Czy warszawskie referendum ma sens?
    Warszawa56 · Gronkiewicz Waltz9 · referendum15 · PO88
2013-08-22
Choć 29% podpisów pod wnioskiem unieważniono, pozostałe 166 tys. wystarczyło - warszawskie referendum się odbędzie, a dojdzie do niego 13 października. Dyskusja nad sensem całej inicjatywy wciąż jednak trwa w najlepsze.

Multimedialny Park Fontann w Warszawie, foto: Wikimedia Commons, Boston9, CC

I trudno się dziwić, bo po obu stronach sporu można znaleźć poważne argumenty. Przeciwnicy referendum na pewno mają trochę racji gdy twierdzą, że akcja na rzecz odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz w roku poprzedzającym wybory samorządowe to źródło dodatkowego zamieszania – całkowicie zbędnego, jeśli brać pod uwagę, że w przyszłym roku znów czeka nas gorączka wyborcza. Z drugiej strony zaś trudno ot, tak zlekceważyć tysiące podpisów, które złożyli warszawiacy w poparciu dla inicjatywy. Można narzekać, że referendum napędzane było przez duże partie oraz lokalnego burmistrza, który chce awansować o ligę wyżej w politycznych rozgrywkach, ale podpisów nie składał przecież wyłącznie aktyw partyjny.

Zresztą zarzuty o „polityczność” to kolejny przejaw jakiejś koszmarnej choroby rodzimej debaty publicznej. Mówiąc o polityce, dyskutując o tym, jak sprawują się politycy, najcięższym zarzutem staje się właśnie posądzenie o „polityczność”. A jakim, do licha, aktem ma być referendum w sprawie odwołania polityka, jeśli nie politycznym?

Nawoływanie wprost, aby ludzie nie szli do referendum to strzał w stopę. Bo Platformie chyba się nie wydaje, że opozycja i media zapomną im ostatnie wypowiedzi, gdy ci będą starali się mobilizować wyborców do „powstrzymywania PiS” w wyborach parlamentarnych?

Wróćmy jednak do sedna. Z przeciwnikami referendum łączy mnie niepokój wskazany wcześniej, a związany z rozciągnięciem okołowyborczego chaosu na mniej więcej półtora roku (bo tyle wynosić będzie ostatecznie okres między rozpoczęciem inicjatywy na rzecz referendum do właściwych wyborów), a także brak wyraźnej, bezpośredniej przyczyny, dla której miałbym rozumieć potrzebę skracania kadencji Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Widzę natomiast sporo przejawów przyzwoitego działania obecnej ekipy – miasto od 2006 roku, kiedy wiceprzewodnicząca PO objęła urząd po raz pierwszy, ewidentnie się zmienia. Pewnie można narzekać na rozmaite potknięcia i oczywiście, że ruch inwestycyjny w mieście w dużej mierze wynika z faktu, że właśnie tej ekipie jako pierwszej dane było od początku operować pieniędzmi płynącymi z UE. Ale te pieniądze też trzeba umieć zagospodarować.

Nie da się nie zauważyć, że coraz więcej w stolicy dróg wyremontowanych, równych. Że uruchomiono system rowerów miejskich. Że wreszcie ruszyła budowa drugiej linii metra – niechże nawet się przedłuża, co oczywiście irytuje, ale ruszyła i wreszcie dojdzie do końca! Powstało chwalone Centrum Nauki Kopernik, a także chwalony nieco mniej - choć dla mnie, jako kibica, niezwykle ważny, bo i bardzo długo wyczekiwany - stadion Legii. Są też estetyczno-rekreacyjne plusy, jak Multimedialny Park Fontann, czy też świąteczne dekoracje, które czynią zimowy spacer Traktem Królewskim znacznie przyjemniejszym – to z pozoru nieistotne, ale jednak wpływa na generalny odbiór miasta i komfort życia mieszkańców.

Widzę też jednak obcą moim przekonaniom antyfrekwencyjną kampanię PO. Choć rozumiem, że jest to potencjalnie najskuteczniejsza strategia „wygrania” referendum, to uważam, że w dalszej perspektywie odbije się ona rządzącej obecnie partii czkawką. Ta sama partia, która z chodzenia do urn czyniła cnotę, dziś sama sobie przeczy – niezależnie od tego, jak będą tłumaczyć taką woltę politycy Platformy i jak bardzo z ich punktu widzenia racjonalnym nie byłoby ich obecne podejście, będą posądzani przez przeciwników o hipokryzję. A część wyborców tę opinię podzieli.

