Czy Europa może być mocarstwem?
    Unia Europejska276 · przyszłość5 · mocarstwa świata36 · Europa43
2008-07-09
Uwielbiam medialne relacje na temat Wspólnot Europejskich, zwanych Unią. Oczywiście, relacje tylko tych mediów, które są "postępowe" i prounijne. Wyziera z nich wizerunek nowego, wspaniałego świata, w którym mamy szczęście być. Ta medialna rzeczywistość to pokój, demokracja, zgoda i ogólne przyznanie oczywistego skądinąd faktu, "że dobrze nam się buduje". I że będzie coraz lepiej, sprawiedliwiej, dostatniej. O ile oczywiście, jakieś kołtuny jak ostatnio Irlandia nie zniweczą planu budowy raju na ziemi.

Czy Europa utrzyma swój status światowej potęgi?

Taka medialna papka wyzierająca z przekaźników masowej kontroli może i jest zabawna przez jakiś czas, ale w końcu męczy. Na jej plus zaliczyć jednak trzeba, że swoją ordynarną nierealnością niekiedy skłania do zastanowienia się nad tym, co Unia Europejska (kiedy już będzie federacją) będzie miała do zaoferowania - swoim obywatelom i światu.

Bo co do prób uczynienia ze Wspólnot jednolitego organizmu państwowego nie można mieć wątpliwości. Ustanowić taki byt miała przecież eurokonstytucja, oraz praktycznie nie różniący się od niej niczym "traktat reformujący". Z punktu widzenia przeciwników budowy państwa europejskiego, irlandzkie "nie" na razie jest tylko sukcesem taktycznym. Biurokratyczne elity Brukseli już szukają sposobu ominięcia lub anulowania irlandzkiego weta . Takimi działaniami jest namawianie wszystkich głów wspólnotowych państw do "zamknięcia oczu" na irlandzki głos i ratyfikowanie traktatu. W niedalekiej przyszłości spodziewać się natomiast możemy powtórzenia referendum. Pod baczniejszą kuratelą "miłujących demokrację" (kiedy jest po ich myśli) euro - urzędników i z dużo większymi środkami na kampanię propagandową.

Załóżmy zatem, że ustanowiono już Unię Europejską, federację ze wspólną armią, polityką zagraniczną i prezydentem. W jaki sposób ten organizm mógłby stać się wiodącą globalną potęgą? Taki cel przyświeca przecież projektowi sfederalizowania państw Europy, przegonienie obecnie jedynej potęgi globalnej - USA. "Strategia lizbońska" mówi o tym jasno.

To akurat dobre pytanie, choć bardzo cynicznie zadane. Bo UE nie ma żadnych szans, aby być pierwszym graczem w globalnym koncercie. Zresztą, za dwie, trzy dekady nawet o utrzymanie się w kwintecie grającym globalny koncert może być trudno.

Paul Kennedy, brytyjski historyk specjalizujący się między innymi w zagadnieniu mocarstwowości uważa, że państwo współczesne musi sprawdzić się w trzech strefach działania, aby skutecznie funkcjonować. Te obszary to: zapewnienie bezpieczeństwa swoim interesom (nie musi być to koniecznie forma militarna - ma za to być "wiarygodna". Naturalny sojusz z potężnym partnerem teoretycznie może wystarczyć), zaspokojenie społeczno - gospodarczych potrzeb swoich obywateli i w końcu - jako trzeci wymóg - ma zapewnić trwały wzrost gospodarczy. Oprócz tego, że państwo ma sprawdzić się w tych działaniach, ma je jeszcze tak zharmonizować, aby jeden cel nie przeszkadzał w realizacji innych. To nie udało się na przykład w Związku Radzieckim - militarnie była to potęga ale jednocześnie karzeł w dziedzinie zapewnienia swoim obywatelom dobrego poziomu życia (w socjalizmie i innych ustrojach zahaczających o komunizm to ostatnie zdarza się nader często). Stąd jego spektakularny upadek.

Te trzy cele i ich pogodzenie, to tylko minimum. Trzeba je wypełnić, aby państwo nie rozpadło się. Mocarstwowość - to już wyższa półka. Zdaniem cytowanego naukowca, aby państwo mogło wznieść się na poziom mocarstwowy, musi działać lepiej w wymienionych trzech strefach i lepiej je ze sobą synchronizować niż inne państwa.

Tyle teorii. Warto teraz zastanowić się, jak z powyższymi wytycznymi radzą sobie współczesne Wspólnoty Europejskie.

