Andaluzja: w Granadzie i Kordobie
    Kordoba1 · Granada1 · Hiszpania26 · Islam39
2012-03-19
Ponoć gdy człowiek tęskni do minionych, lepszych czasów, to jest w Granadzie. Powiedzenie to ukuli Maurowie, gdy po Granadzie pozostało im już tylko wspomnienie, po tym jak wyrok historii – w postaci chrześcijańskiej rekonkwisty – wyrzucił ich ostatecznie z Półwyspu Iberyjskiego tam skąd przybyli: do Północnej Afryki.

Pałac Alhambra, stolica muzułmańskich władców Granady, foto Anna Kotfis

Z tego, ale także z innych powodów dzieje południowej Hiszpanii należą raczej do burzliwych. Czego nie widziały te ziemie? Walk Kartagińczyków z Rzymianami, Wandalów, Wizygotów, wreszcie wspomnianych Maurów, którzy odcisnęli na Andaluzji trwały rys kulturowy. Jednym z jego przejawów jest Alhambra – granadzka twierdza i pałac dawnych władców muzułmańskich, swym surowym pięknem dumnie górująca nad miastem. Wszelkie przewodniki, rankingi typu „x cudów świata” notują tę budowlę w czołówce, i chyba bez większej przesady można się z tym zgodzić. Zachwyca nie tylko malownicze położenie Alhambry, ale chyba jeszcze bardziej jej wnętrze: zwłaszcza pałacowe komnaty z misternie wykutymi w marmurze ornamentykami.

Po przeciwległej stronie twierdzy wznosi się Albacin. Dzielnica muzułmańska, podobnie jak Alhambra, przypominająca o dawnej, islamskiej obecności w andaluzyjskim regionie. Skojarzenie z przysłowiowymi francuskimi przedmieściami byłoby jednak błędne. Tutaj bowiem, gdzie białe, filigranowe domy pamiętają niekiedy wieki średnie, obecność wyznawców Allaha zdaje się być naturalna, wkomponowana w krajobraz i nieskażona ostrością współczesnych sporów społeczno-religijnych. Kręte, wąskie uliczki wijące się pod górę zarażają spokojem. Z Albacinu już tylko jeden krok na wzgórze Sacromonte. I znów dopada nas krzyżowanie się kultur, ponieważ zaszyte tu jaskinie od ponad 500 lat zamieszkiwane były przez Cyganów. To tutaj, w Andaluzji, na styku kultury arabskiej, cygańskiej i europejskiej zrodziło się flamenco – do dziś jeden z głównych symboli regionu.

Alcazar, Kordoba, foto Anna Kotfis Alcazar, Kordoba, foto Anna Kotfis

Kto dziś zamieszkuje w tych jaskiniach? Po części Cyganie, kultywujący taneczno-muzyczne tradycje, po części ludzie, których nie stać na bardziej reprezentacyjny dach nad głową. Ten rozziew dało się odczuć podczas wałęsania się po wzgórzach (na szczęście wolnych od tabunów turystów!) Jedna z rodzin reagowała na widok „wędrowników” radosnymi okrzykami, pozdrawiając nas z lekkiej oddali, nie przerywając przy tym śpiewu i gry w promieniach popołudniowego słońca. Ich beztroska i prostota wyrazu przywodziła na myśl „szczęśliwego dzikusa” Jana Jakuba Rousseau. Przy innych jaskiniach dało się jednak wyczuć nieco bardziej minorowe nastroje, przeżarte oddechem życia sfrustrowanego i przegranego.

I tu zaczyna się Granada mniej piękna. Granada uwikłana w bieżące spory polityczne i realia bytowe, które nie wszystkich zadowalają. Nierzadkim widokiem w mieście są mury pobazgrane w sposób, który zdegustowałby największego liberała wśród zwolenników graffiti. Zbuntowana (zblazowana?) młodzież daje upust swemu niezadowoleniu nawet w miejscach ścisłego centrum. Opuszczając Granadę w ostatnich dniach kwietnia, żegnałam miasto dość obficie obwieszone plakatami wzywającymi do udziału w pochodzie pierwszomajowym. Powariowali – mógłby pomyśleć przybysz z dawnego bloku wschodniego, pamiętający minione czasy, choćby jedynie mgliście. Jednak tam to rzeczywistość.

