Dmowski- Piłsudski, czyli konflikt, który ukształtował II RP.
    historia Rzeczypospolitej28 · Piłsudski7 · II RP19 · Dmowski2
2008-11-11
Walka między Romanem Dmowskim a Józefem Piłsudskim stanowiła oś polskiej polityki wewnętrznej przez całe niemal dwudziestolecie międzywojenne, ale jej korzenie leżą znacznie wcześniej. Obu wielkich polityków różniło niemal wszystko: pochodzenie, poglądy polityczne i droga, jaką chcieli osiągnąć niepodległość Polski. Łączyło ich umiłowanie Ojczyzny i miłość do tej samej kobiety.



Miłość i polityka

Pierwszy akt zmagań Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego nie rozgrywają się na dyplomatycznych salonach, czy na politycznych wiecach. Bronią w tym pierwszym starciu nie były dyplomatyczne noty, czy rewolwery, lecz… bukiety kwiatów i pudełka czekoladek. W latach 1893-1895 Roman Dmowski spędził niemało czasu w Wilnie. Jego myśli zaprzątały nie tylko losy kraju, lecz również bardziej osobiste kwestie.

Uliczki wileńskiego starego miasta przemierzał w towarzystwie pięknej Marii Juszkiewiczowej, młodej rozwódki ze znanej rodziny wileńskich lekarzy. Drugim adoratorem „Pięknej Damy”, jak nazywali ją towarzysze z PPS, który zdobył sobie większą sympatię jej krewnych niż ponury warszawiak, był Józef Piłsudski. Na jego korzyść przemawiały nie tylko przymioty osobowości, ale również podobne poglądy polityczne. W 1899 roku, gdy Roman Dmowski przebywał za granicą, Józef Piłsudski przypieczętował swe zwycięstwo w miłosnych zmaganiach. 24 maja przeszedł na protestantyzm, gdyż tego wyznania była „Piękna Dama”, zaś 15 lipca 1899 w zborze we wsi Paproć Duża poślubił Marię Juszkiewiczową. Formalnie pozostawali oni małżeństwem aż do śmierci Marii w 1921 roku, lecz faktycznie ich szczęście trwało znacznie krócej, bo tylko 8 lat. Od 1907 roku partnerką życiową Piłsudskiego stała się Aleksandra Szczerbińska, jego przyszła druga żona.

Historia tego miłosnego trójkąta była po wielokroć podnoszona, jako możliwa przyczyna wzajemnej animozji obu polityków. Piłsudczycy twierdzili, że „piękna Maria” odtrąciła Dmowskiego, endecy natomiast utrzymywali, iż nawet po zawarciu małżeństwa darzyła go uczuciem. Jeśli nawet nie, to wiele wskazuje, że pozostała dla Dmowskiego wielką nieodwzajemnioną miłością, gdyż do końca swego życia nie związał się z inną kobietą. Sam twierdził, że taki związek byłby mu przeszkodą w działalności politycznej. Nie sposób rozstrzygnąć jak było naprawdę, jednak historia ta nadaje obu postaciom wielkich polityków nieco bardziej ludzkiego wymiaru.

Starcie na „froncie japońskim”

W politycznych szrankach obaj panowie stanęli naprzeciw siebie nie w Polsce, lecz tysiące kilometrów od jej przyszłych granic. W dalekiej Japonii. Był to rok 1904, w którym wojska rosyjskie i japońskie starły się na równinach Mandżurii, rozpoczynając pierwszy nowoczesny konflikt zbrojny.

Działający wówczas w PPS Józef Piłsudski widział w tej wojnie wielką szansę, ale też wielkie zagrożenie. Liczył na to, że osłabienie Imperium Rosyjskiego pozwoli na wywalczenie niepodległości Polski. Obawiał się jednocześnie powszechnej mobilizacji i nawoływał, niestety bezskutecznie, aby do niej nie dopuścić, lub przynajmniej utrudnić na terenach Królestwa Polskiego. Zniechęcony brakiem zrozumienia i obojętnością obywateli wyruszył przez Londyn i Stany Zjednoczone z misją do Japonii. W imieniu PPS zaproponował działania dywersyjne i wywiadowcze na dalekich tyłach Rosji, czyli w Królestwie Polskim, w zamian za wsparcie finansowe. Zasugerował też stworzenie formacji wojskowych wspierających Japończyków, a złożonych z polskich jeńców.

