Bankructwo ZUS to kwestia czasu?
    ZUS29 · system emerytalny46 · demografia13 · prognozy gospodarcze51
2013-12-03
W ostatnich tygodniach, niekiedy z wielką pompą w mediach, został odtrąbiony ostateczny koniec spowolnienia gospodarczego wywołany wielkim kryzysem finansowym za Oceanem na przestrzeni 2007 i 2008 roku.

Według wielu opinii, szczególnie polityków i niektórych ekonomistów, teraz przed Polską lata prosperity i można wnioskować wręcz, że będziemy krajem miodem i mlekiem płynącym. W przeciwieństwie do krótkowzroczności przedstawicieli władzy, chciałbym bardziej skupić się na prognozach długoterminowych dla polskiej gospodarki, a te niestety nie rysują się w jasnych kolorach. Patrząc na twarde dane makroekonomiczne jak chociażby demografia, coraz szybsze starzenie się społeczeństwa, masowa emigracja czy zbliżające się problemy finansowe w ZUS i NFZ, dochodzę do wniosku, że prawdziwy kryzys jest dopiero przed nami.

Zapaść demograficzna, Polska się wyludnia i nadchodzą ciężkie czasy!

Według Głównego Urzędu Statystycznego, w pierwszej połowie bieżącego roku ilość zgonów była o 20 tys. większa niż liczba narodzin, co powoduje, że jest to najgorszy wynik od…1945 roku. Ten wynik pokazuje, z jakim już nie kryzysem, a narodową tragedią mamy do czynienia. Katastrofa dla Polski i społeczeństwa polskiego, która swoje żniwo zacznie zbierać już w najbliższych latach właśnie rozgrywa się na naszych oczach. Na 1000 mieszkańców obecnie rodzi się zaledwie 10 dzieci, wskaźnik dzietności wynosi 1,3, co daje nam 208 miejsce na świecie na 228 krajów. Jeżeli dodamy do tego fakt, że prócz zapaści w liczbie urodzin, z każdym rokiem coraz szybciej będzie następowało starzenie się społeczeństwa, finanse publiczne czeka walka o przetrwanie. W Polsce obecnie polityka prorodzinna jest traktowana przez rządzących jako luksusowa konsumpcja, a dodając spowolnienie gospodarcze, wysoki poziom bezrobocia, niepewność na rynku pracy, słabe warunki socjalne, wysoki poziom emigracji pośród młodych Polaków oraz niepewność jutra, to ogólnie nie ma się co dziwić panującemu trendowi w demografii. Sytuacja jest tragiczna pod wieloma względami, jednakże skupmy się przede wszystkim na aspektach gospodarczych.

Perspektywy dla rozwoju gospodarczego i finansów publicznych są złe, gdyż nie należy liczyć na to, że coraz mniej ludne i starsze pokolenie będzie wstanie generować wzrost gospodarczy oparty w dzisiejszym świecie na innowacyjności, nowych technologiach czy wiedzy. Nawet dziś snute wizje wzrostu koniunktury w Polsce w kolejnych latach na poziomach 3 – 5% PKB wydają się niezwykle optymistyczne, a wręcz zawyżone. Gdy będziemy mieć coraz więcej emerytów, trzeba będzie przeznaczyć coraz większe podatki na wszelkie świadczenia dla starzejącego się społeczeństwa. Już teraz mamy do czynienia ze znaczącym wzrostem podatków, co negatywnie odbija się na młodym pokoleniu, które w przyszłości nie zastąpi starszego na rynku pracy. W konsekwencji będzie to powodowało m.in. w dalszym ciągu ucieczkę za granicę z powodu pogarszającej się stopy życiowej. Na skutek zapaści demograficznej będziemy tracić również nowe miejsca pracy jak i generowanie optymalnych obszarów wzrostu gospodarczego. Miejsca pracy są bardzo silnie skorelowane z demografią, więc w krajach, w których nie ma perspektyw wzrostu gospodarczego, nie będzie konsumpcji, nie będzie nowych inwestycji, nie będą przez to tworzone nowe miejsca pracy i tym samym wpadniemy w błędne koło.

