Alberto Fujimori – dyktator skazany
    Ameryka Łacińska23 · Peru3 · Fujimori1
2009-04-14
We wtorek, 7 kwietnia 2009 r., w Peru dobiegł końca proces Alberto Fujimoriego. Byłego prezydenta tego andyjskiego kraju uznano odpowiedzialnym za śmierć 25 osób i skazano na 25 lat więzienia. Dotychczas w całym regionie, który obfitował w krwawe dyktatury, za popełnione zbrodnie nie udało się skazać ani jednego caudillo, zsuwając z reguły zasłonę milczenia na tragedie przeszłości. Jest to pierwszy przypadek – także na skalę światową - kiedy demokratycznie wybrany prezydent został we własnym kraju pociągnięty do odpowiedzialności za swoje zbrodnie przeciw narodowi.

Alberto Fujimori, foto:www.casamerica.es

Alberto Fujimori

Lata 80. XX w. były w Peru okresem bardzo burzliwym. Oprócz słabej gospodarki i biedy krajem wstrząsały walki z partyzantkami terrorystycznymi: Świetlistym Szlakiem (El Sendero Luminoso) i Tupac Amaru (Movimiento Revolucionario Tupac Amaru). W 1990 r. na prezydenta Peru został wybrany mało znany polityk japońskiego pochodzenia Alberto Fujimori. Rządząc twardą ręką Fujimori wprowadził w życie program drastycznych zmian mających na celu naprawę gospodarki i likwidację bojówek terrorystycznych. Mimo że osiągnięcia na tym pierwszym polu prezydent miał niezaprzeczalne (m.in. likwidacja hiperinflacji), jego polityka zwalczania terroru terrorem i autorytarny styl sprawowania władzy spotkały się ze sprzeciwem parlamentu. Co zatem uczynił Fujimori? Zachował się jak rasowy caudillo - opierając się na wojsku rozwiązał parlament i zawiesił konstytucję. W międzyczasie udało się pojmać Abimaela Guzmana, założyciela, ideologa i mózg Świetlistego Szlaku. W walce z partyzantami Fujimori jednak nie wahał się sięgnąć po żaden z dostępnych środków: łamanie praw człowieka, porwania, morderstwa, uzbrajanie antypartyzanckich oddziałów chłopskich, represje na ludności przychylnej lewackim partyzantom były na porządku dziennym.

Proces

W 1995 r. Fujimori został wybrany na kolejną kadencję, którą sprawował w jeszcze bardziej dyktatorski sposób. Poprzez zmianę konstytucji zagwarantował sobie możliwość trzeciego z rzędu startu w wyborach. Odbyły się one w 2000 r. i oficjalnie Fujimori ponownie zwyciężył, jak się jednakże wkrótce okazało, w wyniku oszustw i fałszerstw. W trakcie politycznej zawieruchy wyjechał do Japonii, skąd wysłał faxem do Limy rezygnację z funkcji prezydenta. Parlament peruwiański jej nie przyjął i sam pozbawił Fujimoriego urzędu. Jednocześnie były już prezydent został oskarżony m.in. o korupcję, malwersacje i zbrodnię ludobójstwa, jego ekstradycja jednak nie powiodła się. W listopadzie 2005 r. przybył do Chile, gdzie został aresztowany i w efekcie przekazany władzom w Limie.

W 2007 r. rozpoczął się proces, w którym Fujimoriego oskarżono o morderstwa, jakich dopuściła się Grupa Colina, czyli utworzona za przyzwoleniem prezydenta specjalna jednostka służb bezpieczeństwa, podporządkowana Vladimiro Montesinosowi, który stał wówczas na czele wywiadu. W czasie trwającego piętnaście miesięcy procesu przesłuchano 80 świadków. Sąd uznał odpowiedzialność Grupy Colina za śmierć ok. 50 osób. Alberto Fujimoriego skazano za cztery konkretne przypadki. W 1991 r. Colina zamordowała 15 osób (podczas prywatnego barbecie) rzekomo podejrzanych o członkostwo w Świetlistym Szlaku, jak się szybko okazało, całkowicie bezpodstawnie. W roku następnym „zniknięto” 9 studentów i profesora na Uniwersytecie La Cantuta. Ponadto, w 1992 r. prezydent nakazał porwanie biznesmena Samuela Dyera oraz Gustavo Gorritiego, jednego z najbardziej poważanych dziennikarzy peruwiańskich - za krytykowanie zamachu stanu przeprowadzonego przez Fujimoriego.

