Jane Campion nakręciła film o romantycznej pierwszej miłości przedwcześnie zmarłego dziewiętnastowiecznego poety Johna Keatsa i jego sąsiadki... 
Na ekrany polskich kin wszedł właśnie debiut reżyserski Scotta Coopera. „Szalone serce” to muzyczny dramat, który mimo prostej i... 
Lekki, stylowy, zabawny i melancholijny jednocześnie - „New York, I Love You” (2009), kolejny z nowelowych filmów, poświęconych miastom i... 
Czym zajmuje się ekologia dźwiękowa? - obroną przed zanieczyszczeniami, których – jak się okazuje - wokół nas całe mnóstwo. Dźwiękowi... 
Ołów, kadm, azotyn, nitryt, rtęć, pestycydy, wzmacniacze smaku, przeciwutleniacze, konserwanty – to nie przepis na mieszankę wybuchową, to... 
Najnowszy film Christophera Nolana jest najlepszym dowodem na to jak wiele nowych wrażeń wciąż ma nam do zaoferowania kino - dziedzina sztuki... 
Najnowszy film Jana Jakuba Kolskiego zasłynął jako jedna z perełek tegorocznego festiwalu w Gdyni. Opinia ta nie była raczej zbyt wielką... 
Jane Campion nakręciła film o romantycznej pierwszej miłości przedwcześnie zmarłego dziewiętnastowiecznego poety Johna Keatsa i jego sąsiadki... 
Zakończony właśnie w Krakowie Krakowski Festiwal Filmowy – kiedyś Festiwal Filmów Krótkometrażowych (dokumentów, fabuł i animacji) –... 
Najnowszy film Louisa Leterriera jest remakiem klasycznego obrazu akcji z 1981 roku pt. „Zmierzch Tytanów”. Harry Hamlin grający główną... 
„Incepcja” – nowa idea współczesnego kina
Najnowszy film Christophera Nolana jest najlepszym dowodem na to jak wiele nowych wrażeń wciąż ma nam do zaoferowania kino - dziedzina sztuki spenetrowana przez nas wydawałoby się już pod każdym względem. „Incepcja” zaskakuje swoją... 
Terapeutyczna sztuka dokumentu, czyli o krakowskim festiwalu filmowym
Zakończony właśnie w Krakowie Krakowski Festiwal Filmowy – kiedyś Festiwal Filmów Krótkometrażowych (dokumentów, fabuł i animacji) – obchodził w tym roku 50-lecie istnienia. Jego formuła zmieniała się wraz z przemianami kina w... 
Świeże schematy – „Pacyfik”
„Szeregowiec Ryan” zaczął walczyć w kinach już 12 lat temu. To był przełom w historii filmów wojennych. Trzy lata po nim na ekrany wkroczyła świetna „Kompania braci”, a dziś dopływa do tego „Pacyfik”. Trzy produkcje, które... 
Najnowszy film Davida Finchera jest największym faworytem tegorocznych Oscarów. Nominacje w trzynastu kategoriach zapewniły mu ogromną publiczność na całym świecie i szansę na dorównanie takim rekordzistom jak „Titanic”, „Ben Hur” czy „Władca Pierścieni”. Dobry reżyser specjalizujący się do tej pory w filmach grozy zrobił melodramat i tym samym spotęgował ciekawość widzów. Jednak nazwanie „Buttona” arcydziełem byłoby bardzo mocno przesadzone.
Akcja obrazu zaczyna się w szpitalu kiedy to staruszka imieniem Daisy (Cate Blanchett) leży na łożu śmierci. Mamy rok 2005, Nowy Orlean przygotowuje się na nadejście huraganu Katrina. Umierająca kobieta prosi czuwającą przy niej córkę, aby przeczytała jej na głos pamiętnik autorstwa niejakiego Benjamina Buttona. W tym momencie cofamy się do lat dwudziestych poprzedniego wieku. Zostaje nam ukazana piękna przypowieść o ślepym zegarmistrzu. Mężczyzna cierpiąc po stracie syna na wojnie buduje ogromny zegar odmierzający czas do tyłu. Ma to symbolizować pragnienie, aby za sprawą cofnięcia się tragicznych wydarzeń każda ukochana osoba, która poległa na polu walki powstała z grobu i wróciła do swojej rodziny.
Niedługo później rodzi się Benjamin Button (Brad Pitt). Niemowlę przypomina pomarszczonego staruszka. Matka umiera przy porodzie, a ojciec przerażony wyglądem dziecka początkowo decyduje się je uśmiercić, jednak ostatecznie zostawia chłopca na progu domu starców. Afroamerykańska para sprawująca opiekę nad seniorami przygarnia noworodka. Benjamin stopniowo młodnieje, jego rozwój zmierza w odwrotną stronę niż u przeciętnego człowieka. Film może trochę przypominać „Forrest Gumpa”, ponieważ pokazywany nam jest życiorys odmieńca, który doświadcza wielu przygód, a każdą z nich obserwujemy na innym etapie jego życia. Wszystkiemu towarzyszy narracja głównego bohatera.
