Czy klimat zmieni nasz świat?
    zmiany klimatyczne40 · globalne ocieplenie16 · IPCC6 · anomalia pogodowe2
2012-01-24
Jesteśmy atakowani przez ekstremalne zjawiska pogodowe: gwałtowne skoki temperatur, ulewy i powodzie, tornada, huragany, fale upałów, susze, osuwiska, lawiny, topnienie lodowców.

Temperatura odczuwalnie podnosi się, by wziąć pod uwagę chociażby ostatnie tygodnie i miesiące w naszym regionie, czy też dostępne pomiary prowadzone – z coraz większą dokładnością – od 1850 r., lokujące czternaście najcieplejszych lat tego okresu w ostatnich dwóch dekadach. Temperatura i przyroda szaleją, a pogłębionej refleksji jak nie było, tak nie ma. Czemu nie dostrzegamy tych sygnałów?


Dlaczego uciekamy od tej tematyki i nie rozpoczynamy prawdziwej debaty na ten temat? Problematyka zmian klimatycznych naprawdę istnieje, podobnie jak działający pod egidą ONZ Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatycznych (Intergovernmental Panel on Climate Change – IPCC) czy zainicjowany w grudniu 2007 r. proces z Bali, który co roku zbiera w różnych punktach globu setki specjalistów. Ostatnie z tych spotkań, w grudniu 2011 r. w Durbanie w RPA, zresztą podobnie jak wcześniejsze, rozczarowało. Przyjęto tylko wstępne, ale niewiążące porozumienie w sprawie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych, a nowelizacja protokołu z Kioto, regulującego dotychczas tę kwestię, nadal stoi pod znakiem zapytania.

Zmiany klimatyczne są faktem. Przedmiotem sporów są tylko przyczyny stojące za tym zjawiskiem. Efekty zmian klimatycznych mogą być tak duże i tak głębokie, że zmienią naszą rzeczywistość nie tylko w skali lokalnej, ale też globalnej. Czy jesteśmy na to mentalnie przygotowani
Fakty mówią za siebie

Jedni chcą walczyć ze zmianami klimatycznymi, drugim jest to obojętne, a jeszcze inni uważają, że „kampania klimatyczna” to nic innego, jak kolejny liberalny, a może wręcz lewacki, intelektualny humbug. Patrząc na kontrowersje wokół IPCC, protokołu z Kioto czy procesu z Bali odnosi się wrażenie, że wcale nie mamy do czynienia z merytoryczną debatą, lecz ideologicznym starciem. Bijemy się nie tyle na argumenty i fakty, ile wyrażamy swoją wiarę lub przekonanie. Tymczasem, pozbywając się całej ideologicznej otoczki, podstawowe fakty są takie:

• Nie ma wątpliwości, że kluczowe znaczenie dla naszego klimatu ma kosmos, a przede wszystkim Słońce. Gdyby na planetach coś się stało, groziłoby nam albo ocieplenie, albo nowa epoka lodowcowa;
• Człowiek w zestawieniu z siłami przyrody powinien „szyć ubiór na swoją miarę” i mieć świadomość, że w stosunku do sił kosmicznych naprawdę niewiele znaczy;
• Zmiany klimatyczne następują ostatnio, czemu nikt nie przeczy, ale nie ma podstaw do twierdzenia, że wiąże się to np. z nową, niespodziewaną aktywnością Słońca. Co więc na nie wpływa? Coraz więcej osób dochodzi do wniosku, że w takim razie przyczyny muszą być antropogeniczne, co oznacza, że mamy do czynienia ze skutkami działalności człowieka;
• Na Ziemi żyje coraz więcej ludzi – już ponad 7 miliardów. Każda jednostka ma swoje potrzeby, produkuje także śmieci (w tym najniebezpieczniejsze – plastikowe), emituje gazy – przyczynia się zatem do zmian;
• Na podstawie badań rdzeni lodowych wiemy, że mamy obecnie największe stężenie CO2 od 650 tys. lat historii Ziemi. Ponadto ono stale rośnie, zaś eksperci ze Światowej Organizacji Meteorologicznej (WMO), podobnie jak ci z IPCC, twierdzą, że dalsze podniesienie się temperatury z tego powodu może grozić nieprzewidywalnymi skutkami dla globalnego ekosystemu.

