BRIC, szczyt świeżych potęg
    BRIC6 · Brazylia12 · potencjał gospodarczy3 · globalizm17
2010-04-22
W 2001 roku nowo wybrany szef zespołu ekonomicznego banku Goldman Sachs opublikował raport zatytułowany: "The World Needs Better Economic BRICs". Prognozował w nim, iż w nowym, multilateralnym świecie Stanom Zjednoczonym w szybkim tempie wyrośnie czterech poważnych konkurentów. Akronim BRIC ukształtował się od pierwszych liter Brazylii, Rosji, Indii oraz Chin- państw, w których dynamiczne gospodarki warto inwestować. Od tego momentu minęła mniej niż dekada.

W tym czasie skrót stał się powszechnie używany, runęło globalne przeświadczenie o hegemonii USA, zaś wspomniane cztery państwa faktycznie są uważane za mocarstwa. Co więcej, pomimo prowadzenia nieraz sprzecznych interesów, sformalizowały swoją współpracę. Kilka dni temu zakończył się drugi szczyt grupy w Brasilii.

Raport Jim O'Neilla na temat BRIC

Jim O'Neill, naczelny ekonomista banku Goldman Sachs opublikował w 2001 roku raport, w którym przewidywał, iż do 2050 roku dominującymi gospodarkami świata staną się Brazylia, Rosja, Indie oraz Chiny. Pierwsze dwa miały zdominować rynek handlu surowcami, zaś następne sferę usług i produkcji dóbr. Wszystkie cztery państwa mają do 2035 roku przegonić pod względem wielkości gospodarek grupę G-7, w teorii skupiającą dzisiaj najpotężniejsze kraje świata.

Kraje grupy BRIC (skrót wzięty od pierwszych liter nazw czterech państw) mają odmienne tradycje polityczne oraz kulturowe, niemniej wszystkie łączą dwie zasadnicze cechy- przyjęcie zasad globalnego kapitalizmu oraz istnienie poza zachodnim kręgiem kulturowym. Często występują pomiędzy nimi sprzeczne interesy, niemniej współdziałają one na rzecz stworzenia multilateralnego świata, w którym Stany Zjednoczone nie będą jedynym mocarstwem. Zorganizowano już dwa oficjalne szczyty z udziałem przywódców wszystkich członków grupy. Starają się oni akcentować wspólne cele, przede wszystkim zwiększenie wpływu na ogólnoświatowe instytucje zdominowane przez USA, jak Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy.

Teoria BRIC zakłada, iż jej państwa członkowskie osiągną światową dominację poprzez zhegemonizowanie globalnej gospodarki. Indie i Chiny mają stać się liderami jeśli chodzi o wytwarzanie dóbr i usług, zaś Brazylia oraz Rosja przewodzić rynkowi surowcowemu. Współpraca Pekinu i Delhi w kwestiach ekonomicznych nie przebiega rzecz jasna wzorcowo - są one naturalnymi antagonistami w walce o Azję. Lista przeszkód na drodze do scementowania nieprawdopodobnego sojuszu mocarstw jest długa, począwszy od odmiennych kultur politycznych, skończywszy na sprzecznych interesach. Mimo to, istnieją cele, do których wszystkie "świeże" potęgi mogą dążyć wspólnie. Pokazało to właśnie zakończone spotkanie w Brasilii. Szczyt został skrócony o jeden dzień, z uwagi na tragiczne trzęsienie ziemi w Tybecie, niemniej zgromadzeni przywódcy zdołali ogłosić swoje przesłanie. Zażądali oni zwiększenia udziału państw swojej grupy w Międzynarodowym Funduszu Walutowym i Banku Światowym. Powtórzono również nieco już wyświechtane hasła multilateralizmu i potrzeby zrównoważonego rozwoju gospodarczego.

