America's Comeback Team
    wybory prezydenckie w USA51 · Mitt Romney21 · Obama177 · Paul Ryan2
2012-08-17
Wybory w USA rozstrzygną się 6 listopada. Demokratów będzie reprezentował sprawdzony duet Obama-Biden. Republikanów zaś najpewniej Mitt Romney. W pojedynku o najważniejszy urząd w państwie wesprze go Paul Ryan, a wiadomość o jego nominacji zaskoczyła wielu komentatorów.

Urząd wiceprezydenta w Stanach Zjednoczonych jest tyleż prestiżowy, co nieistotny. Z osobą nominalnie noszącą numer 2 mało kto się liczy - zarówno w partii jak i administracji. Dość przypomnieć, że sprawujący urząd wiceprezydenta od 20 stycznia 1945 roku Harry S. Truman dopiero po śmierci Franklina Delano Roosevelta 12 kwietnia tego samego roku dowiedział się o istnieniu i zaawansowaniu amerykańskiego programu atomowego. Przewodniczący Senatu nie ma wyraźnie określonych kompetencji, nie ma też sprecyzowanego opisu współpracy z urzędującym prezydentem. Jak żalił się swojemu przyjacielowi Truman "urząd wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych jest jak piąty cycek u krowy - nikomu nie potrzebny".

Jest jednak jedno "ale", i to "ale" o szczególnym znaczeniu. Jeżeli prezydent umrze w czasie sprawowania władzy, ustąpi z urzędu albo nie będzie mógł rządzić z powodów zdrowotnych to właśnie ten niezbyt poważany urzędnik staje się przywódcą najpotężniejszego państwa świata z dostępem do amerykańskiego arsenału jądrowego i świetnie wyposażonej armii. Tylko w XX wieku pięciu wiceprezydentów przesiadło się na najważniejszy fotel w państwie w związku ze śmiercią lub ustąpieniem prezydenta - Theodore Roosevelt, Calvin Coolidge, Harry S. Truman, Lyndon B. Johnson i Gerald Ford.

Z tego powodu - potencjalnej roli następcy głowy państwa w czasie kryzysu władzy - wybór kandydata na wiceprezydenta ma duże znaczenie. W jesiennych wyborach z pewnością wystąpi tandem Obama - Biden, co ułatwia zadanie Demokratom. Sześćdziesięciodziewięcioletni były senator ze stanu Delaware odpowiada w tym duecie za sprawy zagraniczne, które powszechnie uważa się za słaby punkt urzędującego prezydenta (senator Biden w latach 2007-2009 był przewodniczącym senackiej komisji spraw zagranicznych). Dzięki obecności w administracji Hillary Clinton i właśnie Joe Bidena Obama zdołał uzupełnić braki i zbudować solidną pozycję w światowej polityce.

Do soboty 11 sierpnia nie wiedzieliśmy, który polityk zostanie wskazany jako potencjalny wiceprezydent przez najpoważniejszego kandydata Republikanów - Mitta Romneya. Sprawa republikańskiej nominacji dla duetu który zmierzy się z Barackiem Obamą i Joe Bidenem była podwójnie złożona. Z jednej strony obóz walczący z urzędującym prezydentem ma pod górkę, z drugiej obóz który cztery lata wcześniej namaścił Sarah Palin ma nie tylko pod górkę, ale i pod wiatr.

Bo właśnie wybór byłej gubernator Alaski pogrzebał ostatecznie szanse bohatera wojennego, kapitana (czy wg polskiej nomenklatury komandora) Johna S. McCaina III. McCain, syn i wnuk czterogwiazdkowych admirałów, weteran wojny wietnamskiej, torturowany przez pięć i pół roku niewoli, odznaczony Srebrną Gwiazdą i Purpurowym Sercem, były kongresmen i senator z Arizony był świetnym kandydatem na urząd prezydenta. Co prawda był dużo starszy od Obamy, w 2008 roku miał siedemdziesiąt dwa lata, i choć w przeszłości żaden prezydent w dniu inauguracji nie przekraczał siedemdziesiątki, to przecież na początku drugiej kadencji Ronald Reagan był dwa lata starszy od McCaina.

Jednak to właśnie zaawansowany wiek w połączeniu z ekscentryczną Sarah Palin doprowadził do szybkiego spadku poparcia dla senatora McCaina. W końcu jeśli zmarłby w czasie pełnienia urzędu, to właśnie ta niezbyt poważana "hokejowa mama" przejęłaby stery w państwie. W rezultacie chybionej nominacji kandydata na wiceprezydenta John McCain przegrał z duetem stworzonym przez demokratycznych senatorów z Illinois i Delaware.

Mitt Romney wiedział, że nie może powtórzyć błędu poprzednika jeżeli chce - po pięciu latach kampanii - mieć realne szanse na sukces, najpierw partyjny, później ogólnokrajowy. Jego wybór padł na czterdziestodwuletniego kongresmena z Wisconsin, Paula Ryana. Absolwent ekonomii i nauk politycznych Uniwersytetu w Miami, przewodniczący komisji budżetowej Izby Reprezentantów i zadeklarowany liberał spod znaku Friedricha Hayeka, Ludwiga von Misesa i Miltona Friedmana już jakiś czas temu zaczął wyrastać na wschodzącą gwiazdę GOP.

Geograficzne wyszukiwanie tekstów Wybierz kontynent i kraj, czytaj nasze teksty

Wybór tak młodego kandydata (Romney jest starszy od Ryana o dwadzieścia trzy lata) był zaskoczeniem dla wielu komentatorów i pokazał, że Romney poważnie myśli o wyścigu do Białego Domu. Spekulacje co do potencjalnych zastępców byłego gubernatora Massachusetts krążyły dotąd wokół "bezpiecznych" nazwisk starych wyjadaczy - senatora z Ohio Roba Portmana i byłego gubernatora Minnesoty Tima Pawlentego. Romney odrobił lekcję jaką cztery lata temu dał wszystkim Barack Obama i wybrał osobę najlepiej uzupełniającą jego własne deficyty. Ryan jest młody, energiczny i z pewnością nada kampanii republikanów nowego ducha. Z drugiej strony wygląda na to, że jest w stanie zadowolić wszystkie ważniejsze frakcje w samej GOP. Konserwatyści (łącznie z radykałami z Partii Herbacianej) uważają go za swoją największą nadzieję - opowiada się za ograniczaniem władzy biurokratów i cięciem kosztów ich funkcjonowania. Liberałowie podzielają jego fascynację poglądami, które zaszczepił mu profesor Richard Hart w Miami.

Znaczenie wyboru Mitta Romneya podkreśla reakcja prezydenta Obamy, który zaatakował konkurenta oskarżając go o próbę "przekształcenia Medicare w program voucherowy". Było to bezpośrednie odniesienie do propozycji Paula Ryana przedstawionej w czasie debaty o Medicare w Izbie Reprezentantów.

Czy duet Romney - Ryan osiągnie sukces? Trudno powiedzieć, ale "America's Comeback Team" wchodzi właśnie do gry.

Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".