmieścia stolicy to ogromny plac budowy. Centralny plac, widokówka miasta, plac Skanderbega, osaczony nowymi niepięknymi budowlami i hotelami skurczył się niczym zeschnięta figa.

- A mówiłem wam, że nie poznacie Albanii! - triumfuje Arben - wielu naszych, którzy dorobili się za granicą, wraca lub chociaż inwestuje - tłumaczy.

Ponadto pieniądze daje Unia Europejska. Jak się okazuje, Unia nie daje na budowę prywatnych domów, tylko na uruchomienie biznesu, więc przedsiębiorczy Albańczycy zakładają sklepy, warsztaty, magazyny i licho wie co, byle tylko dostać z Unii dotacje i nieoprocentowany kredyt. Stąd na parterze niemal wszystkich nowych domów są siedziby „firm” i sklepy, niekoniecznie czynne.

Mercedesem na bazar

Plac Skanderbega, bohatera narodowego, który w XV wieku pobił Turków i przywrócił niepodległość kraju, wydaje się być Albanią w pigułce: z trzech stron komunistyczne pozostałości: Hotel Tirana, muzeum historyczne z olbrzymią socrealistyczną mozaiką na ścianie, teatr, opera i Bank Albanii, a w centrum pomnik Skanderbega i XVIII-wieczny meczet, jeden z niewielu ocalałych w latach 60, kiedy to Enver Hodża wprowadził państwowy ateizm, a po meczetach, cerkwiach i kościołach przejechały buldożery.

W maleńkim meczecie wciąż ten sam muezin, tylko się postarzał. Ale nowość - do meczetu można wejść dopiero po nałożeniu na głowę wypożyczanych przy drzwiach chust, którymi każda kobieta musi okryć również ramiona. Wyznawców Koranu niewielu. Łatwo ich poznać, bo mężczyźni często noszą brody, a kobiety mają odkryte tylko twarze i dłonie.

Przed meczetem kilkuletnie dziecko śpi na kawałku tektury. Ludzie rzucają mu jałmużnę. Wszędzie walają się skóry z bananów, dziwnie tanich tutaj, chociaż importowanych. Ale nie te zwykłe, komunalne śmieci są najgroźniejsze. Według ekologów, Albania może stać się największym śmietniskiem pestycydów w Europie. Z opublikowanego niedawno raportu niemieckich ekspertów, którzy badali sytuację na miejscu, wynika, że w 150 magazynach albańskich znajduje się 3600 ton środków ochrony roślin z zasobów Unii Europejskiej i Banku Światowego. Miały być one użyte przez albańskie rolnictwo, jednak aż 560 ton nie nadaje się do użytku i musi być natychmiast zlikwidowane.

Biznes w mauzoleum dyktatora

Coraz trudniej znaleźć ślady najbardziej komunistycznego zamordyzmu w Europie, jaki zafundował rodakom Enver Hodża. Dawno zniszczono jego pomniki, a niedługo minie dwanaście lat, odkąd albańska armia, chyba po raz pierwszy użyła napalmu. Nie wobec wrogów kraju, tylko by zlikwidować ślad po Enverze Hodży.

Chodziło o to, by zamaskować ułożone z kamieni na zboczu góry Dajti, niedaleko Tirany imię dyktatora. Imię „Enver” zajmowało powierzchnię 11 hektarów. Liter ułożonych z wielkich, białych kamieni wcześniej nie udało się wysadzić w powietrze. Po zrzuceniu napalmu litery poczerniały i teraz przynajmniej nie odróżniają się od otoczenia.

Spacerując po starych dzielnicach Tirany, stajemy zaskoczeni „polskim akcentem”. Autokar krakowskiego biura podróży „Skarpa” wzbudza zaciekawienie małych Albańczyków, dopominających się bakszyszu. Nie są natrętni, bardziej zaciekawieni zagranicznym pojazdem. Okazuje się, że polscy turyści przyjechali na jednodniową wycieczkę do Tirany z Czarnogóry, gdzie odpoczywają.

Wokół piramidy Hodży rojno jak w ulu. Piramidę ze szkła i granitu zaprojektowała córka dyktatora. Miało tam być jego mauzoleum. Jest centrum wystawiennicze różnych firm.

Kto odkryje albańskie góry?

