Czy Salwador ma w końcu swojego „wybawcę”?
    Ameryka Środkowa10 · dyktatury28 · junty wojskowe13 · Salwador1
2009-03-24
Ocenia się, że ćwierć populacji tego siedmiomilionowego kraju wyemigrowało do USA. Pieniądze przesyłane przez nich rodakom w ojczyźnie rywalizują z eksportem o miano największych dochodów kraju. Ponad jedna trzecia mieszkańców żyje poniżej poziomu ubóstwa. Gangi i przemoc dopełniają niewesołego obrazka. W niedawnych wyborach prezydenckich po raz pierwszy w historii Salwadoru wygrał przedstawiciel lewicy. Czy państwo doczekało się wreszcie swojego „El Salvador” - wybawcy?

Tło historyczne

Salwador był (i jest) jednym z najbardziej powiązanych ze Stanami Zjednoczonymi krajów regionu. Po drugiej wojnie światowej, podobnie jak w wielu krajach Ameryki Łacińskiej władzę w Salwadorze przejęli wojskowi. W latach 70. w związku z kolejnymi skandalami wyborczymi, kiedy na jaw wyszły oszustwa i malwersacje władz, w społeczeństwie zaczęły narastać nastroje rewolucyjne. Wpisując się w scenariusz właściwy innym krajom latynoamerykańskim, awangardę buntu wobec prawicowych rządów stanowiły ugrupowania lewicowe. Próby rozwiązania narastającego w kraju konfliktu nie powiodły się. W efekcie w 1980 r. wybuchła wojna domowa między prawicowym rządem, a lewicową partyzantką - Frente Farabundo Martí de Liberación Nacional (FLMN). Wojna trwała 12 lat i pochłonęła 75 000 ofiar. Z końcem konfliktu dokonano demobilizacji, a zwalczające się siły przekształciły się w rywalizację polityczną: lewicowego FLMN i prawicowej Alianza Republicana Nacjonalista (ARENA). W 1992 r. władzę w kraju przejęła ARENA i nie oddała jej aż do niedawnych wyborów, a i to nie bez oporów.

Agresywna kampania

Dnia 15 marca 2009 r. w Salwadorze miały miejsce wybory prezydenckie, w których wygrał przedstawiciel lewicowej FLMN, Mauricio Funes. Skończył tym samym 130-letni okres w dziejach kraju, gdy o wszystkim decydowała oligarchia, wojsko lub konserwatywna prawica. ARENA jednak łatwo nie ustąpiła pola. Widząc prowadzenie w sondażach kandydata lewicy nie przebierała w środkach obficie żonglując populistycznymi hasłami. Przerwy reklamowe w telewizji wypełnione były przekazami złożonymi z montażów wizerunku Hugo Chaveza, ulicznego chaosu i zamaskowanych żołnierzy. Przekaz był jasny: głosujesz na Mauricio Funesa = oddajesz kraj w ręce skrajnych socjalistów, a być może nawet sprowokujesz kolejny konflikt domowy. Mimo takiej kampanii oszczerstw i strachu, obywatele wybrali przedstawiciela FLMN. Kilkanaście lat rządów polityków ARENA, w czasie których sytuacja większości mieszkańców Salwadoru nie uległa żadnej poprawie, wystawiło dotychczasowej władzy zbyt niepochlebne referencje.

Gospodarka

Jeśli jedna czwarta mieszkańców ucieka za granicę, świadczy to wyraźnie, iż sytuacja w kraju daleka jest od dobrej. Jeśli pieniądze przez nich przesyłane, stanowią niemal największe dochody kraju, tym bardziej. Gospodarka Salwadoru jest od lat uzależniona od amerykańskiej: ponad 50% eksportu kraju jest przeznaczonych na tamtejszy rynek i ponad 35% importu stamtąd pochodzi. Od 2006 r. Salwador jest członkiem DR-CAFTA (Central America-Dominican Republic Free Trade Agreement), czyli strefy wolnego handlu krajów Ameryki Centralnej, Dominikany i Stanów Zjednoczonych. Symbolicznym, a zarazem bardzo namacalnym dowodem powiązania z Waszyngtonem było przyjęcie przez Salwador w 2001 r. dolara amerykańskiego jako oficjalnej waluty krajowej.

