David Finkel - Dobrzy żołnierze
    wojna w Iraku9 · Bliski Wschód186 · konflikty zbrojne96 · Irak25
2011-05-13
Wydawnictwo Dolnośląskie oddaje do rąk czytelników niesamowitą książkę. „Dobrzy żołnierze” – amerykańskiego reportera Davida Finkela – to doskonale napisany wojenny reportaż, którego żywy język przypomina pierwszoligową literaturę sensacyjną. Mocne, męskie dialogi oraz krwawe sceny z ogarniętego chaotycznym konfliktem Iraku – to wszystko wydarzyło się naprawdę.

David Finkel (laureat Nagrody Pulitzera) jest jednym z tych dziennikarzy, którzy – chcąc napisać o wojnie w Iraku – przyłączyli się do jednego z oddziałów amerykańskiej armii. Nie byle jakiego – rzecz jasna. Padło na doborową jednostkę – drugi batalion szesnastego pułku piechoty, powołany na czternaście miesięcy (począwszy od kwietnia 2007 roku) do kontrolowania jednego z najniebezpieczniejszych regionów Iraku – wschodniego Bagdadu. Tam też intensywnie działała Armia Mahdiego, czyli partyzantka dowodzona przez szyickiego radykała – Muktadę as-Sadra.

Opisywany przez Finkela okres to czas trwania strategii Surge (autorstwa generała Davida Petraeusa), polegającej na nasyceniu Iraku obecnością wojsk koalicyjnych w celu spacyfikowania kraju, która wciągnęła wojsko w niebezpieczną wojnę partyzancką. O ile strategia Surge przyniosła pożądane skutki, ponieważ w trakcie jej realizacji spadła liczba zamachów i ofiar irackiego powstania, o tyle autor w ogóle nie rozpatruje jej z taktycznego czy politycznego punktu widzenia. Dziennikarz koncentruje się na zwykłym żołnierzu – amerykańskiej ofierze irackiej wojny, mającej wykonywać wątpliwe rozkazy, codziennie narażając swe życie na olbrzymie niebezpieczeństwo.

Książka zaczyna się standardowo – podobnie do większości amerykańskich filmów wojennych, co może nieco zniechęcać. No chyba, że ktoś lubi rzewne prologi w stylu –dobrzy, naiwni chłopcy idą na wojnę, którą rozpętali źli i cyniczni panowie w garniturach. Warto jednak przez ten początek przebrnąć, bo potem jest już tylko lepiej. Dynamiczna akcja, żywe – niekiedy niecenzuralne – dialogi oraz krew i heroiczna walka o życie. A także strach, który nie opuszcza bohaterów ani na chwilę. I tak przez czternaście miesięcy. Dzięki tak skonstruowanej fabule, Finkelowi doskonale udaje się oddać tragiczne realia wojny w Iraku, widzianej oczami amerykańskiego piechura – co najlepiej ukaże przytoczony poniżej fragment.

Donieśli Emory’ego do wnętrza klatki schodowej, z dala od ostrzału, i teraz musieli znieść go trzy pietra w dół. Budynek był wysoki, w dół musiało być ze sto schodów. Emory’ego ułożono na desce. Jego ciało było wiotkie. Oczy mu się zamykały i otwierały. Dwóch żołnierzy dźwigało deskę, ale nie było pasków, by umocować ciało, i kiedy zaczynał się zsuwać, jakiś inny żołnierz wziął go na ramiona. Był nim sierżant sztabowy Adam Schumman. Uważano go za najlepszego żołnierza w batalionie. Kilka miesięcy później, przezywając załamanie psychiczne, powie o tym wydarzeniu: „Pamiętam, że krew spływała z jego głowy i wpływała mi do ust. Nie mogłem się potem pozbyć tego smaku. Tego żelazistego smaku. Ile bym wtedy nie wypił, nie pomagało”.