Póki co, kierunek polityki władz wspólnych dla krajów członkowskich to - w największym skrócie - socjalizm w gospodarce i odwrót od tradycyjnych wartości w kwestiach obyczajowych. Stąd też, po powstaniu jednego państwa europejskiego, należy spodziewać się takiego samego kierunku zmian jak obecnie - czyli więcej dominacji państwa w gospodarce i jego wchodzenie w regulacje moralne przy jednoczesnym zaprzeczaniu tradycyjnemu kodeksowi norm w tej dziedzinie, wypracowanemu przez cywilizację łacińską. Prawdopodobnie, jeżeli uda się ustanowić jedno europejskie państwo, działania obecnie podejmowane w celu ujednolicenia wszystkich krajów zostaną zintensyfikowane. Należy więc spodziewać się jednorodności nie tylko w polityce zagranicznej, ale i w fiskalnej (takie same podatki we wszystkich prowincjach federacji) czy edukacyjnej (taki sam model nauczania i takie same podręczniki). Z czasem prawdopodobnie ujednoliceniu uległyby wszystkie obszary, w których obecnie decydują władze krajów stowarzyszonych.

Tylko czy dzięki ujednoliceniu wszystkich kodeksów prawnych (co prawda, w dalszej perspektywie) i ustanowieniu jednego państwa powstanie światowa potęga?

Wróćmy do trzech wymogów Kennedy'ego. Czy ustanowienie wspólnej unijnej armii, nie będącej w strukturach NATO zapewnia Europie bezpieczeństwo? Co prawda, siły niektórych krajów związkowych prezentują znaczny potencjał (Francja, Wielka Brytania), ale czy nawet połączone będą w stanie oprzeć się realnemu zagrożeniu? Albo chociażby zaprowadzić pokój na własnym kontynencie? Podczas wojny na Bałkanach nawet to minimum nie zostało zrealizowane. Zjednoczona Unia amerykańskiego sojusznika wyraźnie nie chce, czy będzie potrafiła bez niego sobie poradzić - nie tylko w potencjalnym konflikcie, ale także za stołem rokowań, gdzie groźba włączenia się USA do akcji może być cenną kartą przetargową?

Ale "bezpieczeństwo interesów" to nie tylko wymiar zewnętrzny. Próbkę radzenia sobie z kryzysami wewnętrznymi w wydaniu zachodnioeuropejskim dała Francja podczas "wojny na przedmieściach". A przecież państwa "nowej Unii" mają doganiać "stare". W kwestii niemożliwości opanowania zamieszek na własnym podwórku i zbyt łagodnej polityki wobec przestępców też? Problem francuski jest oczywiście bardziej złożony, wypływa nie tylko z dominujących obecnie trendów mówiących, że winą za przestępstwo należy obarczyć społeczeństwo, a nie sprawcę. Pamiętać trzeba o podłożu etnicznym. Mimo to jednak, to zły symptom, że władza nie potrafi - dysponując odpowiednimi środkami przymusu - poskromić sytuacji.

Punkt drugi. Potrzeby społeczno - gospodarcze obywateli. Rozwiązaniem tożsamym dla Unii Europejskiej - zjednoczonego państwa - będzie zapewne jakaś forma socjalizmu. Symptomy kryzysu, który spotka ten organizm widoczne są już dziś - w gospodarkach państw członkowskich. Droga siła robocza, silne związki zawodowe, przeregulowanie przepisami nie służą ani Niemcom - "lokomotywie Unii", ani innym krajom. Prawda, niemiecka gospodarka nawet przy dzisiejszych obciążeniach jest w światowej czołówce. Ale: po pierwsze - funkcjonuje głównie dzięki jednemu z ostatnich przejawów kapitalizmu, jaki pozostawiono w Europie czyli strefie Schengen ogromnie ułatwiającej eksport. Po drugie: jak silna byłaby niemiecka wytwórczość gdyby ten kraj wrócił do zasad, jakie wprowadzono w nim po drugiej wojnie światowej, czyli wolnorynkowego ordoliberalizmu? Proponuję porównać wartości wzrostu gospodarczego Niemiec Zachodnich z czasów powojennych z wynikami współczesnymi.

Zapewne nie inaczej będzie w państwie europejskim. Co jakiś czas pobrzmiewa pieśń niemieckich socjalistów o "dumpingu podatkowym" jaki stosują kraje mające niższe podatki niż te zaprowadzane w Berlinie. Jedno państwo europejskie znaczy prawie na pewno jednakowe podatki. Raczej należy spodziewać się zaokrąglenia stawek w górę, niż w dół. To świetna wiadomość dla całego świata - oprócz Unii. Produkcja z niej gdzieś będzie musiała się przenieść. Przedsiębiorcy myślą racjonalnie i raczej nie pozwolą się obłożyć horrendalnymi daninami - dlatego przeniosą interesy, a mniejsi z nich przejdą do szarej strefy.

