Cygaro premiera, czyli o prawach ludzkich
    Tusk208 · Media54
2014-01-23
Krajowa opinia publiczna wzięła ostatnio na cenzurowane premierowskie cygaro. Twierdzą mądrzy, że to nieetyczne, niemoralne, bo nad Wisłą niedostatek, a cygara drogie, szczególnie, że podobno zwijane na spoconych udach słusznego wieku Kubanek.

Donald Tusk, kancelariapremiera.gov.pl, M. Śmiarowski

Zgoda, nie każdego stać na takie atrakcje, ale moim zdaniem istota materii leży gdzie indziej – a mianowicie w pytaniu nie o to, czy Premier może palić tytoń, ale co w ogóle Premier jako taki może. No właśnie, więc co może?

Przede wszystkim, zdefiniujmy sobie czym jest rola polityka. W ujęciu słownikowym jest on, w skrócie, osobą zajmującą się zawodowo polityką, czyli działalnością mająca na celu zdobycie i utrzymanie władzy państwowej. Praktycznie rzecz biorąc, jest polityk działaczem społecznym, przedstawicielem władzy, personą od której się często wymaga, a rzadko wybacza. I słusznie, gdyż dostając mandat społeczny bierze on na siebie odpowiedzialność, przystępuje do służby w sprawie rzeszy ludzi, którzy mu zaufali (zresztą tych którzy mu nie zaufali – również). Czyż jednak nie jest on wciąż człowiekiem?

Myślę, że wszystkich nas, bez względu na różniący zawód, wykształcenie, poglądy polityczne, wyznanie czy status na facebooku łączy coś, co pięknie wyraża starożytna jeszcze maksyma: „Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie nie jest mi obce”. Ludzkie są małe rzeczy, przyjemności drobne, z pozoru nic nieznaczące, które jednak dają nam radość w najczystszej, bo najprostszej formie. „Bilard, szachy i fajka to bezcenny wytwór ludzkiego ducha”, a „Ideały małe to największe ludzkie bogactwo”, jak pisał nieodżałowany Kisiel.

Dlaczego więc odbierać ten niezwykły w swojej prozaiczności i wielkiej wadze zarazem aspekt człowieczeństwa komuś, dlatego tylko, że w tej konkretnej formie, jaką jest cygaro, jest ona nieosiągalna dla części społeczeństwa? Zróżnicowanie majątkowe jest, było i będzie, taki już jest ten nasz ziemski porządek. Co idzie za tym, inne klasy będą raczyły się innymi ludzkimi uciechami – dla jednych będzie to Specjal, dla drugich Porter, dla jednych papieros, dla drugich cygaro, dla jednych warcaby, dla drugich kręgle, itd. A ludźmi, jak już wspomniałem, jesteśmy w głębi swej natury jednakowo, dlatego odbieranie komuś możliwości zaspokojenia fizyczno-duchowej potrzeby małych rzeczy nie może mieć miejsca bez względu na pełnioną funkcję – nawet gdy mowa o Prezesie Rady Ministrów.

Człowiek żyjący bowiem jedynie szarą codziennością swoich bieżących zadań, zmartwień, obowiązków, wraz z trwaniem swojego życia wypala się, zatraca swój sens bytu, bo ciągle myśli o wszystkim wokół, tylko nie o sobie. Chodzi tu o zachowanie równowagi między altruizmem dla ludzi i spraw a egoizmem dla swoich małych radości. Niełatwa to sztuka, bowiem nadmiar „małego” egoizmu prowadzi do nałogów lub snobizmu (zegarki?), zaś jego niedomiar do zgorzknienia i Weltschmertzów. Gdy zaś jest się prominentnym politykiem, dochodzi do tego jeszcze widoczny na omawianym przykładzie brak intymności celebracji takich małych chwil.

Niemniej myślę, że ludzie, którzy potrafią żyć w harmonii małego i dużego, lekkiego i poważnego, znajdujący czas na skromny zastrzyk endorfin płynący z rzeczy małych , są wydajniejsi w działaniu dla rzeczy dużych. Ich życie ma bowiem, oprócz ciemnych kolorów trudności i trosk (a życie jednej z najważniejszych osób w państwie bez wątpienia jest ich pełne), także paletę jaskrawych barw, które łamią raz po raz monotonię szarego obrazu rzeczywistości, dając nadzieję i wytchnienie, a czasem pozwalając na nabranie dystansu i dostrzeżenie odświeżonej, jaśniejszej perspektywy.

Na koniec chciałbym podkreślić, że tekstem tym nie bronię w założeniu, a raczej tylko przy okazji, Premiera Tuska, gdyż służy on jedynie za aktualny przykład. Bronię prawa człowieka do „Rzeczy Małych”. Prawa, które powinno być respektowane – bez względu na podziały społeczne – po równo wobec wszystkich ludzi, jako służące zachowaniu zdrowia ducha i harmonii człowieka ze światem. Nie „róbta co chceta”, ale i nie asceza, ot i na koniec wielkich małostek teza.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".