„Długa wojna” – Pratchett i alternatywne światy (ale nie Dysku)
    science fiction46 · Książka62 · Terry Pratchett2 · Wydawnictwo Prószyński i S-ka7
2014-03-08
Terry Pratchett i Stephen Baxter są autorami tworzącymi w zasadniczo odmiennych konwencjach. Pierwszy z nich zasłynął głównie humorystycznym cyklem fantasy o Świecie Dysku, drugi zaś specjalizuje się w hard science-fiction w duchu H.G. Wellsa*. Jaki mógł być rezultat ich wspólnego przedsięwzięcia pisarskiego?

Przekonać się możemy o tym osobiście, sięgając po „Długą wojnę”, będącą drugim (po „Długiej Ziemi”) tomem cyklu powieściowego, który Pratchett i Baxter sygnują swoimi nazwiskami. Pochwalić należy przy tym wydawnictwo Prószyński i S-ka za wydanie książki w polskim tłumaczeniu stosunkowo niedługo po premierze brytyjskiego oryginału.

Autorstwo idei, która legła u źródła omawianego cyklu przypisać należy Pratchettowi. Wywodzi się ona bowiem z niepublikowanego opowiadania, napisanego przezeń równolegle z „Kolorem magii” jako potencjalny zalążek większego cyklu. Sukces pierwszej powieści o Dysku skłonił jednak pisarza do zajęcia się jej kontynuacjami i zarzucenia alternatywnego projektu.

Kluczową dla fabuły powieści jest koncepcja światów równoległych. Otóż w książce istnieje ich wiele (być może nieskończona ilość), przy czym niektóre zbliżone są do naszego, zaś inne w sposób diametralny się od niego różnią. Ważne jest to, że w żadnym z nich nie rozwinął się gatunek homo sapiens. Co nie oznacza bynajmniej, że nie ma tam żadnych inteligentnych form życia.

W tak zarysowanym świecie (czy raczej światach) rozgrywa się, może nie nazbyt oryginalna, choć i nie sztampowa, historia z gatunku science-fiction, której szczegółów raczej nie powinienem zdradzać, by nie popsuć nikomu odbioru książki. Dość powiedzieć, że w „Długiej wojnie” istotne są kolonizacja alternatywnych światów (mamy nawet do czynienia z buntem kolonistów na tle zdzierstwa podatkowego oraz ignorowania praw obywatelskich przez metropolię – co jest bardzo wyraźnym nawiązaniem do powstania Stanów Zjednoczonych Ameryki), a także status istot je zamieszkujących – kwestia tego czy jest to zwierzyna, na którą można polować bądź też przeprowadzać eksperymenty, czy też raczej istoty myślące i czujące, równie nam w swym człowieczeństwie (świadomie stosuję pozorny paradoks używając tego określenia w odniesieniu do nie-ludzi) jest na kartach powieści bardzo istotna i może przywoływać jakieś bardzo dalekie echa twórczości Dicka (stawiającego np. pytanie czy androida nie wiedzącego, że nie jest człowiekiem należy traktować jako człowieka). Jest to tematyka w literaturze fantastyczno-naukowej poruszana dość często, można wręcz rzec – wyświechtana, a jednak wciąż zaprzątająca umysły i trapiąca serca rzesz czytelników.

Inna ważna kwestia, która pozwala na tle dynamicznej fabuły snuć głębsze przemyślenia, to właśnie nie-ludzkość istot zamieszkujących ową mnogość światów. Skoro nie pojawił się tam rodzaj ludzki (przynajmniej nie w postaci, jaką znamy z autopsji), to uczyniły je sobie poddanymi inne gatunki. Rzecz jasna wyłoniły się one w drodze ewolucji i doboru naturalnego. Rzecz jasna nie mamy do czynienia z książką popularnonaukową z dziedziny biologii, ale „Długa wojna” pozwala nam zastanowić się, jak wyglądałaby planeta, zdominowana np. przez stworzenia, które powstały wskutek wyewoluowania z przodków psa.

No dobrze, mamy światy równoległe, mamy też meandry ewolucji, a nawet pewne subtelne refleksje na temat tego czy rodzaj ludzki jest jedynym zdolnym do myślenia i odczuwania. Zniecierpliwiony czytelnik mógłby spytać, czy aby na pewno książkę tę napisał (nawet jako współautor) Terry Pratchett. Spieszę uspokoić, że powieść przepełniona jest typowo Pratchettowskim humorem, jak i specyficznym dla tego pisarza dowcipem (tak w obiegowym, jak i w staropolskim znaczeniu tego słowa). Miłośnicy cyklu o Świecie Dysku, kiedy tylko oswoją się z inną konwencją literacką, powinni być usatysfakcjonowani.

Czemu sięgnąć akurat po tę, a nie po którąś z dziesiątek, a może nawet setek powieści fantastycznych ukazujących się na rynku? Moja odpowiedź na to pytanie będzie dość banalna – a czemuż by nie? Zarówno Pratchett, jak i Baxter to solidne „firmy”. I chociaż „Długa wojna” nie jest z pewnością jednym z najwybitniejszych dokonań gatunku, to poniżej pewnego poziomu autorzy nie schodzą. Myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby zaryzykować i zapoznać się z ich wspólną powieścią.

* Również Pratchett pisał sci-fi, ale to nie z tych dokonań jest najbardziej znany


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".