Według OECD w latach 2030-2060 najwolniej na świecie spośród badanych krajów będzie się rozwijała, a właściwie nie będzie się rozwijała Polska. Wzrost w tym czasie będzie na poziomie zaledwie 1%, przy statystyce opartej na cenach 2005 r., podczas gdy nawet znacznie bogatsze kraje OECD będą się rozwijały w tempie o 70-80% szybszym (1,7-1,8%). Przyczyną ma być nie co innego jak zapaść demograficzna Polski, która ma zredukować nam wzrost gospodarczy w całym okresie 2011-2060 o 0,6 pkt % rocznie. Strata demograficzna Polski, gdy się uwzględni cały okres półwiecza, ma być rekordowa. Powyższe czynniki wyhamowania wzrostu gospodarczego są efektem przewidywanego rekordowego w skali świata wzrostu obciążenia demograficznego liczonego wskaźnikiem udziału ludności w wieku poprodukcyjnym (powyżej 65 lat) do okresu produkcyjnego (15-64 lat), który poszybuje do poziomu 64,6% w 2060 r. i w efekcie udział populacji w wieku produkcyjnym w całości ma spaść w Polsce z 71,4% do 53,4%. Według danych GUS, liczba ludności w wieku produkcyjnym osiągnęła apogeum w 2010 roku. Właśnie wchodzimy w ten okres, w którym spadek nabiera tempa – do 2020 roku liczba ludności w wieku 16–64 lata obniży się o 8 proc., do 25 milionów. Także ostrzegawcza prognoza ONZ mówi, że pod koniec tego wieku może nas być ledwie 22 miliony – będziemy małym krajem starych ludzi.

Najciekawsze jednak jest to, że Polacy nie chcą mieć dzieci jedynie w… Polsce, co dobitnie powinno dawać do myślenia przy ul. Wiejskiej w Warszawie. Jak wynika z danych GUS, w ciągu ostatnich dwóch lat w rodzinach polskich emigrantów liczba dzieci zwiększyła się o ponad 30 procent, poza granicami Polski urodziło się w tym czasie ponad 66 tysięcy obywateli. Natomiast z Narodowego Spisu Ludności i Mieszkań wynikało, że na początku 2011 r za granicą przebywało 222 tys. dzieci w wieku do 14 lat. Liczba wszystkich polskich emigrantów szacowana była w tym samym czasie na nieco ponad 2 miliony osób. W tej chwili jest ich już 2,5 miliona. Z Polski wyjeżdżają całe rodziny, a życie na emigracji sprzyja też rozwojowi dzietności. Prowadzona w wielu krajach Europy polityka prorodzinna, na przykład Wielkiej Brytanii czy Niemczech, zachęca młodych ludzi do powiększenia rodziny. W Anglii Polki rodzą najwięcej dzieci spośród wszystkich grup imigrantów.

Z drugiej strony, w Polsce nie istnieje żadna polityka imigracyjna zachęcająca inne narody do wypełnienia luki demograficznej w Polsce i wszystko wskazuje na to, że jeszcze długo nie będziemy krajem atrakcyjnym dla imigrantów. Bardziej obawiałbym się o dalszą falę emigracji np. do naszych zachodnich sąsiadów, którzy do 2025 roku będą zmuszeni wypełnić na rynku pracy blisko 6,5 mln wolnych miejsc pracy! A o tym, że Niemcy nie próżnują i już drenują Polski rynek w poszukiwaniu nowych pracowników i/lub obywateli może się przekonać Polska młodzież z zachodnich, przygranicznych części kraju, której to przedstawiane są bardzo atrakcyjne formy edukacji np. w niemieckich szkołach zawodowych z późniejszą gwarancją stałej pracy. Niemcy również borykają się z bardzo niskim przyrostem naturalnym i według szacunków do 2060 roku liczba mieszkańców zmniejszy się z obecnych 80 mln do 65 mln, dlatego też Polska musi się liczyć z tym, że Niemcy wciąż będą potrzebować fachowców z "importu". Warto również w tym miejscu wspomnieć, że w przyszłym roku rynek pracy m.in. dla Polaków otwiera bogata Szwajcaria.

