Cyberwojna – wojna XXI wieku
    wojna cybernetyczna1 · bezpieczeństwo narodowe62 · wojna informacyjna3 · konflikty XXI wieku45
2008-07-12
Każda epoka ma swoje wojny. Epoka industrialna zrodziła armie masowe, które starły się na polach bitew I wojny światowej. Efektem mechanizacji była wojna mobilna dominująca podczas II wojny światowej. W wieku informacji powstała wojna cybernetyczna, w której główną rolę odgrywa właśnie informacja. Jhonny Ryan stwierdził nawet, że: „Ataki informacyjne są największą innowacją w dziedzinie prowadzenia wojen od czasu wymyślenia prochu”1.

Cyber wojna - nowy rozdział w historii wojen

W 1993 roku John Arquilla i David Ronfeldt przewidywali nadejście czasów cyberwojen. Zgadzali się, że ataki cyfrowa będą łatwe do przeprowadzenia i trudne do odparcia. Mimo to wszystkich zaskoczyła łatwość z jaką dokonano uderzenia cybernetycznego na Estonię. wiosną 2007 roku. Świat był świadkiem pierwszej wojny cybernetycznej. Zmasowane ataki cyfrowe uderzyły w systemy informacyjne centralnych organów państwa, największych banków, mediów i partii politycznych powodując ich niewydolność. Premier Andrus Ansip uznał, iż „Na Estonii testowano nowy model wojny cybernetycznej”2 i porównał ataki do blokowania portów i lotnisk. Podejrzenia o przeprowadzenie ataku padły na Rosję. To czas ostrego sporu między oboma krajami o pomnik czerwonoarmistów w stolicy Estonii. Moskwa wszystkiego się wyparła wskazując, że ataki pochodziły z całego świata. Problem w tym, że tak skoordynowanego ataku nie mogła dokonać grupa indywidualistów. Dodatkowo nie istnieje żaden problem aby z Moskwy dokonać ataku na komputery estońskie za pośrednictwem serwerów rozmieszczonych na całym świecie. Już w 1998 roku grupa hakerów z Kaliforni włamała się do systemów Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych za pośrednictwem serwerów znajdujących się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. W Estonii uderzono w starannie wybrane cele dowodząc tym samy skuteczności wojny cybernetycznej.

Wojna cybernetyczna jest częścią większej całości jaką jest wojna informacyjna. Definicji tego rodzaju wojny jest tyle ilu badaczy zajmujących się tym zagadnieniem. Mamy więc takie, które uznają za wojnę informacyjną użycie udoskonalonych środków elektronicznych w czasie wojny i takie, które określają wojnę informacyjną jako wszelkie działania zmierzające do zniszczenia lub naruszenia systemów informacyjnych przeciwnika w czasie wojny i pokoju. W 1998 roku Połączone Sztaby Sił Zbrojnych USA za wojnę informacyjną uznały: „działania podejmowane w celu naruszenia informacji lub systemów informacji przeciwnika przy jednoczesnej ochronie własnych informacji lub systemów informacyjnych. Operacje informacyjne są stosowane we wszystkich fazach działań i w całym zakresie operacji wojskowych oraz na każdym poziomie wojny”3 .

Natomiast John Arquilla i David Ronfeldt dokonali rozróżnienia na „netwar” i „cyberwar”4. Netwar prowadzona jest na poziome społecznym. Jej celem jest zmienianie i wpływanie na to co dane społeczeństwo wie lub myśli, że wie. Można ją określić jako współczesną wersję wojny propagandowej. Mogą ją toczyć zarówno państwa jak i organizacje pozapaństwowe np.: korporacje. Cyberwar zaś to działania mające zakłócić lub zniszczyć systemy informatyczne i komunikacyjne wroga. Możemy tego dokonać na kilka sposobów. Najprostszym jest uderzenie mechaniczne. Nic trudnego zrzucić kilka ton bomb na budynki, w których umieszczone są serwery komputerowe przeciwnika. Drugim wyjściem jest atak impulsem elektromagnetycznym. Jest to trudniejsze do wykonania, ale niezwykle efektywne. I w końcu atak cyfrowy będący głównym narzędziem w wojnie cybernetycznej.