Roman Dmowski zdecydowanie sprzeciwiał się tym pomysłom gdyż, jak napisał w pamiętnikach. - Była obawa, żeby rządowi japońskiemu, wchodzącemu pewnym krokiem w sferę wielkiej polityki światowej, ale nie stojącemu blisko mocarstwowych spraw europejskich, ktoś z Europy nie podszepnął planu wyzyskania Polaków do zrobienia w Rosji dywersji na zachodzie. Misja Piłsudskiego i Filipowicza była owych obaw potwierdzeniem. Dmowski postanowił pokrzyżować plany socjalistów i pod pretekstem zwiedzania wystawy przemysłu w St. Louis wyruszył przez Anglię, stany Zjednoczone i Kanadę do Japonii. W Tokio znalazł się niecałe dwa tygodnie przed wysłannikami PPS, lecz czas ten doskonale wykorzystał. Powołując się na listy polecające, jakie uzyskał od jednego z japońskich dyplomatów w Europie, rozesłał do ważniejszych polityków japońskich dwa obszerne dokumenty, wyjaśniające sytuację polityczną Rosji i znaczenie Polski w polityce państw zaborczych.

Gdy Piłsudski przybył do Japonii w początkach lipca, jego pozycja w negocjacjach nie była najlepsza. Obaj panowie spotkali się 11 lipca 1904 roku i rozpoczęli dyplomatyczne zmagania, z których Dmowski, jako gracz bardziej wytrawny, wyszedł zwycięsko. Rząd japoński i naczelne dowództwo armii odrzuciło propozycję PPS. Było to pierwszy z wielu dowodów dyplomatycznego talentu Dmowskiego, który niejednokrotnie jeszcze przysłuży się Polsce. Było to też jedno z niewielu starć, jakie udało mu się wygrać z charyzmatycznym „Dziukiem”.

Wojna symboli

W kolejnych latach niejednokrotnie jeszcze zmagali się ze sobą, zwłaszcza, gdy kraj odzyskawszy niepodległość pogrążył się w wewnętrznych walkach. Odmienne były ich koncepcje państwa i jego rozwoju. Marszałek wierzył w konfederację ze wschodnimi sąsiadami przeciw zagrożeniu rosyjskiemu, Roman Dmowski wierzył, że Polska powinna być państwem jednonarodowym i katolickim, upatrując przyczynę upadku Rzeczpospolitej w jej zróżnicowaniu. Widział Dmowski w Piłsudskim zagrożenie wynikające z tego że nie rozumie Polski , jak pisał w liście do Stanisława Grabskiego,- a otrzymawszy posadę boga od jołopów, którzy go otaczają, usiłuje być większym, niż go Pan Bóg stworzył.

Jak to w tym roku było 11 listopada w Warszawie.

Dmowski był największym przeciwnikiem nadmiernych przywilejów naczelnika państwa. To jego właśnie wysiłkom zawdzięczała konstytucja polska z marca 1921 roku znaczne ograniczenie władzy prezydenta. Obawiając się, że Piłsudski przejmie ten urząd Roman Dmowski sprowadził rolę prezydenta do funkcji czysto reprezentacyjnej, gdyż wszelkie jego decyzje wymagały aprobaty sejmu lub kontrasygnaty (potwierdzenia) stosownego ministra. Z tej przyczyny marszałek nie zdecydował się nigdy na stanowisko prezydenta.

Po przewrocie majowym roku 1926 i objęciu władzy przez piłsudczyków cała opozycja stała się celem ataków i prześladowań. Roman Dmowski padł ofiarą Sanacji podwójnie: nie tylko zwalczano jego ugrupowanie polityczne, ale również w zapomnienie szły jego zasługi dla Polski. To przecież on był głównym negocjatorem polskim w Wersalu i wraz z premierem Ignacym Paderewskim podpisał 28 czerwca 1919 w sali zwierciadlanej Wersalu, traktat wersalski, przywracający formalnie istnienie Polski na mapie Europy. To Roman Dmowski, już w lipcu 1917, rozesłał czołowym przedstawicielom państw zachodnich memoriał pt. "Problems of Central and Eastern Europe" w określił zarys granic przyszłej, niepodległej Polski, z dostępem do morza i granicami tożsamymi w swej większości z ostatecznym kształtem II RP. Jeśli więc Józefa Piłsudskiego uznajemy za „ojca” niepodległej Polski, to Dmowskiemu przypadła rola jej „akuszerki”, dbającej o właściwy przebieg narodzin. Rola równie ważna, choć nie tak zaszczytna.