Jakby tego było mało, Polska nie potrafi wykorzystać jednego z ostatnich swoich zasobów, jakie gospodarka posiada, czyli potencjału ludzkiego, który jeszcze z Polski nie wyjechał. Wskaźnik zatrudnienia w Polsce wynosił w 2012 roku średnio 59,7 proc. (taki odsetek ludności w wieku 16–64 lata pracuje) i był niższy o 5,5 pkt proc. niż w 15 krajach starej Unii (EU-15) i aż o 15,4 pkt proc. w odniesieniu do liderującej pod tym względem Holandii. A zaniedbania takiego stanu rzeczy można szukać m.in. w wysokich kosztach pracy, które sięgają 40 proc. wynagrodzenia, w niedostosowaniu poziomu edukacji do potrzeb rynkowych, możliwość odchodzenia na wcześniejsze emerytury czy mało elastyczny kodeks pracy. Podsumować to wszystko jednak można ostatnimi wynikami sondażu, z którego wynika, że co czwarty dorosły Polak nadal deklaruje gotowość podjęcia pracy poza granicami kraju. Pracę za granicą najczęściej podejmują osoby młode i to właśnie chęć wyjazdu w dalszym ciągu deklarują młodzi, więc jeżeli polskie tzw. elity polityczne nadal będą zajmować się sobą niż realną gospodarką i obywatelami, bez nakreślenia długoterminowego planu dla gospodarki ponad wszelkimi podziałami oraz przeprowadzeniem gruntownych reform w finansach publicznych, za dziesiątki lat Polski może nie być na mapach Europy.

Demografia a gospodarka

Prognozy demografów nie sprawdziły się. Życie Polaka i Polki wydłuża się w znacznie szybszym tempie niż zakładał GUS. Trend, który cieszy Polaków, spędza niestety sen z powiek urzędnikom ZUS i NFZ. Aczkolwiek mężczyźni w Polsce mają szansę żyć w zdrowiu średnio zaledwie 59 lat, co oznacza, że chorzy Polacy będą czekać na emeryturę. Z tego wynika z kolei, że będą potrzebne dodatkowe środki finansowe z budżetu na opiekę zdrowotną, aby pracownicy byli w ogóle zdolni do pracy. Natomiast chorowity pracownik to większe koszty dla budżetu państwa i pracodawców, co znajduje swoje negatywne skutki w kondycji całej gospodarki.

Według prognoz GUS, ponad 2 mln ludzi mniej będzie na rynku pracy już w latach 2011 – 2020. Stanowi to duże zagrożenie dla możliwości osiągania wysokiego wzrostu gospodarczego, jeśli dynamika produktywności pracy byłaby niedostateczna i nie rekompensowała ograniczonego działania czynnika ilości pracy na wzrost PKB. Jakie więc kroki należałoby podjąć w związku z procesem starzenia się i coraz mniejszej liczby ludności celem niezbędnych zmian strukturalnych? Niestety, ale wydłużenie okresu aktywności zawodowej w Polsce do 67 roku życia wydaje się krokiem niewystarczającym, biorąc pod uwagę demografię, długość przeciętnego trwania życia i pustą kasę publiczną dziś i w przyszłości.

Tym samym będzie trzeba utrzymać wysoką jakość zasobów pracy zdolnych do dalszego wzrostu produktywności pracy. Kluczowym czynnikiem będzie zapewnienie zaspokojenia rosnących potrzeb ludności starszej przede wszystkim w dziedzinie dochodowej i opieki zdrowotnej, co z dzisiejszego punktu widzenia patrząc na sytuację w służbie zdrowia wydaje się jak film science fiction. Polska już dziś powinna robić wszystko, żeby wprowadzić na rynek pracy jak najwięcej ludzi, gdyż jak już wspomniałem wcześniej, wskaźnik stopy pracujących jest jedną z najniższych w Unii Europejskiej. Będziemy zmuszeni dla ratowania sytuacji aktywować w kolejnych latach m.in. niepracujące dziś kobiety, nieaktywne osoby niepełnosprawne, osoby na roli czy pomóc w znalezieniu pracy ludziom powyżej 50 roku życia. Jednakże będzie się to wiązało z wysokimi kosztami, chociażby pod względem rozwoju kwalifikacji i kształcenia ustawicznego czy dostosowaniem całej infrastruktury dla różnych grup społecznych, w różnym wieku, pozwalającej na możliwość migracji za pracą w granicach kraju.