Wyrok

W swej podsumowującej mowie, na ostatniej z 15 sesji rozprawy, Fujimori stwierdził: „Nikt nie był w stanie przedstawić ani jednego dowodu przeciwko niemu, z prostego powodu, iż takowe nie istnieją. Jak mówiłem na początku, jestem niewinny”. Faktycznie, żadna z przesłuchiwanych osób nie wskazała na prezydenta, jako bezpośredniego inspiratora wskazanych mordów i porwań. Fujimori cieszy się w kraju ciągle znacznym poparciem i jego zwolennicy oczekiwali uniewinnienia prezydenta. Ich zdaniem, nawet jeśli dopuścił się on jakichś zbrodni, powinno mu się to wybaczyć ze względu na osiągnięte przezeń sukcesy: pokonanie Świetlistego Szlaku i stabilizację gospodarki. Sąd zdecydował jednak inaczej. Uznał, że Fujimori był w pełni świadom działalności Grupy Colina i ją autoryzował w związku z czym odpowiada za jej zbrodnie. Na niekorzyść byłego prezydenta przemawiały ponadto takie fakty, jak uniewinnienie członków tej organizacji w 1995 r., czy obrona Vladimiro Montesinosa przed wysuwanymi przeciw niemu zarzutami (Montesinos został ostatecznie skazany na 20 lat więzienia i obecnie odsiaduje wyrok).

Czy „odsiedzi”?

Oczywistym było jeszcze przed ogłoszeniem werdyktu, że niezależnie od wyników procesu nastąpi apelacja. Takie działania zapowiedział już po decyzji sądu obrońca Fujimoriego. Nie ma więc stuprocentowej pewności, że wyrok zostanie wykonany. Wątpliwości, co do skazania byłego prezydenta pojawiły się jeszcze w trakcie procesu, kiedy jego obrońca podniósł słuszną z gruntu tezę mówiącą, iż jeśli wysuwa się oskarżenia przeciw jego klientowi, to samo należy uczynić wobec obecnego prezydenta Peru, Alana Pereza. Alan García Pérez, sprawował ten urząd już wcześniej, w latach 1985-1990, bezpośrednio przed Fujimorim. Za jego rządów służby wojskowe i policyjne Peru dokonały jeszcze gorszych zbrodni, m.in. masakra 69 chłopów w Accomarca w 1985 r., masakra 29 chłopów w 1988 r. (wraz z późniejszym zabiciem 9 świadków tego wydarzenia!), masakra 290 więźniów w Limie w 1986 r. Istniały obawy, że García Pérez uniemożliwi skazanie Fujimoriego, aby nie dopuścić do precedensu, który mógłby w efekcie doprowadzić do oskarżenia obecnego prezydenta. Wiemy już, że tego nie uczynił, ciągle jednak Pérez może ułaskawić Alberto Fujimoriego. Keiko Fujimori

Wspomniałem już, że Alberto Fujimori cieszy się ciągle dużą popularnością w Peru. Jego zwolennicy określani są jako „fujimoristas”, a przewodzi im córka byłego prezydenta i senator w obecnym parlamencie, Keiko Fujimori. Keiko jest oficjalną kandydatką na fotel prezydenta Peru w przyszłych wyborach (2011 r.), a o popularności jej i „fujimoristas” niech świadczy fakt, iż w niedawno przeprowadzonych sondażach poparło ją najwięcej ankietowanych. Po ogłoszeniu wyroku skazującego na jej ojca Keiko stwierdziła, że „Jeśli myślicie, że ten werdykt nas osłabi, mylicie się. (…) My, fujimoristas, rośniemy w siłę w obliczu tych niesprawiedliwości”. Oczywiście zapowiedziała, że jeśli zostanie prezydentem uniewinni swojego ojca. Biorąc pod uwagę ostatnie sondaże scenariusz taki wydawać się może wysoce prawdopodobny. Słusznie zauważa jednak Nelson Manrique, profesor na jednym z peruwiańskich uniwersytetów: „Zbijanie politycznego kapitału na wizerunku córki broniącej prawdopodobnie niewinnego ojca to jedno, bronienie skazanego kryminalisty, to co innego”. Bardziej prawdopodobny jest zatem spadek poparcia dla Keiko niż jego wzrost.