Kiedy mówimy o cyberwojnie musimy pamiętać, że jest to wojna. Oznacza to, że aktualne pozostaje clausewitzowskie założenie, iż wojna jest przedłużeniem polityki, jest narzędziem polityki. W cyberwojnie też występują cele polityczne. Często się o tym zapomina i myli się ją z cyberprzestępczością czy cyberterroryzmem. Mogą się pojawić pewne wątpliwości co do uznania tego rodzaju konfliktu za wojnę w świetle definicji von Clausewitza. Mówi ona, że „Wojna jest więc aktem przemocy, mającym na celu zmuszenie przeciwnika do spełnienia naszej woli” 5. Ataki cyfrowe są pozbawione elementu przemocy. Jednak jeżeli uznamy, że cele wojenne można realizować tylko za pomocą przemocy to z definicji wszelkie środki jej pozbawione będą bezużyteczne. Tak jednak nie jest. Definicja ta jest nieadekwatna do współczesnych warunków i nie bierze pod uwagę faktu, że cele polityczne można osiągać samą groźbą użycia przemocy lub innymi środkami jej pozbawionymi np. atak cyfrowy. Jeszcze jeden element z teorii von Clausewitza nie ma zastosowania w wojnie cybernetycznej, jest to bitwa rozstrzygająca. Jest to jednak cecha wszystkich współczesnych konfliktów. „Tak więc nowe wojny odznaczają się brakiem tego, co charakteryzowało wojny państwowe: bitwy rozstrzygającej, która dla Clausewitza stanowiła „właściwy punkt ciężkości wojny” .6

Wojna ta jest prowadzona w nowym środowisku, cyberprzestrzeni. Pojęcie to stworzył w 1984 roku William Gibson na potrzeby swojej powieści „Neuromancer”. Na początku lat 90-tych weszło ono do powszechnego użytku. Już wtedy rozwój technologii informacyjnych był na takim poziomie, że Nicholas Negroponte ogłosił, że składnikiem elementarnym przestał być atom, a została nim cyfra binarna. Natomiast Philiph Elmer DeWitt opisał cyberprzestrzeń jako „przypominającą poziom form idealnych Platona, przestrzeń metaforyczną, rzeczywistość wirtualną”7 . Nie dajmy się jednak ponieść tego typu fantazjom. Cyberprzestrzeń jest domeną fizyczną. Dzisiaj po lądzie, morzu i powietrzu to kolejne środowisko w którym można prowadzić działania wojenne. Całkowicie jednak się różni od trzech pozostałych. Przede wszystkim jest w całości dziełem człowieka. Powstała w wyniku stworzenia systemów informacyjnych i sieci umożliwiających komunikację drogą elektroniczną. Dodatkowo uczestnicy pola walki mają pełną kontrolę nad właściwościami tego środowiska. Natomiast zniszczenie, uszkodzenia lub choćby zniekształcenie jego cyfrowych składników powoduje zmianę topografii terenu walki. To tak jakby w trakcie bitwy lądowej nagle zniknęła lub pojawiła się góra. W wojnie cyberprzestrzennej znaczenie całkowicie traci geografia i geopolityka. RAND Corporation w 1995 roku zbadała na zlecenie Departamentu Obrony USA możliwości strategicznej wojny informacyjnej. W raporcie końcowym czytamy: „techniki wojny informacyjnej sprawiają, że odległość geograficzna nie ma znaczenia; cele znajdujące w granicach Stanów Zjednoczonych są równie wrażliwe jak cele na lokalnym teatrze działań”8 . Oznacza to, że ataku można dokonać z każdego miejsca na Ziemi.

