Białe słonie w kulturze politycznej Birmy
    Birma18 · cywilizacje8 · Azja86 · buddyzm4
2011-06-29
Biały słoń to nie tylko ciekawostka przyrodnicza, czy idiom w języku angielskim wyrażający coś cennego, acz nieprzydatnego. W Indochinach biały słoń to zwierzę o sile symbolu stanowiącego o być albo nie być państwa, o wojnie i pokoju, dobrobycie i nędzy ludzi.

Białe słonie doprowadzały do potęgi i upadku, do triumfów i klęsk, obalały i tworzyły dynastie, sprowadzały fortunę i nieszczęście. Tak jest w pewnej mierze do dziś. Przynajmniej w Birmie.

Wszystko przez Buddę. A raczej przez dorobioną doń mitologię. Według legend matka Oświeconego, Maja, w śnie wzięta została do siedziby bogów w Himalajach. Tam Biały Słoń, ze złotymi kłami i kwiatem lotosu w trąbie, wszedł do jej łona przez bok. W ten oto nietypowy sposób poczęty miał zostać Budda[1].

Wszystko jest tu – jak pisał Andrzej Jakimowicz – głęboko symboliczne. Biały słoń ma symbolizować obłok zapładniającą deszczem, zaś samo poczęcie Buddy ma być alegorią chmury spuszczającej na ziemię błyskawicę[2]. W Indiach, gdzie opady sprowadzają życiodajną wodę, korzenie mitu dziwić nie mogą.

Z Indii buddyzm i jego mitologia przywędrował do Azji Południowo-Wschodniej, gdzie w takich państwach jak Birma czy Syjam (by wspomnieć najważniejsze) zdobył rząd dusz[3]. I chociaż był to buddyzm hinajana (therawada), a więc ten „czystszy”, pozbawiony całego panteonu buddów i bodhisatwów w jaki obfituje mahajana, to jednak zachowało się w nim sporo naleciałości bramini stycznych[4]. Szczególnie na szczytach władzy: przykładowo uważanie się za inkarnację boga Ramy wielce ułatwiało legitymizację do rządzenia krajem[5]. Tytuł Buddy: „Pan Świata”, też przypadł do gustu wielu monarchom.

A że biały słoń łączył się z Buddą bezpośrednio, ergo – również z królami. Słoń stał się zwierzęciem świętym, zaczął wyrażać władcę uniwersalnego, jedną z inkarnacji Buddy Przyszłości, utożsamioną bezpośrednio z osobą panującego monarchy[6]. Posiadanie białego słonia postrzegane było jako potwierdzenie ziemskiego panowania władcy przez najwyższe moce niebieskie[7]. Im więcej słoni miał monarcha, tym większym cieszył się prestiżem i poważaniem[8].

Stąd też pojawienie się w kraju białego słonia stawało się wielkim świętem dla królestwa. Odczytywano to jako znakomity znak. Biały słoń miał wprowadzać pokój, stabilność i dobrobyt dla kraju, stawał się też symbolem potężnych i sprawiedliwych rządów[9]. Wreszcie – jako, że wyrażać miał również inkarnację poprzedniego władcy, jego pojawienie się interpretowano automatycznie jako „błogosławieństwo” przodka dla aktualnie sprawującego rządy króla[10].

Oczywiście słoń był biały dosłownie (tak naprawdę to był raczej szary), lecz metaforycznie. Musiał mieć za to określone znaki szczególne, takie jak pięć płytek paznokciowych zamiast czterech, odmienny kolor oczu, czy kolor skóry, która po polaniu wodą stawała się czerwonawa, a nie czarna jak u zwykłego słonia [11]. Jeśli wykazywał się takimi cechami, widziano w nim inkarnację poprzedniego króla i symbol władcy wszechświata.