Przełom?

Na pewno tak. Alberto Fujimori to pierwszy demokratycznie wybrany prezydent, który został we własnym kraju skazany za swoje zbrodnie przeciw narodowi (dotąd były jedynie nieliczne przypadki oddania zbrodniarzy w ręce Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, np. Serbia, Liberia). To pierwszy latynoamerykański caudillo, który (prawdopodobnie) odpowie za swoje zbrodnie. W Peru udało się dokonać tego, czego nigdy nie udało się osiągnąć chociażby w Chile, czy Argentynie. Zgodnie wydarzenie to oceniają, jako znaczący pozytywny krok ku wzmacnianiu demokracji i poszanowania praw człowieka w Ameryce Łacińskiej takie organizacje, jak Human Rights Watch, Amnesty International, czy Międzynarodowa Komisja Prawnicza. Choć z przyznaniem etykietki całkowitego sukcesu należy poczekać jeszcze do wyników apelacji i być może wyborów w 2011 r., symboliczna wymowa werdyktu jest klarowna: „Dyktatorzy, zbrodniarze krajów Ameryki Łacińskiej (i całego świata) strzeżcie się – wy możecie być następni”. W końcu, po wielu latach milczenia, w Ameryce Łacińskiej pojawił się znak, że zbrodniarz może zostać ukarany, a sprawiedliwość wymierzona. Nie ma się co łudzić, że nagle nastanie fala analogicznych procesów w innych krajach regionu. Wydaje się jednak, iż można sądzić, że żaden były dyktator nie będzie się już teraz czuł tak pewnie i bezpiecznie, jak przed procesem.


Źródła:

http://www.elpais.com/articulo/internacional/comunidad/internacional/celebra/condena/Fujimori/elpepuint/20090409elpepiint_11/Tes
http://news.yahoo.com/s/ap/20090331/ap_on_re_la_am_ca/lt_peru_fujimori;_ylt=AmfcKa9dFDtaPwvYIAeFwy.3IxIF
http://news.yahoo.com/s/ap/20090329/ap_on_re_la_am_ca/peru_fujimori_trial;_ylt=AiSVZ5iFjapfI1xC3S9FDhq3IxIF
http://news.yahoo.com/s/ap/20090401/ap_on_re_la_am_ca/lt_peru_fujimori;_ylt=AtH64IDhXx0DzqFiBaO1eGC3IxIF
http://news.yahoo.com/s/ap/20090408/ap_on_re_la_am_ca/lt_peru_fujimori_trial;_ylt=A0wNcwNWxtxJgKAAKwi3IxIF
http://laht.com/article.asp?ArticleId=331420&CategoryId=14095


Marcin MaroszekAbsolwent stosunków międzynarodowych w Katedrze Amerykanistyki i Mass Mediów Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracownik Fundacji Amicus Europae, gdzie specjalizuje się w zagadnieniach związanych z obszarem Ameryki Łacińskiej oraz polityką zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Członek Forum Młodych Dyplomatów. Autor bloga poświęconego Ameryce Łacińskiej: amerykalacinska.wordpress.com
Komentarzy: 6

