„Arabska żona” Tanya Valko
    muzułmanie38 · powieść44 · Dramat106 · Libia17
2011-10-16
„Arabska żona” to dla mnie dość niecodzienne zjawisko wydawnicze i przyznać muszę, że także dość mało spójne. Trudno wyrazić o tej książce jakiś jeden, zdecydowany pogląd, bo za chwilę przywołać można liczne argumenty na jego zbicie.

Sam tytuł oraz okładka książki (klasyczna już w podobnych przypadkach kobieta o głowie spowitej chustą) sugerują wydawnictwo proste, łatwe i przyjemne w odbiorze. Ot, kolejna opowieść o miłości między Polką i egzotycznym dla niej Arabem. Wątek, który od czasów powszechnego dostępu do wakacji all inclusive w Egipcie i Tunezji stał się tym bardziej chodliwy, że niczym żywcem wyjęty z życia wielu niewinnych wczasowiczek.

Wczasowiczek, które po powrocie do domu nie tylko wypisują długie tyrady w Internecie na temat wyjątkowej miłości, która spotkała je na spalonej słońcem plaży w Szarm Al-Szejk, ale i z chęcią przeczytają o podobnych historiach, mogąc się z nimi w pełni utożsamić. I coś z tego właśnie haczyka w „Arabskiej żonie” znajdziemy. Mamy w końcu skrót fabuły na okładce, który informuje nas o klasycznej wręcz realizacji toposu blond piękności znad Wisły, wpadającej w łapska Araba, tylko udającego uczciwego człowieka (w którym rzecz jasna Dorota „zakochuje się bez pamięci”). Mamy wątek wyjazdu do obcego, całkowicie nieznanego kraju arabskiego, porwanych dzieci, Arabów zmieniających się z czułych mężów w potwory.

Z drugiej strony powieść została napisana przez osobę wiele lat mieszkającą w krajach arabskich, która posiłkowała się zasłyszanymi w Libii autentycznymi historiami, swoimi własnymi obserwacjami poczynionymi na miejscu, jednym słowem niemałym w końcu bagażem doświadczeń. Tyle że obawiam się, że znaczna część zasobów tej skarbnicy wiedzy po prostu się zmarnowała.

Tanya Valko nie uczy czytelnika zbyt wiele na temat krajów muzułmańskich ponad to, co wywnioskować można, nie zawsze słusznie, z często powtarzanych stereotypów. Z rzadka tylko przemyca informacje na temat rodzimej kuchni czy pustynnego wiatru, wiejącego w Libii. Skupia się głównie na kwestiach obyczajowych, które prezentuje na podstawie jednej, wybitnie spaczonej moralnie rodziny.

Zaprzeczanie możliwości wystąpienia różnych dewiacji w świecie muzułmańskim byłoby oczywiście nielogiczne. Niemniej jednak ich nagromadzenie w „Arabskiej żonie” stawia książkę w jednej lidze z kiepskimi serialami. Nie tylko cała historia staje się przez to w odczuciu czytelnika mało prawdopodobna, ale i przyczynia się do budowania u odbiorców spaczonej wizji zwyczajów, panujących wśród muzułmanów.

Wydaje się, że autorce zabrakło także warsztatu pisarskiego, pewnej lekkości pióra koniecznej przy pisaniu powieści. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie liczby pojedynczej, przez co o niektórych niezrozumiałych lub nieznanych głównej bohaterce kwestiach dowiaduje się ona często poprzez pryzmat bardzo długich, rozbudowanych i niebrzmiących zbyt realistycznie wypowiedzi innych postaci. Z drugiej strony w pewnej chwili pojawia się opis wydarzenia, przy których główna bohaterka nie była i nie miała prawa znać jego przebiegu, tj. momentu, gdy jej mąż wybiera się do niej na porodówkę. Jedna z postaci, Basia, w pewnej chwili dostaje imię Ewa, po to tylko, żeby w kolejnych rozdziałach stać się na powrót Basią. Libijska wieśniaczka, która mówić miała w dialekcie z prowincji, posługuje się gwarą z polskiej wsi – stylizacja mało trafiona. Nie wiadomo też, dlaczego inni członkowie jej rodziny mówią w sposób właściwie nieodbiegający od normy.

Ahmed, który ma wprawdzie znać polskie przysłowia lepiej od samej Doroty, posługuje się jednakowoż polszczyzną bardzo skomplikowaną, co znów ujmuje mu autentyczności. Niezbyt trafionym zabiegiem wydaje mi się również klamrowa konstrukcja powieści, w której na samym początku poznajemy właściwie finał skomplikowanych losów Doroty, by następnie móc dowiedzieć się jedynie o tym, co do niego doprowadziło. Książka trzymałaby chyba w większym napięciu, gdyby nie wiadomo było, jakie będzie miała zakończenie.

Także psychologicznie bohaterowie nie są zbyt pogłębieni. Opis ich strojów, zachowania, podejmowane decyzje – wszystko to jest bardzo sztampowe. I tak np. kobieta sukcesu to oczywiście bizneswoman w kostiumie, która rozstawia całą rodzinę po kątach, niezależna i twarda. Jednocześnie zachowanie Doroty, która jakby zupełnie ignoruje jeden z najbardziej bodaj oburzających faktów z życia jej męża (scena, której opisywać tu nie będę, by nie pozbawić czytelników niezłego zaskoczenia), wydaje mi się zupełnie niespójne z jej charakterem. Tymczasem rozdział książki następujący po wspomnianym wydarzeniu zaczyna się jak gdyby nic i tak biegnie do momentu, kiedy autorka jakby przypomina sobie o tym wątku. Z drugiej strony ciekawe jest ujęcie samej postaci Ahmeda, który nie jest przecież jednoznacznie zły. Od wzorowego męża potrafi szybko przejść do stadium damskiego boksera, co Dorotę zbija z tropu i nie pozwala jej podjąć decyzji co do przyszłości swojego małżeństwa.