Pojawienie się takiego słonia w dżunglach było więc sprawą wagi państwowej. Wieśniak, który złapał zwierze, w nagrodę (razem z potomstwem) zwalniany był z podatków oraz służby wojskowej do końca życia. Jak barwnie opisuje Axel Aylwen[12], pojmanego słonia prowadzono z pełnym ceremoniałem najpierw do gubernatora prowincji. Ten, z białym stożkowatym kapeluszem na głowie, ubrany w płaszcz z brokatu, wygrawerowany złotem indyjski sarong oraz muzułmańskie kapcie z wystającymi czubami, w towarzystwie całej świty, oddawał słoniowi 3-krotny salut królewski. Zwierzę miało również przywilej wyboru konkubiny królewskiej. Przed słoniem stawało 10 dziewic wybranych z terenów odnalezienia zwierza i jednocześnie ofiarowało mu smakołyki. Tą, o której dar święte zwierze przyjęło, czekała świetlana przyszłość konkubiny królewskiej, o którym to zaszczycie marzyła każda dziewczyna z birmańskiej/syjamskiej prowincji[13].

Białe słonie, foto Michał Lubina
Dokonawszy niezbędnego ceremoniału, gubernator wysyłał słonia do stolicy, do samego króla. Drogę, po której kroczył słoń poświęcano wodą, kilku najwyższych rangą mandarynów otrzymywało zaszczyt wachlowania zwierzęcia nocą. Gdy zbliżał się do stolicy, ryk trąb i szczęk cymbałów obwieszczały jego pojawienie się. Bramy były otwarte na oścież, strażnicy padali na twarz, a święte zwierze, z girlandami jaśminów na szyi, poprzedzone szóstką ubranych całkiem na biało, skandujących pieśni braminów, wkraczało na teren pałacu królewskiego[14]. Nad słoniem trzymany był wielki czerwony parasol, również symbol monarchy[15].

Tam czekał na niego cały dwór ubrany w najbardziej wymyślne szaty, wspaniałe longyi/panung[16], brokaty i jedwabie. Złoto biło w oczy od kopuł pagód, broni wygrawerowanej kosztownościami i ozdób królewskich. Palce dworzan zdobiły diamenty i wartościowe kamienie. Każdy z nich miał lśniące najdroższymi olejami włosy, pachniał też najbardziej wyszukanymi perfumami. Gdy słoń, prowadzony przez 4 pomocników, starannie wyselekcjonowanych spośród najlepszych rodów, zbliżał się do tronu, pokłon oddawał mu sam król, zaś sługi ofiarowały zwierzęciu dary: podaną na złotej tacy trzcinę cukrową oraz owoce. Po zakończeniu uroczystości, biały słoń otrzymywał specjalnie dlań urządzone komnaty królewskie, jadał i pił tylko z naczyń ze szczerego złota i do końca życia zwolniony był z obowiązku wykonywania jakiejkolwiek pracy[17].

Incitatus (koń Kaliguli) miałby czego pozazdrościć.

Również dlatego, że było sytuacja stała, a nie pojedyncza fanaberia szaleńca. Od dobrego samopoczucia białego słonia zależało powodzenie całego królestwa [18]. Biały słoń miał swój trwały udział w indochińskiej kulturze, był symbolem monarchii i jej potęgi. Wielkość państwa mierzona była często ilością białych słoni. Świadczyły o tym nawet nazwy. Laos zwał się więc „Królestwem miliona słoni” [19]”, a Birma – a jakże – „Królestwem Białego Słonia”[20].

O słonie toczono również wojny. Jeden z najwybitniejszych władców birmańskich, Bayinnaung (1551-1581), w 1569 roku najechał arcyrywala w Indochinach: Syjam. Podszedł pod mury stolicy – Ayutthayi – i zażądał… 4 białych słoni[21]. Mając świadomość jego potęgi (podbijał wszystko dookoła, stworzył II-gie Imperium Birmańskie), Syjamczycy szybko skapitulowali i oddali mu te słonie. Bayinnaung oszczędził miasto i kraj [22]. Syjam przestał być dla niego rywalem. Oddanie białych słoni było dla króla syjamskiego czymś w rodzaju politycznej samokastracji. Stracił wszelką godność i prawo do rządzenia krajem.

