Birma – kraj tysiaca pagód
    Birma18 · reportaże z podróży201 · Azja86
2010-11-20
Wjeżdżaliśmy właśnie drogą do Tangoo, miasta położonego w środkowej Birmie przy głównej drodze Rangun – Mandalay. Siąpił lekki deszcz, robiło się już szaro, powoli zapadał zmrok. Wokół nas było jak w ulu – robiło się chłodniej, więc wszyscy wylegli na ulice. Tysiące rowerów, riksz, motocyklów i kilka zdezelowanych, hałaśliwych samochodów ciężarowych toczyło się powoli główną ulicą w stronę centrum miasta.

Rozglądaliśmy się obserwując z zaciekawieniem ruch uliczny, gdy w pewnym momencie zza zakrętu wyjechał terenowy samochód wojskowy z wielkimi głośnikami, jadący środkiem ulicy i nakazujący zjechać z drogi. Okazało się ze był to pilot kolumny wojskowych ciężarówek. W oka mgnieniu ulica opustoszała, wszyscy pozjeżdżali w boczne uliczki albo stanęli na poboczach, a środkiem drogi przetaczała się długa kolumna wojska birmańskiego. Wszystko wyglądało jak byśmy znaleźli się w miejscu jakiegoś konfliktu zbrojnego. Stanęliśmy na poboczu drogi i obserwowaliśmy ludzi stojących na poboczach obojętnie spoglądających na transport wojska…

Bagan – miasto tysiąca pagód, foto: Łukasz Maguder

Międzynarodowy bojkot i zniechęcanie turystów do odwiedzania Birmy powodowały że mieliśmy mieszane uczucia przed wyjazdem do tego kraju. Górę jednak wzięła ciekawość i chęć poznania tego jednego z najbardziej izolowanych krajów Azji.

Uwolniono birmańską opozycjonistkę: Wolna Aung San Suu Kyi!

Birma, największy kraj Azji Dalekowschodniej, od 1989 roku nosi oficjalną nazwę Myanmar. W tym roku władze Junty wojskowej na fali “patriotycznego“ zerwania z kolonialną przeszłością zmieniły wiele miejscowych nazw geograficznych. Poza nazwą kraju nazwy zmieniły między innymi dawna stolica Rangoon na Yangon i największa rzeka kraju z Irawadee na Yerawadee.

Ruch uliczny w Tangoo, foto Łukasz Maguder Ruch uliczny w Tangoo, foto Łukasz Maguder

Całą podróż mieliśmy dokładnie rozplanowaną już przed wyjazdem. Plan zakładał korzystanie głównie z lokalnych środków komunikacji publicznej. Na szczęście nasze plany musieliśmy zweryfikować zaraz po wyjściu z lotniska w Rangunie. Jak w wielu krajach Azji Dalekowschodniej otoczył nas tłum – sprzedawców jedzenia, taksówkarzy, cinkciarzy i przedstawicieli lokalnych biur podróży. Chcąc zorientować się w sytuacji, ogarnąć ten harmider i znaleźć transport do centrum miasta, zaczęliśmy rozmawiać z jednym z miejscowych sprzedawców. Jak się okazało był on współwłaścicielem jednego z lokalnych biur oferujących zwiedzanie Birmy, wynajętym samochodem z kierowcą. Po krótkich negocjacjach, uzgodniliśmy cenę i wyruszyliśmy w podróż w głąb kraju. Kierowca i przewodnik w jednej osobie (nazywaliśmy go Mr O.T.) wstąpił tylko do swojego domu, aby wziąć kilka drobiazgów i wyruszyliśmy w podróż. Wyjeżdżając z miasta spotkał jednego ze swoich braci ciotecznych (tak nam go przedstawił – pewnie trudno oszacować ilu ich ma), który kucał w cieniu jednego z drzew. Szybko wymienili kilka zdań i Mr. O.T. spytał się czy nie będziemy mieć nic przeciwko aby jego krewniak pojechał z nami. My przystaliśmy na to i on tak jak stał bez żadnych rzeczy wskoczył do samochodu i ruszyliśmy.