Kto jest szczególnie wrażliwy na atak cybernetyczny? To państwa o rozwiniętych systemach informacyjnych, które cechują się dużym stopniem zależności od tych systemów. Są to głównie państwa zachodnie. „Im bardziej określone państwo jest uzależnione od swoich infrastruktur informacyjnych, w tym większym stopniu infrastruktury te stają się środkami ciężkości wartymi atakowania i obrony”9 stwierdza Gregory J. Ratrray. Oznacza to, że atak na te środki ciężkości nada wojnie cybernetycznej charakteru strategicznego.

Cyberwojna jest konfliktem asymetrycznym. W takiej sytuacji cyberatak jest kuszącą perspektywą dla krajów słabiej rozwiniętych. W starciu konwencjonalnym nie mają szans z krajami zachodu. W cyberwojnie jednak przeciwnik zawsze będzie miał więcej do stracenia gdyż od systemów informacyjnych jest bardziej uzależniony. Dodatkowo narzędzia potrzebne do przeprowadzenia ataku cyfrowego są tanie i powszechnie dostępne. Wystarczy zwykły domowy PC aby dokonać uderzenia. Źródło takiego ataku trudno jest wykryć, a napastnik pozostaje niewidzialny. Może wykorzystać fałszywy adres IP, skorzystać z anonimowego adresu sieciowego czy zaatakować przez wiele węzłów komunikacyjnych. Co więcej w systemach informacyjnych codziennie dochodzi do błędów i krótkotrwałych zakłóceń. Sprawia to, że atak może zostać nie wykryty. Jeżeli napastnik zdoła skrycie stworzyć sobie możliwość dostępu do systemu w przyszłości, znacznie zwiększa to jego szanse na przeprowadzenie skoordynowanego ataku z zaskoczenia. Zagrożenie takie nazywa się „niebezpieczeństwem elektronicznego Pearl Harbor”. Zwróćmy uwagę też na to, że atak cyfrowy ma charakter mikrosiły, odpowiednio użyty może dać ogromne efekty. Michael McConnel uważa, że „atak cyfrowy na pojedynczy amerykański bank spowodowałby większe straty gospodarcze niż zamachy z 11 IX 2001 roku”10 . Na korzyść atakującego działa też to, że obrona przed atakiem cybernetycznym jest trudna. Współcześnie wobec złożoności sieci informacyjnych niemożliwe jest zidentyfikowanie i zablokowanie wszystkich możliwych dróg dostępu do bronionego systemu. Oznacza to, że odparcie wszystkich ataków staje się niemal niemożliwe. Dodatkowo czas staje się tutaj jednostką krytyczną. Wdg Software Egineering Institue „W ciągu zaledwie 45 sekund intruz jest w stanie włamać się do systemu, zainstalować swoje programy i pozostawić tylne drzwi umożliwiające łatwy powrót do pokonanego systemu i na tej podstawie atakowanie innych miejsc” 11. Jak więc widać obrońca może nie mieć czasu na odparcie ataku.

Cybernetyczni napastnicy mają do wybory wiele narzędzi ataku. Mają w arsenale tysiące różnego rodzaju wirusów. Mogą też użyć mechanizmu Distributed Denial of Service (DDoS) użyty w ataku na Estonię. Polega on na bombardowaniu systemy żądaniami dostępu powodując jego niewydolność. Szczególnie niebezpieczne są jednak ataki osób z wewnątrz. Osoba taka może uderzyć aby się zemścić na instytucji dla, której pracuje, dla zaspokojenia swojej złośliwości lub na rozkaz swoich mocodawców. Dla strony szykującej atak cyfrowy posiadanie takiej osoby w szeregach przeciwnika jest warte więcej niż 1000 czołgów gdyż zwiększa ona znacznie zdolność do strategicznego uderzenia cybernetycznego. Ma ona ułatwiony dostęp do systemu mającego być celem ataku. Dzięki temu z łatwością sama może przeprowadzić uderzenie, ułatwić dostęp intruzom lub maskować ich działania.


