Czy warto dziś wracać do Tran Anh Hunga?
    kino azjatyckie5 · kino autorskie77 · Dramat106
2011-02-05
Tran Anh Hung jest jednym z najbardziej znanych na Zachodzie reżyserów wietnamskich. Mimo że w dzieciństwie przeniósł się z rodzicami do Paryża, jego nagradzane na międzynarodowych festiwalach filmy uosabiają azjatycką wrażliwość. Autorski styl Tran Anh Hunga w latach 90. XX wieku spadł na nas niczym ożywczy monsun, wzbudzając falę zainteresowania wschodnim kinem. Czekając na jego najnowszy film, ekranizację powieści Haruki Murakamiego - „Norwegian Wood” (2010), zastanawiam się, czy - wobec rozwijających się w ekspresowym tempie i w zaskakujących kierunkach azjatyckich kinematografii - reżyser „Zapachu zielonej papai”, „Rykszarza”, czy „Schyłku lata” nie stał się już li tylko zakurzonym klasykiem.

Na to pytanie powinno odpowiedzieć właśnie „Norwegian Wood”. Film pokazywany na festiwalu w Wenecji podzielił krytyków i publiczność. Długi, elegancki, mało wciągający – pisano po premierze (The Hollywood Reporter), cudowny, lecz apatyczny (Variety), piękna porażka (Obsessed With Film), adaptacja zbyt dosłowna (Film Business Asia). Jednak polski krytyk Tadeusz Sobolewski w swojej relacji nazywa go wybitnym i świeżym, powtarzając, że piękno – tak charakterystyczne dla stylu reżysera - którym naznaczone są tu nawet obrazy cierpienia, „zagarnia”. Film, pisał Sobolewski, „jest intrygującym połączeniem różnych żywiołów kina: dynamiki i kontemplacji, chłodu i żaru, popkultury i wyrafinowania” i porównywał „Norwegian Wood” w poziomie intensywności, jaką nasycony jest każdy jego kadr, do polskiego „Nikt nie woła” Kazimierza Kutza z 1960 roku. Niecierpliwie przebierając nogami, bo „Norwegian Wood” jeszcze nie widziałam, zauważam tylko, że recenzja Sobolewskiego trafnie zabrzmiałaby i 15 lat temu przy okazji premiery nagrodzonego w Wenecji Złotym Lwem i nagrodą FIPRESCI „Rykszarza” (Xich lo, 1995). Czyżby świeżość kina Tran Anh Hunga miała arcydzielnie nieskończoną datę ważności?

Tran Anh Hung debiutował „Zapachem zielonej papai” (Mùi du du xanh, 1993), w paryskim studiu z detalami odtworzył klimat życia wietnamskiego mieszczaństwa, opowiadając o pracy i miłości młodej służącej. „Schyłek lata” (Mua he chieu thang dung, 2000) opowiada z kolei historię trzech sióstr, świętujących rocznicę śmierci swoich rodziców. Każda z nich znajduje się na innym etapie życia, boryka z odmiennymi problemami. Razem tworzą zmieniającą się w czasie figurę kobiecości. „I Come with the Rain” (2008) to nakręcony w Hongkongu thriller z Joshem Harnettem w roli głównej. W „Rykszarzu” (1995) Tran Anh Hung z ulic Sajgonu uczynił pełną brutalnego piękna scenerię, w której rozgrywa się dramat chłopaka zmuszonego poznać ciemną stronę miasta. Ten film reżysera lubię najbardziej.

„Rykszarz” opowiada prostą historię, fabularnie to kino niemal „zaangażowane”, występujące w obronie uczciwych biedaków, tkwiących w kieracie bez perspektyw, hołd dla nieskomplikowanego życia wypełnionego ciężką pracą, dla rodziny, znikającej tradycji, która rozpływa się w metropolitalnym zgiełku. Ale z drugiej strony wiele w tym filmie postkolonialnej melancholii, dekadencji, mroku, przemocy, jaką zwykliśmy oglądać raczej u Koreańczyków. Główny wątek wydaje się pożyczony od włoskich neorealistów - oto osierocony przez rodziców osiemnastolatek mieszka z dziadkiem i dwiema siostrami w małym domku nad kanałem. Chłopak podobnie jak jego ojciec, który zginął w wypadku, pracuje jako rykszarz. Jego starsza siostra jest roznosicielką wody na targu i kucharką w ulicznej restauracji, młodsza – pucybutem, dziadek zajmuje się naprawą rowerów. Kiedy złodzieje ukradną chłopakowi wynajmowaną rykszę, zostanie członkiem gangu, pracującego dla jej właścicielki, a jego starsza siostra – jedną z dziewczyn wynajmowanych na godziny. Były rykszarz bezrefleksyjnie, właściwie ze strachu, z dziecięcej naiwności przekraczając kolejne kręgi wtajemniczenia, dojrzewa do podjęcia własnego wyboru, w finale świadomie zrezygnuje z przemocy.