Pola ryżowe w okolicach Tangoo, foto Łukasz Maguder Pola ryżowe w okolicach Tangoo, foto Łukasz Maguder

Z Rangunu udaliśmy się na północ drogą na Bago. Od razu przekonaliśmy się że wynajęcie samochodu było dobrą decyzją. Dawało nam wolność i możliwość postoju gdziekolwiek chcieliśmy a Mr. O.T. chętnie opowiadał nam o mijanych miejscach (niestety nie chcieli poruszać tematów politycznych). Jechaliśmy drogą numer 1 przez Bago do Tangoo, miejsca naszego pierwszego postoju. Po drodze mijaliśmy kilometry pól ryżowych, poprzecinanych kanałami melioracyjnymi z brązową wodą. Co jakiś czas na polach widać było pochylonych rolników w kapeluszach słomkowych, brodzących w sadzawkach pól ryżowych. Krajobrazy południowej Birmy były trochę monotonne, ale wszechobecna, soczysta zieleń nadawała tym obrazom wiele uroku.

Po dwóch dniach drogi dotarliśmy do Mandalay – północnej stolicy Birmy. Miasto różniło się od innych, mniejszych, mijanych po drodze. Widać było znaczny wpływ północnego sąsiada i największego partnera gospodarczego Birmy - Chin. Na ulicach znajdowało się o wiele więcej samochodów i motocykli, w zdecydowanej większości chińskiej produkcji. Przy głównych ulicach można zauważyć kilka centrów handlowych, budowanych przez chińskich inwestorów w tandetnym, kiczowatym stylu.

Najlepsze widoki na Mandalay i na całą dolinę rzeki Yerawadee rozciągają się ze wzgórza Mandalay Hill Pagoda. Na szczycie wzgórza znajduje się wiele pagód i klasztorów buddyjskich, które są celem pielgrzymek Birmańczyków. Pod koniec drugiej wojny światowej, pomiędzy wojskami japońskimi a dywizjami brytyjskimi i indyjskimi toczyły się ciężkie walki o to wzgórze. Japończycy stworzyli ze wzgórza prawdziwą fortecę. W klasztorach i pagodach Japończycy umieścili stanowiska ogniowe. 11 Marca 1945 roku, po kilkudniowych ciężkich walkach, dywizje brytyjskie wspierane przez oddziały Ghurków zdobyły wzgórze. Na samym szczycie wzgórza znajduje się pomnik ku pamięci poległych.

Geograficzne wyszukiwanie tekstów Wybierz kontynent i kraj, czytaj nasze teksty

W Mandalay mieliśmy okazję przejrzeć lokalną gazetę “New Light of Myanmar” – Nowe Światło Myanmaru (w dużych miastach wydawana także w języku angielskim). Gazeta przypominała trochę Trybune Ludu z czasów siermiężnego PRLu. Styl artykułów nie różnił się wiele od Polskich odpowiedników z czasów gospodarki centralnie planowanej. “New Light of Myanmar” jest oficjalną tubą birmańskiego reżimu. Gazeta poświęca wiele uwagi “wspaniałym” i “jedynie słusznym” posunięciom lokalnej junty. Poczynając od opisu podróży ministra gospodarki do portu Thilawa w celu nadzoru rozładunku statku, z bratniego kraju Iranu, z materiałami do budowy dróg, a kończąc na potępieniu imperialistycznego rządu amerykańskiego odmawiającego zniesienia embargo na Kubę.

Kolejnym punktem naszej podróży był Bagan – miasto tysiąca pagód. Bagan przez kilkaset lat było stolicą kilku birmańskich królestw. Szczególne wrażenie robi to miejsce o zachodzie słońca. Po wdrapaniu się na jedną ze świątyń, przed naszymi oczami rozciągał się widok na starożytne miasto. Spomiędzy rzadkiego podzwrotnikowego lasu wychylały się setki świątyń. W tle leniwie toczyła swe wody największa rzeka Birmy – Yerawadee.

