Czy stać nas na zieloną ignorancję?
    energia odnawialna21 · Niemcy74 · polska gospodarka87 · energetyka34
2013-01-03
W portalu MojeOpinie.pl pojawił się tekst promujący ideę odgórnej zielonej rewolucji w polskiej energetyce. Należy pokrótce odnieść się do zawartych w nim tez.

Argumentem na poparcie samej idei ma być rzekomy wielki sukces Niemiec w zakresie energetyki odnawialnej, która stworzyła „zielone” (a jakże) miejsca pracy. Abstrahując od dysproporcji potencjałów naszych państw należy stwierdzić, że to osiągnięcie RFN jest dyskusyjne i wywołuje gorące spory po drugiej stronie Odry. Tzw. ,,Green jobs’’ to termin fałszujący rzeczywistość, ponieważ subsydiowany sektor zielonej energetyki zwiększa koszta energii, a tym samym prowadzi do likwidacji miejsc pracy w innym sektorze, który musi przeprowadzić redukcje ze względu na wzrost nakładów. Dlatego 400 tysięcy miejsc pracy wróżone przez Greenpeace to ilość etatów, które znikną np. z przemysłu, który, szczególnie w Polsce, jest dużo mniej wydajny i czysty niż w Niemczech. A zatem za ideę zielonej rewolucji zapłacić mają Polacy – i to w okresie, w którym bezrobocie znowu szybko rośnie.

Przeczytaj tekst Edgara Czopa o "zielonej innowacji"

W naszym portalu Europa Bezpieczeństwo Energia piszemy także regularnie o złych konsekwencjach Energiewiende dla niemieckiej gospodarki i konsumentów. Okazuje się, że mieszkańcy Niemiec często narzekają na wzrost cen energii spowodowany arbitralnym przeformowaniem niemieckiego miksu energetycznego. Rywal chadeckiej Angeli Merkel z SPD – Kurt Lauk stwierdził nawet, że byle budka z frytkami jest lepiej zarządzana niż rządowy plan zwrotu energetycznego. Z powodu wyłączenia z sieci niemieckich elektrowni atomowych zdarzają się tam przerwy w dostawach energii, których nie są w stanie zrekompensować pracujące w sposób przerywany wiatraki czy solary. Wielka inwestycja, jaką jest Energiewiende póki co się nie zwraca, a jej koszty spadają na obywateli. Subsydia dla energetyki odnawialnej w Niemczech do 2030 roku mogą osiągnąć poziom nawet 300 miliardów euro (dane Uniwersytetu Technicznego w Berlinie) - czyli akurat tyle ile Polska chciała wywalczyć na okres obecnych wieloletnich ram finansowych w Unii Europejskiej. Ta liczba chyba mówi sama za siebie.

„Zielony wzrost" to lekarstwo na problemy związane z energetyką w postaci m.in. wartości emisji czy eksploatacji paliw kopalnianych” – twierdzi autor omawianego artykułu. Nie jest to jednak z pewnością lekarstwo na podstawowy problem energetyki w czasach kryzysu – rosnącą cenę energii. To raczej recepta na coraz wyższe opłaty za napięcie w gniazdku.

Dla podsumowania należy przytoczyć najmocniejszy fragment tekstu: „tak, jesteśmy za biedni, choć ta niezamożność ma głównie charakter mentalny w postaci m.in. braku odwagi na zmiany i ograniczonego spojrzenia perspektywicznego”. Oskarżenie o biedę umysłową to mało merytoryczny argument i na mojej uczelni nie przetrwałby próby środowiskowej. Z kolei odwaga to piękna cnota, której nie można jednak mylić z głupotą, która każe lewicy ignorować rachunek ekonomiczny i forsować wbrew nastrojom społecznym swoje oderwane od rzeczywistości pomysły. Odgórna rewolucja energetyczna w Polsce to mrzonka.

OZE są nadzieją dla naszego kraju ale muszą rozwijać się zgodnie z pierwotnym założeniem. Powinno się to dziać w sposób rozproszony, jak najmniej regulowany – a zatem naturalny. Obecne, złe prawo uniemożliwia taki proces. W obliczu regulacji wiążących dłonie inwestorom mało kogo dziś stać na to, by stał się prosumentem, czyli świadomym użytkownikiem energii. Polskie Energiewiende to chwytliwy slogan i zabieranie się do sprawy od złej strony. Nie stać nas na taką zieloną ignorancję.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 1

Edgar
10 stycznia 2013 (18:29)
Autor polemiki nie do końca zrozumiał
W moim artykule prosument to osoba otwarta na "zieloną innowację", więc nie można mówić o "odgórnej"zielonej innowacji", gdyż zachodzi ona na początku w samych obywatelach, którzy uświadamiają sobie potrzebę zmiany produkcji i konsumpcji energii. Taką osobą może być każdy. Z mojego otoczenia jest nią nawet dziadek mojej dziewczyny, który założył sobie na dachu panele solarne (przy współfinansowaniu UE) i płaci mniejsze opłaty za energię. Problem wzrostu cen tkwi przede wszystkim z braku dywersyfikacji i nieumiejętności dysponowania własnymi zasobami (w Polsce to energia wiatrowa, łupki i w mniejszej części wodna). Jeżeli autor chce tonąć w śmieciach i oddychać spalinami (i tym samym nie spełniać wymogów UE) - proszę bardzo, niech jednak nie zapomina, że kolejne pokolenia będą dysponowały "uszczuplonym" środowiskiem. Dlatego warto pomyśleć przyszłościowo, nawet jeżeli oznacza to koszty.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Forum Od-nowa: Janosikowe przykładem błędów systemu finansowego

Istnieją duże szanse, że dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego z 4 marca 2014 r. ziści się długo oczekiwana przez zamożniejsze samorządy zmiana w mechanizmie działania tzw....
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".