Chávez pozbywa się przeciwników
    Chavez15 · Ameryka Łacińska23 · Wenezuela12
2009-05-18
Od momentu kiedy Hugo Chávez wygrał w referendum – które zagwarantowało mu nieograniczoną ilość reelekcji na stanowisku prezydenta Wenezueli – w połowie lutego 2009 r. przystąpił do agresywnej polityki pozbywania się swoich oponentów politycznych.

Manuel Rosales

Najgłośniejszym przypadkiem była sprawa Manuela Rosalesa. Rosales to jeden z głównych przeciwników Chaveza. W drugiej połowie lat 90. XX w. był burmistrzem Maracaibo (drugiego największego miasta kraju). Od 2000 r., kiedy założył nową partię opozycyjną Un Nuevo Tiempo, był dwukrotnie wybierany gubernatorem stanu Zulia. W 2006 r. wszystkie partie opozycyjne wybrały go jako wspólnego kandydata w wyborach prezydenckich, gdzie był przeciwnikiem Hugo Chaveza. Mimo że przegrał, jak na warunki wenezuelskie zdobył całkiem znaczącą ilość głosów (37%). Zgodnie z obowiązującym prawem w wyborach z listopada 2008 r. nie mógł już po raz trzeci ubiegać się o stanowisko gubernatora stanu Zulia. Ponownie więc został kandydatem na burmistrza Maracaibo i bez problemów pokonał swego przeciwnika z obozu Chaveza.

Manuel Rosales od dawna był prześladowany przez władze. Początki sięgają 2004 r. kiedy to został oskarżony przez lokalnego lidera partii PSUV (Partido Socialista Unido de Venezuela) o defraudację państwowych pieniędzy wysokości ok. 60 000 USD. Przez kilka lat prokuratura jednak nie zajmowała się tą kwestią – aż do niedawna. Co prawda, w trakcie ostatnich wyborów strona rządowa nie omieszkała wykorzystywać oskarżenia z 2004 r., nie poparła go jednak żadnymi faktami. Sprawa nabrała kształtu w kwietniu 2009 r., kiedy prokuratura oficjalnie oskarżyła Rosalesa o defraudację państwowych pieniędzy za czasów jego gubernatorstwa w stanie Zulia. Rosales oskarżył władze o manipulację i prowadzenie nagonki przeciw jego osobie, a następnie … uciekł z kraju. Udał się do Peru, gdzie poprosił o azyl polityczny. Władze w Limie azyl przyznały, na co Caracas odpowiedziało odwołaniem ambasadora wenezuelskiego w Peru.

Istnieją poszlaki, że Rosales faktycznie zdefraudował państwowe fundusze (do źródeł na ten temat dotarłem jednak tylko na stronach państwowych instytucji, które ciężko posądzać o obiektywizm). Czy Rosales jest ofiarą nagonki rządowej, czy po prostu jednym z licznych latynoamerykańskich polityków, którzy nie omieszkali wykorzystać swojej pozycji dla osobistych korzyści? Być może po części i jednym i drugim. Nie ulega wątpliwości jedno - kilkuletnie milczenie władz w tej sprawie by wyciągnąć ją na światło dzienne zaraz po tym, jak Chávez umocnił swą władzę wygrywając w lutowym referendum jest podejrzane.

Antonio Ledezma

Antonio Ledezma to kolejny z głównych liderów opozycji w Wenezueli. Były senator i burmistrz jednego z okręgów wchodzących w skład dystryktu Caracas. W wyborach z listopada 2008 r. został prezydentem stolicy kraju, Caracas, co rzecz jasna nie spodobało się Chavezowi. Prezydent wymyślił więc sposób, aby pozbyć się Ledezmy. Dnia 30 kwietnia 2009 r. wenezuelski parlament zatwierdził ustawę zmieniającą status Caracas – z dystryktu stolicy na dystrykt federalny. Ze zmianą tą wiązało się wprowadzenie nowego stanowiska: zarządcy miasta mianowanego przez prezydenta. Jest to pozycja zwierzchnia wobec prezydenta stolicy i praktycznie odbiera Antonio Ledezmie jakiekolwiek możliwości działania. Zgodnie z literą ustawy bowiem wszystkie pieniądze, budynki i kontrola nad urzędnikami, które do tej pory były przynależne prezydentowi Caracas zostały przekazane nowemu szefowi miasta. Stanowisko to objęła Jacqueline Farías znana z całkowitego oddania swojej partii (PSUV) i prezydentowi.