Stałego wzrostu gospodarczego, trzeciego wymogu sprawnego funkcjonowania państwa, nie uda się zbudować się przy dwóch tak słabych filarach jak niepewność zamiast bezpieczeństwa i niewydolna gospodarka.

Skoro sytuacja rysuje się niekorzystnie dla Unii - państwa europejskiego, co dopiero, kiedy przyjdzie jej rywalizować o tytuł mocarstwa z innymi podmiotami? Najkrócej - i chyba najdobitniej - podsumował to dr Krzysztof Szczerski, politolog, były wiceminister spraw zagranicznych. Zauważył on, że tym, co Unia ma do zaoferowania nie jest ani silna armia, młode społeczeństwo czy potężny przemysł. Współczesne Wspólnoty usiłują "sprzedać" swój ekologizm, prawa socjalne , permisywizm moralny. Czy na takich fundamentach można budować przywództwo światowe? Chyba co najwyżej są one zaliczką pod stanie się obumierającym półwyspem Azji.

Nie jest tak, że państwa leżące w Europie nie mają innej drogi rozwoju niż federacja. Możliwa byłaby - jak przekonuje włoski geopolityk Carlo Jean - "Europa handlarzy" zjednoczona tylko wspólnym rynkiem. Albo Europa kilku środków ciężkości, pozostających ze sobą w dynamicznej równowadze, konkurencyjnych wobec siebie makroregionów. Albo "Europa Ojczyzn". Rozwiązań jest wiele. Ale pewne jest jedno. Federacja to najgorszy z możliwych scenariuszy. Nawet nie dla budowania potęgi. Dla zwykłego zachowania statusu już osiągniętego.


Komentarzy: 2

Unio-realista
10 lipca 2008 (23:21)
upadek UE
Każdy kto ma trochę pojęcia o ekonomii zdaje sobie sprawę, iż społeczeństwa europejskie starzeją się, a więc Unia upadnie chociażby przez niewydolność systemu emerytalnego. To wykończy UE za parę lat (i lepiej wtedy tam nie być), a płacz będzie wielki - jak zawsze, gdy złudzenia pryskają.

decentralizator
26 grudnia 2008 (21:26)
Przygnębienie me rośnie
Nie rozumiem sposobu myślenia przywódców Unii, a zwłaszcza Niemiec czy Francji, bowiem na całym świecie przywódcy zachwalają swe rodzime firmy i produkty, walczą o kontrakty, ale nikt nie robi tego tak chimerycznie i apodyktycznie jak wyżej wymienieni. No bo co to za argument, że twarda polityka wobec Rosji może skutkować odcięciem dostaw skoro oni są uzależnieni od wynikających z tego dochodów nie mniej niż my od ich ropy, przy czym jeszcze Europę stać na rozwój nowoczesnych żródeł energii, stać na przekierunkowanie dostaw, a np.Francja wogóle nie jest tu zależna (E. jądrowa). Rosji nie stać na utrzymanie przestarzałej infrastruktury nafto- i gazociągów, a co dopiero o budowie nowych do Chin itd. Więc o co chodzi, czy z gospodarkami Niemiec i Francji jest tak źle że rozpaczliwie szukają jakichkolwiek rynków zbytu, że chcą wprowadzać rekami instytucji europejskich coraz więcej regulacji gosp. (np. narzucaćPolsce zunifikowne stawki podatkowe). Nie do pomyślenia jak współczesne pokolenie przywódców Europy wypacza pierwotne założenia Szumana, wielkego patrioty Europejskiego. Tym bardziej boli to, że tego typu politykę kreują przynajmniej z definicji politycy prawicowi (Merkel, Sarko, Berlusconi), którym powinno zależeć na jak najmniejszym wtrącaniu się biurokracji do gosp. tym bardziej że w przeciwieństwie do Japoni jest to biurokracja nie pomocna, nie będąca źródłem nowych pomysłów, a wręcz przeciwnie. Dlaczego skoro z jednej strony stara się przepchać traktat reformujący, nadal blokuje się wysuwane przez Polskę i innych wspólne: politykę zagraniczną, co jest logiczne np. wobec USA, Ameryki Łac., Afryki, Chin czy Indii, nie buduje się wspólnej armii. To jakaś niekonsekwencja. Po za tym ta podejrzliwość i pretensje do Ameryki która jest największym euroentuzjastą, i która gdyby tylko Europa raczyła chcieć, chętnie podzieliłaby się odp. za świat, jego porządek itd. czy europa , przepraszam za wyrażenie nie ma najzwyczajniej już jaj.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Putin w Szanghaju: strategiczne partnerstwo na chińskich warunkach

Oficjalna wizyta prezydenta Rosji Władimira Putina w Chinach w dniach 20–21 maja przyniosła mieszane rezultaty z punktu widzenia celów, jakie stawiała sobie Moskwa.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".