Upadek Birmy również symbolicznie wiązał się z białym słoniem. Dwa dni po zdobyciu Mandalay i całkowitym podboju Birmy przez Brytyjczyków (1885 r.), w pałacu królewskim umarł biały słoń. Anglicy, nieświadomi – jak to oni – miejscowych tradycji, po prostu wyrzucili ciało zdechłego zwierza poza mury[23]. Nie mogli zrobić gorzej. Profanacja zwłok słonia była najgorszym afrontem, jaki mogli uczynić Birmańczykom. Jak pisze Thant Myint U – nawet zbezczeszczenie zwłok króla odebrane zostałoby lepiej[24].

Białym słoniom nie wiodło się też w czasach współczesnych. W XX-wiecznej Birmie ostatni biały słoń został znaleziony w 1961, ale wytrzymał ówczesną ideologię państwową: „birmańską drogę do socjalizmu”, tylko do roku 1971. W sąsiednich Wietnamie i Kambodży, wstrząsanych komunistycznymi rewolucjami, słonie pozdychały w trakcie wojen domowych[25]. Jak pisze Grzegorz Torzecki, „można odnieść wrażenie, że białe słonie nie tolerują socjalizmu”[26].

Za to o białych słoniach przypomniała sobie obecna ekipa junty birmańskiej. W swojej koncepcji państwa nawiązuje ona bezpośrednio do Trzech Imperiów Birmańskich[27]. Będzie więc to model scentralizowanej, autorytarnej władzy pochodzącej (to już uwspółcześnienie) „z lufy karabinu”, która buduje swoją legitymizację na odwołaniu się do tradycji i przeszłości. Do tego zaś potrzebne są wzorce kulturowe. Czyli białe słonie.

Stąd też armia na rozkaz władz szuka okazów tego gatunku, by „przedłużyć dobrą passę” rządzących krajem generałów[28]. Gdyż – jak już wspomniano – biały słoń to bezpośredni i bezdyskusyjny znak od niebios, że to generałowie mają pełne prawo do rządzenia krajem. Dzięki słoniom są stuprocentowo legalni, stanowią jedyną słuszną władzę. Potwierdzają to kolejne odnalezione zwierzęta. Tak się „szczęśliwie” złożyło, że na przeniesienie stolicy do Naypyidaw znaleziono białego słonia[29]. Podobnie stało się przed ostatnimi wyborami[30]. Refleksja na ile jest to przypadek, a na ile to generałowie temu szczęściu pomagają (trzymając te słonie i wypuszczając na specjalną okazję na przykład), byłaby jednak w tych warunkach świętokradztwem.

Odnalezione słonie przetransportowano więc do nowej stolicy – Naypyidaw. Trudno się temu dziwić. Wszak miasto to jest dzieckiem ideologicznym junty birmańskiej[31]. To nowa stolica mająca być egzemplifikacją ich wizji państwa. Białe słonie umieszczono więc obok drugiego symbolu – kopii (zresztą koszmarnej) pagody Shwedagon. Jednak o przywilejach godnych swych przodków mogą zapomnieć. Symbolikę białych słoni junta rozumie po swojemu.

Zwierzęta są trzymane na specjalnie dla nich zbudowanej platformie widokowej[32]. Przebywają w małej klatce, spętane łańcuchami, (czasem) okładane kijami znudzonych strażników. Smętnym wzrokiem spoglądają na pagodę i robiących im zdjęcia turystów. Prezentują widok żałosny, smutny, przygnębiający. Nie ma lepszego symbolu dzisiejszego losu Birmy niż te zniewolone białe słonie.



