Andrzej Poczobut - „Od dziecka zawsze miałem wpajane polskie wartości”
    Andrzej Poczobut2 · białoruska opozycja7 · Białoruś62 · Łukaszenko50
2013-10-25
Wywiad z Andrzejem Poczobutem autor książki „System Białoruś”, publicystą, korespondentem Gazety Wyborczej w Grodnie

Andrzej Poczobut i Maria Przełomiec na premierze książki System Białoruś, wikiemdia commons, CC,Bladyniec

Michał Marciniak: Spotykamy się z okazji promocji Pańskiego debiutu książkowego „System Białoruś”. Proszę powiedzieć, jak wyglądał proces twórczy? Czy to jest tak, że artykuły, które pisał Pan jako białoruski korespondent Gazety Wyborczej stały się podstawą książki, czy może książka powstawała równolegle, niezależnie od artykułów?

Andrzej Poczobut - Z Gazetą Wyborczą współpracuję od 2006 roku, w swoich artykułach zawsze opisywałem jakiś fragment białoruskiej rzeczywistości, a zawsze za cel miałem przedstawienie czytelnikowi pełnego obrazu Białorusi. W wypadku pojedynczych artykułów były to tylko fragmenty mozaiki, którą chciałem pokazać polskiemu odbiorcy. Więc ten pomysł od dłuższego czasu tkwił w mojej głowie, lecz ze względu na inne obowiązki nie było czasu, żeby to zrealizować. Ten czas się znalazł w związku ze sprawami karnymi, jaki mi wytyczono [m.in. zarzut o obrazę prezydenta RB przyp.red.]. Wówczas miałem zakaz opuszczania Grodna. Tak się złożyło, że mniej więcej w tym samym czasie zgłosiło się do mnie wydawnictwo Helion z pomysłem wydania pozycji o Białorusi, no i dzięki temu ta idea powstania książki mogła się urzeczywistnić. Z tym że sytuacja była dosyć napięta w tym czasie, czekał mnie jeszcze proces i nie wiedziałem tak naprawdę czy będę mógł tę książkę ukończyć. Ale na szczęście się udało, a artykuły, które dotychczas pisałem stały się idealnym materiałem źródłowym i z nich też oczywiście korzystałem.

Przeczytaj naszą recenzję Systemu Białoruś

M. M.: Jest to książka w dużej mierze związana z polityką. Dlaczego właśnie taka forma? Nie myślał Pan o napisaniu reportażu, relacji opisującej przejścia z białoruskim wymiarem sprawiedliwości?

A.P. - Jeśli chodzi o problemy z białoruskim prawem to wydawało mi się to zbyt oczywiste, żeby o tym pisać. Zresztą, opowiadałem o tym w każdym wywiadzie, ten temat był maglowany na każdym kroku… po prostu mi się znudził, nie chciałem się tym zajmować. Ponadto był to dla mnie trudny okres, ciężko było mi się zdystansować do tego. Nie chciałem pisać o więzieniu będąc jedną nogą w areszcie, to trzeba zrozumieć.

M. M.: To Pański debiut wydawniczy, myślał już Pan o następnej książce?

A.P. - Tak, przyznaję, że rozważam taką możliwość

M. M.: Rozumiem, że będzie to pozycja dotycząca Białorusi, a konkretniej?

A.P. - System Białoruś - ten, który już opisałem - właśnie się kończy. Białoruś jest na skraju ekonomicznego upadku. Państwowe przedsiębiorstwa są nierentowne, dużo mówi się o prywatyzacji, ale tylko się o niej mówi, Rosja podnosi ceny gazu i ropy. Te 19 lat były warte tego, żeby je opisać, bo to jest interesujące, że centrum Europy zamieszkuje społeczeństwo, które żyje według zupełnie innych, niezrozumiałych dla reszty zasad. Więc jak skończy się ten system, pojawi się coś nowego. I to trzeba będzie opisać.

M. M. - Pan pochodzi z Grodna, mieszka na Białorusi, mówi po polsku ze wschodnim akcentem, działa aktywnie w środowiskach polonijnych. Jest Pan Polakiem, czy Białorusinem? Dla niektórych mieszkańców tych terenów odpowiedź na to pytanie nie należy do łatwych.

