Długa Zima w N.
    literatura polska14 · powieść kryminalna5 · Alina Krzywiec1 · polska kultura13
2013-12-14
Za wysokie progi na twoje nogi – mówiłam sobie, decydując się na spotkanie z książką Aliny Krzywiec pt „Długa zima w N.”. Po spotkaniu – twierdzę tak dalej. Autorka popełniła bowiem książkę wieloaspektową i trzeba mieć oczytany łeb na wytrenowanym życiem karku, żeby dobrze ją ogarnąć.

Mnie zapewne sporo umknęło, bo bardziej czytałam emocjami niż głową, ale co miałam znaleźć dla siebie, znalazłam.

Zacznę od okładki, bo najpierw połknęłam książkę okiem. Zatem – doskonałe wino w malowanym ręcznie kieliszku. Skrywający twarz i tajemnice parasol, finezyjnie obsypany śniegiem. Czerwień płaszczyka, wyrazista i taki sam napis, wykonany podkradzionym Marii B. lakierem do paznokci.

No właśnie – Maria B., niewiadomego nazwiska. To sprawia, że zaczynamy się niespokojnie kręcić. Bo jeśli bohater nie ma dokładnie odmalowanej twarzy, jednoznacznych personaliów, to albo już jest oskarżony, albo za chwilę pokaże nam lusterko, w którym odbije się nasze oblicze, nasze słabostki i to, co naprawdę myślimy. Maria B. to każdy i nikt, N, w którym dzieje się akcja powieści, to wszędzie i nigdzie.

„Długa zima w N.” to książka niebezpieczna. Znów ten inicjał, przez który łatwo mogę książkę umiejscowić w sąsiedztwie bliższym, czy dalszym. W końcu wszędzie odgrywa się „spektakl ludzkich brudów, poprzebieranych w (niedzielne) koronki” (DzwN, str. 85) N. to małe miasteczko, które jest doskonałym tłem dla bohaterów; przecież wszystko, co dobre i złe niknie w mrowiu ludzi i natłoku spraw, a wyolbrzymioną oprawę zyskuje tam, gdzie po prostu je widać.

Główna bohaterka książki Maria B. jest żoną „przy mężu”, matką kilkuletniej córki i niezrealizowaną pisarką. Wydawać by się mogło, że wraz z mężem – Miśkiem – wiedzie spokojne, rodzinne życie. Jest dom, jest dziecko, są i tradycyjne mleczne bułeczki, które muszą wjechać na stół w niedzielę. Właściwie nie z wielkiej chęci i miłości do rytuałów, ale po to, aby przyklepać poczucie bezpieczeństwa i powtarzalności. Można zrobić mężowi awanturę o nieumytą wannę, a potem tymi bułkami próbować wrócić małżeństwo na właściwe, to jest skazane na siebie tory. Bo Maria B. to kobieta, która dzierży władzę. Obserwatorka, umiejąca wyciągać wnioski i w odpowiedniej chwili zagrać odpowiednią kartą. Rodzinną i małżeńską nudę urozmaica sobie przygodnymi znajomościami, w których to znowu ona obdziela seksualną władzą. Kozetkowy specjalista najpewniej zdiagnozowałby w tym emocjonalne patologie rodzinne, chęć odegrania się na ojcu, który porzucił rodzinę i zapewne strach, który najłatwiej ukryć pod maską pewności siebie.

Ale w końcu każda kosa musi trafić na swój kamień. Maria B potyka się o dwa kamienie, a właściwie kamyczki, bo tak je ocenia. Pierwszy z nich to drugi pierwszoplanowy bohater – Mariusz – listonosz z N. Maria B postanawia „wziąć go na warsztat” i pokazać mu kilka łóżkowych sztuczek. Tymczasem okazuje się, że to jednak listonosz „bierze na warsztat” Marię i tak oto nasza bohaterka otrzymuje śmiertelne rany od broni, w której uważała się za mistrzynię. Władzę dzierży się do momentu, gdy nie pojawi się ktoś mocniejszy. Listonosz także dugo nie pocieszy się swoim triumfem…

Drugim katem Marii okazuje się jej własna siostra, która może ładnie w fartuszku nie wygląda, ale wie, po co ten fartuch się nakłada. Umie z sercem usmażyć naleśniki, pobawić się z siostrzenicą i zamienić ciepłe słowo ze szwagrem. Nic ponadto, bo Monika gra czysto, jest absolutnie pozytywną bohaterką, która nie otrzymała zbyt wiele dobrego od losu. Ale tak to już jest, cytuję cudze słowa, że otrzymujemy od życia to, czego pragniemy mniej. Mąż Marii zauważa Monikę, jej ciepło i to jest moment, w którym Maria traci nad nim władzę.

Zakończenia nie zdradzę. Powiem tylko, że główna bohaterka przejdzie metamorfozę, ale jak to ona, bardziej na pokaz niż taką prawdziwą. Nie taką oparta na refleksji, która ma szansę stać się zaczątkiem czegoś dobrego, ale opartą na strachu o brak stabilizacji. Miśkowaty mąż nagle stanie się ważniejszy niż podniecające randki, nabierze cech idealnych, …a może tylko idealnych dla innej kobiety.

Jak już pisałam książka Aliny Krzywiec to książka niebezpieczna, zmuszająca człowieka do niepokoju, zrewidowania własnych ról życiowych, do dostrzeżenia siebie w bohaterach „Długiej zimy w N.” Bo, że wiele kobiet odnajdzie swoje cechy w Marii B, jestem przekonana. Czy to będzie kompulsywne sprzątanie, dzierżenie władzy seksem, traktowanie innych jako środka do osiągnięcia celu, czy po prostu nieumiejętność bycia dobrą żoną i matką, nieważne.

Książki, które dają człowiekowi w łeb – cenię. Takie, które można tylko przeczytać – zapominam.
„Długa zima w N.” to parada dobrze wykreowanych bohaterów. To małomiasteczkowa rzeczywistość, przedstawiona sprawnym językiem, któremu nie da się nic zarzucić. Autorka ciekawie zazębia zdarzenia, wciągając przez to czytelnika jeszcze bardziej w fabułę.

Książka dla inteligentnego czytelnika. Polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce i wydawnictwu Świat Książki.


Komentarzy: 0
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
„Białoruś dla początkujących” – Igor Sokołowski

„Co wiemy dziś na temat Białorusi?” - pyta polskiego czytelnika okładka książki. I odpowiada za niego, że niezbyt dużo.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".