Dołącz do naszego zespołu Dołącz do naszego zespołu Subskrybuj RSS
mojeopinie.pl Start Polityka Gospodarka Media Historia Kultura Podróże Ekologia Tydzień Subiektyw
Film Książka Muzyka Wydarzenia kulturalne
Redakcja mojeopinie.pl poleca w tej kategorii
Liczyć do jednego, recenzja „Dlaczego wierzę. Życie jako dowód wiary”

Jak to się dzieje, że dwudziestotrzyletni młodzieniec, student nauk politycznych, wychowany w rodzinie agnostyckiej i antyklerykalnej,...

Śnieg jak złudzenie

„Śnieg” Pamuka jest powieścią wielostronicową i wielowątkową. Jednak cała jej konstrukcja, niewyczerpana różnorodność i...

4 typy osobowości według Baumana Zygmunt Bauman

W swoim szkicu pt. „Ponowoczesne wzorce osobowe” Zygmunt Bauman wyróżnia cztery typy „ponowoczesnych” osobowości: spacerowiczów,... Zygmunt Bauman

Henryk Sienkiewicz - zwykły, niezwykły człowiek

Rozmowa z Juliuszem Sienkiewiczem, wnukiem pisarza Henryka Sienkiewicza, wieloletnim pracownikiem i dyrektorem koszalińskiego muzeum.

Ricardo Orizio - Zaginione białe plemiona

„Ale i my wszyscy, pod pozorami normalności, należymy do jakiegoś zaginionego plemienia. […] Biali, którzy żyją w jamajskiej Dolinie...

Najcześciej czytane teksty kategorii w ciągu ostatnich 30 dni
Kapuściński non-fiction „Takich przyjaciół nie życzę”

Zamieszanie wokół biografii Ryszarda Kapuścińskiego, „Kapuściński non-fiction”, autorstwa Artura Domosławskiego trwa od wielu dni i...

4 typy osobowości według Baumana Zygmunt Bauman

W swoim szkicu pt. „Ponowoczesne wzorce osobowe” Zygmunt Bauman wyróżnia cztery typy „ponowoczesnych” osobowości: spacerowiczów,... Zygmunt Bauman

Henryk Sienkiewicz - zwykły, niezwykły człowiek

Rozmowa z Juliuszem Sienkiewiczem, wnukiem pisarza Henryka Sienkiewicza, wieloletnim pracownikiem i dyrektorem koszalińskiego muzeum.

Johan Theorin „Nocna zamieć” - dla cierpliwych i wytrwałych

Bodajże dwa tygodnie po lekturze ostatniej części trylogii Stiega Larssona „Millenium”, rozpoczęłam drugi etap mojej przygody ze szwedzkimi...

„Ja inkwizytor - Wieże do nieba” Jacka Piekary

„Dobro wygrywa tylko wtedy, kiedy ma szczęście, by służyły mu takie skurwysyny jak ja” - autor owej uroczej deklaracji powrócił w...

Ostatnio komentowane
Kapuściński non-fiction „Takich przyjaciół nie życzę”

Zamieszanie wokół biografii Ryszarda Kapuścińskiego, „Kapuściński non-fiction”, autorstwa Artura Domosławskiego trwa od wielu dni i...

Henryk Sienkiewicz - zwykły, niezwykły człowiek

Rozmowa z Juliuszem Sienkiewiczem, wnukiem pisarza Henryka Sienkiewicza, wieloletnim pracownikiem i dyrektorem koszalińskiego muzeum.

E40 z Karą

Każdy przekracza narzucane nam granice po swojemu. Karę, tytułową bohaterkę powieści Mai Wolny, poznajemy w momencie pokonywania jednej z...

„Ravensbrück” - Steve Sem-Sandberg

Miłość Kafki w drodze do zagłady Steve-a Sem-Sandberga autora wydanej właśnie książki o Milenie Jesenskiej interesują Silne, a przy tym...

Klejnot Medyny – recenzja książki

Tej książce ktoś zrobił wielką krzywdę. Jej okładka sugerować bowiem może, że to kolejna pozycja z serii wynurzeń Europejek/Amerykanek,...