Przypisy:
1. Marta Jakimowicz-Shah, Andrzej Jakimowicz, Mitologia indyjska, Warszawa 1982, s. 92.
2. Ibidem, s. 93.
3. John Audric, Angkor i Imperium Khmerskie, Warszawa 1979, s. 45.
4. O buddyzmie birmańskim więcej, por. Robert. C. Lester, Theravada Buddhism in Southeast Asia, Ann Arbor 1988; Milord E. Spiro, Buddhism and Society: A great Tradition and Its Burmese Vicissitudes, Berkeley-Los Angeles 1982; Milford E. Spiro, Buddhism Supernaturalism Englewood Clifs 1967; Niharranjan Ray, An Introduction to the Study of Theravada Buddhism in Burma, Bangkok 2002.
5. Tak było (i jest do tej pory) w Syjamie, czyli Tajlandii; więcej o systemie władzy w Tajlandii, por. Donald F. Cooper, Thailand. Dictatorship or Democracy? Montreux-London-Washington 1995
6. Anthony Reid, Southeast Asia in the Age of Commerce 1450-1680, vol. II, Expansion and Crisis, Yale 1993, p. 160.
7. Grzegorz Torzecki, Birma. Królowie i generałowie, Warszawa 2009, s. 88.
8. Bogdan Góralczyk, Zmierzch i blask. Notes z Bangkoku, Toruń 2009, s. 266.
9. Milton Osborne, Exploring Southeast Asia. A Traveller’s History of the Region, Sydney 2002, s. 51.
10. Grzegorz Torzecki, op. cit., s. 88.
11. Ibidem, s. 87.
12. Axel Aylwen, The Falcon of Siam, Bangkok 2004, s. 130.
13. Ibidem, s. 131.
14. Ibidem.
15. Parasol był wyłącznym symbolem władzy w Azji Południowo-Wschodniej, również o indyjskiej proweniencji, powszechne rozumienie tego symbolu dobrze oddaje Amitav Gosh, por. Amitav Gosh, The Glass Palace, London 2001, (wydanie polskie: Amitav Gosh, Szklany Pałac, Warszawa 2004)
16. Tradycyjny strój męski w Birmie/Syjamie, rodzaj spódnicy, w Polsce lepiej znany pod malajską nazwą sarong.
17. Axel Aylwen, op. cit., s. 131.
18. Grzegorz Torzecki, op. cit., s. 88.
19. Z dodatkiem, równie symbolicznym, „Pod białym parasolem”, por. Martin Stuart-Fox, A History of Laos, Cambridge 1997.
20. Więcej, por. Bogdan Góralczyk, Złota ziemia roni łzy. Esej birmański, Warszawa 2011.
21. Grzegorz Torzecki, op. cit., s. 91.
22. Thant Myint U, The River of Lost Footsteps. A Personal History of Burma, New York 2006, s. 71.
23. Ibidem, s. 24.
24. Ibidem.
25. Grzegorz Torzecki, op. cit., s. 88.
26. Ibidem.
27. Co bardzo dobrze pokazują wspomniani: Thant Myint U (The River….) i Bogdan Góralczyk (Złota ziemia…).
28. http://wyborcza.pl/1,76842,8078578,W_Birmie_znaleziono_rzadki_okaz_slonia_albinosa.html (20.06.2011)
29. Dulyapak Preecharushh, Naypyidaw. The New Capital of Burma, Bangkok 2009, s. 89.
30. Birma. Generałowie witali w stolicy białego słonia, serwis PAP, 2010-10-22
31. http://www.polska-azja.pl/2011/04/21/naypyidaw-myanmarski-projekt-ideologiczny/ (20.06.2011)
32. Wizyta w Naypyidaw, 10 luty 2011.

foto Michał Lubinafoto Michał Lubinafoto Michał Lubinafoto Michał Lubinafoto Michał Lubinafoto Michał Lubinafoto Michał Lubinafoto Michał Lubinafoto Michał Lubina
Komentarzy: 2

