Bądź patriotą na Kresach
    patriotyzm8 · Kresy Wschodnie3 · polskie społeczeństwo78
2013-03-08
Wielokrotnie zastanawiamy się nad formą współczesnego patriotyzmu. W czasach, gdy walka zbrojna (dzięki Bogu!) nie jest już wymagana, rodzi się pytanie, co jest w dzisiejszych czasach oznaką patriotyzmu. O co powinien walczyć polski patriota AD 2013?

W dyskursie społecznym funkcjonuje kilka koncepcji a propos tej kwestii i, jak to zwykle bywa w naszych publicznych debatach, głosy na ten temat są podzielone. Jedni, kojarzeni z lewicą uważają, że współczesny patriotyzm powinien mieć wymiar „praktyczny”. Odchodząca od symboliki narodowej lewica, szacunek do swojego kraju jak i współobywateli widzi w aktywności, jaka charakteryzuje społeczeństwo obywatelskie. Uczestnictwo w wyborach, poszanowanie własności publicznej, płacenie podatków, pomoc biednym, dbanie o środowisko naturalne etc.

Dla ludzi związanych z prawicowymi ośrodkami to nie wystarczy, by być „dobrym patriotą”. Według nich do kanonu zachowań zalicza się też szacunek do tradycji i kultury naszego kraju, branie czynnego udziału w uroczystościach podczas świąt państwowych. Włączając w to pamięć historyczną, opartą nie tylko o dawne wydarzenia, ale też np., co wzbudza niechęć wśród niektórych środowisk politycznych, domaganie się „prawdy o Smoleńsku”.

Oczywiście rodzajów patriotów w naszym kraju jest o wiele, wiele więcej. Wymieniłem jednak tylko te dwa najważniejsze, bo nie to jest przedmiotem tego felietonu. Nie zamierzam też analizować lub krytykować wyżej wymienionych postaw - według mnie miłość jest zbyt skomplikowaną sprawą, by ją oceniać, tym bardziej miłość do swojego kraju. Jedyne, co uważam za karygodne, to dawanie sobie prawa określania innych mianem „gorszego patrioty” ze względu na poglądy polityczne. Nie wiem kto po raz pierwszy zastosował to sformułowanie, ale sądzę, że określanie w ten sposób innych jest niesprawiedliwe. Manifestacja przywiązania do symboli narodowych przy okazji świąt państwowych jest godna pochwały, lecz samo to nie czyni nas dobrymi patriotami. Z kolei ograniczenie się do powszechnych obowiązków z pominięciem afirmacji rodzimej kultury, tradycji i historii też nie wydaje się być najlepszym rozwiązaniem. Tu złoty środek zależy indywidualnie od każdego z nas i w mojej opinii nie powinien podlegać krytyce, jeśli nie generuje negatywnych konsekwencji. I właśnie o tych ewentualnych negatywnych konsekwencjach źle pojmowanego patriotyzmu będzie mowa w tym tekście.

Nieważne, czy na tle Ostrej Bramy w Wilnie, Ratusza we Lwowie czy grodzieńskiego zamku Stefana Batorego. Zdjęcia z podpisem „u siebie”, lub o podobnym znaczeniu, do których pozują uczestnicy polskich wycieczek na Kresy wschodnie można znaleźć w internecie bez problemu w hurtowych ilościach. Celem takich wycieczek, jak można poznać po zachowaniu zwiedzających, nie jest poznanie kultury państw zza naszej wschodniej granicy, tylko spojrzenie gospodarskim okiem na to, co „kiedyś znowu będzie nasze”. Nie mówiąc już o obowiązkowych pochodach całą szerokością ulicy z „Rotą” na ustach, czy próbie rozmów (lub częściej niewyraźnego bełkotu) z tubylcami w języku polskim, bo przecież „jak inaczej mówić w domu przodków jak nie w ich języku?”. Lista grzechów Polaków odwiedzających miasta z polskim rodowodem, których nas niesprawiedliwie pozbawiono po II Wojnie Światowej jest niestety o wiele dłuższa. Grzechy te są nam wybaczane, ale i pamiętane. Wybaczane, bowiem polscy turyści w Wilnie i we Lwowie mają status podobny do Warszawiaków w Zakopanem, czy Anglików w Krakowie- opinię mają najgorszą z możliwych i zasadniczo się ich nie lubi, lecz toleruje się ze względów ekonomicznych. A grzechy są pamiętane, bowiem np. Galicja to bastion ukraińskich nacjonalistów, którzy z oczywistych względów okupantów, bo tak Polacy są tam postrzegani, szczerze nienawidzą.

Nie mamy prawa oczywiście generalizować, więc należy dodać, że nie wszyscy nasi krajanie po przekroczeniu granicy na Bugu zamieniają się w zwierzęta. Być może nawet tylko niewielka część z nich reprezentuje tego typu zachowanie. Ale pewne jest to, że są najgłośniejsi i najbardziej widoczni, przez co najskuteczniej się ich zapamiętuje i identyfikuje z całością naszego społeczeństwa. Oczywiście, że to niesprawiedliwe. Ale przecież nie podamy do Europejskiego Trybunału sprawy o krzywdzący stereotyp, na który zapracowała tylko garstka naszych rodaków. Zresztą po chwili zastanowienia dochodzimy do wniosku, że ewentualną wrogość, jaką może wywołać roszczeniowa postawa , połączona z brakiem kultury osobistej i ewidentną pogardą wobec miejscowych, nijak nam nie szkodzi. Bo przecież tego typu incydenty nie rzutują na stosunki najwyższego szczebla. Nie doprowadzą też do wojny. Nie wrócą też do nas niczym bumerang, bowiem Ukraińcy i Białorusini w 90% nie przyjeżdżają do Polski w celach rozrywkowych, tylko zarobkowych. A brak finansowego argumentu wiąże się też z zupełnie innego typu zachowaniem Ich u nas, niż nas u Nich. Ale tego typu kalkulacja jest mylna.