Narracja „Rykszarza” jest klasyczna, akcja rozwija się zgodnie z zasadami dramatu zakończonego katharsis, to historia, jakich w kinie było już wiele. Złożoność tego filmu tkwi jednak w obrazie, w doprowadzonym do perfekcji mechanizmie uwodzenia - kolorem, fakturą, światłocieniem, atmosferą. Tran Anh Hung to zwykle reżyser studia, układający z miejsc i postaci martwe natury. Tu również nie dopuszcza do głosu przypadku, mimo że często wchodzi z kamerą w plener – wykorzystuje uliczny ruch, miejskie autentyczne przestrzenie - panuje nad każdym szczegółem. Struktura filmu jest zamknięta i wyrazista, oparta na kontraście. I choć – kiedy wracam do „Rykszarza” po latach - czuję się zbyt przytłoczona tym formalnym perfekcjonizmem i spektakularnością, nie mogę odmówić mu szatańskiej siły. Mam wrażenie, że jest w tym filmie coś, z czego światowe kino autorskie, „artystyczne” jakby już wyrosło - to rodzaj efektu, żeby nie powiedzieć efekciarstwa. A jednak poddaję się mu, czerpię z niego przyjemność, nawet jeżeli łatwą.

Jak wspomniałam, ważną rolę grają u Tran Anh Hunga miejsca i postacie. Wypełnione rowerami szerokie ulice obok ciasnych zaułków z wiszącą nad nimi plątaniną kabli. Małe domki z bambusowymi tarasami, gdzie wszystko dzieje się na oczach sąsiadów i wypełnione bibelotami kolonialne kamienice, kruszejące w wilgotnym upale. Uliczne życie – jedzenie, pranie, krzątanina i dyskoteki skrzące się stroboskopowym światłem. Kamera nieustannie przekracza linię wnętrza i zewnętrza, granice bliskich sobie, choć kompletnie innych światów. Jednym z ważnych bohaterów „Rykszarza” jest azjatycka roślinność: zaborcza i dojrzała, rozsadzająca mury, soczysta. W tej całej bogatej scenerii pojawiają się też niezwykli ludzie - gwiazda większości filmów Tran Anh Hunga, jego żona, delikatna Tran Nu Yen Khe gra starszą siostrę rykszarza, w którego rolę wcielił się młody naturszczyk Le Van Loc. Alfonsa siostry, brutalnego i wrażliwego poetę zagrał ulubiony aktor Wonga Kar-waia, uosobienie smutku - Tony Leung Chiu Wai, szefową gangu – diva wietnamskiego kina Nhu Quynh Nguyen.

Na pierwszy plan w „Rykszarzu” wysuwa się jego widowiskowość. Do historii kina przejdzie zapewne scena z udziałem Le Van Loca, który w narkotycznym transie oblewa się od stóp do głów błękitną farbą, w ustach trzymając „złotą” akwariową rybkę. Albo scena, w której poeta w jak zwykle białym ubraniu, z papierosem w kąciku ust zabija mężczyznę, który skrzywdził siostrę rykszarza. Mężczyzna, którego ubranie nasiąka krwią z kolejnych zadawanych mu ran, trwa w śmiertelnym tańcu, tarzając się wśród suchych traw i rozsypanych muszli. Wiele jest takich hipnotyzujących scen, które mimo swojej dynamiki zatrzymują akcję, w których przenikają się jasno wyznaczone przez reżysera – moralistę plany dobra i zła. „Rykszarz” to również subtelna historia niespełnionej miłości poety - alfonsa i jednej z jego dziewczyn w świecie, który – choć tak piękny – dla ludzkich uczuć nie jest łaskawy.

„Rykszarz” znalazł się na polskich ekranach w 1996 roku (na dvd od 2008, Kino Świat), podobnie jak „Schyłek lata” (dostępny na wideo, SPI), „Zapach zielonej papai” jest dostępny na dvd od 2009 (Epelpol).


Komentarzy: 1

tangerine
7 sierpnia 2011 (16:21)
Dystrybucja
Czy się mylę, czy Norwegian Wood nie było w Polsce w dystrybucji ?! A czy chociaż było na festiwalu którymś ? Nie potrafię znaleźć takiej informacji. Wydawałoby się, że dostęp do kina światowego się w ostatnich latach w Polsce bardzo się poprawił. Byłoby to spore niedopatrzenie - Rykszarz to jeden z najbardziej stylowych filmów lat 90, obok takich dzieł jak Przełamując fale czy Uniesie nas wiatr itp.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Kręcimy powstanie

O tym, że film dokumentujący „Powstanie warszawskie” wart jest uwagi, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak czy okraszanie go kolorem i dialogami jest konieczne? To już nie jest takie pewne.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".