Od tego czasu rząd w San Salwador utracił narzędzia realizacji polityki fiskalnej, a kraj jest bardziej podatny na wahania na Wall Street. Niewykluczone, że kryzys w Stanach Zjednoczonych może spowodować utratę miejsc pracy wśród mieszkających tam Salwadorczyków i jeszcze bardziej pogorszyć sytuację kraju, w którym i tak już od lat panuje bieda. Różnice w poziomie życia bogatych elit i biednej większości są ogromne: najbogatsze 10% społeczeństwa wypracowuje prawie 40% dochodów Salwadorczyków, a najbiedniejsze 10% zaledwie 0,7%. Powodem tego są m.in. bardzo duże wpływy, jakie od wielu lat ma tamtejsza elita biznesowa (silnie powiązana ze Stanami Zjednoczonymi), która nie pozwala na jakiekolwiek zmiany status quo.

Przemoc

Jest to niestety nieodzowny składnik życia większości mieszkańców Salwadoru. Gangi kontrolują życie każdej formy przedsiębiorczości, od małych zakładów rzemieślniczych, poprzez kierowców autobusów, po automaty z napojami. Za wszystko pobierany jest haracz. Pod koniec zeszłego roku na przedmieściach stolicy kraju zamknięto szpital, gdyż lokalny gang zażądał haraczu od każdego pracownika tej placówki, grożąc śmiercią w przypadku jego niezapłacenia. Źródeł przemocy należy upatrywać w ciężkiej sytuacji ekonomicznej kraju oraz długiej wojnie domowej. Pastor, Antonio Rodriguez Lopez Tercero, który zajmuje się pomocą dla byłych członków gangów w Salwadorze, stwierdził: „Mieliśmy wojnę domową, a obecnie mamy wojnę społeczną. Przyczyny konfliktu w Salwadorze trwają dalej. Niektóre rzeczy się zmieniły, ale ludzie ciągle umierają”.
Główny bohater

Kim jest nowy prezydent Salwadoru? Funes w czasie targającej krajem wojny domowej był reporterem telewizyjnym. Wielką popularność przysporzyła mu wówczas bezkompromisowość w podejmowaniu trudnych tematów i nieuleganie presji władz. Przez lata był również korespondentem CNN, później działał w krajowej telewizji. W 2007 r. porzucił karierę dziennikarską i rozpoczął polityczną – jako członek FLMN. Wkrótce został wybrany kandydatem na prezydenta z ramienia tego ugrupowania, jako lepiej kojarzący się od reszty jego liderów, w większości byłych dowódców partyzanckich. Wbrew wizjom roztaczanym przez ARENA, Funes należy do umiarkowanej lewicy. Zapowiada, że będzie drugim Lulą da Silva. Nie zrywa też bliskich więzów ze Stanami Zjednoczonymi, przed czym przestrzegała prawica. Zapytany o to, co chciałby przekazać prezydentowi Obamie, stwierdził: „Nie będę szukał porozumień ani sojuszów z innymi przywódcami krajów z południowej części kontynentu, które zagrożą moim stosunkom z rządem Stanów Zjednoczonych”.

„El Salvador” – „wybawca”?

Niewykluczone. Zapowiada, że „zmienimy sposób prowadzenia polityki. Jedną z głównych zmian będzie to, że nie będziemy mieć więcej rządu na usługach nielicznych uprzywilejowanych. I nie będziemy mieć rządu, który kształtuje gospodarkę uprzywilejowanych dla uprzywilejowanych”. Czy jednak Mauricio Funes będzie w stanie zmienić realia życia w Salwadorze? Będzie to bardzo trudne przynajmniej z trzech powodów. Po pierwsze, w styczniowych wyborach parlamentarnych FLMN nie osiągnęła niezbędnej liczby mandatów, aby sama mogła przegłosowywać ustawy. Jakiekolwiek działania prezydenta będą wymagały, więc współdziałania z innymi partiami, czyli kompromisów. Siłą rzeczy ogranicza to skalę wprowadzanych zmian. Po drugie, czas w jakim Funes przejmuje władzę jest niekorzystny. Choć kryzys może w pewnych przypadkach być katalizatorem radykalnych zmian, w przypadku Salwadoru działać będzie prawdopodobnie jako ich skuteczna blokada. Po trzecie, można powiedzieć, iż reakcja Waszyngtonu była „nazbyt ciepła”. Można z tego wysnuć wnioski, że skoro żadnych zasadniczych zmian po nowym prezydencie nie spodziewa się Biały Dom, to widocznie ma ku temu powody.
Jeden z obserwatorów sceny politycznej stwierdził: „Większość wczesnych znaków, wskazuje na to, że struktura władzy spokojnie odpoczywa wiedząc, że Funes reprezentuje kontynuację (...), a nie nadzieję na zmianę”. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że się myli, a Mauricio Funes posiada większy potencjał i chęci niż wiele osób w nim dostrzega.