A.P. -Ja jestem Polakiem i nie miałem nigdy co do tego żadnych wątpliwości. Specyfika pogranicza jest taka, że kto tutaj się urodzi i mieszka ma prawo do wyboru swojej ojczyzny. To generuje wiele skomplikowanych historii - sam znam takie rodziny, w których np. rodzice dziecka są Polakami, czują się nimi, ale dziecko z takich czy innych przyczyn czuje się już Białorusinem. Takie prawo pogranicza. Z tym że na Białorusi taka deklaracja ma jeszcze związek z Kartą Polaka. Wiele osób, które dotychczas nie interesowały się swoimi korzeniami nagle odkrywa, że jest Polakami. Ja takich problemów nie mam, od dziecka, zawsze miałem wpajane polskie wartości i to mi pozostało do dziś.

M. M. - Jeśli już jesteśmy przy temacie Polaków na Białorusi… Według danych statystycznych jest nas coraz mniej. Czy rzeczywiście tak jest? Co mogło wpłynąć na to, że w spisie powszechnym wcześniej (1989 r.) było nas ponad 400 tysięcy, a teraz polskość deklaruje tylko 295 tys.?

A.P. - Po pierwsze, jeśli nie możemy ufać wynikom wyborów na Białorusi, to jak możemy wierzyć w prawdziwość wyników spisu powszechnego? Po drugie, każda mniejszość w jakimś stopniu ulega asymilacji, to naturalny proces. A po trzecie, Łukaszence zależy na tym, żeby w spisie powszechnym nie wyszło, że Białorusinów jest coraz mniej, bo propaganda głosi, że jest coraz więcej. Tymczasem tendencja jest odwrotna, więc władza „uzupełnia” braki zabierając trochę ludności mniejszościom, żeby ostateczna liczba Białorusinów pokazywała wzrost, lub chociaż nie przedstawiała spadku. Polaków i tak ubyło najmniej w tym procederze, bo np. liczba Rosjan w porównaniu z poprzednimi latami zmniejszyła się o połowę, a to już bardzo dużo.

M. M. - A jak wygląda obecna sytuacja Związku Polaków na Białorusi? Czy to, że w mediach nic nie słychać na ten temat ostatnimi czasy oznacza, że sytuacja nieuznawanego przez rząd Łukaszenki ZPB się polepszyła?

A.P. - Nie, sytuacja ZPB nadal jest bardzo zła, związek jest nieuznawany, utrudnia mu się wszelkie działania. Z kolei reżimowy ZPB jest organizacją fasadową, ukierunkowaną ideologicznie.

M. M. - Kilku członków reżimowego ZPB w ostatnim czasie nie zostało wpuszczonych do Polski, mimo, że mieli odpowiednie dokumenty, więc sprawa ma podtekst polityczny. Nie uważa Pan, że zamknięcie polskich granic dla Polaków, którzy są zwolennikami Łukaszenki, to zbyt kontrowersyjna decyzja?

A.P. - To nie jest tak, że wszyscy członkowie reżimowego ZPB mają zakaz wjazdu do Polski. Zakaz ten obejmuje tylko parę osób, nie tak jak niektórzy twierdzą że kilkadziesiąt. Te osoby są podejrzewane o bezprawne przejęcie majątku polskiego ZPB. Na przykład Dom Polaka, wybudowany z pieniędzy rządu w Warszawie został po prostu zagrabiony i np. były takie sytuacje, że polscy dyplomaci nie mieli do niego wstępu. Na dodatek gdy polski konsul w wyniku napięcia na linii Warszawa- Mińsk został wydalony z Białorusi, w reżimowej telewizji można było zobaczyć wypowiedzi właśnie tych osób, świadczących przeciwko konsulowi. Własnemu konsulowi, skoro czują się Polakami. Myślę, że w tej sytuacji każdy inny rząd zachowałby się podobnie.

M. M. - A nie uważa Pan, że nielegalny obecnie ZPB został również w pewien sposób upolityczniony? Że zamiast ograniczyć się do organizowania życia Polakom na wschodzie również uczestniczy w grze politycznej po stronie opozycji i to jest źródłem kłopotów tego stowarzyszenia?