Komentarzy: 5

podhoretz
12 lipca 2008 (17:39)
wow ale tekst się trafił!!!
muszę przyznać, że serwis poprawił merytorykę i to bardzo. Daję 6 jako ocenę nie tylko za ten tekst, ale również za całokształt. Tekstu nie skomentuję, bo po co? Nic dodać i nic mu ująć.

Konopczyński Stefan
13 lipca 2008 (20:54)
po prostu bardzo dobre rzemiosło
a nie odwalanie g... jakie często spotykamy na serwisach i to tych nawet największych. Tutaj widać pracę autora. Jedynie o co się przyczepiam to: - za długi tekst (za poważny, człowiek się nieco męczy, choć zainteresowani, przeczytają - brakuje mi tutaj tej idei wyrytej na tytule serwisu - Subiektywne - więc prosi się komentarz autora w artykule do tego całego nowego typu wojny.

Karolina
18 października 2008 (11:29)
rewelacja
brakuje mi tylko jednej małej rzeczy. Co się stanie, gdy taka wojna nastąpi (w szerszym kontekście).

decentralizator
26 grudnia 2008 (22:03)
Pozwólmy umrzeć Rosji
Aby mogła się na nowo odrodzić. Jestem zwolennikiem twardej polityki wobec Rosji bo uważam, że Europę i Amerykę na to stać, gdyż co powaliło ZySyRyRy jak nie kosztowny i wyczerpujący go wyścig zbrojeń, co z tego (chociaż i to teraz w świetle kryzysu wątpliwe), że nie ma u nich już central. planowania gosp., że mają surowce itd. skoro upadają demograficznie, technologicznie itd. Rosji słowem krótkim nie stać na wyścig zbrojeń, więc należy na nią naciskać, bo w przeciwieństwie do Europy czy Ameryki nikt inny nie rozumie, i nikomu innemu nie zależy na Rosji tak bardzo jak Zachodowi, czyż nie pięknie by było aby Rosja weszła do NATO czy czegoś podobnego stworzonego na jego wzór. Uważam że wręcz wskazane, bo to nie prawda że zimna wojna się skończyła, ona ciągle trwa, trwa bo klika moskiewskich watażków uważa się za najmądrzejszych na świecie, a wielu polityków na Zachodzie nawet nie stara się pozbawić ich co do tego złudzeń. Kara za to musi być. A skoro grozi nam w związku z tym ryzyko uzyskania przez terrorystów broni jądrowej, to po yo chyba wszak ta tarcza jest budowana by chronić nas (nas mam nadzieję też) przed pojedynczo wystrzelonym pociskiem, co nie oszukuję się prędzej czy później nastąpi. Po co się głaskać, umizgiwać, to nic nie daje, trzeba iść po bandzie, Rosjanie to lubią i znają. Tylko Europa i Ameryka no i Indie stanowią godną przeciwwagą dla zarozumiałych jak zawsze zresztą w historii Chińczyków, a Rosjanie niech przestaną mieć złudzenia co do tego że są jakimś tam rywalem dla Zachodu, bo nie są, mogą i powinni być uzupełnieniem tego proponowanego przez Japonię łuku dobrobytu i wolności. Ponadto obecna polityka Rosji świadczy tylko o ich niepoprawnym sentymentaliźmie, za czasami których już nie ma, które były w gruncie rzeczy złe. Miejsce Rosji jest wśród demokratycznych krajów Zachodu, im szybciej to zechcą zrozumieć tym lepiej dla nich i dla świata.

Internetowy
9 grudnia 2009 (15:03)
Cyber wojna
Witam niestety temat jest wciąż aktualny i jak wynika z najnowszych raportów nabiera rozpędu - http://www.youtube.com/watch?v=dyh0jQFuAc8
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Putin w Szanghaju: strategiczne partnerstwo na chińskich warunkach

Oficjalna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach w dniach 20–21 maja przyniosła mieszane rezultaty z punktu widzenia celów, jakie stawiała sobie Moskwa.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".