Chiny na Czarnym Lądzie. Sinoafryka zastąpi Chimerykę?
    Afryka114 · rywalizacja mocarstw58 · Chiny152 · Niall Ferguson2
2009-03-04
Po spektakularnym bankructwie „Lehman Brothers”, początkującym światowy kryzys gospodarczy, znany brytyjski historyk, Niall Ferguson, postawił tezę o zbliżającym się końcu zjawiska, które wraz ze swym kolegą po fachu, Moritzem Schularickiem, nazwał Chimeryką. Zgodnie z tą koncepcją, globalnym relacjom ekonomicznym w ostatniej dekadzie ton nadawała wymiana handlowa między USA a Chinami. Oba mocarstwa wytwarzały razem jedną trzecią światowego PKB i ponad połowę jego wzrostu. Zdaniem Fergusona amerykańskie kłopoty sprawią jednak, że Państwo Środka zacznie się stopniowo uniezależniać od zamorskiego partnera i skieruje więcej uwagi na budowanie strefy wpływów na Czarnym Lądzie.

Przyjrzyjmy się faktom, aby ocenić realność tej prognozy. Ostatnie lata były okresem ogromnego rozwoju kontaktów afrykańsko–chińskich, zarówno dyplomatycznych, jak i gospodarczych. Ich wymiernym rezultatem okazał się awans ChRL na trzeciego, po USA i UE, partnera Afryki na świecie. Choć pekińskie władze zapewniają, że współpraca z krajami Czarnego Kontynentu nie jest wymierzona „przeciwko państwom trzecim”, to nie da się ukryć, że chiński impet w tym regionie spycha innych aktorów do głębokiej defensywy.

Z afrykańskiego punktu widzenia oferta Państwa Środka wygląda na bardziej wiarygodną niż Zachodu ze względu na wspólnotę losów historycznych, to znaczy bycie w przeszłości przedmiotem europejskiej ekspansji kolonialnej. Nie jest przypadkiem, że dla podkreślenia kontrastu, Chińczycy mocno lansują sylwetkę słynnego admirała Zheng He. Tenże w XV wieku, jednym z najświetniejszych okresów w dziejach Chin, wyprawił się w dalekie podróże morskie, które zaprowadziły go aż do wybrzeży Afryki Wschodniej. Charakterystyczne, że ekspedycje miały dyplomatyczny wymiar i były wyrazem ekspansji na drodze pokojowej. To jeden z powodów, dla którego współczesne władze w Pekinie tak chętnie powracają do postaci wielkiego żeglarza. W 2005 roku sześćsetna rocznica pierwszej wyprawy Zheng He (odbył ich w sumie siedem) była w Chinach obchodzona z wielką pompą i rozmachem.

Wymiar piarowski, choć ważny, nie ma jednak w wypadku relacji sino – afrykańskich decydującego znaczenia, gdyż w pierwszej kolejności chodzi o konkretne korzyści materialne. Specyfika obecnej wymiany handlowej układa się wzdłuż osi surowce – rozwój. Chińczycy w zamian za dostęp do afrykańskich bogactw naturalnych oferują państwom Czarnego Lądu środki finansowe na budowę szeroko rozumianej infrastruktury. Nie skąpią też pożyczek oraz umarzają gigantyczne wręcz długi. Dodatkowo, co korzystne głównie dla krwawych przywódców, nie stawiają wymagań odnośnie systemu politycznego, nie naciskają na żadne reformy, ani też nie pytają o postępy w dziedzinie przestrzegania praw człowieka.

Warto przy tym podkreślić, że ekonomiczna orientacja wzajemnych stosunków zaczęła dominować dopiero w okresie reform Dengowskich, a na sile przybrała szczególnie na przełomie wieków, adekwatnie do rosnącego zapotrzebowania na surowce energetyczne. Cechą charakterystyczną polityki zagranicznej ChRL w tym czasie stało się podporządkowanie jej celów i środków wewnętrznej strategii rozwoju, czyli wzrostowi gospodarczemu. Wcześniej, a zwłaszcza w „szalonych” w wydaniu Mao Zedonga latach sześćdziesiątych, relacje Chin z Afryką były mocno zideologizowane, za sprawą pomysłów twórcy ChRL. Zamierzał on, na kontrze do USA, a przede wszystkim Związku Radzieckiego, uczynić z Chin lidera państw Trzeciego Świata, które właśnie wyzwalały się z okowów kolonialnej zależności.

Dzisiejsze władze chińskie, daleko bardziej pragmatyczne, kierują swe zainteresowanie głównie na surowce; ropę, gaz, ale także kobalt, niob czy tantal, potrzebne do produkcji wyrobów high-tech. Spośród wymienionych największym wzięciem cieszy się oczywiście ropa, stąd podstawowymi partnerami Chin na kontynencie są Angola, Sudan i Kongo, państwa zasobne w ten surowiec.

