Pierwsza tura
Od końca rządów Augusto Pinocheta pod koniec lat 80. władzę w Chile sprawowała centrolewicowa koalicja „Concertación”. Przez dwie dekady bez problemu wygrywała rywalizację z drugim tradycyjnym elementem chilijskiego krajobrazu politycznego, koalicją prawicową – „Alianza por Chile”. Tymczasem, zgodnie z przewidywaniami, w pierwszej turze wyborów prezydenckich, która odbyła się 13 grudnia, najwięcej głosów uzyskał przedstawiciel prawicy - Sebastián Piñera. Zdobyte 44% nie pozwoliło mu jednak na zwycięstwo już w pierwszej turze i konieczna stała się druga, zaplanowana na 17 stycznia przyszłego roku. Piñera zmierzy się w niej z reprezentantem rządzącej Concertación, Eduardo Freiem.
W pierwszej turze Frei uzyskał znacznie mniej od Piñery - 29,6%, lecz wcale nie oznacza to, że jest na przegranej pozycji. Po pierwsze, Frei jest wspierany przez obecną, bardzo popularną prezydent Bachelet. Po drugie zwolennicy Marco Enriqueza-Ominami, który w pierwszej turze z 20% poparciem uplasował się na trzecim miejscu, mają zdecydowanie bliżej do Frei’a niż Piñery.
Decydujący głos
Marco Enriqueza-Ominami jest w najnowszej historii Chile pierwszym kandydatem, który nie jest reprezentantem jednego z dwóch tradycyjnych obozów. Jeszcze do niedawna był członkiem Concertación, lecz w czerwcu tego roku opuścił szeregi rządzącej partii, gdyż jej władze nie pozwoliły mu rywalizować z Freiem o nominację na kandydata na prezydenta z ramienia centrolewicy. Wówczas Enriquez-Ominami zdecydował się wziąć udział w wyborach jako kandydat niezależny. Ten zaledwie 36-letni były filmowiec uzyskał zaskakująco duże poparcie. To do tych 20% wyborców, którzy na niego głosowali będzie należał decydujący głos w ostatecznej rozgrywce. Enriquez-Ominami w swych wypowiedziach mówił, że zwycięstwo Piñery byłoby gorszym rozwiązaniem dla Chile, póki co jednak nie określił się jednoznacznie i nie apelował do swoich wyborców o poparcie żadnego z pozostałych na placu boju kandydatów. Wydaje się, iż naturalną decyzją jego zwolenników będzie poparcie Frei’a – mimo ostrej kampanii, w której wszyscy kandydaci nie szczędzili sobie nawzajem krytyki. Wszystko wskazuje na to, że druga tura będzie bardzo wyrównana. Rozgrywana będzie w oczekiwaniu na odpowiedź: czy Sebastianowi Piñerze uda się przekonać brakujące kilka procent społeczeństwa i czy złamany zostanie monopol lewicy na władzę?
Nieobecna młodzież
W 1988 r., kiedy w referendum decydowały się losy rządu Pinocheta to młodzież przesądziła o wygranej opozycji. Obecnie młodzi Chilijczycy uważają system polityczny w swoim kraju za skostniały i zupełnie ich niereprezentujący. W efekcie nie angażują się w życie polityczne i nie uczestniczą w wyborach. Mniej niż 10% obywateli w wieku 18-29 lat zarejestrowało się do głosowania. Jedną z najbardziej krytykowanych kwestii jest właśnie kwestia rejestracji. Chilijczycy, jeśli chcą głosować, muszą się w tym celu zarejestrować. Zarejestrowani zaś muszą brać udział w wyborach – pod groźbą grzywny. Młodzi – skądinąd słusznie – wskazują na to, iż jest to ograniczenie ich wolności.
Nadchodzą zmiany
Oprócz wyborów prezydenckich miały miejsce jednocześnie wybory parlamentarne. Tradycyjnie wygrała w nich Concertación, lecz mniejszym niż dotąd stosunkiem głosów. Zarówno to, jak i wysokie poparcie dla niezależnego kandydata, Marco Enriqueza-Ominami oraz kontestacja wyborów przez młodą część społeczeństwa świadczą o potrzebie zmian w chilijskim krajobrazie politycznym. Nawet jeśli okaże się, że w drugiej turze wyborów prezydenckich wygra Eduardo Frei, aby utrzymać wysokie poparcie centrolewica będzie musiała dokonać zmiany swojego wizerunku. Zarówno Concertación, jak i prawicowa opozycja są postrzegane jako skostniałe. Obecna młodzież w Chile nie pamięta już czasów dyktatury Pinocheta i podział na prawicę vs lewicę dla niej jest już nieczytelny. Młodzi Chilijczycy oczekują zupełnie nowego podejścia, wyrwania się z błędnego kręgu wzajemnej rywalizacji, spojrzenia ku przyszłości, a nie przeszłości i odpowiedzi na ich potrzeby. Jeśli dwa tradycyjne obozy polityczne w kraju tego nie zrozumieją i się nie zmienią, prędzej czy później pojawi się trzecia siła, która wykorzysta tą szansę. Przypadek Marco Enriqueza-Ominami jest tego najlepszym dowodem. Teraz po części było jeszcze za wcześnie, a po części sam Enriquez-Ominami nie potrafił zmobilizować i przyciągnąć młodego elektoratu. Za pięć lat może już być inaczej.
Bracia Muzułmanie wygrali wybory parlamentarne, ale nie rządzą. Do dziś nie udało się uformować konstytuanty, choć niedługo powinien powstać tekst nowej ustawy zasadniczej. Trzech...


Start


Komentarzy: 0