Wybrane teksty

Literatura SF
„Ja inkwizytor - Wieże do nieba” Jacka Piekary

„Dobro wygrywa tylko wtedy, kiedy ma szczęście, by służyły mu takie skurwysyny jak ja” - autor owej uroczej deklaracji powrócił w najnowszej książce Jacka Piekary. Można ubolewać nieco z powodu, iż zamiast kontynuacji „Płomienia i... Czytaj więcej

Najnowsze recenzje książek
Kapuściński non-fiction „Takich przyjaciół nie życzę”

Zamieszanie wokół biografii Ryszarda Kapuścińskiego, „Kapuściński non-fiction”, autorstwa Artura Domosławskiego trwa od wielu dni i przynosi wymierny efekt; pierwszy nakład książki, w ilości 45 tyś. egzemplarzy został wykupiony... Czytaj więcej

Tagi

Wybrani autorzy

Diuna – Dżihad Butleriański

science fiction · recenzja książki · klasyka gatunku · 18 marzec 2008 (17:46)
recenzja ksiażki science-fiction recenzja ksiażki science-fiction

Od niedawna na naszym rynku, w ofercie Domu Wydawniczego REBIS, dostępna jest kolejna książka z cyklu „Diuny” autorstwa Briana Herberta i Kevina J. Andersona. Szkoda, że przetłumaczona i wydana została dopiero po ponad pięciu latach od światowej premiery, ale w sumie lepiej późno niż wcale. Niestety nasz rynek pod względem reprezentacji gatunku science – fiction nadal pozostaje co nieco w tyle za Zachodem, dlatego należałoby chyba po prostu cieszyć się z tego, co mamy, i liczyć na poprawę.

„Dżihad Butleriański” jest pierwszą z trzech powieści tworzących cykl „Legendy Diuny”. Trylogia ta opisuje kulisy powstania imperium, w którym dziesięć tysięcy lat później przyszło żyć Paulowi Atrydzie; pokazuje genezę wszystkich frakcji i organizacji, które pośrednio lub bezpośrednio miały wpływ na akcję, a także na całą otoczkę świata stworzonego przez Franka Herberta w oryginalnej „Diunie”. Jako że poszczególne części trylogii – „Dżihad Butleriański” (The Butleriah Jyhad) , Krucjata Maszyn (The Machine Crusade ) oraz Bitwa o Corrin (The Battle of Corrin) – składają się w jedną całość, a kolejna część jest bezpośrednią kontynuacją poprzedniej, i praktycznie nie da się ich czytać oddzielnie, tematykę w nich podejmowaną przedstawię całościowo, z oczywistych względów skupiając się jednak bardziej na pierwszym tomie. Jednak zanim zaczniemy, należy się kilka słów wyjaśnienia dla wszystkich tych, którzy właśnie zadają sobie pytanie „ale o co chodzi?”.

„Diuna” Franka Herberta jest mniej więcej tym dla koneserów gatunku science – fiction, czym dla miłośników fantasy jest „Władca Pierścieni” Tolkiena. W dzisiejszych czasach książka ta uznawana jest za absolutną klasykę gatunku, i praktycznie każdy, kto kiedykolwiek miał chociażby pobieżną styczność z SF, jest z tym tytułem obeznany. Jest to jedna z tych książek, które same w sobie stanowią drzwi do naszej wyobraźni, drzwi, po otwarciu których świat nigdy nie pozostaje już taki sam. Frank Herbert stworzył dzieło, które zachwyca przede wszystkim swoją głębią, wyjątkowo rozbudowanym światem, oraz doskonale przemawiającym do czytelnika językiem; dzieło, które podaje czytelnikowi fakty, jednak ich interpretację pozostawia jego wyobraźni, niemalże zmusza go do „zobaczenia” tego, co „widział” autor. Ponadto książka ta zawiera w sobie wyjątkowe wizjonerstwo, czerpiąc z religii, proroctw, socjologii i skomplikowanego świata polityki; pokazuje czym jest ludzkość, ale przede wszystkim – czym może się stać.

Główna akcja „Diuny” rozgrywa się na pustynnej planecie Arrakis (potocznie zwanej właśnie Diuną), jedynego we wszechświecie źródła tajemniczej substancji – melanżu. Melanż przedłuża życie, wyostrza zmysły, ale też daje inne niezwykłe możliwości – pozwala nawigatorom Gildii (międzyplanetarnej organizacji transportowej) „zaginać” przestrzeń, czyli przemierzać systemy gwiezdne w mgnieniu oka. Z oczywistych przyczyn jest substancją niezwykle cenną – za walizkę pełną melanżu można np. kupić planetę. Stwierdzenie „ktokolwiek posiada Diunę, posiada wszechświat” bynajmniej nie jest przesadą.