Grzegorz Wasiluk
14 kwietnia 2009 (13:32)
Nie i jeszcze raz nie!
Prezydent Fujimori nie był żadnym dyktatorem ani bandziorem, tak samo jak nie byli ni jednym ni drugim Getulio Vargas, Juan Peron, de Gaulle, czy też Nguyen Van Thieu. Wszystko to byli przywódcy demokratyczni wlaczący w niezwykle trudnych warunkach, ryzykując własną głową, o ocalenie i zjednoczenie swojej ojczyzny. Gdzie przeciwnicy wolności postępują w sposób bezwzględny, nie litując się nad nikim i nie uznając reguł gry ustalonych przez prawo, tam drobiazgowe stosowanie prawa i konsytucji może się zakończyć wyłącznie tyranią bezlitosnych zwycięzców i po stokroć większą rzezią. Niestety w takiej sytuacji konieczna jest podobna bezwzględność ze strony obrońców porządku. Aczkolwiek moralność nakazuje unikać krzywdzenia niewinnych, to nie zawsze da się uniknąć pomyłek i przypadkowych ofiar. Jeśli w warunkach wojny domowej strona rządowa, popierana przez wyraźną większość narodu, wzięła na siebie winę za niehonorowe metody i błędy w granicach poniżej powiedzmy tysiąca niepotrzebnych, gwałtownych zgonów, to nie należy z tego robić zbrodni równoważnej świadomemu ludobójstwu, uprawianemu przez stronę przeciwną. Taka rzekoma idealna sprawiedliwość, jaką pokazali światu sędziowie w Limie, może być wyłącznie obłudą i środkiem walki o władzę. Gdyby było inaczej, za chwyty poniżej pasa stosowane wobec np. Czarnych Panter czy też grupy Baader-Meinhof powinni zgnić za kratami np. Nixon i Helmut Schmidt. Możliwa jest tylko sprawiedliwość realna i elementarna; chwyciłeś za broń jako pierwszy, aby rozstrzygać swoje spory z innymi ludźmi zabijając ich, podniosłeś broń przeciw prawowitej władzy własnego kraju, sam też zginiesz od miecza, którym wojujesz.

marcin maroszek
14 kwietnia 2009 (18:27)
Był...
Jeśli nie zgadzasz się w kwestii czy był dyktatorem, czy nie, masz do tego prawo. To, że był "bandziorem" nie ulega jednak wątpliwości. Oprócz tego, że został właśnie skazany za 25 zabójstw, czekają go jeszcze procesy o defraudację milionów dolarów państwowych pieniędzy i m.in. za oszustwa wyborcze. Chyba nie chcesz bronić tezy, że ktoś taki jest dobrym przywódcą państwa? To jedno. Druga kwestia jest taka, że absolutnie nie zgadzam się z retoryką "po trupach do celu/cel uświęca środki/poświęcenie czegoś w imię większego dobra". Fujimori miał swoje zasługi - ok, ale przyzwalał na działania bojówek, które mordowały niewinne osoby. I możesz sobie tłumaczyć, że robił to aby osiągnąć coś lepszego. Że używał tej samej broni, bo używali jej partyzanci. Na tym właśnie powinna polegać różnica, żeby nie zniżać się do poziomu terroru i nie stosować tych samych metod, za które się potępia terrorystów. Można by jeszcze dyskutować, jeśliby chodziło o zabijanie samych partyzantów, ale w przypadkach mordów na niewinnej ludności - nigdy. Nic tego nie usprawiedliwia, a już na pewno nie to, że druga strona używa takich samych środków. Poza tym wybacz, ale wydaje mi się, że ani ja ani Ty nie mamy prawa tutaj oceniać. To naród peruwiański wystawił rachunek Fujimoriemu za lata jego prezydentury. To oni wiedzą najlepiej, jaki był ich prezydent i jak rządził. To oni i ich rodziny ginęły - także w wyniku działań jemu podległych wojskowych. Jeśli twierdzisz, że źle go oceniają Ci co znają go najlepiej, to wybacz, ale zakrawa to o bałwochwalstwo. Była to suwerenna decyzja narodu peruwiańskiego, nikt z zewnątrz nie wywierał presji, a już na pewno nie obecna władza, której ten wyrok również może zagrozić. A jeszcze jedna uwaga - twierdzisz, że zawieszenie legalnie wybranego parlamentu, aby samemu sprawować władzę i uciszanie krytykujących prezydenta polityków i dziennikarzy nie jest objawem dyktatury? Ja stoję na stanowisku, że Fujimori był i dyktatorem i bandziorem. I jest nim dla mnie każdy, kto - niezależnie od pobudek, jakimi oficjalnie się kieruje - zagarnia nielegalnie władzę i zabija przeciwników politycznych oraz świadomie skazuje na śmierć niewinne osoby. Jeszcze zwrócę uwagę na jedną rzecz - zakładasz, że Fujimori miał szczytny cel - zwalczenie partyzantki, polepszenie gospodarki... A może był to po prostu przykrywka, dzięki której mógł sprawować władzę tak, jak chciał i nachapać się kasy (a potem bezczelnie uciec do Japonii, gdy jego przekręty wyszły na światło dzienne)...? Niejednokrotnie przekonywaliśmy się, że to, co się oficjalnie mówi daleko różni się od rzeczywistych pobudek, a motywy ludzkich działań są bardzo przyziemne i często sprowadzają się po prostu do władzy i pieniędzy.... I kończąc - piszesz, że "...tam drobiazgowe stosowanie prawa i konstytucji może się zakończyć wyłącznie tyranią bezlitosnych zwycięzców i po stokroć większą rzezią." Wkraczasz na bardzo grząski grunt. Co niby ma znaczyć "drobiazgowe stosowanie prawa i konstytucji"?! Podważasz w ten sposób sens konstytucji i prawa! Nie może być tak, że przestrzegamy wybranych przepisów. Po to jest prawo, aby je stosować, w każdym wymiarze. Abstrahując już od tego, że korupcja, defraudacje, porwania i morderstwa przeciwników politycznych oraz zupełnie niewinnych osób NA PEWNO NIE SĄ DROBIAZGAMI!!!

