To jednak byli ludzie znani z szukania "drugiego, prawdziwego dna" w sprawach pokroju uniewinnienia O.J Simpsona. Na początku września admirał Tarmo Kouts, przedstawiciel Unii Europejskiej do spraw wojny z piractwem ogłosił, że jego zdaniem okręt został porwany przez Izrael. Co więcej, ta teza ma swoje mocne podstawy...
Afera z 24 lipca najpierw wywołało poruszenie w ludzkich głowach ("Piraci z Karaibów" zostawili trwały ślad w umysłach), jednak oczekiwanie na bałtyckich Jacków Sparrowów szybko zmieniło się w intensywne myślenie o co naprawdę chodzi. Sprawa jest bowiem niewygodna dla kilku krajów. Na pewno dla Izraela, który w popularnej teorii wyznawanej przez admirała, uprowadził statek na wodach UE. Mniejsza z tym, że powodem tej akcji, miały być ukryte pod ładunkami drewna rakiety S-300. Nieuzgodnienie takiej operacji z wywiadami państw leżących nad Bałtykiem jest niedopuszczalne, przynajmniej w oczach unijnych prominentów. Inna sprawa, że Mossad najpewniej zna stopień zinfiltrowania struktur europejskiej administracji przez obce wywiady. Ta głęboko "nieufna" tajna służba nie mogła sobie pozwolić na odkrycie planowanych działań przez agentów irańskich czy rosyjskich.
Państwem, które może w złym świetle postawić cała afera jest przede wszystkim Federacja Rosyjska. Handel technologiami militarnymi, który prowadzi Kreml z Syrią czy Iranem jest tajemnicą poliszynela. Mimo to, żaden poważny polityk nie wytyka tego podczas oficjalnych spotkań swoim rosyjskim odpowiednikom. Niektórzy twierdzą, że rakiety S-300 miała Teheranowi sprzedać mafia, jednak nawet w tak zdegenerowanym systemie jaki panuje w Rosji, gangsterzy nie handlują systemami przeciwlotniczymi. Jak słusznie stwierdził popularny bloger Fox Mulder (www.foxmulder.blox.pl) jedyną mafią, która miałaby możliwość zaoferować komuś coś takiego jest ta "państwowa" osadzona w strukturach wywiadu i ministerstwa obrony. Na światło dzienne wyszłyby niezbite dowody, że dawny Sojuz zaopatruje Iran nie tylko w "prostą" broń w rodzaju karabinów czy czołgów, ale również w skomplikowane systemy rakietowe. Od tego już tylko krok do wspomagania programu nuklearnego.
Pewnym przegranym może też czuć się Iran. Co prawda swojej reputacji nie może on już specjalnie pogorszyć, niemniej afera "Arctic Sea", może sprawić, że nieoficjalnym kontaktom pomiędzy Teheranem a Moskwą bliżej przyjrzą się kraje arabskie, a także wszystkie mocarstwa świata. To zaś zmusza obie stolice do dużo większej dyskrecji, a przez to większych środków przeznaczanych na porozumiewanie się w sprawie nowych kontraktów. Ajatollahowie powinni też dostrzec niebezpieczeństwo związane z tym, że Rosjanie mogą ich po prostu odizolować. Wystarczy, że pomoc w tuszowaniu sprawy, a przy okazji zwiększoną współpracę wojskową zaoferują im Amerykanie. Federacja i tak zawsze znajdzie nowych chętnych na swoje pojazdy opancerzone, kałasznikowy i myśliwce.
Wielu wysoko postawionym ludziom zależy na ukręceniu łba sprawie porwania "Arctic Sea". Ta opinia pozbawiona jest znamion teorii spiskowej, opiera się po prostu na faktach. Nie bez powodu statek odnalazła rosyjska Flota Czarnomorska, zaś Benjamin Netanyahu w trybie nadzwyczajnym pojechał do Moskwy spotkać się z Władimirem Putinem. Najpewniej nigdy nie będzie nam dane poznać treści pertraktacji, które toczyły się w kremlowskich pałacach. Można się jedynie domyślać, że izraelski premier chciał powstrzymać sprzedaż Irańczykom rakiet S-300. W końcu system obrony przeciwlotniczej na pewno nie byłby na rękę Mirage'om z gwiazdą Dawida bombardującym reaktory w Buszerze...
Komentarzy: 2janek
14 września 2009 (14:12)
Po co izraelskie lotnictwo miałoby bombardować cywilny reaktor w Buszer?
Grzegorz Wasiluk
15 września 2009 (22:01)
Bo na więcej doprawdy szkoda mego czasu. Izrael już od ponad trzydziestu lat nie używa myśliwców bombardujących typu Mirage III.
Bracia Muzułmanie wygrali wybory parlamentarne, ale nie rządzą. Do dziś nie udało się uformować konstytuanty, choć niedługo powinien powstać tekst nowej ustawy zasadniczej. Trzech...


Start