Nadal największym wyzwaniem dla Polski będzie podjęcie próby odbudowania wzrostu wskaźnika dzietności, poprzez zmianę nastawienia do wielodzietnej rodziny, wspieraniu rodziny na każdym kroku również pod względem dochodowym oraz poprawy jakości życia rodzin z dziećmi. Natomiast jakiekolwiek zmiany podejmowane przez polityków ze względu na okresowe trudności fiskalne wymagają pełnej ich świadomości skutków dla zapewnienia bezpieczeństwa finansowania emerytur w przyszłości. A skutki krótkowzroczności i bieżących interesów partyjnych wśród polityków widać już dziś, gdyż brak zastępowalności pokoleń prowadzi za sobą zwiększenie wydatków i reformy m.in. służby zdrowia. Z kolei jak myśleć o przyszłości, kiedy trzeba walczyć o przetrwanie już dziś, gdyż systematycznie malejące wpływy z tytułu VAT czy akcyzy, deficyt budżetowy zbliżający się do progu konstytucyjnego 60% PKB, chaotyczna reforma systemu emerytalnego z księgowymi sztuczkami w sprawie ZUS i OFE, coraz mniej pracujących, wysoki poziom bezrobocia itp. to wszystko powoduje, że przed nowym ministrem finansów stoi istne pole minowe. Należy nadmienić, że polską gospodarkę czeka też niestety nowy gospodarczy sufit, co oznacza, że przekroczenie wzrostu gospodarczego powyżej 3,5-4,0% PKB będzie w przyszłości bardzo trudne. Ponadto możemy już zapomnieć o czasach, kiedy wzrost PKB w Polsce sięgał 5-6% a inwestycje zagraniczne pośrednie lub bezpośrednie płynęły do nas szerokim strumieniem. Moim zdaniem, gdyby nie nowa perspektywa unijna na lata 2014-2020 i wysokość dotacji przyznana Polsce, aż ciężko sobie wyobrazić, co dalej działoby się z gospodarką biorąc pod uwagę wszystkie wyżej wymienione negatywne czynniki gospodarczo–społeczne.

ZUS na skraju bankructwa?

Gdyby się opierać na słowach i zapewnieniach Prezesa ZUS, emerytury Polaków są bezpieczne i nie ma żadnych zagrożeń. Według niego wszelkie dywagacje dotyczące bankructwa i niewypłacalności polskiego systemu emerytalnego są dużym uproszczeniem i wprowadzaniem niepotrzebnych niepokoi społecznych, gdyż wypłacalność ZUS-u jest gwarantowane przez państwo i cały system jest częścią finansów państwa. Ponadto jest to system redystrybucyjny, który polega na tym, że ZUS zbiera pieniądze od tych, którzy pracują i płacą składki przekazując tym, którzy korzystają z owych świadczeń. I trudno się z tym nie zgodzić, jednak jak Pan Prezes wspomniał, kluczem w tej całej układance związanej czy to z systemem emerytalnym, społecznym itp. jest kasa publiczna. I ponownie wracamy do punktu wyjścia – życie Polaków się wydłuża, rodzi się coraz mniej dzieci, coraz mniej ludzi w wieku produkcyjnym pracuje, dziesiątki tysięcy ludzi (głównie młodych) emigruje.