Amerykanie lubią kontrasty. Lubią też mieć głównego bohatera, który – pod każdym względem – wyróżnia się na tle innych osób. Nie inaczej jest w książce Finkela. Pierwszoplanową postacią jest pułkownik Ralph Kauzlarich, głównodowodzący jednostką, której przypatruje się autor „Dobrych żołnierzy”. Świetny dowódca, jak również człowiek, dzięki któremu poznajemy również Irakijczyków.

Zapraszający wprowadził Kauzlaricha, nie zwracając uwagi na zaskoczone twarze członków swej rodziny, i wskazał mu miejsce na krześle w nieskazitelnie czystym reprezentacyjnym pokoju. Był tam stół z wazonem pełnym sztucznych kwiatów oraz regał, w którym stały delikatne naczynia i filiżanki. – Śliczny dom – powiedział Kauzlarich i usiadł, nie ściągając hełmu, w pełnym rynsztunku, z pistoletem pod ręką. Gospodarz uśmiechnął się i podziękował, a pod jego pachami pojawiły się ślady potu. (…) – Boję się współpracować z Amerykanami. Dostałem groźby od rebeliantów. Nie mam pieniędzy, a chciałbym je zarobić – mówił po arabsku i robił przerwy, dając czas tłumaczowi Kauzlaricha na przetłumaczenie (…). – Lubię Amerykę. Kiedy Ameryka tu przyszła, wystawiłem kwiaty na zewnątrz – powiedział. – Ale obecnie – gdybym je wystawił, zabiliby mnie.

„Dobrzy żołnierze” to wartościowa książka. Nie tylko dlatego, że odwzorowuje amerykańskie działania w Iraku, ale również dlatego, iż pokazuje wojnę taką, jaka ona jest – brudną, krwawą i (przede wszystkim) powodującą „rozpad osobowości”, odzierającą z nadludzkich szat nawet najtwardszych zawodników.

Czterysta dwadzieścia dni wcześniej, kiedy mieli właśnie wyruszać do Iraku, jeden z kolegów Kauzlaricha przepowiadał, co się stanie. – Zobaczysz na własne oczy rozpad osobowości – powiedział. Czterysta dwadzieścia dni później pozostawała tylko kwestia, ilu z ośmiuset żołnierzy batalionu doznało takiego rozpadu. Na jednym końcu bazy żołnierz, który godzinami barykadował wejście do swojego pokoju workami z piaskiem, zostawiając tylko tunel, ogłaszał, że jest przygotowany na następny atak rakietowy. Na drugim końcu bazy żołnierze dowiedzieli się, że jedna z serii pocisków, które wystrzelili po tym, jak nastąpił wybuch miny i gdy byli w drodze po pluton Showmana, przeszła przez okno i trafiła prosto w głowę irackiej dziewczynki, zabijając ją, gdy właśnie wraz z rodziną chciała się schować. W jeszcze innej części bazy żołnierz myślał o tym, o czym żołnierze sobie myślą, gdy zobaczą, jak pies liże kałużę krwi Winegara lub Reichera albo Hanleya lub Bennetta czy Millera, a następnie strzelał do psa, póki go nie zabił.

Książka „Dobrzy żołnierze” jest hołdem złożonym amerykańskim żołnierzom, którym przyszło realizować chore wizje waszyngtońskich polityków i oficerów. Nie czyni z nich jednak herosów, niebojących się stanąć warzą w twarz z wrogiem. Przedstawia ich jako ludzi, którzy – różnie motywowani – znaleźli się w samym środku piekła irackiego konfliktu. Niektórzy z nich nie powrócili do domów. Większość jednak wróciła – bez rąk, nóg, oczu, z poharatanymi duszami…

Dobrzy żołnierze. Tacy byli. – Da ciebie wojna już się skończyła – powiedział Kauzlarich Showmanowi i ze wszystkich zdań, jakie kiedykolwiek wypowiedział, żadne nie wydawało się tak prawdziwe, jak to.

David Finkel, Dobrzy żołnierze Relacja z amerykańskiej wojny w Iraku,
przełożył Jacek Szela, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2011, stron 320.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".