Albańskie góry to nadal nie odkryty raj dla alpinistów. Większość łańcuchów górskich, to ostre poszarpane turnie.
Dojeżdżamy do malutkiej wioski przyklejonej do skalnych zboczy. - Odwiedzimy moich znajomych - proponuje Arben.
Nastrojeni dość ponurą opowieścią o hakmariji, rozglądamy się, czy nie widać gdzieś wiszącej, zakrwawionej koszuli.
Mała murowana chatynka. Obok stajnie i jakieś szopy, skąd dochodzi meczenie baranów. Na spotkanie wychodzi starszy siwawy mężczyzna. Obcałowują się, albańskim zwyczajem, z Arbenem. Hasan, bo tak na imię ma gospodarz, podaje nam sękatą dłoń, zapraszając do środka. W skromnym domu widać kobiecą rękę. Jak się okazuje, żona Hasana pojechała do Tirany sprzedać mleko, masło i ser. Obaj synowie pracują w Niemczech na budowach. Wspomagają rodziców, przysyłając co jakiś czas trochę pieniędzy.

Gospodarz krząta się po domostwie. Wyciąga flaszkę, stawia wodę na elektryczny piecyk. Po chwili częstuje nas kawą w malutkich filiżankach. Jest słodka i mocna. Do tego kieliszek raki. Ma chyba z siedemdziesiąt procent.

- W górach nie tylko hakmarija obowiązuje - żartuje Arben. - Przede wszystkim prawo gościnności, nakazujące poczęstować wędrowca i przyjąć pod swój dach. Gość jest święty, a dom albańskiego górala zgodnie z tradycją jest przede wszystkim siedzibą Boga i gości, a dopiero potem gospodarza i jego rodziny.

Hasan podaje na talerzu pokrojone kawałki sera. W dwóch smakach. Jeden dość słony, coś jak nasza bryndza owcza, tylko że twardszy, drugi jest nieco słodkawy i bardziej wysuszony. Wyśmienite. Zwłaszcza pod raki. Nie mamy czym obdarować gospodarza, a wiemy, że za pieniądze by się obraził. Zostawiamy mu kilka paczek papierosów.

Albania a sprawa polska

Albania jeszcze długo będzie „największą tajemnicą Europy”. Ze swoimi zwyczajami, gościnnością i egzotyką. Wydaje się, że w poprzednich wiekach Albania była bardziej znana Europie niż dzisiaj. O dumnych Albańczykach pisał lord Byron, a Vivaldi poświęcił operę ich największemu bohaterowi narodowemu Skandenbergowi. Ze Skanderbegiem korespondował polski król Władysław III Warneńczyk, po którego śmierci w bitwie pod Warną papież mianował Skandenberga wodzem wojsk chrześcijańskich w walce z Turkami.

Jednym z nauczycieli Mikołaja Kopernika był Albańczyk Leonik Tomeu. Albanię przybliżył Polakom - nieżyjący już - prof. Wacław Cimochowski, do dziś cieszący się sławą jednego z najlepszych albanologów na świecie. Stanisław Zuber, syn odkrywcy mineralnego źródła w Krynicy, noszącego dziś jego imię, uważany jest za twórcę nowoczesnej geologii albańskiej. Badaniom tamtejszych złóż ropy naftowej poświęcił ostatnie 20 lat swego życia. Po II wojnie światowej - początkowo honorowany jako wybitny uczony, Zuber został oskarżony o szpiegostwo i zamordowany w 1947 roku. W 1992 roku pośmiertnie otrzymał albańskie odznaczenie "Męczennikowi za demokrację".

Któryś z podróżników powiedział, że jeżeli są miejsca na świecie, które mają moc przyciągania i wręcz uzależnienia od siebie, to do tych miejsc z pewnością należą Bałkany. Albania jest najciekawszym regionem Bałkanów.

Współpraca
Anna Koniecka


Przeczytałeś relację z podróży? Podobała się?
A może Ty Drogi Internauto byłeś gdzieś w Polsce, gdzieś w świecie i chciałbyś się tym pochwalić? Nasz serwis stoi dla Ciebie otworem.
Prześlij tekst, relację, dodaj swoje zdjęcia do niego, opublikujemy go na stronie mojeopinie.pl Pracę prosimy przysyłać na adres: podroze@mojeopinie.pl


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu

Przybyliśmy po piętnastu godzinach podróży na wyspę Koh Ko Khao ( lot + transfer ). Myślę, że nietrudno dociec na podstawie nazwy geograficznej, iż jest to Tajlandia, którą chcieliśmy...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".