Zauważyć trzeba, że Antonio Ledezma został wybrany w demokratycznych wyborach przez ludność miasta, Jacqueline Farías natomiast jest nieobieralnym, odgórnie mianowanym urzędnikiem. Jest to zaprzeczenie idei demokracji i władzy ludu, o których Chávez mówi tak wiele. Antonio Ledezma wielokrotnie protestował przeciw tej ustawie uznając ją (podobnie jak cała opozycja) za sprzeczną z konstytucją. Do kuriozum doszło, kiedy udał się na czele marszu opozycji do Narodowej Rady Wyborczej z wnioskiem o referendum w sprawie ustawy o zmianie statusie stolicy. Został wówczas ostrzelany gazem łzawiącym i powstrzymany przez policję, która teoretycznie była pod jego władzą i przed nim odpowiadała. Opozycja złożyła też wniosek do Sądu Najwyższego o podważanie zgodności wprowadzonej ustawy z konstytucją. Póki co brak jednak jakiejkolwiek reakcji ze strony władzy sądowniczej, które najwyższe szczeble w przeważającej ilości sympatyzują z Chavezem.

„Wiceprezydenci”

Z kwestią stolicy wiąże się kolejny projekt prezydenta pozbycia się opozycji – stanowiska wiceprezydentów stanowych. W ostatnich wyborach mimo ogólnego zwycięstwa rządowej PSUV opozycja zgarnęła kilka ważnych stanowisk. Obok wspomnianych już prezydentów Caracas i Maracaibo (dwóch największych miast kraju) jej przedstawiciele zwyciężyli m.in. w wyborach na gubernatorów stanów Zulia, Nueva Esparta, Miranda, Táchira i Carabobo. Projekt nowej ustawy (która już jest w parlamencie) zmienia system administracyjny Wenezueli. Ustanawia stanowiska wiceprezydentów, którzy będą sprawować władzę zwierzchnią wobec dotychczasowych gubernatorów. Podobnie jak w przypadku stolicy kraju, władze obieralne przez miejscową ludność zostaną zastąpione przez nieobieralne, wyznaczone przez Chaveza osoby. Wobec całkowitej przewagi zwolenników prezydenta w parlamencie można być pewnym, że ustawa zostanie uchwalona. Przedstawiciele opozycji już przeciw niej protestują i zapowiadają, iż nie uznają odgórnie narzuconych urzędników. Tym bardziej, że w ostatnich miesiącach ich władza została już okrojona. Decyzją Chaveza władze centralne przejęły zarząd nad pozostającymi dotychczas pod jurysdykcją stanową autostradami, tunelami i mostami oraz portami i lotniskami. Fakt, iż odbyło się to w asyście wojsk, a gubernatorom, którzy zechcieliby się sprzeciwić prezydent publicznie groził więzieniem, dobrze oddaje powagę sytuacji i stanowczość z jaką działa Chávez.

Inni opozycjoniści

Choć najwięcej słyszało się najwięcej o Rosalesie i Ledezmie, Chávez pozbył się w międzyczasie innych jeszcze swych przeciwników, m.in. Raula Isaiasa Baduela, Eduardo Manuitta i Alfredo Penę. Baduel to były minister obrony i sojusznik Chaveza, który w trakcie zamachu stanu w 2002 r. pomógł wrócić mu do władzy. W 2007 r., kiedy prezydent po raz pierwszy próbował zmienić konstytucję i umożliwić nieograniczoną ilość reelekcji Baduel ustąpił ze stanowiska. Stanął na stanowisku, iż proponowane zmiane „odbierają władzę ludziom i wprowadzają całkowitą zmianę w konstytucji zaakceptowanej przez naród wenezuelski w 1999 r.”. Podobnie jak Rosales, Baduel został oskarżony o defraudację państwowych pieniędzy i zatrzymany. Eduardo Manuitt to były gubernator stanu Guárico, który został wybrany głosami poprzedniczki PSUV – MVR (Movimiento V [Quinta] República). Zarzuty korupcyjne przeciw Manuittowi sięgają 1999 r., dopóki jednak był poplecznikiem Chaveza nie znalazły one finału w sądzie. Dopiero po tym, jak poróżnił się prezydentem i wystąpił z jego partii został oficjalnie oskarżony o popełnienie przestępstwa. Alfredo Pena to były zwolennik i współpracownik Hugo Chaveza, który poróżnił się z nim w 2002 r. W latch 2001-2004 był burmistrzem Caracas i właśnie za działania na tym stanowisku władze stawiają mu korupcyjne zarzuty. Mimo iż dochodzenie przeciw niemu zaczęło się już w 2004 r. dopiero ostatnio nabrało realnych wymiarów. Z końcem kwietnia władze w Caracas wydały za Alfredem Peną – od dawna nie widzianym publicznie - międzynarodowy list gończy (obok listu gończego za Rosalesem, był to drugi taki list na przestrzeni tygodnia).

