Coldplay – Mylo Xyloto
    muzyka pop21 · muzyka rockowa129 · premiera płyty10
2011-11-28
To już piąty studyjny album brytyjskiego zespołu, który od czasu swojej poprzedniej płyty pt. „Viva la Vida or Death and All His Friends”, zaliczył spory wzrost popularności. Wielu krytyków od dawna zarzuca Coldplay, iż próbują konkurować z U2. Po wydaniu poprzedniego krążka opinie te tylko się nasiliły, a wszystko z powodu współpracy zespołu z Brianem Eno, który również produkował niegdyś albumy U2. Przy swej najnowszej płycie „Mylo Xyloto” Coldplay kontynuowało współpracę z Eno, co wydaje się dość naturalnym posunięciem, jeśli weźmiemy pod uwagę sukces „Viva la Vida...”.

Na nowym albumie zespół kontynuuje również swój mocno odświeżony, muzyczny styl znany z poprzedniej płyty. Nie brakuje tu oczywiście kilku nowych dla Coldplay brzmień, jednak granica między rockiem alternatywnym a popem nadal jest w ich twórczości bardzo płynna, a i elementy indie na nowym krążku wciąż dają o sobie znać. Właśnie do tej ostatniej grupy zaliczyłbym m.in. początek płyty, czyli krótkie intro będące w zasadzie kawałkiem tytułowym oraz numer Hurts Like Heaven. Radośnie „pędząca” melodia będąca połączeniem gitarowych brzmień i syntezatorów do złudzenia przypomina mi twórczość zespołu Phoenix.

Dalej mamy singlowe Paradise. Jest to właściwie ten typ utworu, w jakich nagrywaniu specjalizuje się Coldplay, czyli lekkie, pozytywne i chwytliwe granie. Gitara i klawisze na pierwszym planie idealnie współpracują tu z elektroniką w tle, a powtarzany refren wyjątkowo skutecznie wpada w ucho. W dodatku ładna melodia i solówka pod koniec przywodzą na myśl dawny styl muzyczny Coldplay, co właściwie spełnia chyba wszystkie wymagania, jakie można stawiać nowym kawałkom zespołu.

Niemniej udany i o bardzo podobnej konstrukcji jest następny numer pt. Charlie Brown. Refren może nie jest tu chwytliwy w równie dużym stopniu co przy poprzednim kawałku, jednak melodia grana przez klawisze to motyw pozytywny i bardzo typowy dla stylu Coldplay. Po ładnej i wyjątkowo spokojnej balladzie jaką jest następny w kolei numer Us Against The World, docieramy do M.M.I.X., które jest intrem do Every Teardrop Is A Waterfall. Ten utwór to kolejny singiel, jednak został on ujawniony przez zespół już dość dawno. To ponowny, bardzo pozytywny wydźwięk z klawiszami i wokalem Chrisa Martina na pierwszym planie. Motywy gitarowe mocno kojarzą się tu z poprzednią płytą zespołu, jednak ogólna konstrukcja utworu przypomina też nieco brzmienie Animal Collective.




Następnie przychodzi pora na Major Minus, które jest prawdziwą perełką nie tylko na tym albumie, ale też w całej twórczości brytyjskiej grupy. Ten kawałek to od początku do końca stare, dobre Coldplay z brzmieniem znanym ze swoich dwóch pierwszych płyt (zwłaszcza, jeśli chodzi o solówkę). Dodatkowo utwór ma wyjątkowo wyraźny jak na ten zespół pazur i nieco bardziej niż pozostałe numery na „Mylo Xyloto” może kojarzyć się z twórczością U2. Po kolejnej ładnej lecz tym razem dość krótkiej balladzie pt. U.F.O., następuje Princess of China. Kawałek ten budził przed premierą płyty spore obawy, a wszystko dlatego, iż zapowiadano tu gościnny występ jednej z aktualnych księżniczek popu – Rihanny. Utwór na szczęście okazuje się być popem na całkiem przyzwoitym poziomie o nieco dramatycznym, lecz bardzo chwytliwym i trafionym wydźwięku, jednak nie ukrywam, że bez udziału Rihanny mógłby brzmieć lepiej.




Przy kawałku Up In Flames brzmienie jest znacznie spokojniejsze, a połączenie wysokiego wokalu Chrisa i jednostajnego bitu przewijającego się przez cały utwór to dla muzyki Coldplay umiarkowanie udany eksperyment z trip-hopem. Dalej następuje kolejne intro, tym razem pt. A Hopeful Transmission, po czym docieramy do Don’t Let It Break Your Heart, które jest jeszcze jednym utworem utrzymanym mocno w stylu poprzedniego albumu. Gdy pozytywne, gitarowe granie wydaje się docierać do granicy lekkiego przesytu, sytuację ratuje Up With The Birds. Kawałek ten kończy płytę w dość spokojny sposób. Z powodu melodii i charakterystycznego połączenia brzmień klawiszy z gitarą akustyczną oraz elektryczną, w całości mocno kojarzy się z najlepszym wg mnie albumem zespołu „A Rush Of Blood To The Head”.

Podsumowując, Coldplay nagrało całkiem udaną, dobrze wyważoną płytę. Świeże brzmienie zostało tu wzbogacone kilkoma nowymi, trafionymi elementami (zwłaszcza pod względem elektroniki), ale jednocześnie nie brakuje tu smaczków odnośnie bardziej odległej twórczości grupy. Głównie dzięki tej ostatniej zalecie odważę się ocenić nowy album nieco wyżej niż „Viva la Vida...”, chociaż mimo wszystko nie umieściłbym „Mylo Xyloto” w ścisłej czołówce najlepszych dokonań zespołu. Co prawda nowe kawałki na pewno długo jeszcze będzie można usłyszeć w radiu czy na MTV, jednak najnowsza płyta Coldplay ogółem w swej zawartości jest dokładnie taka jak jej tytuł. „Mylo Xyloto” to, jak wypowiadają się sami członkowie grupy, nazwa która zupełnie nic nie znaczy, ale po prostu „fajnie brzmi”.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Iamamiwhoami – Kin

Wszystko zaczęło się od umieszczania tajemniczych klipów na kanale youtube skandynawskiego projektu o nazwie iamamiwhoami. Brak konkretnych informacji sprawił, iż na podstawie stylistyki...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".