W związku z tym, że ZUS nie posiada majątku, żadnych aktywów, nie „magazynuje” środków pieniężnych od obecnie pracujących na przyszłe emerytury, a jest tylko zapisem księgowym na indywidualnych kontach każdego z wysokości zapłaconych składek i gwarantem wypłacenia emerytur przez kolejne pokolenia. Tak więc nawet Pan Prezes ZUS nie jest wstanie dziś zagwarantować wypłacalności przyszłych emerytur, a przede wszystkim ich wysokości. Chociaż prognozy przygotowane przez ZUS nie wskazują na poważne zagrożenia dla wypłacalności systemu państwowego, są to prognozy sięgające aż 2060 roku, wiec z punktu widzenia dnia dzisiejszego, światowego otoczenia makroekonomicznego, społecznego, geopolitycznego, panujących cyklów koniunkturalnych (prognoza ZUS zakłada m.in. ciągle panujący wzrost polskiego PKB), można je traktować na zasadzie, „bajek”. Notabene prognozy te przygotowało Ministerstwo Finansów pod przewodnictwem ministra Jacka Rostowskiego, tego samego ministra, który w budżecie na 2013 rok „pomylił się” w dochodach o 20 mld zł, przez co konieczna była nowelizacja budżetu. Dlatego też, dla mnie osobiście prognozy MF sięgające założeń budżetowych dla ZUS do 2060 roku są tak realistyczne i mają jakikolwiek merytoryczny sens jak to, że kiedyś sam zamieszkam na Marsie. Jak wiadomo, papier wszystko przyjmie.

W 2012 roku, same tylko wydatki emerytalne wyniosły 112,6 mld zł, przewyższając wpływy z tytułu składki emerytalnej o blisko 40 mld zł! Kolejne lata również przyniosą potrzebę dofinansowania Funduszu Ubezpieczeń Społecznych dotacjami z budżetu państwa. Obciążenie finansowe państwa dotyczące systemu emerytalnego przekłada się bezpośrednio na wynik finansowy całego sektora publicznego, czyli - mówiąc krótko - trzeba zaciągnąć na rynku kolejne zobowiązania finansowe. A według wszelkich danych, polski dług publiczny oficjalny (podkreślam - oficjalny) przekroczył już bilion zł (ok. 57% PKB), który będzie do spłacenia przez przyszłe pokolenia.

Zaznaczam słowo „oficjalnie”, gdyż całościowy dług (oficjalny i ukryty), jeżeli wierzyć wyliczeniom Fundacji Obywatelskiego Rozwoju prof. Leszka Balcerowicza przekracza aż 250% PKB. Według FOR, sam dług ukryty wynosi ok. 3 biliony zł i ma stanowić właśnie przyszłe zobowiązania ZUS wobec obecnie dziś pracujących i emerytów. I w tym momencie pojawia się najważniejsze pytanie, czyli jaka przyszłość czeka cały system emerytalny - czy ta optymistyczna wizja ówczesnego Prezesa ZUS o braku jakichkolwiek zagrożeń, czy zdecydowanie pesymistyczna, łącznie z „bankructwem” ZUS przed 2020 rokiem forsowana m.in. przez FOR czy Związek Przedsiębiorców i Pracodawców? Ocenę pozostawiam samym czytelnikom, postaram się jednak bardzo rzeczowo opisać sytuację w ZUS.

Jak już wspomniałem, zobowiązania przyszłych emerytów mają swój wyraz w zapisach księgowych na kontach FUS. Żeby zwiększyć budżet FUS, trzeba byłoby zwiększyć wpływy do systemu, co może nastąpić dwojako – poprzez zwiększenie liczby osób odprowadzających składki, zwiększenie podstawy związanej ze wzrostem wynagrodzeń lub podniesieniem składek. Jeżeli chodzi o pierwszy aspekt, na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie wyobrazić sobie wzrostu liczby osób odprowadzających składki. Nieistniejąca polityka prorodzinna, bo ciężko nazwać prawdziwą polityką wydłużenie jedynie urlopów macierzyńskich czy stworzenie np. tańszych pakietów na wejście do teatru, kina, zoo czy przejazd komunikacją miejską dla rodzin wielodzietnych.