Walka tytanów

Jakie mogą być te zagrożenia? Należą do nich przede wszystkim kwestia dostępu do wody pitnej, zagrożona bioróżnorodność (obecnie zagrożonych jest ok. 25-40 proc. gatunków roślin i zwierząt), także uchodźstwo klimatyczne z racji podnoszenia się poziomów wód i oceanów. Jednak silna opozycja, skupiona chociażby w takich ośrodkach jak Centrum Badań nad Dwutlenkiem Węgla i Zmianami Klimatycznymi (Center for the Study of Carbon Dioxide and Global Change) czy Narodowy Instytut Polityki Środowiskowej (National Environmental Policy Institute) uznaje specjalistów spod znaku IPCC za „fałszywych proroków” zajmujących się pseudonauką (junk science). Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż funkcjonowanie obu tych ośrodków jest możliwe z racji subsydiów z koncernu Exxon Mobil. Nie ma dowodów podobnego sponsoringu, jeśli chodzi o działalność najbardziej znanego ośrodka, skupiającego oponentów globalnego ocieplenia , Pozarządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (Nongovernmental International Panel on Climate Change – NIPCC) i jego intelektualnego guru, zaawansowanego wiekowo fizyka i klimatologa Freda Singera. On jednak sprawia wrażenie prowadzenia akcji misyjnej, a za głównego wroga postawił sobie IPCC i jego cele.

Wydaje się, że trafiamy w sedno całej kwestii. Otóż, jeśli weźmie się pod uwagę listę najbogatszych firm i korporacji międzynarodowych (np. magazynu „Forbes”), to wiadomo, że na samym jej czele, jako najbogatsze na globie, znajdują się właśnie wielkie koncerny paliwowo-energetyczne – tak w USA i na rozwiniętym Zachodzie, jak też na obszarze wschodzących rynków, od Chin poczynając. Jest pewne, że walka ze zmianami klimatycznymi to nic innego, jak uderzenie właśnie w ich interesy. Problem w tym, że kampania prowadzona przez byłego wiceprezydenta USA, Ala Gore’a, za którą otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla w 2007 r., też była subsydiowana, jak udowodnili jego głośni przeciwnicy, przez koncerny i firmy zajmujące się dostarczaniem alternatywnych źródeł energii (słonecznej, wiatrowej, wodnej, itp.). Wygląda na to, że ten mało przejrzysty dla opinii publicznej bój o wielkie pieniądze będzie trwał w najlepsze i definiował naszą najbliższą przyszłość.

Zmiany klimatyczne przybierają ostatnio coraz bardziej dramatyczne wymiary: aż 93 proc. lodowców na globie zostało zruszonych; lodowce na Arktyce znikają, a od Antarktydy odrywają się; temperatura na obu biegunach była w 2011 r. najwyższa od czasu ich notowania; Azję Południowo-Wschodnią, a najbardziej Tajlandię i jej stolicę – Bangkok, nawiedziła wielomiesięczna powódź. Przykłady można mnożyć. Łatwo je znaleźć w relacjach prasowych i doniesieniach agencyjnych. Jednak te, jak widać, też nie wzbudzają alarmu. Co jeszcze musi się stać, abyśmy zrozumieli, że nadszedł czas, aby zmienić nasze cele i priorytety?

Wydaje się, że nawoływanie do zmiany naszego trybu życia i naszych zachowań (wysiądź z samochodu, przestań korzystać z samolotów, wsiądź na rower, itp.) na tym etapie i poziomie społecznej świadomości może przynieść jedynie efekty dokładnie takie, jak głośna kampania Ala Gore’a, czyli dalszą polaryzację poglądów. W jej efekcie zwiększy się grono zarówno zwolenników, jak i przeciwników zmian klimatycznych, gotowych pójść pomiędzy sobą w zażarty bój. Jedno należałoby zrobić – i to jak najprędzej. Wprowadzić przedmiot o nazwie ekologia do wszystkich szkół na poziomie podstawowym. Jeśli już nie możemy zgodzić się co do przyczyn zmian klimatycznych, to może zgodzimy się chociaż co do efektów tych zmian, którym przecież coraz trudniej zaprzeczyć.

