REKLAMA
Czy to już bankructwo Ukrainy?
    Ukraina136 · Julia Tymoszenko43 · Juszczenko17 · kryzys państwa22
2008-12-21
Państwo ukraińskie nie jest w stanie zapłacić dwóch miliardów dolarów należności za rosyjski i turkmeński gaz ziemny, a ludzie, którzy stoją na jego czele, robią na tym interes. Tym razem rysująca się ponowna rosyjsko-ukraińska gazowa próba sił to z pewnością nie jest intryga Kremla. Lokatorzy Kremla są całkowicie zadowoleni z tego, jak wszystkie trzy główne siły polityczne Ukrainy (a najgorzej tzw. pomarańczowi między sobą) biorą się za łby osłabiając własne państwo. Ukraina staje się po prostu niewypłacalna. Grozi jej bankructwo i zajęcie majątku narodowego za długi jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi, których wynik jest (wobec aż trzech najprawdopodobniejszych głównych kandydatów) jasny pod jednym względem: z czynnej polityki ukraińskiej zostanie usunięty co najmniej na długie lata Wiktor Juszczenko.

Święty Mikołaj nie da miliarda „zielonych”

Prezydent Juszczenko wybrał się w piątek 19 XII do domów dziecka w Kijowie, aby zabawić się tam w świętego Mikołaja rozdającego prezenty naturalnym i społecznym sierotom. Problem dzieci porzuconych jest na Ukrainie jeszcze bardziej dotkliwy niż w sąsiedniej Rosji, gdzie system zachęt materialnych do rodzenia i wychowywania dzieci spowodował odczuwalne ograniczenie występowania tego smutnego i groźnego dla przyszłości każdego narodu zjawiska. Obecnie władze miejskie Kijowa opracowały projekt zaradzenia temu złu. Każda rodzina w stolicy, która zechce tymczasowo (od miesiąca do pół roku) przygarnąć dzieci błąkające się po ulicach bez dokumentów tożsamości, otrzyma sporą kwotę na ich utrzymanie. Jak twierdzą ludzie znający takie sprawy z własnego życia, ogromna większość rodzin zastępczych wystąpi (w wypadku nieodnalezienia prawowitych opiekunów) o przysposobienie (adopcję).

To nagłe jednoczesne zainteresowanie sierotkami ze strony prezydenta i mera Kijowa – Czarnowickiego, którzy reprezentują odpowiednio prozachodni i prorosyjski obóz polityczny jest bez względu na pobudki godne pochwały. Natomiast Rosja, która sama stoi wobec śmiertelnie poważnych wyzwań konieczności własnego unowocześnienia oraz skutków wielkiego kryzysu światowego i dramatycznego spadku cen ropy naftowej, nie ma zamiaru bawić się w rozdawanie prezentów klepiącym biedę państwom-sierotkom po Związku Radzieckim, z Ukrainą na czele. Zwyczajnie jej na to nie stać, a biorąc pod uwagę postawę, jaką zajęli zachodnioukraińscy nacjonaliści skupieni wokół Juszczenki wobec konfliktu na Kaukazie, nie ma też w tym kierunku najmniejszego życzenia.[1]

Odbiorcy gazu na Ukrainie są zatem zdani na pieniądze, które może za nich zapłacić koncern Naftohaz Ukrainy. Naftohaz powstał w 1998 z inicjatywy oligarchy Igora Bakaja, któremu ówczesny prezydent Leonid Kuczma przekazał wyłączność na żyłę złota, jaką w latach dziewięćdziesiątych okazało się pośrednictwo w imporcie rosyjskiej ropy naftowej i gazu ziemnego. W wyniku swoje gazowo-benzynowe imperium utraciła obecna pani premier Julia Tymoszenko. W tym miejscu ograniczę się zatem do stwierdzenia, że Naftohaz jest największym (ponad 150 tysięcy pracowników) i najbogatszym (w roku 2004 wytworzył 14 % dochodu narodowego tego państwa) przedsiębiorstwem na Ukrainie. Z jednej strony jest to monopolista w dziedzinie przesyłu rosyjskiego gazu do Europy Zachodniej (Austria, Włochy, Bawaria) oraz gromadzenia jego zapasów na ten cel, z drugiej na polu dystrybucji gazu z Rosji i Turkmenistanu na potrzeby odbiorców na samej Ukrainie, a z trzeciej towarzystwo górnicze mające wyłączność na wydobycie gazu ziemnego i ropy na (zachodniej) Ukrainie (Ukrnafta). Trzeba koniecznie dodać, że znaczna część przemysłu ukraińskiego (w tym stanowiące dotąd główne źródło dochodów eksportowych zbrojeniówka oraz przemysł maszynowy) pracuje w oparciu o gaz ziemny. Mamy zatem do czynienia z koncernem strategicznym pełną gębą. Ta rola uwidacznia się jeszcze bardziej, gdy się przyjrzeć temu, jakie grupy ludzi i na jakich zasadach odcinają tam kupony od zysków.

