Czysto etycznie o aborcji
    aborcja10 · bioetyka6
2010-03-26
Pisano i mówiono o niej już kilkanaście, kilkadziesiąt a może i kilkaset razy i nigdy nie dochodzono do żadnego konsensusu. Spór i różnice poglądów nadal istnieją. Problem jednak nie tkwi w samym „nieporozumieniu”. Istotną kwestią jest to, że jeżeli już w ogóle podejmuje się jakąkolwiek dyskusję, to temat musi być jeden. Tymczasem większość zabierających głos mówi o czymś zupełnie innym – i chyba nie do końca zdają sobie z tego sprawę.

Najważniejszym warunkiem, który należy spełnić, aby rozpocząć debatę o aborcji w sensie stricte etycznym jest wzięcie pod uwagę statusu ontologicznego płodu i rozważenie kryterium człowieczeństwa. Nie bez powodu najpopularniejszym i najbardziej banalnym argumentem przeciwników aborcyjnej praktyki jest stwierdzenie, że „aborcja jest morderstwem, bo jesteśmy ludźmi od momentu poczęcia i mamy prawo do życia”.

Po pierwsze, należy zadać sobie pytanie: czym jest człowiek? I w tym momencie do drzwi puka genetyka. Z jej punktu widzenia człowiek „to byt, który posiada ludzki kod genetyczny.” Biorąc pod uwagę tylko taką teorię argument przeciwników jest jak najbardziej prawdziwy. Ale czy człowiek jest osobą? Nie do końca, bo jak zdążył zauważyć już John Locke „osoba to byt, który ma świadomość własnego istnienia”. Sprawy zaczynają się nieco komplikować, bo skoro jesteśmy ludźmi od „momentu poczęcia” to jednak do pewnego etapu swojego życia nie mamy świadomości tego, że jesteśmy, istniejemy. Kolejną kwestią jest fakt, że człowiekowi nie przysługują wszystkie prawa – osobom tak. Sprzeczność.

Po drugie – co to jest „moment poczęcia”? Cóż, na pierwszy rzut oka jest to metafora, skrót myślowy średniej jakości. I po raz kolejny kłania się genetyka, bo coś takiego jak „moment poczęcia” po prostu nie istnieje. Zapłodnienie to przecież niezwykle złożony proces (a nie moment, chwila w czasie), składający się z poszczególnych faz, trwający od 24 do 34 godzin od momentu ejakulacji. Czy ktoś jest w stanie powiedzieć, kiedy dokładnie powstał i od kiedy „istnieje”? Odpowiedź jest zdumiewająco prosta – nie.

Pora na kolejną teorię związaną z kryterium człowieczeństwa, zawartą w obowiązującej definicji śmierci. No tak, ale co definicja śmierci ma z tematem wspólnego? Otóż bardzo wiele. Każda teoria śmierci musi zawierać w sobie definicję człowieczeństwa. Obowiązująca mówi, że „zgon następuje wówczas, gdy nastąpi nieodwracalne obumarcie rdzenia mózgowego”, czyli narządu odpowiedzialnego za świadomość. Definicja neurofizjologiczna jest konkretna– istniejemy do momentu, kiedy funkcjonuje nasz rdzeń mózgowy. Nie ma rdzenia, nie ma świadomości, nie ma nas… ale gdyby wziąć pod uwagę zasadę kodu DNA to człowiekiem jesteśmy nadal, przez jakieś kilkadziesiąt lat, aż do momentu, kiedy ostatnia komórka naszego organizmu zostanie unicestwiona. Biorąc pod uwagę tylko ten aspekt, aborcja nie jest niczym złym.
Jeżeli uznajemy taką definicję śmierci, to nie możemy sprzeciwiać się aborcji – bo nie jesteśmy ludźmi od „momentu poczęcia”. Ktoś, kto zgadza się z powyższą definicją, akceptuje ją i mówi jednocześnie, że jest przeciwnikiem aborcji nie wart jest większej uwagi, bo nie ma o temacie zielonego pojęcia, a mówiąc nieco uszczypliwie - im mniejsza wiedza, tym większa kompetencja do udzielania rad innym

Z jednej strony zygotę/zarodek/embrion/płód traktuje się od początku jak człowieka (choć wszystkie te określenia mówią o czymś zupełnie innym), z drugiej zaś nie. Gdzie podziała się konsekwencja i świadomość tego, o czym się mówi?

Mimo wszystko nawet przeciwnicy aborcji doceniają ludzkie życie dopiero po narodzinach. Przeprowadzono pewien eksperyment: określonej liczbie mężczyzn dano do rozwiązania test, który – bez ich wiedzy – był kluczem do wyboru kandydatów do kolejnego etapu. Każdego z wybranych postawiono w pewnej sytuacji: ukochana kobieta rodzi długo wyczekiwane dziecko, następują komplikacje i w ciągu kilku minut trzeba wybrać, kogo uratować. 92% mężczyzn wybrało kobietę, poświęcając tym samym życie swojego nienarodzonego dziecka. W podobnej sytuacji postawiono kolejną grupę, jednak tym razem należało wybrać między życiem ukochanej kobiety a życiem swojej 9-letniej córki… Nikt z nich nie umiał zdecydować.

O dopuszczalności aborcji nie można decydować wspólnie, nikt przy zdrowych zmysłach nie bierze na siebie odpowiedzialności za to, kto jest człowiekiem, a kto nie. Kwestia aborcji zawsze łączy się z kryterium człowieczeństwa. Natomiast prawo antyaborcyjne oparte na zasadzie kodu DNA jest nieetycznie i niesprawiedliwe. Etyczne byłoby wówczas, gdyby ta teoria była jedyną prawdziwą. Nie jest.

Paradoksów jest milion, wyjaśniając jeden, pojawia się drugi. Do rozważenia pozostają jeszcze argumenty wywodzące się z zasady potencjalności.
Ale o nich innym razem.


Komentarzy: 2

Ernesto
26 marca 2010 (11:46)
sam nie wiem
kompletnie o co chodzi z tą aborcją. Dla mnie lepszym wyjściem jest stosowanie środków antykoncepcyjnych, lub świadome zajścię w ciążę, niż późniejsze dylematy. Aborcja nigdy nie będzie rozwiązaniem dla kobiety, bo tutaj o kobietę chodzi, które nie pozostawi śladu, poteżnego śladu na psychice.

Fiona
28 marca 2010 (14:34)
oklepany
temat- niestety nie padło nic nowego
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".