Dotychczasowy przebieg polskiej debaty na temat zmian klimatycznych dowodzi, iż jest ona w wyjątkowy sposób naładowana emocjonalnie, że ma charakter sporu wręcz ideologicznego, a nie merytorycznego. Wyłaniają się w nim ci, którzy „wierzą” w zjawisko i ci, którzy absolutnie w nie „nie wierzą”. Tym samym jest to domena wiary, a nie wiedzy. Jak można domniemywać, niedawna propozycja jednej z partii opozycyjnych, aby wszcząć najpierw polską, a potem europejską debatę nad pakietem klimatyczno-energetycznym zaproponowanym przez UE na pewno rozpali opinię publiczną i podniesie poziom emocji, ale wcale nie jest pewne, czy podniesie poziom wiedzy.

Walczymy o dziś czy o jutro?

Unia Europejska jest ambitnym liderem walki ze zmianami klimatycznymi. Stawia sobie cel zwany „3x20”. Chce do 2020 r. ograniczyć o 20 proc. emisję gazów cieplarnianych, w 20 proc. zaspokajać zapotrzebowanie na energię z alternatywnych źródeł i także o 20 proc. zmniejszyć poziom zużycia energii. Zbożny cel, tyle że dla niektórych, w tym dla Polski, niezwykle kosztowny. Warto jednak zauważyć i podkreślić, że percepcja i zmiany mentalności w sferze walki ze zmianami klimatu już zachodzą w świecie – i to coraz szybciej. Chyba najbardziej spektakularny przykład, to Chiny, które jeszcze w 2009 r. walnie przyczyniły się do klęski szczytu klimatycznego w Kopenhadze, a potem zgodziły się na współpracę z UE w takich kwestiach, jak wydobycie węgla czy alternatywne źródła energii, a tym ostatnim poświęcają ostatnio coraz więcej uwagi, zmieniając się już w największego na świecie producenta i eksportera paneli słonecznych oraz produkując coraz więcej samochodów o napędzie elektrycznym.

Nie ma żadnych wątpliwości, że również w tej dziedzinie, obok dotychczasowych mocarstw zachodnich, kluczową rolę do odegrania będą miały wschodzące rynki, począwszy od dwóch najludniejszych państw świata: Chin i Indii (znajdujących się teraz w fazie szybkiego wzrostu). Chiny stały się drugim największym, obok USA, trucicielem, emitując najwięcej gazów cieplarnianych do atmosfery. Fakt, iż ponad miliard Chińczyków i niewielu mniej Hindusów chciałoby teraz jak najszybciej sięgnąć po amerykański styl życia też ma znaczenie. Przecież ci ludzie w dwóch ostatnich dekadach przesiedli się z rowerów i riksz na skutery i do samochodów, a z każdym dniem jest ich więcej w Pekinie, Szanghaju, Mumbaju, ale także Dżakarcie, Bangkoku czy Rio de Janeiro. Kto ich zatrzyma? Kto powściągnie ich ambicje?
Wraz z pojawieniem się wschodzących rynków, o których teraz – i słusznie! – tak głośno, zmienia się na naszych oczach nie tylko ład globalny, ale także, a może nawet przede wszystkim, nacisk na światowy ład ekologiczny, na nasz ekosystem, który nigdy w dziejach nie był poddawany tak dużej presji. Można się spierać, w jakim stopniu Hindusi czy Chińczycy, którzy przesiedli się na skutery i do samochodów, przyczyniają się do zmian klimatycznych. Niemniej na środowisko pozytywnie nie oddziaływają – to chyba pozostaje poza przedmiotem sporu. A może jednak nie?

Na groźnym zakręcie

Jeśli w żadne autorytety w tej dziedzinie nie wierzymy, to może pozostanie chociaż ten. Sekretarz generalny ONZ Ban Ki-moon już wielokrotnie wypowiadał się na ten temat. W raporcie UNDP z 2007 r. powołał się na ustalenia IPCC i stwierdził jednoznacznie, że „zmiany klimatyczne są bezpośrednio związane z działalnością człowieka”. Dodał też, że „zagrażają one całemu rodzajowi ludzkiemu”. Niemal dosłownie powtórzył te tezy na szczycie w Durbanie, mówiąc: „Bez przesady możemy powiedzieć: w grę wchodzi przyszłość naszej planety”. Apelował przy tym o jak najszybsze porozumienia zaznaczając, że „mamy przed sobą już tylko miesiące, aby zabezpieczyć przyszłość naszej planety”. Jakoś nie było słychać, aby ten dramatyczny w swej wymowie apel odbił się większym echem w świecie, nadal postępującym zgodnie z zasadą business as usual.

