Co dalej z ACTA?
    ACTA9 · wolność słowa17 · piractwo7 · cenzura19
2012-01-31
Autor: Azrael
Dyskusja o umowie międzynarodowej ACTA przybrała różne formy, w zależności od tego, kto ją prowadzi, co w niej widzi, jakie z niej (według danego komentatora) płyną zagrożenia, jaki może mieć wpływ na internet, życie kulturalne, prawa własności intelektualnej, prawa majątkowe twórców i pośredników, etc, etc..

Obszarów dyskusji zrobiło się tak dużo, że trudno je ogarnąć. Przy okazji dochodzi do tak dziwnych porównań, jakie uczynił Jacek Żakowski, który w jednym zdaniu zestawił prawa majątkowe i prawa swobodnego do odstępu do treści w internecie - kategorię prawną i kategorię społeczną, obywatelską.

Teoretycznie podpisane już przez Polskę porozumienie ACTA ma za zadanie chronić prawa autorskie twórców, w szczególności chodzi o dobra trwałe i dobra licencyjne. W Polsce zostało to sprowadzone do kategorii internetu i problemu, czy w sieci nie zapanuje cenzura - jak to ładnie ujął jeden z anonimowych hakerów - czy nie zostanie ograniczone prawo do kradzieży. Problemem nie są zapisy umowy, ale to, czy ten, kto w sieci kradnie, będzie miał ochronę swoich danych osobowych, a pośrednik (paser?) nie będzie zmuszony do ich przekazania. Trywializuję temat? Tak, owszem, ale poważne dyskusje o tym, czy cenzura internetu, która jakoby ma wypływać z ACTA nie toczy się na ulicach, w trakcie protestów, ale dość nieśmiało w mediach. To jest problemem, a nie demonstracje, na których, co już widać, wiele sił politycznych i pseudopatriotycznych chce zbić kapitał.

w ACTA można dopatrzyć się wielu kontrowersji, można wysnuć nawet wniosek, że może ona prowadzić do prewencyjnej cenzury, czy prób inwigilacji. Ale jeżeli już tak wąsko do tego chcemy podchodzić, to raczej zagrożeni powinni czuć się ci, którzy zajmują się obrotem dobrami kradzionymi, a nie odbiorcy indywidualni
Sedno problemu umowy ACTA, w skali globalnej ujął wczoraj w programie Tomasza Lisa w telewizji publicznej nie socjolog kultury, prawnik, czy medioznawca, ale muzyk i performer Piotr "Glaca" Mohamed. Stwierdził przytomnie, że ACTA to umowa będącą zmową wielkich koncernów i producentów różnych dóbr, nie tylko z segmentu kultury, w ochronie swoich praw własności, patentów, licencji, praw produkcji. Praw uzasadnionych, ale również stanowiących zagrożenie dla rozwoju społecznego, dla praw niektórych producentów, nawet państwa. "Glaca" przedstawił jeden argument - stwierdził, że na podstawie przepisów ACTA można zbudować rozporządzenia blokujące produkcję tańszych, generycznych leków. To może być zagrożeniem dla wielu szerokich grup ludności, nawet państw. Wystarczy podać przykład leków przeciwko AIDS, ich tańszych mutacji i zestawić to z problemem tej śmiertelnej choroby w wielu biednych krajach Afryki. Problem ACTA w Polsce i zagrażających z tego powodu problemów młodych internatów to "pan Pikuś".

Tak, z punktu widzenia państwa obywatelskiego, w ACTA można dopatrzyć się wielu kontrowersji, można wysnuć nawet wniosek, że może ona prowadzić do prewencyjnej cenzury, czy prób inwigilacji. Ale jeżeli już tak wąsko do tego chcemy podchodzić, to raczej zagrożeni powinni czuć się ci, którzy zajmują się obrotem dobrami kradzionymi, a nie odbiorcy indywidualni. Nikt, kto zapłacił sms-em za ściągniętą muzykę, książkę, film nie powinien czuć się automatycznie rozgrzeszony i zwolniony z odpowiedzialności.

Masowe protesty na ulicach są zaskoczeniem, szczególnie jeżeli się przypomni na mniej niż skromny odzew na wezwania do protestu przeciwko establishmentowi politycznemu tak zwanych "Oburzonych". Kilka miesięcy na ich wezwanie wyszło na ulice kilkaset osób, i był to raczej protest niemrawy. W ostatnim tygodniu na ulicach wielu miast było kilkadziesiąt tysięcy demonstrantów, a protest przybrał formę antyrządową. Idei w tych protestach było mniej, ale przekaz, który uruchomił młodych ludzi był dość jasny - rząd przyjął takie procedowanie nad ACTA, aby ukryć jej sens (sposób prowadzenia konsultacji i dobór organizacji z którymi je przeprowadzono), a wszystko to, aby narzucić internautom, szerzej - społeczeństwu, sposobu postępowania i ograniczeń. Taki wydźwięk protestów nie powinien specjalnie dziwić - polski internet rośnie szybko, jest mocno z anarchizowany, a Polacy dają łatwą się pociągnąć nośnym hasłom. Choć nie wszystkim. Tu zadziałało.

Sonda
  • Czy jesteś za podpisaniem porozumienia ACTA przez Polskę?
  • Tak
  • Nie
  • Nie mam zdania, nie wiem o co w tym chodzi
[ zobacz nasze sondy ]
To powinno być jednak ciekawym polem dla badań socjologicznych, ponieważ takie zderzenia aktywności protestujących, z wcześniejszą stagnacją w innych sferach aktywności, także politycznej, jest zastanawiające. Jak niektórzy twierdzą, może to wynikać z tego, że Polacy doskonale potrafią bronić swojego prawo "do czegoś", która jak uważają, może zostać im zabrane. W tym przypadku, przynajmniej częściowo, prawa do piratowania w sieci.

To, co się dzieje na ulicach miast trudno nazwać ruchem obywatelskim, rodzącym się ruchem internetowym. Manifestacje nie są przejawem walki o lepsze prawo, czy równość prawa wobec obywateli, trudno to też nazwać protestem przeciwko państwu. To raczej kumulacja jednostkowych protestów w obronie własnych interesów. Oczywiście, wartością tych protestów jest dyskusja o prawach autorskich, o dostępie przy pomocy nowoczesnych środków do dóbr kultury, o przedefiniowaniu problemów własności intelektualnej i majątkowej. Tego się na ulicach nie załatwi. Nie ucieknie się jednak od tego problemu, nawet kiedy polski Parlament podpisanej umowy nie ratyfikuje, ponieważ problemem jest polskie, narodowe prawo.




Komentarzy: 1

wiesław
4 luty 2012 (08:55)
nie mam pojęcia skąd takie niskie oceny materiału
ludzie widać idą jak stado baranów...jeden powiedział...wszyscy pieją...ACTA jest złe, ogranicza wolność...tak ograniczy wolność złodziejom i piratom. ACTA nie jest doskonałe, w zasadzie to bubel, który szybko musi być naprawiony, ale ma służyć szczytnym celom ochrony praw i produktów właściwych a nie podróbek.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Kto z trójki – Internet, The Pirate Bay, Dennis Rodman – naprawdę był w Korei Północnej

Obserwując Koreę Północną wciąż dziwni mnie fenomen konfucjańskiego bezsprzecznego podporządkowania tamtejszych obywateli władzy. Kult dżucze-kimirsenizmu sprawił, że Koreańczycy z...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".