Po pierwsze, zasada „lenna politycznego” (obsadzania dochodowych stanowisk w spółkach skarbu państwa samymi swoimi spośród sił politycznych znajdujących się w danej chwili u władzy) święciła w Naftohazie triumfy aż do niedawna. Rok temu pod naciskiem pani premier przewodniczącym jego zarządu mianowano Oleha Dubinę – znanego z wielu osiągnięć w uzdrawianiu wielkich, a kulejących przedsiębiorstw. Julia Tymoszenko przeszła do porządku dziennego nad „zdradą”, jakiej ten człowiek dopuścił się względem jej bloku, odchodząc do ugrupowania W. Litwina. Miała nadzieję, że uda mu się uzdrowić sytuację w tym najważniejszym przedsiębiorstwie w kraju. W zasadzie tak też się stało, ale niestety, weszły w grę inne, anarchizujące państwo czynniki i szef Naftohazu znalazł się nagle w roli, że tak to określę, maszynisty rozpędzonego pociągu z prawą ręką przykutą do poręczy.

Pani premier Tymoszenko po dojściu do władzy jako jeden z głównych celów postawiła sobie usunięcie pośredniczącej między Gazpromem a Naftohazem nie wytwarzającej niczego „czapy” pod nazwą RosUkrEnergo A. G. Ostatni człon tej ostatniej nazwy oznacza Aktiengesellschaft (niem: spółka akcyjna). Język niemiecki nie jest tu przypadkowy; spółka jest notowana na giełdzie we Wiedniu (jeden z głównych udziałowców – wielki bank austriacki Kreditanstalt), a zarejestrowana jest ... w Szwajcarii. Rejestracji dokonała grupa kapitałowa Raiffeisen Investment A. G., do której należy z kolei 50 % akcji funduszu inwestycyjnego Centrogas Holding. Z kolei pozostałe 50 % tego ostatniego należy do dwóch obywateli ukraińskich, którymi są oligarchowie Dymitr Firtasz i Iwan Fursin.

Wieść niesie, że pozostała połowa została podzielona między pozostałe około 40 rodzin będących faktycznymi właścicielami spółki p. n. Republika Ukraińska, a cały ten Centrogas Holding, z kapitałem zakładowym w wysokości marnych 35 tysięcy $ to urządzenie do wypłacania pieniędzy tym rodzinom w zamian za utrzymanie przez Ukrainę roli kraju tranzytowego na rzecz Austrii, Włoch i Bawarii. Wśród udziałowców RosUkrEnergo jednym z największych ma być szef mafii ukraińskiej Siemion Mohylewicz, posiadający (postać niczym z Opowieści odeskich Izaaka Babla) obywatelstwo rosyjskie, ukraińskie, węgierskie i izraelskie. Ostatnio podobno widziano go na Węgrzech... Zresztą, zdaniem najbardziej krytycznie nastawionych komentatorów tych spraw, wszelkie spory na linii Gazprom-Kijów służą wyłącznie maskowaniu kokosów, jakie oligarchiczne układy władzy i gospodarki obu tych wielkich krajów robią na całej, nieuleczalnie zagmatwanej sytuacji z gazem ziemnym płynącym przez Ukrainę. Jak podał Gazprom, czysty zysk RosUkrEnergo z samej tylko sprzedaży gazu turkmeńskiego dla Ukrainy i Polski wyniósł w 2005 659 mln dol. Jest o co grać, mącąc wodę!
Jak twierdziła w grudniu 2005 „piękna Julia”, za pomocą RosUkrEnergo odbywa się bezustanny proceder prania pieniędzy pochodzących m. in. z oszustw podatkowych względem ukraińskiego skarbu państwa, wskutek czego ten ostatni ponosi straty w wysokości około miliarda $ rocznie.