Pokomplikowana, dość długa (książka ma ponad 500 stron) fabuła przy całej swojej nierealności jest też jednak pewnym atutem „Arabskiej żony”. Przyznam, że były momenty, w których ciekawiło mnie bardzo, co zdarzy się za moment. Jakkolwiek surrealistyczne były kolejne przeżycia Doroty, historia trzymała jednak w napięciu.

Zdarzyły się też w całej opowieści przykłady osób arabskiego pochodzenia, które występowały w roli bohaterów pozytywnych. Jest czuły, wspaniały mąż, sympatyczna, delikatna siostra Ahmeda... Jest w końcu brutalne zderzenie poglądów matki Doroty, byłej nauczycielki, ze światem libijskiej rodziny Ahmeda, z którego wynika prowincjonalizm i zacofanie tej pierwszej. To wszystko może jednak łatwo umknąć w tłumie przewijających się przez książkę arabskich zboczeńców, pedofili, seryjnych gwałcicieli i wykolejeńców. Jeśli coś w książce występuje jako pozytywne, jest raczej europejskie. Im bliżej Zachodu, tym bardziej jest postępowe, nienaganne i właściwe.

Książkę tę radzę czytać z głową i z dystansem. Odebrać lekcję zadaną czytelnikom przez autorkę, że do związków z osobą z innej kultury należy się przygotować solidniej niż naiwna Dorota. Jednocześnie nie wyciągać jednak zbyt pochopnych wniosków i bynajmniej nie traktować przedstawionych w niej Libijczyków jako reprezentantów świata arabskiego czy szerzej muzułmańskiego.

Arabska żona, Tanya Valko, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010.


Komentarzy: 3

czytelnik
17 września 2016 (14:36)
no tak
również jestem po lekturze tej książki i do powyższej recenzji chciałam dodać coś jeszcze-autorka jest niekonsekwentna w wielu szczegółach- pisze np., że Dorota mieszka w małej mieścinie, a w kolejnym rozdziale sugeruje,że bohaterka mieszka w starym ,zaniedbanym wieżowcu- w Polsce wieżowce to raczej tylko w dużych miastach. Ale to tylko niuans.Mnie uderzyło przede wszystkim to jak na początku książki przedstawiona jest sytuacja w Polsce- otóż pijany dyrektor szkoły awanturuje się i wyzywa arabskiego doktoranta,w szpitalu kobiety rodzące leżą na brudnym korytarzu, pielęgniarka mówi do pacjentki "głupia Ty", ponadto mówi o jej mężu "bambus",koledzy i koleżanki nazywają "brudasem"- COŚ MI TU NIE GRA, żyję w tym kraju kilkadziesiąt lat i z takim chamstwem się nie spotykam, oczywiście ludzie bywają podli, ale nie są dzicy-nie w takiej ilości i w takim natężeniu. Mało tego u nas do niedawna wręcz gloryfikowano obcokrajowców, bo rzadko kto tu przyjeżdżał i stawał się atrakcyjny przez sam fakt bycia innym. Ponadto Polacy rzadko kiedy mówią coś wprost, każdy chce wyjść na miłego, swietego, tolerancyjnego- nawet jeśli taki nie jest. Ta książka to stereotypy, próba ukazania rzeczywistości czarno-białej,co staje się nieprawdziwe, jeśli Polska( którą znam) zostaje pokazana w fałszywy sposób , to niestety nie wierzę także w opisy kultury arabskiej.

czytelnik
17 września 2016 (14:36)
no tak
również jestem po lekturze tej książki i do powyższej recenzji chciałam dodać coś jeszcze-autorka jest niekonsekwentna w wielu szczegółach- pisze np., że Dorota mieszka w małej mieścinie, a w kolejnym rozdziale sugeruje,że bohaterka mieszka w starym ,zaniedbanym wieżowcu- w Polsce wieżowce to raczej tylko w dużych miastach. Ale to tylko niuans.Mnie uderzyło przede wszystkim to jak na początku książki przedstawiona jest sytuacja w Polsce- otóż pijany dyrektor szkoły awanturuje się i wyzywa arabskiego doktoranta,w szpitalu kobiety rodzące leżą na brudnym korytarzu, pielęgniarka mówi do pacjentki "głupia Ty", ponadto mówi o jej mężu "bambus",koledzy i koleżanki nazywają "brudasem"- COŚ MI TU NIE GRA, żyję w tym kraju kilkadziesiąt lat i z takim chamstwem się nie spotykam, oczywiście ludzie bywają podli, ale nie są dzicy-nie w takiej ilości i w takim natężeniu. Mało tego u nas do niedawna wręcz gloryfikowano obcokrajowców, bo rzadko kto tu przyjeżdżał i stawał się atrakcyjny przez sam fakt bycia innym. Ponadto Polacy rzadko kiedy mówią coś wprost, każdy chce wyjść na miłego, swietego, tolerancyjnego- nawet jeśli taki nie jest. Ta książka to stereotypy, próba ukazania rzeczywistości czarno-białej,co staje się nieprawdziwe, jeśli Polska( którą znam) zostaje pokazana w fałszywy sposób , to niestety nie wierzę także w opisy kultury arabskiej.

beti
5 października 2016 (00:09)
kocham
moja ukochana ksiazka
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".