Postulat zwiększenia wpływu na międzynarodowe instytucje finansowe jest chyba pierwszym konkretnym ciosem wymierzonym przez nowe mocarstwa w dumę "starych" Stanów Zjednoczonych. Waszyngton zawsze traktował MFW i Bank Światowy jak swoje prywatne poletko. O ile ten pierwszy ma przynajmniej europejskich prezesów, o tyle drugi od zawsze był zarządzany przez Amerykanów. Trudno jest więc w sensowny sposób zbić argument przedstawicieli Indii i Rosji, że "otwarcie" zarządów obu ONZowskich instrumentów byłoby wyrazem rozwoju "demokracji globalnej". Ostatni kryzys aż zbyt dobrze pokazał, że Waszyngton sam ma dosyć problemów z własną gospodarką by brać na głowę kłopoty całego świata. Chińskie bogactwo ratuje również budżet Ameryki, zaś wszystkie państwa BRIC prowadzą dynamiczną ekspansję ekonomiczną. Prawdopodobnie już dzisiaj mogą wspomóc Bank Światowy znacznymi sumami pieniędzy, jednak nie zrobią tego dopóki nie będą miały większego wpływu na zarządzanie owymi milionami. Podczas II szczytu podniesiony został również problem ubóstwa i globalnego ocieplenia.

Prym w referowaniu tego problemu wiodła Brazylia, oprócz Indii, kraj najbardziej nękany przez biedę. Jest to kwestia, w której BRIC może odnaleźć kolejny punkt, aby "przegonić" tradycyjne mocarstwa. Już dzisiaj Chiny wychodzą naprzeciw problemowi nędzy w Afryce, zalewając Czarny Kontynent tanimi, tandetnymi produktami i proponując pomoc humanitarną, w zamian za koncesje na eksploatację bogatych złóż surowców. Kraje zgromadzone w grupie BRIC ruszyły naprzód z powodu przestawienia swojej gospodarki na zdecydowanie kapitalistyczne tory. Z uwagi na niski stopień rozwoju społecznego, mogą one eksportować ogromne ilości tanich towarów. Nic dziwnego, że ostatnim najważniejszym apelem spotkania był ten o walkę z praktykami protekcjonistycznymi. Tym samym nowe potęgi stają w jednym szeregu z Trzecim Światem, który coraz bardziej zdecydowanie żąda od państw Zachodu aby ograniczyły swoje bariery importowe. Mogą sprawować bardzo skuteczny nacisk, szczególnie, że wielu intelektualistów, studentów i zwykłych ludzi przyznaje im rację.

BRIC i niezależność od dolara

Szczyty BRIC będą nabierały coraz większego znaczenia, szczególnie jeśli nie zwiększy się udział państw członkowskich w negocjacjach grupy G-20. Amerykańskie elity zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, iż multilateralizacji świata nie da się już powstrzymać. Zamiast zamykać się w omszałych klubach pokroju grupy G-8, coraz częściej Waszyngton poszukuje porozumienia ze wschodzącymi mocarstwami demokratycznymi jak Indie. Najbliższe lata pokażą czy BRIC będzie stanowić istotny element światowego koncertu mocarstw czy okaże się tylko chwilowym instrumentem wywierania nacisku na Stany Zjednoczone.

Komentarzy: 2

decentralizator
24 kwietnia 2010 (21:44)
Tylko dwa z tych krajów zasługują na poparcie zachodu
Są to Brazylia i Indie, kraje demokratyczne powinny trzymać sztamę inaczej czeka nas powrót do realiów XIX w. i zimnej wojny stref wpływów, mocarstw rozgrywających wg. wyznawanych ideologii świat między sobą. Potem była I a potem II wojna światowa.

Kapitan Six
28 kwietnia 2010 (23:32)
czy system demokratyczny jest właściwym
by go naśladować? Czasem mam wrażenie, że nie. Demokracja po latach sukcesów, szczytem były late 90-te, obecnie jest jakby w odwrocie. Nie podoba się ludziom, gdyż nie przynosi profitów tak jak petrosystem. Norwegia jest wyjątkiem, ale to bardzo mądrzy ludzie są.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Co zostało z egipskiej rewolucji?

Bracia Muzułmanie wygrali wybory parlamentarne, ale nie rządzą. Do dziś nie udało się uformować konstytuanty, choć niedługo powinien powstać tekst nowej ustawy zasadniczej. Trzech...