Brunatny świt nad Wisłą
    Marsz Niepodległości8 · nacjonalizm16 · święto narodowe22 · 11 Listopada5
2013-11-12
Co roku, w okolicach 11 listopada przychodzi mi pisać o wydarzeniach żenujących, wstydliwych, kompromitujących Polskę i Polaków na arenie międzynarodowej, urągających wszelkim standardom, a we mnie, podobnie jak w tysiącach innych mieszkańców Warszawy, rodzących mieszaninę smutku i bezradnej złości. To się nie zmieni.

Dopóki „mainstreamowe” media nie zaczną nazywać rzeczy po imieniu, dopóki władze będą się z bawiły w kotka i myszkę z Zawiszą, Winnickim i Bosakiem, dopóki w dominującej retoryce kreślić się będzie rzekomą granicę pomiędzy „Marszem Niepodległości” a chuliganami i bandytami, nie ma co liczyć na poprawę.

W tym roku nie było kontrmanifestacji. To również znamienne – pokazuje bowiem, że ludzie przyzwoici przestraszyli się, dali się sterroryzować lub problem zbagatelizowali. W Republice Weimarskiej również zamykano okiennice i odwracano wzrok, gdy półgłówki w sraczkowatych koszulach demolowały miasta i biły ludzi na ulicach. To, co nastąpiło później, nie grozi nam w Polsce. Jednak ustępując pola agresywnej, niewyżytej hałastrze, dajemy znak, że nie napotyka ona nad Wisłą na zdecydowany, twardy sprzeciw. Od tego jest prosta droga do cichej akceptacji, którą – gwarantuję – ten element wykorzysta. Liderzy „Ruchu Narodowego”, w odróżnieniu od większości swych członków i sympatyków, nie są głupi. Są na dodatek cierpliwi i mogą poczekać jakieś 10-15 lat, spokojnie zmiękczyć masy, ową akceptację wydreptać z biało-czerwonymi sztandarami na Warszawskich ulicach i wtedy, kto wie… nadejdzie, o zgrozo, „Złoty Świt”?

Trzeci raz z rzędu jest tak samo, a nawet gorzej. Organizatorzy „Marszu Niepodległości” z roku na rok są coraz bardziej bezczelni i z szyderczym uśmiechem coraz dobitniej obnażają nieudolność władz i służb porządkowych. Policja nie zabezpieczyła newralgicznych punktów marszu, MSW naiwnie zaufało bandzie chuliganów twierdzących, że zadbają o to, by inni chuligani nie dopuszczali się chuligańskich wybryków, a Tomasz Nałęcz stwierdził 12 listopada rano na antenie TVN24, że to cena demokracji, którą musimy płacić. Jeśli ceną demokracji jest to, że brunatna hołota w białych kominiarkach, skandując coś o „narodowej dumie” dopuszcza się brutalnego ataku na miejsce zamieszkałe m.in. przez rodziny, które nie miały dokąd pójść, jeśli ten sam element podpala instalację artystyczną symbolizującą tolerancję, po czym obrzuca kamieniami gaszących pożar strażaków, aż wreszcie napiera na bramę ambasady sąsiedniego państwa i podkłada ogień pod budkę wartowniczą, to daje mi podstawy sądzić, że prof. Nałęcz rozumie demokrację zupełnie inaczej niż jest to przyjęte w większości demokratycznych państw. Nie ma co się pocieszać, że w latach 30-tych ubiegłego stulecia bywało gorzej. To trochę jakby się cieszyć z amputacji prawej dłoni – „bo przecież mogli amputować całą rękę”.

Cóż, że marsz rozwiązano, skoro jego organizatorzy zadbali i o to – zarejestrowali dwa zgromadzenia. To pokazuje, że z góry wiedzieli co się święci. Były (na szczęście!) poseł, Artur Zawisza grzmiał do telefonu, że „żaden świstek z ratusza nie zatrzyma patriotycznej młodzieży” – czy jakoś tak, nie cytuję dosłownie, przytaczam z pamięci. Ten sam ex-poseł mówił kiedyś o „judeo-sceptycyźmie”, a w ubiegłym roku cynicznie negował fakt, że uczestnicy marszu bili się z policją i dewastowali miasto. Rejestracja dwóch zgromadzeń daje podstawy by sądzić, że organizatorzy zaplanowali zamieszki. Gdyby okazało się to prawdą, mielibyśmy do czynienia ze zorganizowanym procederem.

Na szczęście nie jest tak źle. Jeśli media zaczną faszyzm nazywać faszyzmem, jeśli przestaną pleść bzdury o „różnych koncepcjach patriotyzmu”, a prowodyrów wszystkich tych zajść z 11 listopada, tj. organizatorów demonstracji zapraszać do studia, jeśli MSW i podległa mu policja nie dopuszczą więcej do organizacji marszu z pochodniami połączonego z demolką miasta, a wreszcie, jeśli ludzie zaczną głośno artykułować swój sprzeciw, mamy szanse, by Warszawa nie stała się europejską kolebką odrodzonego zła.