A.P. - W żadnym wypadku. Nikt z ZPB nie uczestniczył w wyborach. Owszem, byli u nas przed wyborami prezydenckimi kandydaci opozycyjni, ale na rozmowy byli zaproszeni wszyscy, także Łukaszenka. To, że naszego zaproszenia nie przyjął, a inni kandydaci nas odwiedzili, nie świadczy że kogoś oficjalnie poparliśmy. Opinia o tym, że jakoby jesteśmy opozycjonistami wynika z upolitycznienia dosłownie wszystkiego na Białorusi. Bycie zwolennikiem Łukaszenki, namawianie do głosowania na niego - to nie jest według władz polityka. Ale jeśli coś nie jest nastawione prorządowo, to już jest polityka i to już jest opozycja. Dlatego też i nasz ZPB tak się postrzega, lecz nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością. Pojedyncze osoby może i jakieś działania czasem podejmują, lecz związek jako struktura nigdy w politykę się nie mieszał.

M. M. - Na koniec prosiłbym o małą prognozę. Jaki punkt rozwoju, według Pana, osiągnie Białoruś za 10 lat?

A.P. - Według mnie w ciągu dekady na Białorusi nastąpią poważne zmiany. Przede wszystkim uważam, że Łukaszenka już nie będzie rządził tym krajem i mam nadzieję, że następna władza będzie bardziej demokratyczna od obecnej.

M. M. - A scenariusz, w którym Rosja przejmuje Białoruś? Bo wydaje się, że już obecnie Mińsk jest podporządkowany gospodarczo Moskwie.

A.P. - To prawda, Białoruś obecnie jest w pewnym stopniu uzależniona od Rosji, dużo się o tym mówi, ale ostatecznie Łukaszenka nie sprzedaje Kremlowi tych najważniejszych państwowych przedsiębiorstw. Nadal są one w jego posiadaniu. Ale i tak tego typu uzależnienie to bardzo niebezpieczna sytuacja dla kraju. Mam jednak nadzieję, że to doświadczenie niepodległości, którego świadkami jesteśmy od prawie dwóch dekad, zmieniło nastawienie społeczeństwa jak i same społeczeństwo. Przed rozpadem ZSRR istnienie niepodległej Białorusi było mrzonką, marzeniem. Teraz, kiedy od tylu lat jest to faktem, widzimy, że Republika funkcjonuje raz lepiej, raz gorzej, ale funkcjonuje. I to jest jakby gwarantem, że jednak to państwo będzie istnieć dalej. Chciałbym też zwrócić uwagę na to, że Białorusi brakuje spektakularnych, samodzielnych zwycięstw. II Wojna Światowa została wygrana przy boku Rosjan, Grunwald przy boku Polaków - nie ma czegoś, co podniosło by dumę, świadomość narodową. Może więc zwycięstwo nad Łukaszenką będzie takim pierwszym wspólnym i w pełni białoruskim sukcesem?

M. M. - Czy z mentalnością Białorusinów to jest w ogóle możliwe?

A.P. - Pytanie brzmi: gdzie leży granica cierpliwości tego narodu? Tą granicą jest sytuacja ekonomiczna. Jeśli gospodarka się załamie, ludzie wyjdą na ulicę. Jeśli to doprowadzi do jakichś zmian, powstanie wokół tego pewien mit. I ten mit może stać się czynnikiem narodowotwórczym. Bo to państwo istnieje, funkcjonuje, jakoś się mimo wszystko rozwija, ale brak jeszcze tego czynnika społecznego. Obywatele nie czują, że mają na cokolwiek wpływ, ich świadomość nie jest największa, ale to może się zmienić.

M. M. - Czyli mimo wszystko widzi Pan przyszłość Białorusi w pozytywnych barwach?

A.P. - Jak najbardziej tak. Doświadczenie Łukaszenki było tylko takim naszym dłuższym pożegnaniem się ze Związkiem Radzieckim. Prędzej czy później nastąpi koniec i tego etapu.

M. M. - Dziękuję Panu za wywiad.


Komentarzy: 1

Łukasz
7 listopada 2013 (18:22)
znakomity wywiad, Poczobut człowiek który wie o co chodzi na Białorusi
i wydaje się, że jest obiektywny w ocenie Łukaszenizmu, potrafi znaleźć i te lepsze (nie dobre) strony, choć ich jest mało.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".