Grzegorz Wasiluk
14 kwietnia 2009 (19:47)
Ma Pan Kolega prawo do własnego zdania
Ja do własnego. Ja się nie zaliczam do wyznawców hm, linii myślenia wielkiej rewolucji we Francji, której szaleństwo i wewnętrzną sprzeczność najwymowniej chyba ukazał nasz polski reżyser pan Wajda w filmie Sprawa Dantona. Dla mnie jest ważniejsze utrzymanie podstaw porządku w państwie niż odmiany politycznej poprawności. Co to np. znaczy niewinna ludność cywilna? Na zdrowy rozum - taka, która się do niczego z własnej woli nie miesza, została wmieszana, znalazła się między młotem a kowadłem. Ludność dostarczająca wywrotowcom broni i ludzi już się do takowej nie zalicza. Humanitaryzm i chrześcijaństwo nakazuje ją wtedy oszczędzać w miarę możności, racja stanu i wola przeżycia drugiej strony - unieszkodliwić. Jak znaleźć złoty środek? To są cholernie trudne sprawy i nie ma w takiej sytuacji dobrego wyjścia, a tylko złe i jeszcze gorsze. Bez względu na to, co wybierzesz i tak zginą niewinni. Jak sprawić, żeby ich zginęło mniej? To jest tragedia Ameryki Łacińskiej, gdzie takie dylematy cały czas istnieją. Oczywiście z drugiej strony nic nie usprawiedliwia bandyckich metod kierowania państwem, jakie stosował np. Stalin. Czy bohater tego artykułu stosował bandyckie metody na szeroką skalę, aby utrzymać się u władzy wbrew woli wyraźnej większości? A może jego upadek został spowodowany na życzenie Amerykanów i MFW? Sam przecież pisze, że nie przedstawiono jakichkolwiek niepodważalnych dowodów przeciw oskarżonemu. Do tego ostatniego wątku Pan Kolega się nie odnosi, a szkoda. To uczyniłoby artykuł znacznie ciekawszym , zaś to, co napisano, powtarzają wszędzie w telewizji. Pozdrawiam.