Faszyzm w Polsce? Bzdura! - pisze Paweł Krulikowski

Na (prawie) koniec uprzedzę komentarze ze strony wszystkich tych, którzy jak co roku staną w obronie faszyzmu, zaczną wypisywać dyrdymały o prowokacjach, opowiadać bajki o tym, jak to ze swoimi kilkuletnimi dziećmi i starymi rodzicami chodzą co roku na marsz i pokojowo wzywają do obalania „republiki Okrągłego Stołu”. Szanowni, jeśli uczycie dzieci od małego o „ruskich kurwach”, „biciu czerwonej hołoty” i „wieszaniu komunistów” oraz „tępieniu pedałów”, robicie coś znacznie gorszego niż „salutująca po rzymsku” zgraja idiotów – kształtujecie kolejną generację takich ludzi, hodujecie ksenofobicznych, ograniczonych, zaściankowych dzikusów. Będzie im trudno w życiu, skoro różnorodność otaczającego świata wywoływać będzie – przez was – ich frustrację, złość, niepokój, strach. Hasło tegorocznego „Marszu Niepodległości” – „Idzie nowe pokolenie” – jest w tym kontekście jeszcze bardziej przygnębiające.

Na sam koniec pragnę zaapelować do wszystkich tych, którzy z powodu „Marszu Niepodległości” musieli zostać w domach, przeparkować samochody na odległe osiedla, nerwowo oglądać się za siebie na ulicy. Nie dajcie się sterroryzować. Jeśli mieszkacie w Warszawie, pamiętajcie, że to miasto należy do wszystkich. Niezależnie od poglądów, koloru skóry, preferencji seksualnych, mamy wszyscy prawo chodzić tymi ulicami. Nie pozwólmy, by prymitywni tchórze w kominiarkach – bo skoro ktoś zakłada na demonstrację kominiarkę, jest tchórzem, który boi się markować skandowane przez siebie hasła własną twarzą – zastraszali nas. Państwo ma obowiązek nas chronić, a jeśli tego nie robi – zmieńmy tych, którzy tym państwem zarządzają.



Komentarzy: 5

TomaszO
12 listopada 2013 (23:19)
mocne, jednak
prawdziwe. Jednak czy naprawdę Nałęcz nie ma racji. To są uroki demokracji, prowadzi ona czasem na manowce (czytaj: autorytaryzm), jednak wszyscy mamy być równi wobec prawa, mieć takie samo prawo np. do zgromadzeń,, chyba, że ktoś prawo łamie. A ktoś je złamał? nie piszę o jednostkach, ale o masie zgromadzonych.

Tytus Romek i Atomek
13 listopada 2013 (07:21)
Więcej optymizmu
"W tym roku nie było kontrmanifestacji. To również znamienne – pokazuje bowiem, że ludzie przyzwoici przestraszyli się, dali się sterroryzować lub problem zbagatelizowali." - Ludzie przyzwoici w tym roku stali na dachu opuszczonej rudery, wywieszali prowokujące banery i rzucali kostką brukową atakujących ich z dołu. Robili to, mając na względzie, że pod nimi mieszka jak podają media kilkanaścioro dzieci. Rzeczywiście ludzie przyzwoici i odpowiedzialni.

Bruno
13 listopada 2013 (07:56)
@Tytus Romek i Atomek
bo oczywiście mieli chołotę wpuścić by ich wypaliła do jednego i wybiła. A Ty Tytus szedłeś w marszu, nagle dałeś się sprowokować i pobiegłeś bronić tych na dole. Odpowiedzialności zero. Na filmach widać, kto tutaj kogo prowokuje, hasło lewaki, antifa jest na ulicy....,.pobudziło wszystkich do czynu. Lewaki dołożyli swoimi hasłami, ale nie byli stroną atakującą.

Edek
13 listopada 2013 (17:30)
dobry tekst, nie można przechodzić obojętnie
obok takich rzeczy, bo potem będziemy wszyscy płacić za to.

Bożydar
16 listopada 2013 (11:03)
koszmarny niewypał, wsadzanie wszystkich do jednego worka
Pan Olgierd wpisuje się w trend jedynych sprawiedliwych. Wszystko co narodowe to be i faszystowskie, brak znajomości idei uzasadnia przekaz takich opinii?
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Remis ze wskazaniem na PO, a Korwin Krul

Ponieważ Czytelnicy naszego portalu mieli już okazję zapoznać się z analizami wyborów do europarlamentu, postaram się w swoim komentarzu skupić na pewnych konkretnych aspektach sytuacji...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".