U niektórych ludzi melanż wywołuje prorocze wizje. Jest też niezbędny do funkcjonowania tajemniczego zakonu żeńskiego Bene Gesserit, owładniętego dążeniem do stworzenia „idealnego człowieka”, i przez tysiąclecia prowadzącego skomplikowany program genetyczny. Przypadkowym efektem owego programu jest młody Paul Atryda, syn księcia Leto Atrydy, głowy jednego z wpływowych rodów, które od tysięcy lat władają planetami pod nadzorem Imperatora w znanym ludziom wszechświecie.

Z rozkazu Imperatora książę Leto obejmuje we władanie wspomnianą planetę Arrakis, która jest skrajnie odmienna od jego dotychczasowego lenna, w większości pokrytego oceanami Kaladanu. Żeby było ciekawiej, obejmuje nowe ją po swoim odwiecznym wrogu, okrutnym rodzie Harkonnenów. W wyniku intrygi zaplanowanej przez Harkonnenów i imperialny ród Corrino niedługo po przybyciu na Arrakis Atrydzi zostają wycięci w pień, a jednymi z ocalałych są młody Paul i jego matka, siostra Bene Gesserit – Jessica. Podejmują oni szaleńczą ucieczkę przez pustynię, gdzie natrafiają na koczownicze plemię Fremenów, ludzi od wieków żyjących na Diunie, i perfekcyjnie przystosowanych do wyjątkowo ciężkich warunków panujących na planecie. Niedługo potem okazuje się, że Paul może być wybrańcem, prorokiem z innego świata, nadejścia którego Fremeni oczekują od dawna, wierząc, że poprowadzi ich do wolności, do nowego życia. Dodatkowo Paul zaczyna odkrywać u siebie pewne zaskakujące, prorocze zdolności. Zaakceptowany jako członek plemienia Fremenów powoli zaczyna zdawać sobie sprawę, że zemsta na zdradzieckich Harkonnenach jest jak najbardziej realna. Jednak dążenie do niej pociągnie za sobą wydarzenia, które znacznie go przerosną.

Frank Herbert stworzył świat o olbrzymiej skali, z wyjątkowo skomplikowaną i wciągającą siecią intryg, planów wewnątrz planów, proroctw, ale też z uwidocznieniem podstawowych wad człowieka, niezmiennych od tysiącleci – nienawiści, zemsty, zawiści czy fanatyzmu. Jest to także książka o tym, co w ludziach piękne, o miłości, braterstwie, poświęceniu i honorze. Ale przede wszystkim jest to opowieść o człowieku, który potrafił zobaczyć przyszłość, jednak zdał sobie sprawę z najbardziej przerażającej rzeczy – że nie potrafi jej zmienić, i w efekcie zostaje przez nią uwięziony.

Z czasem „Diuna” rozrosła się w sześciotomową sagę, której akcja rozciągała się na kilka tysięcy lat, gdzie każda z kolejnych części opowieści była równie ciekawa jak pierwowzór. Niestety, na skutek przedwczesnej śmierci pisarza, saga ta nigdy nie została ukończona. I tak oto przechodzimy do sedna – oto syn Franka Herberta, Brian, wraz z Kelvinem J. Andersonem (autorem m.in. powieści z cyklu „Gwiezdnych Wojen” oraz „Z Archiwum X”, a także nominowanej do nagrody Nebula – prestiżowej nagrody wyróżniającej pisarzy science – fiction – „Budowniczowie nieskończoności”) podjął się zadania dokończenia i uzupełnienia sagi.

Korzystając z notatek samego mistrza panowie wzięli się ostro do roboty, czego pierwszym efektem była trylogia „Preludium do Diuny” (wydana w Polsce jako „Ród Atrydów”, „Ród Harkonnenów” i „Ród Corrinów”), opisująca wydarzenia, które miały miejsce kilkadziesiąt lat przed główną opowieścią. Generalnie rzecz biorąc książki te nie były złe, stanowiły ciekawe tło i uzupełnienie niektórych wątków, poza tym dawały podstawy sądzić, że duet Herbert – Anderson nie bierze się za coś, co go przerośnie. Brakowało im co prawda wizji mistrza, tej swoistej głębi, którą możemy odnaleźć w „Diunie”, ale same w sobie były po prostu kawałkiem dobrego science – fiction.