Benjamin bardzo wcześnie poznaje Daisy, w której zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Widzimy jak zmaga się ze swoją pierwszą pracą, trafia na wojnę, przeżywa romans w Rosji i spotyka swego rodzonego ojca. Po wielu nieudanych próbach udaje mu się w końcu stworzyć parę z miłością swojego życia. Kiedy Daisy rodzi zdrowe dziecko uświadamiamy sobie jak smutny los spotkał głównego bohatera. Benjamin nie zestarzeje się wspólnie z ukochaną osobą i nie będzie mógł wychowywać córki, jednak z zaciekawieniem obserwujemy jak zakończy się ta nietypowa historia.
W filmie często dostrzegamy charakterystyczne lekko mroczne wykonanie, które zwykle towarzyszy obrazom Finchera. Reżyser mimo, iż nie pierwszy raz pracował z Bradem Pittem, pamiętał, że ma do czynienia z produkcją w zupełnie innych klimatach niż „Siedem” czy „Podziemny Krąg”. Tym sposobem mrok w filmie został użyty ze sporym wyczuciem, co zasługuje na uznanie. Zarzut, o którym często słyszałem była długość obrazu. „Button” trwa niecałe trzy godziny, jednak osobiście w ogóle mi to nie przeszkadzało. Słowo „ciekawy” w tytule jest jak najbardziej na miejscu, ponieważ już sam fakt przypadłości Benjamina nie pozwalał mi się nudzić. Jednocześnie sposób w jaki historia została przedstawiona czyli liczne przygody głównego bohatera, potęgował zainteresowanie.
Trudno zarzucić coś aktorstwu jednak znając możliwości Brada Pitta i Cate Blanchett można być lekko rozczarowanym. W ich grze nie rzuca się w oczy nic wybitnego, role są tylko dobre. Tę dwójkę zdecydowanie stać na więcej. Podobne odczucia mam także co do pozostałych cech filmu. Mamy tu ładną muzykę, niezłe zdjęcia i efekty specjalne, poprawny montaż oraz dobrą charakteryzację, ale nie znajdujemy tu nic czym można by się zachwycić. Owszem jest kilka wzruszających momentów, lecz drobny niedosyt wzrasta gdy po seansie okazuje się, iż w zakończeniu brakuje wyraźnej puenty. Od mieliśmy do czynienia z ciekawym filmem, o którym jednak wielu z nas szybko zapomni.
Cała gala rozdania nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej od zawsze wzbudzała wiele kontrowersji często poddając wątpliwości gusta jurorów. Osobiście nie sądzę, żeby stały one na aż tak niskim poziomie, aby przyznać „Buttonowi” większość statuetek. Na miejscu Finchera cieszyłbym się gdyby zdobył, chociaż kilka Oscarów. Obrazu nie można nazwać złym jednak żaden z jego walorów nie porusza nas do tego stopnia, aby przyznać, iż w którejś konkretnej kategorii zdecydowanie zasłużył na wyróżnienie nie dając najmniejszych szans swoim jakże mocnym konkurentom.
Justyna
8 luty 2010 (05:42)
film się nie dłużył. Fabuła była nieprzewidywalna i nie mogłam oderwać oczu od ekranu nawet na sekundę :) Nowatorskość scenariusza jest chyba największym atutem tej produkcji.
Zgadzam się też z rozczarowaniem odnośnie gry aktorskiej odtwórców głównych ról. Chociaż może trudno było wyczarować coś arcydzielnego z dość bladych postaci, które mieli odegrać, nie wiem... ;)
Ale nie zgadzam się, że było tu tylko kilka wzruszających momentów. W czasie oglądania wypłakałam oczy :(
Moim zdaniem film jest bardzo mądry, mimo że ociera się o kicz i balansuje na granicy banału. Dawno nie widziałam filmu, który z taką prostotą i wdziękiem opowiadałby o śmierci i przemijaniu, nie spłycając tych tematów, tylko ucząc pogodzenia się z nimi.
PS Świetne porównanie do Foresta Gumpa, nie przyszło mi do głowy ;)
Eksploatacja zasobów gazu łupkowego jest w Polsce tematem politycznym, co niesienie za sobą zagrożenie związane z wykorzystywaniem go w rywalizacji pomiędzy poszczególnymi partami...
Katastrofa smoleńska nadal porusza czułą strunę w niejednym Polaku. Na tej strunie postanowiło zagrać PiS, organizując parlamentarny „zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy...
W ostatnich miesiącach, mamy do czynienia z istnym wysypem pomysłów, które w zamiarze powinny rozwiązać problem systemu emerytalnego. Co ciekawe zmienia się język debaty, ponieważ...