Myślę zresztą, że nawoływanie do referendalnej absencji może być przeciwskuteczne – część osób, które planowały referendum zlekceważyć, może uznać, że odwdzięczy się PO za jej „antydemokratyczną” retorykę biorąc udział w głosowaniu i oddając głos przeciw rządzącej prezydent stolicy. Rozumiejąc względy taktyczne, jakie przemawiały za Donaldem Tuskiem, Bronisławem Komorowskim i resztą obozu rządzącego, wydaje mi się, że lepiej byłoby dla nich samych, gdyby nie stawiali sprawy tak jasno. Nawoływanie wprost, aby ludzie nie szli do referendum (lub zwykła deklaracja, że samemu się nie pójdzie – w gruncie rzeczy wychodzi na to samo) to strzał w stopę. Bo Platformie chyba się nie wydaje, że opozycja i media zapomną im ostatnie wypowiedzi, gdy ci będą starali się mobilizować wyborców do „powstrzymywania PiS” w wyborach parlamentarnych?

Nie sympatyzuję z politykami i ugrupowaniami, które sprzymierzyły się w akcji przeciwko obecnej prezydent stolicy. Mam poczucie, że wiceprzewodnicząca PO radzi sobie z rządzeniem miastem co najmniej przyzwoicie. Jestem też zwolennikiem tezy, że referendum odwoławcze na rok przed wyborami jest przejawem pewnej nadgorliwości – choć nie twierdzę, że w każdych okolicznościach byłoby bez sensu. Po prostu w tym konkretnym przypadku nie widzę aż tak poważnej, bezpośredniej przyczyny dla tak radykalnego zwrotu przeciwko Gronkiewicz-Waltz. I w ogóle nie widzę okoliczności, które przemawiałyby za odwoływaniem jej w nadzwyczajnym trybie – wszystkie zarzuty mieszczą się w kategorii tych, z których rozliczeniem można byłoby spokojnie poczekać do końca kadencji, a więc do właściwych wyborów.

Jednak przy swoim własnym przekonaniu o tym, że głosowanie jest zawsze obywatelskim obowiązkiem, będę miał niemały dylemat, czy 13 października wyjść z domu.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!

Komentarzy: 4

Janek
22 sierpnia 2013 (14:49)
nie, nie ma sensu
z punktu widzenia politycznego oczywiście ma, ale to tylko punkt widzenia dla idiotów. W zasadzie przegrana Waltz może mieć efekt odwrotny, ludzie zobaczą, że pis naprawdę może zdobyć władzę, więc te kibolstwa, macierewicze, rydzyki, mogą dyktować co jest a co nie jest właściwe - i pójdą głosować na PO.

Poznaniak
22 sierpnia 2013 (21:30)
problem jest w tym
że polityk, który siedzi na stołku tyle lat po prostu się przejada. Wszyscy mają go dość, tylko dlatego że ciągle go pokazują, opozycja coraz bardziej absurdalnie go atakuje (Na Gronkiewicz sypane gromy za zalanie tunelu, jezioro na obwodnicy itd) ale ludzie w to wierzą..."bo się już nachapała i jej nie zależy". Swoją drogą to fatalne, bo to oznacza, że politycy naprawdę zrobią wszystko by się przypodobać ludziom...czyli zero reform.

Anka
23 sierpnia 2013 (07:03)
nie wspomnieliście o czynszówkach
o wybudowała ich prawie 3000 dla najbiedniejszych, choć w bardziej odległych dzielnicach. Nikt tego wcześniej nie zrobił. Jestem za referendum, jestem za Gronkiewicz

Katrina
29 sierpnia 2013 (07:05)
Czy każdy Polak może sobie przyjechać i zagłosować
tak słyszałam wczoraj podczas programu TAK JEST w TVN24. Rozmawiali radni z Warszawki, ktoś z PiS i PO. I teraz ja mogę sobie przyjechać do Wawy do mojej kumpeli i zagłosować za odwołaniem. Ale ubaw po pachy. Przecież do Wawy ściągną koła Radia Maryja, Gazety Polskiej.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
Remis ze wskazaniem na PO, a Korwin Krul

Ponieważ Czytelnicy naszego portalu mieli już okazję zapoznać się z analizami wyborów do europarlamentu, postaram się w swoim komentarzu skupić na pewnych konkretnych aspektach sytuacji...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".