Kolejnym projektem autorów była próba odtworzenia wydarzeń, które zapoczątkowały powstanie Imperium, i dały podwaliny pod istnienie całego, znanego z „Diuny” świata. Tak powstała wspomniana na początku trylogia „Legendy Diuny” opisująca walkę ludzkości z wrogiem, którego sama sobie stworzyła, z myślącymi maszynami, sztuczną inteligencją, która wyrwała się spod kontroli. Podobnie jak „Preludium do Diuny”, tak i cykl „Legendy Diuny”, rozpoczynający się właśnie od „Dżihad Butleriański”, jest jedną, kompletną całością – tak naprawdę jest to jedna powieść rozbita na trzy tomy.

Akcja powieści dzieje się ponad 10 000. lat przed panowaniem Paula Muad’diba. Oto dowiadujemy się, że ludzkość, przeżywająca złoty wiek, etap rozkwitu cywilizacji i dobrobytu, stopniowo zaczęła zatracać sens swojego istnienia, oddając się hedonizmowi, czy też wręcz pospolitemu lenistwu i nieróbstwu. Większość zadań przejęły stworzone przez ludzi i obdarzone inteligencją maszyny. Jednak kilku przedsiębiorczych osobników zdecydowanie nie zgadzało się z istniejącym stanem rzeczy, i postanowiło wziąć sprawy w swoje ręce – tak powstali Tytani.

Spiskowcy przybrali imiona bogów (jak ich przywódca Tlaloc – bóg deszczu) lub mitycznych postaci z historii starożytnej (jak Agamemnon, generał Tytanów). Mimo że niemalże gloryfikowali się na zbawców ludzkości, w efekcie ich przewrotu na ponad sto lat znalazła się ona pod bezlitosną tyranią. Część ludzi zdołała zbiec do odległych światów i utworzyła ligę niezależnych planet, zwaną Ligą Sprawiedliwych. Tytani rządzili żelazną ręką, jednak dość szybko zaczął doskwierać im problem śmiertelności (ich przywódca, Tlaloc, zmarł 10 lat po przewrocie), postanowili więc wyrzec się ciał, i przekształcić się w cymeków – maszyny z ludzkimi mózgami – by w ten sposób zyskać nieśmiertelność.

Po stu latach rządów jeden z Tytanów, Kserkses, popełnił błąd dając myślącym maszynom zbyt duże uprawnienia. W efekcie władzę przejął komputerowy wszechumysł zwany Omniusem; Tytani uratowali swoje życia jedynie dzięki sprytowi jednego z nich, wybitnego programisty Barbarossy, który zawczasu umieścił w oprogramowaniu Omniusa klauzulę zakazującą wszechumysłowi prób zakończenia ich egzystencji. Jednak mimo to ich sytuacja wcale nie wyglądała dobrze – zostali skazani na bezgraniczne posłuszeństwo komputerowemu umysłowi; od ponad tysiąca lat snują plany rebelii przeciw Omniusowi, jednocześnie pałając szczerą nienawiścią do „ludzkiego robactwa”, które okazało się wobec nich nieposłuszne.

Planety kontrolowane przez Tytanów zostały przekształcone w Zsynchronizowane Światy pod żelazną kontrolą Omniusa. Wolne światy ludzi od stuleci zmuszone są do desperackiej obrony, co więcej – jest to walka, którą stopniowo przegrywają, powoli tracąc kolejne planety.

„Dżihad Butleriańska” zaczyna się udaną obroną planety – stolicy Ligi, Salusa Secundus. Autorzy stopniowo wprowadzają kolejne postaci, które z czasem przyczynią się do rozwoju wydarzeń, oraz do powstania przeróżnych frakcji, organizacji i narodów, które powrócą 10 000. lat później w „Diunie”. Ze względu na ogrom informacji podawanych czytelnikowi początkowo można odnieść wrażenie, iż powieść jest niezwykle chaotyczna, jednak z czasem układa się ona w logiczną całość. Jako że z samej natury swojego istnienia niektóre narody czy organizacje nie są bezpośrednio związane z głównym wątkiem wojny z maszynami, autorzy dość często skaczą z jednego tematu na drugi, a czasami są one od siebie skrajnie odległe. Ten typ narracji może chwilami wydawać się męczący, jednak ze względu na ogrom przedsięwzięcia duetu Herbert – Anderson trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić.