Arek
20 sierpnia 2011 (10:16)
polemika
Pan Lubina mieni sie byc eksperten od Birmy, jednak popelnia rażące błędy merytoryczne i powołuje się na pozycje zawierające liczne błędy. Pan Lubina napisał, powołując się na Torzeckiego: "Jeden z najwybitniejszych władców birmańskich, Bayinnaung (1551-1581), w 1569 roku najechał arcyrywala w Indochinach: Syjam. Podszedł pod mury stolicy – Ayutthayi – i zażądał… 4 białych słoni[21]" Tymczasem ówczesna stolica Syjamu to Sukhotaj, nie Ayutthaya. Po drugie okrutnik z Birmy zażądał tyle słoni , ile miesięcy w roku, czyli 12, nie żadne 4. Tekst p. Lubiny choć napuszony przypisami i megalomania autora może (podkreslam, moze) nadaje sie do bulwarówki albo do onetu. Lubina sili się na ciekawość i sensacje, próbuje pokazać się jako ekspert od Birmy, ale niestety: jest żałosny w swoich infantylnych i często nieprawdziwych stwierdzeniach. Nie ma tu miejsca aby wypunktować wszystkie błędy Lubiny, naliczyłem ich 7 - dużego kalibru. Tak wiec panie Michale? Ludzi siedzących w temacie pan nie zaskoczył, a raczej rozczarował. Zas portal mojeopinie - jakze potrzebny i wartosciowy - powinien miec fachowcow od rzeczowej krytyki, aby nie puszczac pseudonaukowych gniotow. Arkadiusz Mrozowski z Tajlandii

Michał Lubina
20 sierpnia 2011 (17:56)
odpowiedź
Szanowny Panie, Mam Pan pełno prawo wytykać mi błędy, lecz apelowałby, by robił to Pan w sposób merytoryczny. Tymczasem Pan naśladuje styl jednej z naszych partii politycznych pt. "wiem, że on coś przeskrobał, ale nie powiem". Czyli rzuca Pan oskarżenia, ale niczym ich Pan nie podbiera. Skoro wyłapał Pan 7 błędów, to proszę je podać, chętnie się odniosę, a jeśli ma Pan rację, czegoś nowego nauczę. Jedyny konkret, jaki Pan podał jest błędny. W 1569 roku jak najbardziej istniało królestwo Ayuthai ze stolicą w Ayuthai. Miało ono z Sukhotai tyle wspólnego, że... w 1378 r. wojska Ayuthai zwasalizowały Sukhotai, a od 1448 oba królestwa były połączone unią personalną (ale dominowała w niej Ayuthaya, co zresztą jest logiczne, bo gdyby było inaczej Bayinnaung najechałby Sukhotai. Dalej: skoro twierdzi Pan, że Bayinnaung wziął 12, a nie 4 słonie, proszę podać źródło. Torzecki na stronie 91 podaje, że było ich 4. Co do reszty odnosił się nie będę, bo są to ataki personalne, więc nie będę się zniżał do tego poziomu - na świecie jest wystarczająco dużo zawistników i trolli by się nimi przejmować. Natomiast coś mi się zdaje, że nie nazywa się Pan tak, jak się Pan podpisał - zbyt dużo informacji ma Pan o mnie, które świadczą, że mnie Pan zna osobiście(a ja nikogo o takim nazwisku nie znam)- nie mógł ich Pan wyczytać w necie. Więc apeluję o odwagę i ujawnienie się, a nie rzucanie błotem zza bezpiecznego schronu jakim jest ten pseudonim. Z poważaniem, M.L.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Ziemia skrywa jeszcze wiele tajemnic

Z dr Jackiem Kabacińskim, archeologiem z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN w Poznaniu rozmawia Tomasz Wojciechowski
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".