Generalnie rzecz biorąc obie strony są zadowolone z pogłębiającej się z roku na rok współpracy, o czym świadczy chociażby intensywność kontaktów dyplomatycznych. Począwszy od 2000 roku odbyły się już trzy Fora Współpracy Chin i Afryki, a liczba dwustronnych wizyt i spotkań polityków idzie w dziesiątki, jeśli nie setki. Obecność ChRL na afrykańskim kontynencie rodzi jednak kilka dylematów. Świat Zachodu krzywym okiem patrzy przede wszystkim na handel ropą i bronią z Sudanem, który dokonuje regularnie czystek etnicznych w Darfurze.. Sprawy nie łagodzi fakt, że od 2005 roku Chiny przeznaczyły na mediację w Darfurze 4 miliardy dolarów, bo jednocześnie dają Sudanowi parasol ochronny w ONZ, co czyni sytuację patową.

Druga wątpliwość dotyczy proporcjonalności wzajemnej wymiany gospodarczej. Przywódcy państw afrykańskich przyjmują pomoc wielkiego przyjaciela z nieukrywaną euforią, bo pozwala ona utrzymać się im przy władzy, a poza tym wychodzą z założenia, że lepsza taka niż żadna. Ale nie ulega wątpliwości, że współpraca nie układa się równomiernie. Większość kontraktów na inwestycje infrastrukturalne dostają firmy chińskie, które rzadko podejmują współpracę z lokalnymi przedsiębiorstwami. Chińczycy tym samym pieką dwie pieczenie na jednym ogniu: pieniądze, którymi płacą za surowce lub które przekazali wcześniej w formie pożyczki, wracają następnie do ich firm budujących na Czarnym Lądzie. Dobrym przykładem tego zjawiska są prace nad projektem kolei Benguela, łączącej port morski Lobi w Angoli z kongijską kopalnią w Lubumbashi. Inwestycja jest realizowana przez chińską firmę państwową z chińskiej pożyczki w wysokości 400 milionów dolarów.

Osobną kwestią pozostaje pytanie na ile sukces chińskiego modelu rozwojowego jest atrakcyjny dla państw afrykańskich i rzeczywiście przez nie powielany. Odpowiedź brzmi: wybiórczo i nie w części zasadniczej. Niedemokratyczność systemów politycznych jest przypadkową zbieżnością, która ma znaczenie w tym sensie, że ułatwia osiągnięcie porozumienia. Co do sfery ekonomicznej zaś, to motorem przemian w Państwie Środka po 1978 roku była agresywna industrializacja, podczas gdy Afryka opierając się na eksporcie surowców zaniedbuje rozwój innych gałęzi przemysłu. Przypomina w tym względzie raczej Rosję albo Hiszpanię i Portugalię, które straciły całą swą potęgę w momencie odcięcia od surowców, ponieważ nie przeprowadziły na czas odpowiednich reform. Oczywiście inna jest skala potencjału poszczególnych krajów Czarnego Lądu, chodzi w tym wypadku o zwrócenie uwagi na pewne ryzyko tkwiące w budowaniu bogactwa przede wszystkim na bazie surowców.

Nic nie wskazuje jednak, aby kontakty chińsko-afrykańskie miały ulec osłabieniu. Co więcej, podczas niedawnej wizyty na kontynencie prezydent Hu Jintao dał sygnał, że jest gotów zacieśniać relacje również z tymi państwami, które nie dysponują obfitymi złożami bogactw mineralnych. Jednocześnie, zapewnienie o kontynuacji współpracy w dobie kryzysu, gdy wiele krajów rozważa zastosowanie protekcjonizmu gospodarczego, służy budowaniu zaufania, które zapewne w przyszłości będzie procentować. Wymiana sino-afrykańska będzie w dłuższej perspektywie rosła. Ale pogrzeb Chimeryki może okazać się przedwczesny. Póki co oba największe mocarstwa zdają sobie doskonale sprawę ze skali wzajemnych powiązań.

źródła:
www.cfr.org/publication/9557/china_africa_and_oil.html
www.dziennik.pl/dziennik/europa/article318420/Amerykanska_nemezis.html
www.rurociagi.com/spis_art/2008_1/pdf/chinywafryce.pdf
www.pism.pl/biuletyny/files/20061110_406.pdf
www.reuters.com, www.rp.pl
Komentarzy: 1

Gałczyński
13 maja 2009 (11:15)
nawet sobie
nie wyobrażacie ile trzeba dla takich Chin surowców. To są ilości roczne, jak 30 lat dla Polski (prawie). Muszą zabepzieczyć się do tego na kilkanaście lat do przodu. Koszmar. Ale nie popieram działań chinskich dygnitarzy...za wszelkąc cenę i z byle kim. Za dużo ofiar to pociąga.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Putin w Szanghaju: strategiczne partnerstwo na chińskich warunkach

Oficjalna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach w dniach 20–21 maja przyniosła mieszane rezultaty z punktu widzenia celów, jakie stawiała sobie Moskwa.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".