Geograficzne wyszukiwanie tekstów Wybierz kontynent i kraj, czytaj nasze teksty

Po Granadzie przyszedł czas na wizytę w Kordobie. Wizytę, która bardzo sugestywnie dała odczuć różnicę temperatur. W położonej na wysokości 600 m.n.p.m Granadzie klimat jest dla człowieka znad Wisły w miarę znośny. Trafimy tu na przyjemne ciepło, które sprzyja zwiedzaniu, podczas gdy Hiszpanów uprawnia całkowicie do celebrowania zgubnej dla PKB sjesty. Natomiast w nieodległej co prawda Kordobie, ale położonej na płaskim terenie, już w kwietniu nie unikniemy „patelni” w postaci 40 stopni Celsjusza. Chwila odpoczynku w towarzystwie fontanny jest warta miliony. Nie o to jednak ostatecznie chodzi, bowiem są rzeczy w Kordobie, które należy obejrzeć. Tak jak Granada była ostatnim bastionem muzułmanów na Półwyspie Iberyjskim, padając dopiero w 1492, tak Kordoba powróciła w ręce chrześcijan już w XIII wieku. Dziś znajdziemy tam pewne osobliwe miejsce, które swym kształtem oddaje złożoność i zmienność historycznych losów Andaluzji.

Mowa o kordobańskiej katedrze. Jest to świątynia na tyle ciekawa, ze warto zacisnąć zęby i przetrwać chwilę w gąszczu wycieczek i turystów, którzy przed wejściem oczekują na to samo. A osobliwość katedry polega na tym, że była ona kiedyś meczetem. Nim jednak powstał ów meczet, stał tam kościół chrześcijański, wzniesiony przez Wizygotów około roku 600. Półtora wieku później zrównany z ziemią po muzułmańskim podboju i zastąpiony wspomnianym meczetem. Chrześcijańscy władcy po odzyskaniu Kordoby postanowili odnieść się do świątyni wrogów nieco uprzejmiej. Nie zburzyli jej, początkowo dokonując jedynie nieznacznych korekt. Dopiero Karol V w XVI stuleciu wpadł na pomysł wzniesienia wewnątrz istniejącej budowli katedry, która niejako od środka miała zniweczyć do końca islamski charakter świątyni. Gdy jednak hiszpański monarcha odwiedził Kordobę i na własne oczy ujrzał dzieło Maurów miał rzec: „Nie wiedziałem, co tu było, bo nigdy bym nie zezwolił na zbudowanie czegoś, co może powstać wszędzie indziej, na miejscu tego, co nie ma sobie równych w świecie”. W efekcie mamy dziś wewnątrz katedry, w samym jej centrum dwa chrześcijańskie ołtarze, mamy też z boku dobrze zachowane mihraby, z bogatą muzułmańską ornamentyką oraz ponad 700 meczetowych kolumn.

Widok na Granadę z Alhambry, foto Anna Kotfis Widok na Granadę z Alhambry, foto Anna Kotfis

Wracając do Granady. Próba złapania w obiektywie ciekawego, albo przynajmniej znośnego, zachodu słońca zakończyła się klęską i rozczarowaniem. Zapomnieć należy o ferii barw rozlewających się wolnymi minutami po nieboskłonie. Słońce w tej szerokości geograficznej, choć jeszcze daleko stąd do równika, znika w mgnieniu oka. Gaśnie szybko, jakby ktoś jednym energicznym ruchem wrzucił je za horyzont gór. Ale to szczegół malkontenta. Na bogactwo i piękno krajobrazu ciężko tu narzekać. Wypada więc się na koniec zgodzić ze słowami Francisco Icazy: „Daj mu jałmużnę, kobieto, bo nie ma w życiu nic bardziej godnego współczucia, niż być ślepym w Granadzie”.



Alhambra, foto Anna KotfisOgrody Alcazaru, Kordoba foto Anna KotfisAlcazar, foto Anna KotfisWidok na Granadę z Alhambry, foto Anna KotfisWidok na Alhambrę, foto Anna KotfisKordoba, foto Anna KotfisCarrera del Darro, foto Anna KotfisAndaluzja: w Granadzie i Kordobie, foto Anna KotfisAndaluzja: w Granadzie i Kordobie, foto Anna KotfisAndaluzja: w Granadzie i Kordobie, foto Anna KotfisAndaluzja: w Granadzie i Kordobie, foto Anna Kotfis
Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu

Przybyliśmy po piętnastu godzinach podróży na wyspę Koh Ko Khao ( lot + transfer ). Myślę, że nietrudno dociec na podstawie nazwy geograficznej, iż jest to Tajlandia, którą chcieliśmy...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".