Tak oto dochodzimy do owego miliarda „zielonych”, którego brak na pokrycie ukraińskich należności wobec Gazpromu i z powodu którego ten ostatni grozi mieszkańcom byłej Ukraińskiej SRR zakręceniem kurka. Najprzykrzejsze dla ludzi mających tam poczucie odpowiedzialności za państwo i jego ludność jest to, że Naftohaz ma pieniądze na zapłacenie tej należności, zgromadzone w walucie krajowej, której jednak nie jest w stanie wymienić na potrzebną sumę dolarów z powodu gwałtownego spadku kursu hrywny.

Jak twierdzi pani premier, do tego ostatniego (prócz lawinowo narastającego kryzysu gospodarki narodowej i panicznego wycofywania wkładów bankowych) przyczynił się prezes banku centralnego - Włodzimierz Stelmach, który zamiast odsprzedać posiadany zapas walut wymienialnych Naftohazowi odstąpił go całemu szeregowi banków prywatnych. Te ostatnie zaś podzieliły się z kierownictwem banku centralnego niebagatelnymi zyskami z różnicy między kursem oficjalnym (6-7 hrywien za 1 $) a wolnorynkowym (10 za 1 $), zapewniając mu siedmioprocentowy udział w tychże zyskach. Z tego portfela zapłacono też zgodę starego kumpla Stelmacha – prezydenta Juszczenki – dodała „piękna Julia”. Ujawniwszy te swoje przypuszczenia, będące jej zdaniem oczywiście stuprocentowo pewnymi wiadomościami ze sprawdzonych źródeł w czwartek 18 XII, zażądała od prezydenta, aby przestał się otaczać niewłaściwymi ludźmi i wyrzekł się kosztownych przyzwyczajeń... W szczególności życzy sobie, aby w najbliższych dniach dyrektor Stelmach wyleciał z posady razem z całą swoją ekipą.[2]

Juszczenko – odliczanie do upadku

To żądanie i sposób, w jaki zostało wypowiedziane, świadczy o tym, jak słaba i coraz słabsza jest pozycja formalnego szefa państwa w stosunku do szefowej rządu. Parlament nie został rozwiązany, a przedterminowe wybory zawisły w próżni. Rada Najwyższa obraduje i przygotowuje budżet, na co prezydent musiał dać przyzwolenie wobec zagrażającej krajowi katastrofy gospodarczej. Blok Julii Tymoszenko (BJUT) rozstał się ostatecznie z pro prezydencką Naszą Ukrainą i utworzył nową koalicję z Blokiem Litwina, cieszącą się cichym, a zarazem wytrwałym poparciem posłów komunistycznych, radych z faktu, że nacjonaliści zachodnioukraińscy mają coraz mniej do powiedzenia. Na dobitkę coraz więcej wysoko postawionych działaczy Naszej Ukrainy odchodzi do BJUT i Bloku Litwina, a zapowiedzi prezydenta, że rozliczy się z odstępcami nie robią na nich najmniejszego wrażenia.

Zresztą nie wiadomo, czy Wiktor Juszczenko nie zostanie usunięty ze stanowiska za nadużycie władzy przed upływem kadencji. Komisja śledcza Rady Najwyższej ds. nielegalnej sprzedaży broni Gruzji zebrała na niego taki materiał, że chyba tylko brak czasu na podobny teatr w obliczu o wiele pilniejszych spraw oraz zamieranie w oczach resztek władzy ośrodka prezydenckiego powstrzymują „piękną Julię” przed rozpoczęciem procedury impeachmentu. Powstała już plotka, że Juszczenko zamierza błagać o przebaczenie Janukowycza i prosić go o współdziałanie (po raz drugi) przeciw Julii.[3]

Ten ostatni zaś wytrwale trzyma się taktyki unikania wciągnięcia w wymiany ciosów między „pomarańczowymi”, aby w odpowiedniej chwili wystąpić w roli ostoi zdrowego rozumu oraz męża stanu, ratującego kraj przed katastrofą po nieuniknionym wyczerpaniu się wszelkich możliwości obecnego rządu. Jest przy tym tak pewny siebie, że przepowiada tę chwilę na koniec marca. Dał rządowi sto dni na zapewnienie dopływu gazu oraz wypłacania rent i emerytur w obliczu narastającego bieżącego deficytu budżetowego, wynoszącego jego zdaniem już 30 mld hrywien. „Po stu dniach wyprowadzimy cały kraj na ulice. Taka będzie nasza odpowiedź.”[4]

Ukraina? Czy to aby jest dobry interes?