Po naszym powrocie zza Linii Curzona w Grodnie, Lwowie i Wilnie wciąż będą mieszkać pszeki, okupanty i ljachy. Czyli po prostu Polacy, określani wyżej wymienianymi epitetami przez miejscowych, którzy nie dość, że nie tolerują nas za przeszłość, to wciąż dostają do ręki argumenty, by nie lubić nas za teraźniejszość. Polaków na Białorusi, Ukrainie czy Litwie traktuje się w sposób karygodny i zarzut ten kierowany jest głównie do tamtejszych władz. Chociaż niestety lokalna społeczność, jak wynika z licznych relacji, również silnie daje się we znaki naszym rodakom. To samo tyczy się polskiej architektury, w niektórych przypadkach haniebnie wręcz dewastowanej (Grodno), lub tylko sztucznie utrzymywanej przy życiu, by spełniała swą praktyczną rolę (Lwów). I ta sytuacja niestety pozostaje niezmieniona. Nasze stosunki ze wszystkimi sąsiadami są złożone i skomplikowane do tego stopnia, że nie ma szans na przechylenie szali w tym odwiecznym konflikcie na czyjąkolwiek korzyść. Ale czy internetowe pyskówki, chamstwo prezentowane za granicą, groźby interwencji siłowej (szczególnie ze strony tych, którzy nie mają pojęcia o naszym (nie)potencjale militarnym), mają sprawić, że trzy główne przedwojenne ośrodki polskiej kultury zostaną nam w cudowny sposób zwrócone?

Co gorsza, do trudnej sytuacji za granicą Polski rząd również dorzucił swoje trzy grosze. Mowa tu o dualizmie i konflikcie, jaki nastąpił w Związku Polaków na Białorusi. Sytuacja naszych rodaków zamieszkujących głównie obwód grodzieński pogorszyła się w wyniku rozgrywek politycznych, w których póki co wszyscy są przegrani. Dzielenie Polaków na „złych i dobrych” ze względu na poglądy jest niedopuszczalne i ten przypadek rzuca cień na hasło przyświecające naszej władzy, według którego Prezydent i Premier RP są przywódcami w s z y s t k i c h Polaków. To jeden z pierwszych kroków, jakie możemy podjąć w „wykonaniu planu patriotycznego” - przyjrzyjmy się tej sytuacji nie tylko przez szkiełko telewizyjne, które wspomina wyłącznie o dyskryminacji antyłukaszenkowskiego ZPB. Swoją drogą słusznie, ale dla pełnego obrazu należałoby też mówić o dyskryminacji, jaka spotyka członków drugiego ZPB - tyle, że ze strony polskiego rządu.

Może już nie krzyczmy niczym furiaci, ale mówmy spokojnie o tym, że Wilno było polskie. I niech echo nie dopowiada, że też „nadal jest i będzie polskie”. Bo jeśli umiemy realnie patrzeć na świat, to uświadamiamy sobie, że jednak fizycznie utraciliśmy te tereny. Bowiem pokrzykiwanie haseł w języku polskim na lwowskich ulicach nie przywróci nam ziem zabranych w Jałcie i Teheranie. Pamiętajmy o naszej kresowej historii i odwiedzajmy miejsca tak ważne dla naszej kultury, które wypadły poza burtę polskości. Ale nie łechtajmy swego „pańskiego” ego w tak tani i przecież niegodny „panów” sposób, bo to nieprawda, że nie mamy już nic w tym względzie do stracenia. Mamy tam swoich rodaków, krajan. Polaków, których okoliczności historyczne pozbawiły domu. Dzisiejsze uwarunkowania geopolityczne nie pozwalają nam na odzyskanie siłą tegoż domu. I dobrze, bowiem dzięki składać należy opatrzności, że żyjemy w miejscu i czasach, które do prawdziwego konfliktu zbrojnego mają się nijak. Ściągnięcie rodaków przez granicę do Polski też byłoby realizacją snu wariata. Więc jeśli chcemy być patriotami, to walczmy o Polaków za wschodnią granicą po prostu pamiętając o nich i nie wprowadzając ich w jeszcze gorszą sytuację niż ta, w której są obecnie. Pamiętajmy o miejscach, gdzie pochowani są nasi przodkowie, uczestniczmy w zbiórkach pieniężnych na odnawianie cmentarzy i polskich zabudowań. Odwiedzajmy te miejsca, zapalmy znicze na grobach Orzeszkowej, Orląt Lwowskich, czy na Rossie. I pamiętajmy, że za wschodnią granicą karma nie działa tak, jak powinna. Bowiem wszystko, czego tam się dopuścimy wraca nie do nas, a do tych, którzy tam zostaną.

W ten sposób będziemy dobrymi patriotami na Kresach.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 3

Kolos
11 marca 2013 (09:48)
no niestety sentymenty supepatriotów
zawsze prowadziły do wojen i konfliktów. U nas przez dłuższy czas był z tym spokój. Teraz głowy podnoszą ci, którzy patriotyzm RACZEJ używają do własnych celów, a że hasła chwytliwe, no to opis tekście jest rzeczywistością.

Bogdan
14 marca 2013 (22:35)
autor uogólnia
Nie wiem kto tak znowu chce tego powrotu Kresów do nas. Może jacyś sfrustrowani ludzie, kasta smoleńska. Było, nie wróci, ale jeździć tam trzeba. Wciąż przecież w ludziach żyje historia i wspomnienia.

Kowal
20 marca 2013 (09:41)
może jakieś przykłady atakowania ZPB przez rząd?
...
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".