Poznajemy więc Xaviera Harkonnena, młodego oficera, który dokonuje brawurowej obrony Salusy Secundus, a z czasem wyrasta na jednego z przywódców Dżihadu. Poznajemy Serenę Butler, młodą narzeczoną Xaviera i polityczną aktywistkę, której męczeństwo przyczyni się do zmiany sposobu myślenia ludzi, i rozpocznie świętą wojnę przeciw maszynom. Vorian Atryda jest synem Tytana Agamemnona, początkowo wiernym Omniusowi i swojemu ojcu, z czasem jednak buntującym się przeciwko nim, i przechodzącym na stronę wolnych ludzi, by w końcu zostać kolejnym bohaterem krucjaty. Jest też wiele postaci „pobocznych”, które pozornie nie wnoszą istotnych elementów do opowieści, jednak w końcu okazują się kluczowe – jak Selim czy Ismael (przodkowie późniejszych Fremenów z „Diuny”), Norma Cenva (asystentka słynnego naukowca Tio Holtzmana, genialna matematyczka), Aureliusz Venport (jeden z założycieli Gildii Planetarnej), telekinetyczka Zufa Cenva, i wiele, wiele innych.

Mamy także możliwość poznania drugiej strony konfliktu – działania Tytanów, niezależnego robota Erazma, który chce zgłębić naturę człowieczeństwa (a bardziej przypomina doktora Mengele), czy samego Omniusa. Mimo początkowego wrażenia chaosu wszystkie te postaci nadają powieści głębię, by w końcu doprowadzić do, często zaskakującego w poszczególnych wątkach, finału.

Fani „Diuny” na pewno nie zawiodą się trylogią „Legend…”; autorzy wyjaśniają kulisy powstania praktycznie wszystkich stron, które występują w oryginale, poczynając od Fremenów, Gildii czy Bene Gesserit, a na lekarzach Suk, szermierzach z Ginaz czy genezie zakonu mentatów (ludzkich szkolonych w myśleniu na sposób maszyn) kończąc. Powieść podejmuje właściwie wszystkie wątki, nawet te, które w „Diunie” były jedynie wspomniane w przypisach; dość często ich wyjaśnienie jest naprawdę zaskakujące – np. moim zdaniem bardzo dobrze przedstawiono przyczynę wielowiekowej nienawiści, która nastąpi między rodami Atrydów i Harkonnenów. Sposób, w jaki zamknięto poszczególne wątki nieraz był dla mnie prawdziwą niespodzianką, co nadaje powieści dodatkowego smaczku.

Niemniej jednak nie ma się co łudzić – książki Herberta i Andersona nigdy nie będą nawet zbliżone do oryginalnego stylu mistrza. Mimo że autorzy naprawdę się starają, w powieści brak tej charakterystycznej głębi, owych magicznych drzwi do świata wyobraźni; próbują nadrabiać to mnogością wątków, ale mimo to efekt nadal zdecydowanie odbiega od twórczości Franka Herberta. Nie zmienia to faktu, iż „Dżihad Butleriańska” (podobnie jak następne części „Legend Diuny”) jest naprawdę niezłym kawałkiem konkretnego science – fiction, który z pewnością spodoba się fanom gatunku, i nie tylko. Mimo sporadycznego wrażenia infantylności (które na szczęście jest tylko wrażeniem) lub pojedynczych wpadek w kwestii np. zgodności czasowej poszczególnych wydarzeń, powieść czyta się dobrze.

Polskie wydanie „Dżihadu” jest na naprawdę wysokim poziomie – wielkie, opasłe tomisko, zszywane strony, twarda oprawa. Do tego naprawdę przyzwoita okładka z lekko surrealistycznym obrazem, oraz ilustracje wewnątrz książki, wszystko to autorstwa Wojciecha Siudmaka. Oprawa graficzna robi wrażenie, chociaż nieraz ilustracje niezbyt pasują do klimatu książki (np. okładka moim zdaniem nijak nie nawiązuje do tematyki). Dom Wydawniczy Rebis w taki sam sposób wydał już „Diunę” i „Mesjasza Diuny” Franka Herberta, tak więc „Dżihad Butleriański” jest, z wizualnego punktu widzenia, bardzo dobrym uzupełnieniem serii. Właściwie poza zbytnią abstrakcją niektórych ilustracji nie ma się do czego przyczepić, wydawca naprawdę spisał się na medal.