Co najmniej od głośnego raportu Nicholasa Sterna „The Economic of Climate Change” z 2007 r., który wstrząsnął najpierw brytyjskimi, a potem europejskimi elitami, powstało już wiele opracowań, w ramach IPCC i poza nim, ostrzegających przed konsekwencjami jej niefrasobliwego postępowania. Niezwykle ważny jest, wspomniany wyżej, raport UNDP „Fighting climate change: Human solidarity in a divided world” (tłum. Walka ze zmianami klimatycznymi: Ludzka solidarność w podzielonym świecie). Informuje on, że „zmiany klimatyczne to już fakt ustalony naukowo” i podkreśla, że „gazy, które wyemitujemy do atmosfery w 2008 r. pozostaną tam do 2108 r. i dłużej”. Innymi słowy trujemy nie tylko siebie, ale także przyszłe pokolenia. Jeden z ostatnich raportów, opracowany w zespole Climate Analytics z Poczdamu i opublikowany pod koniec 2011 r., stwierdza bez niedomówień, że świat jest w trakcie „globalnego ocieplania się na wielką skalę, które pociągnie za sobą wielkie ryzyko i koszty”.

Wszystko wskazuje na to, że ludzkość znalazła się na groźnym zakręcie. Jednak ciągle nie kierujemy się wiedzą, lecz przekonaniami. Tymczasem już Mark Twain twierdził: „To nie niewiedza wpędza cię w kłopoty, ale utrzymywanie się we własnym, błędnym przekonaniu”. Kiedy uświadomimy sobie, że błądzimy? Gdzie znaleźć autorytet, który by nas do tego przekonał?

Wnioski

1. Zmiany klimatyczne są faktem. Przedmiotem sporów są tylko przyczyny stojące za tym zjawiskiem. Efekty zmian klimatycznych mogą być tak duże i tak głębokie, że zmienią naszą rzeczywistość nie tylko w skali lokalnej, ale też globalnej. Czy jesteśmy na to mentalnie przygotowani? Obecny stan naszej świadomości wskazuje, że raczej nie.
2. Unia Europejska jest w tej dziedzinie aktywna, niektóre jej państwa członkowskie (w tym Polska) zdecydowanie mniej. Jeśli nie zajmą się tym rządy, to tym samym stracą nad całym procesem rzeczywistą kontrolę, a inicjatywę przejmą ci, którzy kierują się doraźnymi, a nie strategicznymi interesami. Należy przy tym liczyć się, że znajdą oni społeczny poklask, gdyż przy okazji walki ze zmianami klimatu chodzi o ogromne pieniądze (nowe technologie).
3. W Polsce, gdzie debata o zmianach klimatycznych jest wyjątkowo niemrawa, a ponadto, co wręcz niebezpieczne, zabarwiona ideologicznie, potrzebna byłaby narodowa kampania, aby na ten temat rzeczowo rozmawiać. Jeśli rząd jej nie wszczyna, to najwyższy czas, aby zrobiły to organizacje pozarządowe.



Bogdan Góralczyk – Senior Fellow Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego. Profesor Uniwersytetu Warszawskiego oraz były ambasador RP w Królestwie Tajlandii. Przedruk za wiedzą i zgodą Fundacji.
Fundacja im. Kazimierza Pułaskiego - niezależna, apolityczna instytucja, której misją jest propagowanie wolności, sprawiedliwości i demokracji, oraz wspieranie działań mających na celu umacnianie społeczeństwa obywatelskiego.

Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
W świecie ostrych klimatów

Bezprecedensowa powódź w Pakistanie zagrażająca życiu ponad 17 mln ludzi. Susze i potężne pożary w Rosji. Wielkie powodzie w kilku regionach Chin i w Indiach. Monsunowy klimat, gwałtowne...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".