Chávez konsoliduje władzę

Jak widać, prezydent Wenezueli wykorzystując dogodny moment przystąpił do rozprawienia się z przeciwnikami politycznymi. Na owe przyjazne warunki składają się dwie rzeczy: wzmocnienie pozycji po wygranym w lutym referendum oraz kryzys. W czasach trudnych, takich jak recesja gospodarcza łatwiej jest wprowadzać kontrowersyjne decyzje i uzyskać dla nich poparcie – tym bardziej, że dotyczą one opozycji, która przedstawiana jest narodowi jako bogata klasa wyższa wyzyskująca resztę społeczeństwa. Wykorzystując kryzys Chávez chce pozbyć się niewygodnej opozycji wiedząc, iż zarówno obywatele Wenezueli, jak i opinia międzynarodowa nie zareagują tak mocno, jakby zrobili to jeszcze rok temu.

Jeśli chodzi o zarzuty dotyczące korupcji i defraudacji, nie zdziwiłbym się, gdyby było w nich ziarno prawdy. Co mnie dziwi to fakt, że zostały wysunięte dopiero po paru latach wobec osób, które podważają wszechwładzę Chaveza w momencie, kiedy próbuje on jeszcze silniej podporządkować sobie cały kraj (Rosales) lub względem osób, które przeszły na drugą stronę barykady (Baduel, Manuitt). Odnośnie wprowadzanych zmian w administracji państwowej, których efektem jest pozbawienie władzy przywódców opozycyjnych wystarczy odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: czy prezydent (i podporządkowany mu parlament) wprowadzałby projekty owych reform gdyby na zajmowanych przez opozycję stanowiskach zasiadali przedstawiciele PSUV? Jak zauważa Luis Vicente León z centrum ankiet w Caracas, „Chávez wysłał czytelny sygnał z Rosalesem, Baduelem i Ledezmą, że ktokolwiek, kto się mu sprzeciwia będzie politycznie zniszczony i uwięziony”. A pozbycie się liderów opozycji to tylko część z ruchów prezydenta na drodze do całkowitego podporządkowania sobie Wenezueli.


Źródła:
http://www.aei.org
http://www.laht.com
http://www.abn.info.ve
http://www.miamiherald.com
http://www.coha.org
http://www.bloomberg.com

Marcin Maroszek – Absolwent stosunków międzynarodowych w Katedrze Amerykanistyki i Mass Mediów Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracownik Fundacji Amicus Europae, gdzie specjalizuje się w zagadnieniach związanych z obszarem Ameryki Łacińskiej oraz polityką zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Członek Forum Młodych Dyplomatów. Autor bloga poświęconego Ameryce Łacińskiej: amerykalacinska.wordpress.com.

Komentarzy: 1

M.
6 lipca 2009 (23:05)
Hugo Chávez – Prezydent dożywotni
Przed ubiegłorocznym referendum dotyczącym zmiany konstytucji wenezuelski polityk i publicysta Teodoro Petkoff Malec (jego matka była Polką; powiedział: „Jeśli prezydent wygra, będzie potężniejszy od cesarza starożytnego Rzymu, zostanie wszechwładcą z własnymi siłami zbrojnymi”. Wenezuelczycy nie przestraszyli się tej wizji. Wynik referendum – 54,36 procent głosujących za poprawką znoszącą maksymalną liczbę kadencji prezydenta. Hugo Chavez może rządzić do śmierci. „Niech żyje rewolucja!”. Tuż po ogłoszeniu wyników niebo w Caracas rozświetliły fajerwerki, a ulice wypełniły się zwolennikami urzędującego od 1998 roku prezydenta. Hugo Chavez wyszedł do tłumów i stojąc na balkonie pałacu Miraflores, odśpiewał wraz z nimi hymn narodowy. „W 2012 roku będą wybory. Jeśli Bóg nie postanowi inaczej i jeśli lud nie zadecyduje inaczej, ten oto żołnierz znów będzie kandydatem!” – wołał. Więcej w Magazynie Prestiż www.prestigemagazine.com.pl
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".