Przynajmniej kilka milionów Polaków pracuje na umowę o dzieło, co oznacza, że już dzisiaj wyłączonych jest z systemu opieki zdrowotnej i systemu emerytalnego. Przez to w przyszłości te kilka milionów Polaków w wieku emerytalnym czeka albo praca do śmierci, lub wcześniejsza śmierć z powodu braku choćby podstawowej opieki zdrowotnej. Dlatego tak kluczowe jest zmniejszenie kosztów pracy i aktywizacja zawodowa młodego pokolenia, która jest obecnie głównym problemem narodowym, gdyż tylko poprawa warunków pracy i płacy dla młodego pokolenia ma szanse przełożyć się na poprawę dzietności. W innym przypadku nawet setki nowych programów, pomysłów w zakresie poprawy m.in. demografii będzie wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Niewiele więcej spowoduje podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat - tym bardziej, że coraz więcej ludzi w podeszłym wieku…. nie pracuje ze względów zdrowotnych, braku odpowiednich kompetencji, a także polityki wspierającej zatrudnianie ludzi starszych, nie wspominając już o tym, że przy generalnie wysokim bezrobociu starsi pracownicy nie są dla pracodawców pierwszym wyborem. Czy zmieni się to w przyszłości - czas pokaże, ale nie liczyłbym na diametralne zmiany. Kolejny fakt, który nie podlega dyskusji to emigracja z Polski ludzi w wieku produkcyjnym, będąca największym obok demografii zagrożeniem dla systemu emerytalnego. Z kolei dalsze zwiększanie opodatkowania pracy odbije się negatywnie na gospodarce, ograniczając zatrudnienie czy spychając do pracowników i pracodawców do szarej strefy.

Reasumując, optymizm Prezesa ZUS w mojej osobistej opinii jest fałszywy, bo ciężko opierać się poważnie na prognozach Ministerstwa Finansów. Nie ma najmniejszych szans, żeby w perspektywie średnio i długoterminowej istniała możliwość wypłacenia obecnie gwarantowanych świadczeń emerytalnych bez strukturalnych reform systemu bądź bez zwiększonej presji fiskalnej. Najważniejsze pytanie, jakie powinni sobie postawić obecnie rządzący to nie ile będą wynosić przyszłe emerytury, a kto w ogóle będzie płacił składki emerytalne na sfinansowanie przyszłych emerytur. Potrzeba jest natychmiastowa, kompleksowa reforma systemu ubezpieczeń! Bo jeżeli w dalszym ciągu będzie wyglądała tak jak wygląda tzw. polityka prorodzinna, społeczna, emigracyjna czy imigracyjna, to przyszłość emerytalna i tym samym gospodarcza kraju rysuje się bardzo pesymistycznie.


Komentarzy: 4

mr.wisimito
12 kwietnia 2014 (14:38)
Prognoza.
No i bardzo dobrze,im szybciej się rozpierdoli ten kraj tym lepiej.Przyszłe pokolenia nie będą się musiały męczyć w polskim szambie.

s
19 kwietnia 2014 (09:54)
pesymizm
Artykul sredniej jakosci, wystepuja pomylki moze nawet celowe jak "wysokie koszty pracy" co jest nie prawda. Autor artykulu nigdy nie oracowal na zachodziezatem nie wie jak krztaltuja sie tam koszty pracy. Co do ZUSu rowniez wykazujedalekoidacy pesymizm tak jakbyzapominajac o wschodnich imigrantach na polskim rynku pracy i slabychwynikach OFE. Jesli nie wierzy niech zapyta swiezo upieczonych emerytow ktorym ofe wyplacilo dodatkowa "emeryture".

Jan
21 czerwca 2014 (13:17)
Zus bankrutem
Dla przeciętnego POlskiego obywatela znaczy to że na zachodzie kradną duuuuuuuuuuużo mniej.

kadi
28 listopada 2014 (10:25)
no i dobrze
cóż, jak widzę, ile ZUS zjada z naszych wypłat (ci co nie wierzą, niech poczytają ile np. płacą przedsiębiorcy!! http://www.eporady24.pl/zus_prowadzacego_dzialalnosc_gospodarcza,artykuly,16,197,1240.html ) to się cieszę i mam nadzieję, że upadnie... nisko, najniżej!
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Forum Od-nowa: Janosikowe przykładem błędów systemu finansowego

Istnieją duże szanse, że dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z 4 marca 2014 r. ziści się długo oczekiwana przez zamożniejsze samorządy zmiana w mechanizmie działania tzw....
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".