Black Rebel Motorcycle Club - Beat The Devil’s Tattoo
    BRMC1 · muzyka alternatywna274 · muzyka altcountry6
2010-03-16
2008 rok nie był łatwy dla części fanów Black Rebel Motorcycle Club. Autorzy rockandrollowych petard wydali bowiem, w oczach niektórych, skrajnie eksperymentalny, niezrozumiały album. Tym większe oczekiwania stawiali oni „Beat The Devil’s Tattoo”. Czy w przypadku nowych dokonań zespołu petardy wystrzeliwują w powietrze?

No właśnie - czy możemy oczekiwać, że po dziesięciu latach aktywności wydawniczej, mając na karku ponad trzydzieści lat, członkowie zespołu będą atakować mocą znaną z debiutu? Przecież każdy styl w tym czasie potrafi się niesamowicie sprać, zużyć, każda konwencja po dekadzie może nudzić. Każda. Ale nie rockandroll.

Ale, ale… Nie popadajmy w przesadny entuzjazm. Pod wieloma względami jest słabiej. Melodie już aż tak (i aż tak często) nie noszą. Gitary już tak riffów nie rżną. Nawet wokale jakby mniej miejscami zawodzą.




Kolejne ale, ale… Słuchacz mniej nastawiony na hity dostanie wiele w zamian. Album jest wyjątkowo spójny, utwory zdają się logicznie kontynuować motywy z poprzednich. Całość płyty wypełnia rzecz jasna specyficzna dla Black Rebel Motorcycle Club psychodeliczna duchota, w której topi się przytłumiony wokal, przesterowane gitary, leniwe pochody rytmiczne. Pod tym względem wybitnie trafnymi przykładami są „River Styx” i „Aya”. Przy tym bywa naprawdę ciężko, choćby w „War Machine”- bas dosłownie wgniata w fotel.

Inspiracje BRMC przenoszą się na tym albumie miejscami w stronę bluesującej melodyki i amerykańskiego folku. Miłośników tych nurtów odsyłam do „Sweet Feeling” czy otwierającego zestaw utworu tytułowego.

Jeśli szukałbym odpowiedniego określenia opisującego tę płytę, powiedziałbym: przemyślana, stonowana, ułożona. To wciąż rockandroll, jednak bliski koncepcyjnej spójności. Szaleństwo przyhamowane. Jednak do czasu.

Ponieważ gdzieś na końcu schowana jest… no właśnie, petarda. Utwór, który przywołuje lata świetności hitów BRMC. Mowa o „Martyr”. Od wejścia, przez zwrotkę, refreny, po zakończenie jesteśmy raczeni najwyższej jakości melodią. Mimo przebojowego potencjału podtytuł „Punk song” nie byłby tutaj właściwy. Trochę przypomina „Red Eyes And Tears”? Mi tak.

Swoją szóstą płytą zespół daje nam solidne podstawy, abyśmy przestali mówić o nich jako o „młodych zadziornych”, jak niektórzy zwykli przez lata ich nazywać. Teraz to już bez wątpienia „dojrzali muzycy”. Co następne? „Giganci sceny”? Oby.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Iamamiwhoami – Kin

Wszystko zaczęło się od umieszczania tajemniczych klipów na kanale youtube skandynawskiego projektu o nazwie iamamiwhoami. Brak konkretnych informacji sprawił, iż na podstawie stylistyki...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".