Czyszczenie przyhotelowej plaży
    Wydawnictwo Czarne64 · reportaż60 · Turcja71 · dyskryminacja5
2010-09-29
Autor: Anna Wiatr
Czytając reportaże z Turcji

Najpierw przeczytałam wywiad przeprowadzony przez Witolda Szabłowskiego z Deniz Akçay, turecką królową seriali (Wysokie Obcasy, 18. września 2010). Zaintrygował mnie zarówno tekst, jak i jego autor. Pomyślałam: ktoś, kto wybiera sobie takich rozmówców i zadaje takie pytania wie sporo o Turcji. Potem okazało się, że nie tylko sporo wie, ale i potrafi o tym pisać.

Podczas lektury tureckich reportaży Witolda Szabłowskiego towarzyszyły mi dwa uczucia: przyjemność i przerażenie. Przyjemność czerpana z podążania za fascynującą opowieścią o tureckiej polityce i codzienności. I przerażenie wiążące się z tym, jaka ta polityka i codzienność jest. (Mówię tu o polityce w wąskim i szerokim znaczeniu tego słowa jednocześnie: chodzi o to, kto i dlaczego rządzi Turcją, ale i o to, jak tureckie społeczeństwo jest urządzone).

„Są dwa Stambuły” – pisze Witold Szabłowski. „Pierwszy należy do turystów, pięciogwiazdkowych hoteli i imprezowiczów. Orhan Pamuk szuka w nim źródeł swojej nostalgii, a obwieszeni aparatami Japończycy fotografują każdy jego milimetr. (…) Ale nie tylko turyści uwielbiają Turcję. W ostatnich latach była rajem dla biznesmenów, których przyciągnął ponad siedmioprocentowy wzrost gospodarczy. I dla polityków, którzy dostrzegają jej próby godzenia Europy i Azji.” Drugi Stambuł to Stambuł „Afrykańczyków, którzy resztką sił ciągną wózki władowane metalem. Chińczyków, którzy gdzieś w piwnicy kroją ogórki do kebabów. Hindusów, którzy sprzedają podróbki perfum i którym wory pod oczami przykleiły się do twarzy na stałe. Znoszą to psie życie, bo marzą o Europie”. (s. 141).

Ta albo podobna podwójność przenika prawie wszystkie teksty, składające się na książkę „Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji”. Jej autor podejmuje wątki związane z tureckim byciem pomiędzy: Wschodem a Zachodem; społeczeństwem tradycyjnym a nowoczesnym; tęsknotą za Europą a europofobią. Te skomplikowane kwestie naukowcom i publicystom zajmują setki, o ile nie tysiące stron. Witoldowi Szabłowskiemu udaje się intrygująco opowiedzieć o niuansach tureckiej rzeczywistości bez uciekania się do rozbudowanych analiz. Dokonuje tego w prosty sposób: oddaje głos bohaterom swoich opowieści i cierpliwie podąża za ich często dramatycznymi losami. Dzięki temu poznajemy życie dwóch prostytutek, które postanowiły wystartować w wyborach parlamentarnych; czytamy o tym, do czego, a właściwie do kogo odnosi się duma tureckich mężczyzn; udajemy się z wizytą do rodziny Mehmeta Ali Ağcy; zwiedzamy meczet zbudowany przez słynnego Sinana, nazywanego tureckim Michałem Aniołem, i zagłębiamy się w wiele innych ciekawych, ale i szokujących historii. Turcja widziana oczami Witolda Szabłowskiego staje krajem, do którego koniecznie trzeba pojechać, najlepiej omijając pięciogwiazdkowe hotele i ich plaże, z których o świecie wywożone są ciała tak zwanych nielegalnych imigrantów.

Temat migracji i dyskryminacji kobiet wywołał u mnie największe przygnębienie. Klika razy pomyślałam nawet, czytając „Zabójcę z miasta moreli…”, że reporter częściej powinien zajmować się przyjemniejszymi tematami: odwiedzać kultowe knajpy czy rozmawiać z cenionymi artystami. Tymczasem Witold Szabłowski rozmawia z kobietami, którym cudem udało się uniknąć śmierci z rąk własnych braci albo z oszukiwanymi przez (nielegalnych?) pracodawców imigrantów, których obecnie do Turcji najwięcej przybywa z Iraku. Jeden z nich chce, żeby autor umieścił w swoim reportażu jego krótki apel: „Ja, Mahmud X., były tłumacz wojsk amerykańskich, mam do zachodniej Europy wielką prośbę. Przyślijcie tu oddział wojska i wykastrujcie nas wszystkich. I tak nie mamy z czego wyżywić naszych dzieci. A kiedy chcemy przyjechać do was i uczciwie pracować – strzelacie do nas i wyganiacie. Wykastrujcie nas. Ulżycie i nam, i sobie.” (s. 158).

Zachwycając się i przygnębiając reportażami Witolda Szabłowskiego, myślę jeszcze o czymś: jakie reportaże przywiozłaby z Turcji kobieta, która, w odróżnieniu od autora, nie musiałaby odwracać wzroku od przyglądających się jej Turczynek po to, żeby - przez uśmiech czy spojrzenie – nie sprowadzić na nie śmierci.

Przeczytaj inne recenzje reportaży Wydawnictwa Czarne
Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".