Tak więc na Ukrainie zaczęła się kształtować w miarę jasna sytuacja. Ośrodek prezydencki (w znacznej mierze tożsamy z nurtem neobanderowskim) pod względem swojej wagi politycznej znika w oczach. Na placu boju pozostają Julia Tymoszenko i Wiktor Janukowycz – dwójka wielkich graczy mających dostatecznie silne i rozbudowane w skali całego kraju organizacje partyjne, a także jasny i zrozumiały program działania. Ujmując rzecz oczywiście skrótowo, pani Tymoszenko to Berlusconi czy też de Gaulle w spódnicy, prowadzący kraj do rewolucji narodowej i rządów nowoczesnego nacjonalizmu, zdolnego planować rozwój kraju do rangi wielkiej potęgi na dziesięciolecia wytężonego budownictwa państwowego. Pan Janukowycz to jasna i prosta wizja zjednoczenia z Rosją przy zachowaniu formalnej odrębności albo też i bez niej. Kogo i co wybiorą mieszkańcy Ukrainy, będzie bez wątpienia zależało od tego, jak w roku 2009 Rosja będzie sobie radzić ze skutkami wielkiego kryzysu światowego.

Z drugiej strony oligarchowie Ukrainy, trzymający w tej sprawie rękę w odpowiednim miejscu, jak to było do wykazania, zrobią wszystko, aby skompromitować swojego zaprzysięgłego wroga panią Tymoszenko w oczach ludności przez doprowadzenie do wstrzymania dopływu gazu. Z kolei pani premier szantażuje Kreml i Gazprom (obaj w jednym stoją domu...) możliwością zastąpienia swoją osobą Juszczenki w roli rzecznika wstąpienia Ukrainy do NATO. Porozumienie, jakie podpisał w piątek 19 XII w Waszyngtonie minister spraw zagranicznych Ogryzko z panną sekretarz stanu (Karta strategicznego partnerstwa między USA a Ukrainą) to wyraźny sygnał pod adresem Putina i Miedwiediewa; dajcie nam zdobyć te dolary, bo jak nie to... Jeden z punktów owej karty przewiduje współdziałanie w celu zapewnienia Ukrainie bezpieczeństwa energetycznego (przed Rosją).[5]

Oczywiście można powiedzieć, że to łabędzi śpiew administracji Busha, ale trzeba pamiętać, że kluczową rolę w określaniu poglądów amerykańskiego prezydenta-elekta na politykę zagraniczną odgrywa Zbigniew Brzeziński, który do rusofilów nie należy. „Piękna Julia” grała ostatnio przez wiele miesięcy kartą rosyjską, ale jeśli ją ta karta zawiedzie, to nie zawaha się wykorzystać swoich dość rozległych kontaktów w Stanach Zjednoczonych.

W każdym razie mamy do czynienia z bardzo napiętą sytuacją naszych południowo-wschodnich sąsiadów, w której jedynym pocieszającym czynnikiem jest najprawdopodobniej nieodwołalne zejście z tamtejszej sceny spadkobierców sił antypolskich. Rozwój wielkiego kryzysu (na Ukrainie prognozuje się wzrost liczby bezrobotnych z obecnych około 900 tysięcy do 5 milionów w ciągu przyszłego roku) spowoduje ogromne przyspieszenie wydarzeń. Walka o władzę, która zarazem zdecyduje, czy Ukraina stanie się państwem lawirującym między Wschodem a Zachodem w poszukiwaniu własnego interesu (objęcie pełni władzy przez Tymoszenko) czy też faktyczną (jeśli nie formalną) częścią Rosji (władza Janukowycza) rozstrzygnie się w ciągu najbliższych kilku miesięcy. Popieranie obozu Juszczenki to było coś gorszego niż zbrodnia, to był wielki błąd ludzi kierujących naszym krajem. Bez względu na to, kto obejmie władzę w Kijowie, odbije się to wielką czkawką na przyszłości stosunków polsko-ukraińskich oraz ograniczy do minimum rolę naszego kraju w Europie.


źródła:

[1] http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A0%D0%BE%D1%81%D1%83%D0%BA%D1%80%D1%8D%D0%BD%D0%B5%D1%80%D0%B3%D0%BE
[2] http://www.novy.tv/reporter/ukraine/2008/12/18/18/43.html
[3] http://www.day.kiev.ua/262178/
[4] http://kp.ua/daily/181208/66706/
[5] http://www.izvestia.ru/news/news194694
Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Wschodnia Ukraina w ogniu

Wschód Ukrainy to nadal pole walki. W związku z wyborem Petro Poroszenki na stanowisko prezydenta, wiele wskazuje na to, że walka ta nabierze na sile. Separatyści usłyszeli wreszcie, że...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".