Odpowiedzi może być wiele, ale chyba najbardziej rozsądnym rozwiązaniem tejże zagadki jest prosty wniosek – zespół ruszył w stronę rzemieślniczego grania. Grania, któremu ciężko coś poważnego zarzucić, lecz pozbawionego wyjątkowej aury, dzięki której w 2006 roku dostali się na tzw. wyższy level i stali się dosyć znani.
Gdzieś zniknęły przebojowe indie-dream popowe piosenki, wyraźnie usadowione w shoegaze’owej ścianie gitar. Teoretycznie nie zmieniły się składniki, mamy wciąż to samo, tylko, że kompozycje stały się monotonne i zostały pozbawione elementu zaskoczenia. Toteż „Hush” słucha się raczej bez zgrzytania zębami, lecz niemal wszystkie melodie automatycznie wylatują z ucha tak szybko, jak do niego wleciały. Asobi Seksu z nieokrzesanej i atrakcyjnej dziewczyny przeistoczył się w nudną pani księgową, która, bez wątpienia, wykonuje swoją pracę staranie i rzeczowo, tylko nie ma sensu spodziewać się dodatkowych fajerwerków. Na pewno bardzo ważnym atutem Amerykanów było stworzenie własnego stylu, niewątpliwie opartego na przemieleniu starych oraz znanych składników. Nikt jednak nie powiedział, że nawet z czegoś takiego nie może powstać coś wyśmienitego. Teraz natomiast trudno mówić „rozkoszach podniebienia”, raczej bardziej pasowałby w tym momencie opis emocji związanych z jedzeniem szybkiego obiadu w przyzwoitej budce przy dworcu PKP.
Być może przesadzam, nie wykluczam. Pewnie jakby „Hush” nagrali jacyś debiutanci spojrzałbym na nich z o wiele większą wyrozumiałością. Tylko Asobi Seksu nie są młokosami, zaledwie trzy lata temu pokazali, jak świetnymi są muzykami. Kiedy zatem dostaje się taki album jak „Hush” ręce opadają, a przede wszystkim robi się smutno. Jedyna pociecha w tym, że jeszcze nic straconego i można wszystko naprawić – wystarczy przecież bardziej się postarać w przyszłości. Tylko pytanie, czy sami artyści widzą problem?
Po sukcesie debiutanckiej płyty „Lungs” na współpracę z Florence Welch czekali najlepsi amerykańscy kompozytorzy i producenci, w celu nagrania drugiej płyty ponoć było już nawet...


Start



Komentarzy: 0