Wioska Karenów, Kalaw Mountains foto Łukasz Maguder Wioska Karenów, Kalaw Mountains, foto Łukasz Maguder

Północną Birmę zamieszkuje kilkadziesiąt górskich mniejszości narodowych. Posługują się oni różnymi językami, posiadają własną kulturę a także, co najbardziej istotne z politycznego punktu widzenia stawiają największy opór centralnemu rządowi. Najbardziej zdecydowany opór stawiają Kareni, zamieszkujący północno-wschodnią część kraju, przy granicach z Tajlandia i Laosem. Tereny te są zamknięte dla obcokrajowców. My udaliśmy się do południowej części kraju Karenów – Kalaw Mountains. Są to łagodne wzgórza, różnicą wysokości względnych odpowiadającymi naszym Bieszczadom. Główną atrakcją górskich wędrówek są wioski Karenów rozproszone po górach, w których życie ludzi nie zmieniło się od lat. Szczególnie atrakcyjna dla przybyszów z Europy jest możliwość zobaczenia wszelkiego rodzaju egzotycznych upraw jak Imbir, Cynamon, Trawa Cytrynowa, Kurkuma i kilka gatunków herbaty. Podróżowanie birmańskimi drogami jest atrakcją samą w sobie. Pomimo wielu inwestycji w infrastrukturę drogowa, często przy wykorzystaniu nieposłusznych mniejszości narodowych, jako niewolniczej siły roboczej (czasami spotykanych wzdłuż dróg lub w kamieniołomach), sieć drogowa odbiega znacząco, nawet od standardów Azji Południowo-Wschodniej.

Ciekawym wynalazkiem są lokalne stacje benzynowe. Przy głównych drogach, przy wjazdach do miast stoją dziesiątki stoisk sprzedających paliwo w beczkach. Paliwo wlewane jest do baku przy pomocy konewki, a ilość paliwa w baku sprawdzana jest po prostu przez włożenie ręki do niego. Poza głównymi szlakami paliwo sprzedawane jest często u kogoś prywatnie w domu, więc tylko doświadczeni kierowcy wiedzą gdzie można je znaleźć.

Kobiety z plemienia Karenów zbierające herbatę, foto Łukasz Maguder Kobiety z plemienia Karenów zbierające herbatę, foto Łukasz Maguder

Częstym zjawiskiem w Birmie są wielogodzinne przerwy w dostawie energii elektrycznej. Może lepszym określeniem będzie, że prąd jest tylko kilka godzin w ciągu dnia i to nie zawsze. W związku z tym lokalni przedsiębiorcy (sklepikarze, rzemieślnicy) ustawiają na chodnikach przed budynkami wielkie generatory prądu, które włączają jak brakuje prądu w sieci. Nie trzeba wspominać, że wtedy ulice są pełne smogu i spalin z generatorów.

Po odwiedzeniu Birmy, uważam że mylą się Ci, którzy zniechęcają ludzi do wyjazdu do tego kraju. Przy niewielkim wysiłku można łatwo omijać państwowe instytucje: jak hotele, biura podróży i opłaty do atrakcji turystycznych, aby nie wspierać lokalnego reżimu. Podczas naszego pobytu zatrzymywaliśmy się tylko w prywatnych hotelach, a nasi przewodnicy pokazywali nam jak korzystać z atrakcji turystycznych z pominięciem rogatek. Wyjazd do tego kraju jest formą pomocy ludziom żyjących w tym izolowanym miejscu.


Komentarzy: 2

Stefan
12 grudnia 2010 (21:48)
ciekawe miejsce
j/w

Xiv
17 grudnia 2010 (12:47)
Bojkot
Bojkot? Jaki bojkot? Przecież my musimy tam pojechać... ech...
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Tajlandia - podróż po krainie uśmiechu

Przybyliśmy po piętnastu godzinach podróży na wyspę Koh Ko Khao ( lot + transfer ). Myślę, że nietrudno dociec na podstawie nazwy geograficznej, iż jest to Tajlandia, którą chcieliśmy...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".