marcin maroszek
15 kwietnia 2009 (08:31)
Każdy ma prawo do swojego zdania.
Nie zalicza się Pan do wyznawców rewolucji francuskiej - dobrze. Natomiast mówi Pan, że czasem "drobiazgowe stosowanie prawa i konstytucji może się zakończyć wyłącznie tyranią bezlitosnych zwycięzców i po stokroć większą rzezią". Nigdy nie zgodzę się z takim tokiem myślenia. Ani z tym, że można usprawiedliwiać, jak Pan to pięknie określa "niehonorowe metody i błędy w granicach poniżej powiedzmy tysiąca niepotrzebnych, gwałtownych zgonów" - czyli po prostu morderstwa niewinnych osób! Nie jest to zbrodnia równa zbrodniom Stalina, ciągle jednak jest to zbrodnia. Dziękuję za rady odnośnie artykułu. Przypomnę tylko, że Fujimori dobrowolnie uciekł (a właściwie nie powrócił do Peru z zagranicznej wizyty) po tym jak ujawnione zostały jego oszustwa w trakcie wyborów. Nic tu MFW ani USA nie miały do rzeczy :) Zaraz też po odwołaniu Fujimoriego przez parlament z funkcji prezydenta został postawiony w stan oskarżenia, lecz udało się go sprowadzić do kraju dopiero po kilku latach. Przykro mi, ale ja nie widzę tu żadnej teorii spiskowej. Uważam też, że peruwiański sąd nie miał żadnych innych pobudek w wymierzeniu wyroku skazującego poza poczuciem sprawiedliwości. Ale to moje zdanie. Pan ma inne. Szkoda tylko, że broni Pan Fujimoriego nie odnosząc się do innych oskarżeń i procesów go czekających, które świadczą o tym, że – pomijając na chwilę wątek walki ze Świetlistym Szlakiem i „koniecznych” Pana zdaniem strat w ludności – jest zwykłym przestępcą, który sfałszował wybory i kradł państwowe pieniądze. Że już nie wspomnę o tym Pańskim twierdzeniu, że konstytucji i prawa nie należy traktować drobiazgowo… Zamiast tutaj polemizować Pan próbuje odwrócić uwagę i przywołuje inne kontrowersyjne postaci. Ale Pana stosunek do lewicy i dyktatur znam po tym, jak kiedyś porównał Pan zbrodnie Pinocheta do potencjalnych zbrodni jakich dokonałby Allende, gdyby go nie obalono... Zgadzam się, że czasem są złe wyjścia i gorsze. Zabijanie niewinnej ludności cywilnej i przeciwników politycznych w mojej opinii należy zdecydowanie do tych gorszych. Pyta Pan: „Czy bohater tego artykułu stosował bandyckie metody na szeroką skalę, aby utrzymać się u władzy wbrew woli wyraźnej większości?”. Odpowiadam: Bohater tego artykułu stosował bandyckie metody (rozwiązanie nieprzychylnego parlamentu, zawieszenie konstytucji, porywanie i likwidacja przeciwników politycznych i dziennikarzy, przyzwalanie na mordy niewinnych osób, defraudacja państwowych pieniędzy), a pod koniec swej prezydentury także próbował oszustw wyborczych po to, aby utrzymać się u władzy wbrew woli większości. Relatywizowanie, czy używał bandyckich metod na szeroką skalę czy „tylko trochę” wg mnie jest nie na miejscu. Nie powinien ich używać w ogóle. Ps. nasze dyskusje zdecydowanie ubarwiają komentarze ;) i dobrze - każdy ma prawo do własnego zdania. Pozdrawiam

marcin maroszek
15 kwietnia 2009 (09:05)
Raport Komisji Prawdy i Pojednania
Polecam Panu i wszystkim zainteresowanym raport peruwiańskiej Komisji Prawdy i Pojednania dotyczący wojny ze Świetlistym Szlakiem - do znalezienia tutaj: http://www.amnesty.org/en/library/asset/AMR46/003/2004/en/dom-AMR460032004en.pdf Po jego lekturze każdy sam może sobie wyrobić zdanie, czy ktoś stosujący takie metody jest bandytą i dyktatorem, czy nie. Przeczytać tam można m.in., że 39% z 70 000 ofiar wojny jest wynikiem działalności władz Peru (nie tylko Fujimoriego, ale również jego poprzedników).

michał
17 kwietnia 2009 (09:11)
ciekawie, ciekawie
w sumie nic bliższego nie wiem na temat Peru, ale artykuł i wasza dyskusja Panowie mnie zaciekawily, pozdrawiam
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".