Źródła:
https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/index.html
http://www.baltimorechronicle.com
http://www.bnamericas.com
http://www.latimes.com
http://www.huffingtonpost.com
http://www.npr.org
http://www.nytimes.com
http://news.newamericamedia.org

Marcin Maroszek – Absolwent stosunków międzynarodowych w Katedrze Amerykanistyki i Mass Mediów Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracownik Fundacji Amicus Europae, gdzie specjalizuje się w zagadnieniach związanych z obszarem Ameryki Łacińskiej oraz polityką zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Członek Forum Młodych Dyplomatów. Autor bloga poświęconego Ameryce Łacińskiej:


Komentarzy: 4

Grzegorz Wasiluk
24 marca 2009 (20:57)
Tak wychodzi bokiem realny liberalizm biednym krajom
"tamtejsza elita biznesowa (silnie powiązana ze Stanami Zjednoczonymi), która nie pozwala na jakiekolwiek zmiany status quo"

autor
25 marca 2009 (10:21)
Niestety...
Niestety, ale taka jest prawda. Przeświadczenie, że można przeszczepić to, co przyniosło sukces na gruncie amerykańskim do krajów na południe od Rio Grande (i innych) jest tragiczne i czasami przynosi tragiczne skutki. Liberalizm w takim wydaniu jak pokazały doświadczenia wielu krajów często przynosi odwrotne skutki. Bardzo interesująco opisał to Artur Domosławski w książce "Gorączka latynoamerykańska" - polecam.

1789
22 maja 2009 (18:42)
Do autora
Po pierwsze - ARENA przejęła władze w 1989 roku a nie w 1992.W 1989 r. kandydat tej partii Alfredo Cristiani wygrał wybory prezydenckie. Od tamtej pory aż do tego roku kandydaci partii ARENA zwyciężali we wszystkich wyborach prezydenckich. Już w 1984 w wyborach kandydat ARENA zostałby zwycięzcą ale sprzeciw wyraziły Stany Zjednoczone. A stało się tak dlatego, że kandydatem ARENA był wtedy jej twórca major Roberto D'Aubuisson, jednocześnie założyciel i przywódca szwadronów śmierci. Był zbyt skompromitowaną postacią i postanowiono, że zostanie przewodniczącym parlamentu co nie zaspokoiło jego ambicji. W 1989 D'Aubuisson zmobilizował aparat partyjny, oligarchów, armię i podległe jej służby do poparcia Cristianiego, który był marionetką majora aż do jego śmierci w 1992 roku. W latach 1981 czyli od powstania do 1989 pomimo, że od 1984 prezydentem był chadek Jose Napoleon Duarte ARENA wywierała ogromny wpływ na życie polityczne kraju będąc wyrazicielem interesów oligarchii ziemskiej oraz wojska. Chadecy i Duarte swojego rodzaju przykrywką bardziej strawną dla opinii publicznej w USA i gdzie indziej. Po drugie - warto w rysie historycznym wspomnieć o decydującej dla Salwadoru dekadzie lat 70-tych kiedy dwukrotnie zwyciężający wyborach prezydenckich kandydaci opozycyjni w 1972 i w 1977 zostawali odsuwani przez armię oraz o ważnym roku 1979 kiedy to powstał junta cywilno-wojskowa rokująca nadzieje na reformy społeczne i polityczne, wreszcie wydarzenia roku 1980 jak zabójstwo biskupa Romero, powstanie opozycyjnej koalicji lewicowo-demokratycznej FDR i jej połączenie z powstałą pod koniec 1980 zjednoczoną formacją partyzancką FMLN. Wojna toczyła się pomiędzy siłami lewicowo-demokratyczno-rewolucyjnymi skupionymi w FMLN-FDR a siłami reżimu wojskowego-policyjnego stojącego na straży interesów władzy oligarchii ziemskiej (słynne 14 rodzin) wspieranego przez partię ARENA, PDC (chadecy) i grupy paramilitarne takie jak Mano Blanca, Union Guerrera Blanca i FALANGE.

1789
22 maja 2009 (21:16)
Jeszcze uzupełnienie wcześniejszego postu
przy szybkim pisaniu zjadłem czasownik w zdaniu: "...Chadecy i Duarte byli swojego rodzaju przykrywką bardziej strawną dla opinii publicznej w USA i gdzie indziej." Dodam jeszcze, że Duarte w latach 70-tych kandydat opozycyjnej koalicji UNO, który wygrał wybory w 1972 i pod naciskiem armii musiał zrezygnować a następnie został zmuszony do emigracji był w latach 80-tych cennym nabytkiem CIA w Salwadorze. Podczas wyborów prezydenckich w 1984 CIA wyasygnowała potajemnie na jego kampanię 2 mln $.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".