Miałem za to kilka zastrzeżeń w kwestii tłumaczenia. „Legendy Diuny” czytałem kilka lat temu w wersji oryginalnej, dlatego też moje wątpliwości mogą wynikać po prostu z przyzwyczajenia do poszczególnych imion i nazw, jednak w kilku przypadkach wersja zaproponowana przez tłumacza, pana Andrzeja Jankowskiego, po prostu mi nie pasowała. I tak niezależny robot Erasmus to Erazm…niby nic wielkiego, ale już za chwilę spotykamy Xaviara Harkonnena. Skoro już tłumaczymy imiona, które da się przetłumaczyć, to dlaczego nie Ksawery Harkonnen? (chociaż przy takim tłumaczeniu chyba zapłakałbym się ze śmiechu). Statek, którym podróżował Vorian Atryda to Wymarzony podróżnik – w oryginale nazywał się Dream Voyager , czyli dosłownie „podróżujący przez sny”; rozumiem, że nie jest łatwo w rozsądny sposób przetłumaczyć niektóre nazwy, i być może po prostu się czepiam, ale pewien niedosyt pozostaje.

Ponadto tłumacz stosuje czasami dość dziwną odmianę niektórych nazw, i tak np. mamy planetę Salusa Secundus, a akcja dzieje się na…Salusa Secundusie. Jak dla mnie wersja co nieco dziwna. I wreszcie fakt, że w tekście zdarzają się czasami zdania z błędnym szykiem, jednak na szczęście jest ich mało. Poza tym czyta się płynnie, i jeśli przywykniemy już do wprowadzonych przez tłumacza zmian, to nie stanowią one żadnego problemu; podejrzewam, że dla czytelnika, który nie miał styczności z wersją oryginalną nie będzie to kłopotem. Zresztą po językowych wygibasach, które kiedyś pojawiły się w jednej z wersji tłumaczenia „Diuny”, gdzie mieliśmy Wolan zamiast Fremenów, albo piaskacze zamiast czerwi pustyni, ta wersja i tak jest oazą szczęścia, więc należy się tylko cieszyć.

„Dżihad Butleriański” (oraz cały cykl „Legendy Diuny”) to pozycja obowiązkowa dla fanów prozy Franka Herberta. Jest to powieść na wysokim poziomie, napisana z ogromnym rozmachem, i wyjaśniająca praktycznie wszystkie zawiłości i niedopowiedzenia, na które mogliśmy się natknąć w „Diunie” i kolejnych jej częściach. Warto też zapoznać się z książką chociażby dlatego, że kontynuacja „Diuna: Kapitularz”, czyli ostatniej powieści Franka Herberta (na Zachodzie ukazała się w dwóch tomach – Hunters of Dune i Sandworms of Dune) pośrednio nawiązuje do tematu dżihadu, dobrze więc wiedzieć o co chodzi.

Niemniej jednak książkę tą mogę spokojnie polecić czytelnikowi, który z „Diuną” nigdy się nie zetknął, albo nawet takiemu, który gatunek science – fiction zna jedynie pobieżnie. „Dżihad Butleriański” nie jest kontynuacją jakiegokolwiek cyklu, jest raczej jego początkiem; znajomość prozy Franka Herberta nie jest wymagana, można spokojnie potraktować tą powieść jako osobną historię. Kto wie, być może lektura „Dżihadu” zachęci do sięgnięcia po samą „Diunę” i wkroczenia w ten niesamowity świat zrodzony z umysłu genialnego pisarza. Czego szczerze życzę każdemu, kto jeszcze tego nie uczynił.

Marcin Szybkowski

Najnowsze z kategorii

śledzik

Nie oceniony
Komentarz użytkownika

kebab
18 marzec 2008 (23:45)


Wydaje mi się, że na zamieszczonej okładce siedzi robot Erazmus, który robi jeden ze swoich eksperymentów a'la dr Mengele ;) Książeczka naprawdę super. Polecam.

Polecane tematy

Wróg nr 1 w Japonii – deflacja

Od czasów Johna Maynarda Keynesa banki centralne na całym świecie wielokrotnie musiały walczyć z zagrożeniem zbyt wysokiej inflacji. W Europie i Stanach Zjednoczonych z pewnością... Przeczytaj więcej

„Autor widmo” ,tryumf Polańskiego

Trudno o lepszą reklamę dla nowego filmu Romana Polańskiego niż cała medialna nagonka na polskiego reżysera, która miała miejsce ostatnimi czasy. Tym samym ciężko nie oprzeć się... Przeczytaj więcej

Wiezienie nr S-21 - Kambodża

Phnom Penh (PAP/AFP,AP) - Czterdziestu lat więzienia zażądał w środę międzynarodowy prokurator William Smith dla byłego członka reżimu Czerwonych Khmerów Kainga Gueka Eava.... Przeczytaj więcej

MojeOpinie.pl na Facebooku
O nas · Polityka prywatności · Regulamin serwisu · Redakcja · Reklama · Kontakt
Copyright © 2007-2009 mojeopinie.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone.