W jednej z ostatnich audycji "Poranka TOK FM", prowadzący program Jacek Żakowski poruszył kwestię chamstwa w sieci. Wszystko zaczęło się od... 
Kilka dni temu Netia ogłosiła wyniki wykonanych na własne zlecenie badań "Mądry internet". Dotyczyły one korzystania z sieci przez różne... 
Ciekawe jak czuli się ludzie, kiedy na ich oczach powstawały pierwsze gazety? Być może niewiele osób zdawało sobie sprawę, jak przełomowy... 
Sprawa ujawnienia personaliów internautki prowadzącej bloga politycznego, która okazała się prezesem fundacji obywatelskiej, spowodowała dość... 
Dzisiaj obchodzimy 65. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Abstrahując od różnych ocen tego historyczno-politycznego wydarzenia trzeba... 
Z końcem lipca świat po raz kolejny usłyszał o WikiLeaks, witrynie internetowej zajmującej się publikowaniem dokumentów, które w założeniu... 
Z końcem lipca świat po raz kolejny usłyszał o WikiLeaks, witrynie internetowej zajmującej się publikowaniem dokumentów, które w założeniu... 
W ostatnich dniach miało miejsce kilka ciekawych wydarzeń z pogranicza Internetu i sal sądowych. Zapadło parę precedensowych wyroków, które... 
Od kilkunastu miesięcy jesteśmy świadkami pogłębiającego się kryzysu klasycznej metody dystrybucji dóbr kultury. Wielkie koncerny,... 
Tegoroczna, zbliżająca się wielkimi krokami prezydencka kampania wyborcza, ma szansę być pierwszą w Polsce rozgrywką polityczną, toczącą... 
Jednym z podstawowych trendów minionego roku na styku światów polityki i sieci, były pomysły kolejnych rządów związane z uregulowaniem prawa... 
Anonimowość w sieci, a demokracja
Sprawa ujawnienia personaliów internautki prowadzącej bloga politycznego, która okazała się prezesem fundacji obywatelskiej, spowodowała dość powszechną dyskusję na temat anonimowości, nie tylko w sieci, ale również w świecie realnym.... 
Dzisiaj w Sali Świetlikowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów odbędzie się debata premiera z internautami. Tematem spotkania ma być kontrowersyjna ustawa o Rejestrze Stron i Usług Niedozwolonych. Chociaż nikt jeszcze nie widział tego dokumentu na oczy, to informacja o jego przyjęciu przez rząd odbiła się w polskiej sieci szerokim echem. Proponowany Rejestr z marszu został nazwany przez internautów "indeksem stron zakazanych". Wszyscy zgodnie zaczęli mówić o nadciągającej cenzurze.
Jak grzyby po deszczu wyrosły na Facebooku kolejne grupy, takie jak "Stop Cenzurze w Internecie", czy ironiczno-satyryczna "Podziękuj Premierowi", gdzie każdy zainteresowany może podpisać się pod listem do premiera Donalda Tuska (którego demoniczny wizerunek widnieje obok treści listu) i podziękować za wspaniałomyślne objęcie internautów opieką. Swoje zaniepokojenie wyraziła również polska blogosfera, a w końcu rządowym pomysłem zajęły się wielkie, ogólnopolskie media. Początkowo pracownicy Ministerstwa Finansów (które, nie wiedzieć czemu, jest autorem projektu) próbowali bagatelizować problem i przekonać użytkowników sieci, że ustawa jest potrzebna i nie będzie furtką do wprowadzenia dalszych ograniczeń w przyszłości. Swoje zrobiły jednak podobne, głośno komentowane inicjatywy rządów w Paryżu i Londynie. Siłą rzeczy propozycje wprowadzenia Rejestru uznano więc za cenzorskie zakusy. Premier Donald Tusk, jak w paru innych sytuacjach, postanowił więc dmuchać na zimne i zrobił krok w tył. Oznajmił, że propozycje projektu warto jeszcze przedyskutować oraz zaprosił internautów do debaty. Jej oceny już teraz są skrajnie różne. Czy rząd zamierza wykorzystać spotkanie do poprawienia własnego wizerunku? A może pewne ograniczenia są rzeczywiście niezbędne?
Projekt cenzury w internecie: Prewencyjna cenzura – pomysł rządu na przestępstwa w sieci
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że urzędnicy z Ministerstwa Finansów nie do końca zdawali sobie sprawę, nad jakim projektem w rzeczywistości pracują i jakie mogą być konsekwencje jego przyjęcia. Ograniczone zaufanie internautów do rządu ma zresztą solidną podstawę w postaci uchwalonej niedawno nowej ustawy hazardowej. Ingeruje ona m.in. w niezwykle popularne wśród kibiców piłkarskich w całej Europie zakłady bukmacherskie online. Kontrola, konieczność uzyskiwania koncesji oraz zezwoleń na reklamę, skutecznie uszczupli i tak stosunkowo niewielkie jak na europejskie standardy budżety takich klubów, jak Lech Poznań, czy Wisła Kraków. Muszą one teraz renegocjować umowy sponsorskie ze wspierającymi je finansowo firmami bukmacherskimi. Jeszcze większe zamieszanie panuje na zapleczu piłkarskiej ekstraklasy , której sponsorem tytularnym jest firma Unibet. Zagwozdkę mają więc nie tylko prezesi klubów, ale i działacze PZPN. A to zapewne dopiero wierzchołek góry lodowej. Tymczasem projekt stworzenia Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych idzie w rzeczywistości dużo dalej, a nieufność internautów jest w tej sytuacji zrozumiała.
Potępianie w czambuł Rejestru jest jednak nadużyciem, bo mimo wszystko, zawiera on kilka rozsądnych rozwiązań penalizujących, głównie w odniesieniu do treści pedofilskich. Należy mieć również na uwadze, że projekt - mimo informacji o przyjęciu go przez Radę Ministrów - nie został póki co nigdzie opublikowany. Różnie można więc rozumieć propozycję zaproszenia internautów do debaty w KPRM. Piotr "Vagla" Waglowski, prawnik i ekspert w dziedzinie prawnych aspektów społeczeństwa informacyjnego wyraził obawę, że luźna pogadanka i okrągłe odpowiedzi premiera na pytania zaproszonych blogerów i przedstawicieli organizacji społecznych, wcale nie muszą oznaczać, że rząd nie "przepchnie" kontrowersyjnej ustawy. A przecież przy okazji zbije kilka punktów popularności za otwarcie się na nowe środowisko.
Akcja ZapytajPremiera.pl to dowód na to, że to środowisko jest coraz silniejsze. Ale czy coraz bardziej świadome zagrożeń? Internauci stanowią dzisiaj ogromną grupę, której członkowie reprezentują pełen przekrój społeczeństwa. Autorami inicjatyw przeciwko cenzurze w sieci są jednak zawsze jej najbardziej zaawansowani użytkownicy. Przeciętnego internautę mało interesują rządowe ruchy w kierunku poszerzenia jej kontroli. Mało kto przyjmuje do wiadomości, że polski, demokratycznie wybrany rząd, mógłby pójść drogą prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki, który właśnie ograniczył wolność w sieci ze względu na "moralność i bezpieczeństwo". I pewnie zdrowy rozsądek w podejściu do tych kwestii jest najlepszym rozwiązaniem.
Problem jednak leży gdzie indziej. Zdaniem ekspertów w Polsce szwankuje edukacja medialna społeczeństwa. Umiejętność sprawnej obsługi komputera i podstawowych narzędzi internetowych nie spędza już snu z powiek badaczy analizujących zjawisko "wykluczenia cyfrowego". Obecnie przesunęło się ono bowiem na nieco inną płaszczyznę. Dzisiaj komputer z dostępem do sieci coraz częściej staje się standardem również dla mniej zamożnych rodzin. Niestety, osobom starszym i mieszkańcom prowincji brakuje niekiedy kompetencji do jego efektywnego wykorzystania. Zamiast do szukania pracy, komputer często służy do zabawy, czy bezproduktywnego spędzania czasu na lekturze potoku płynących z Internetu, informacyjnych śmieci. Wymagająca pewnych konkretnych umiejętności telepraca nie jest traktowana do końca poważnie (panuje stereotyp, że prawdziwa praca, to tylko "8 godzin na etacie w biurze lub fabryce", a praca via Internet jest dowodem słabości i nie należy jej podejmować, wybierając ostatecznie bezrobocie). I chyba rzecz najważniejsza - spora część polskich internautów nie potrafi dokonać - jak fachowo określają to eksperci, m.in. wspomniany Piotr Waglowski - dekompozycji zalewających ich codziennie treści informacyjnych.
Oznacza to bezkrytyczne podejście do wszelkich komunikatów napływających z sieci. W tym kontekście można także mówić o dość luźno traktowanej kwestii ochrony prywatności. Nietrudno więc o nadużycia i nic dziwnego, że rząd zamierza odgórnie ograniczyć pewne obszary sieci, a w innych uzyskać uprawnienia szybko reagującego na zagrożenia "szeryfa". Zwolennicy ich wprowadzenia mają takie argumenty, jak ostatnia tragedia w Strzegomiu, gdzie po opublikowaniu w serwisie YouTube nagranej telefonem komórkowym wulgarnej wypowiedzi pewnej nastolatki, chłopak, który odbył z nią stosunek seksualny popełnił samobójstwo. W tej sytuacji szermowanie hasłami ochrony "wolności Internetu" będzie miało podobny wydźwięk, jak gdyby zwolennicy "wolnej kultury" protestowali przeciwko zatrzymaniu pirata udostępniającego masowo gigabajty nielegalnych danych bez poszanowania praw autorskich. Wolność jednego człowieka kończy się bowiem tam, gdzie zaczyna się krzywda drugiego.
Po prostu - "są granice, których przekroczyć nie wolno". I to nie tylko przez internautów, ale stronę rządową również. Ograniczenie przez władze niekontrolowanej sfery wolności w sieci, nie powinno iść w parze z przesadną ingerencją w prawa jej użytkowników. Bo to właśnie prowadzi do przyspieszonych, nieprzemyślanych kroków. A potem trzeba się umawiać na "debaty", które być może w ogóle nie byłyby potrzebne. Dlatego rząd powinien zarzucić majstrowanie np. przy ustawie o ochronie praw autorskich i tzw. dozwolonym użytku. Nie ma sensu tworzenie specjalnych kodeksów "dla Internetu" w sytuacji, kiedy sądy i prokuratura dysponują jednoznacznymi orzeczeniami w tej kwestii. A te mówią jasno - pobranie z Internetu płyty na własny użytek (i nie udostępnianie jej osobom trzecim, a tym bardziej zarabianie na takiej działalności!) nie jest przestępstwem. Inaczej należałoby bowiem ukarać wszystkich, którzy przez lata zapełnili swoje regały kasetami VHS z nagranymi z MTV lub VIVY teledyskami! Nawet jeden z członków zespołu Radiohead, znanego z bezpłatnego udostępniania swoich albumów w sieci, porównał ostatnio ściąganie albumu na własny użytek do popularnego w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku taperecordingu (czyli nagrywania utworów z radia na kasety).
Komentarz do projektu ustawy: Ustawa hazardowa zwalcza faszyzm i śledzi obywateli w sieci
Internet jest ciągle nowym, posiadającym ogromne możliwości medium. Mówienie o nim, jako o miejscu całkowicie wolnym od wszelkiej kontroli, jest przesadą. Ten tort już jest podzielony między kilku, wielkich graczy, takich jak Microsoft, czy Google. Należy jednak mieć oko na polityków, którzy cały czas dostrzegają w nim obszar, nad którym mogą i powinni rozłożyć swój państwowy parasol ochronny. Być może dzięki kolejnym debatom i konsultacjom społecznym unikniemy wprowadzenia absurdalnych przepisów, przewidujących kary w postaci odcinania abonentów od sieci. Bo fakt, że państwo - słusznie zresztą - inwestuje w rozwój szerokopasmowego Internetu, nie obliguje go do wychodzenia z roli "nocnego stróża", w której dla dobra nas wszystkich powinno pozostać.
Państwa” można wyciągnąć dwa wnioski – jeden dobry i jeden zły. Dobry to taki, że założenia makroekonomiczne, na podstawie których ma być konstruowany budżet, są generalnie...
Ktoś kiedyś powiedział, że trudno jest snuć prognozy – zwłaszcza, jeśli dotyczą przyszłości. Pokuśmy się jednak o zastanowienie się nad tym, jak będzie wyglądać Bliski...
Gigantyczne problemy Grecji na nowo przywróciły dyskusje na temat możliwości wyjścia państwa członkowskiego ze strefy euro. Przy omawianiu tego zagadnienia nasuwa się kilka...