Satyra rysunkowa
Oglądaj śmieszne i mniej śmieszne rysunki satyryczne

Jak widać z całego tego konfliktu to Piłsudski wyszedł w oczach potomnych „na swoje”. Marszałek stał się symbolem walki o niepodległość, spychając swego rywala z należnego mu w historii miejsca. To Piłsudski był typem wojownika, rewolucjonisty, bohatera w stylu, jaki Polacy wielbią po dziś dzień. Dmowski ze swym politycznym i dyplomatycznym talentem nie doczekał się należnego uznania. Na drodze zasłużonej sławie stanęły w równym stopniu rządy Sanacji, która dezawuowała jego zasługi, co deklarowany w końcu życia antysemityzm i poparcie dla faszyzmu. Niemniej pozostaje faktem, że ci dwaj panowie wspólnie ukształtowali II RP i jej losy.


Komentarzy: 7

Kot Który Mówi
12 listopada 2008 (10:59)
Trochę nie na temat
Tekst może i ciekawy, ale nie całkiem na temat. Pierwsza połowa coś nawet naświetla i to niezbyt znane fakty. Ostatni kawałek to jakieś streszczenie na temat Dmowskiego. Wyszed z tego kawałek biografi Dmowskiego, trochę wyrwany z kontekstu.

Sarnat
12 listopada 2008 (17:28)
nie ukrywajmy Kocie
Dmowski ma też swoje miejsce w historii, a wydaje mi się, że wszyscy na niego patrzą przez pryzmat jego późnego antysemityzmu - wszyscy co raczej mało znają historię.

Kot który Mówi
12 listopada 2008 (20:09)
To fakt
ale autorowi chyba udało się od tego oderwać. Dmowski ma swoje zasługi, a to ,że na starość mu odbiło nie może ich przekreślać. Gdyby nie on, to polska miałaby pewnie zachodnią granicę na Wiśle.

Jerzy
24 stycznia 2009 (23:45)
Kto ma władzę ten pisze historię i ten czyści archiwa
Sprawa Biura Historycznego W 1923 roku na polecenie Piłsudskiego przeniesiono do Biura Historycznego mjr. Kazimierza Świtalskiego. Świtalski zabierał z Biura dokumenty i przynosił do swojego mieszkania. Tam wspólnie z J. Piłsudskim dokonywał selekcji. "Wyłączone" dokumenty już nie wracały do Biura Historycznego.Prowadzili te prace 1923-1924.Po przejściu Świtalskiego do rezerwy prace tę kontynuował Aleksander Prystor.

Jerzy
24 stycznia 2009 (23:49)
Dlaczego Polska juz w 1926 po przegranej wojnie stracila niepodległość?
Dlaczego Polska juz w 1926 po przegranej wojnie stracila niepodległość? Poniewaz ta wojna wlasnie o nia sie toczyla. Rothshyld powiedzial. "Dajcie mi prawo emisji pieniadza, a nie wazne kto rzadzi , kto ustanawia prawa" Warto poszukac jak doszlo w USA do powstania prywatnej spolki ktora drukuje sobie dolary. Ponizej jak to sie stalo w Polsce: Lata tłuste i chude (Jerzy Zdziechowski - Skarb i pieniądz 1918 – 1939) Roczna faktyczna stabilizacja złotego, wycofanie z obiegu biletów zdawkowych i utrzymanie równowagi budżetowej pozwoliły Polsce zaciągnąć w r. 1927 pożyczkę stabilizacyjną w Stanach Zjednoczonych. Znamienne były zmiany, jakie musiały być na żądanie amerykańskich kół finansowych wprowadzone do statutu Banku Polskiego. Do rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej z dnia 13 października 1927 r. "o planie stabilizacyjnym i zaciągnięciu pożyczki zagranicznej" dołączona została następująca deklaracja rządu: „Rząd zarządcza. że zgodnie z rozporządzeniem z dnia 20 października 1926 r. zrzekł się prawa emisji biletów r.: bankowych i że nie będzie ich więcej emitował. Bank Polski będzie jedyna instytucją emisyjną. Na mocy obecnego statutu Bank Polski, jako spółka akcyjna. jest całkowicie niezależny od rządu. Rząd nie jest upoważniony do uzyskiwania zaliczek od Banku, do emisji biletów na pożyczki dla rządu, z wyjątkiem jednakowoż tych. które się mieszczą wyraźnie w granicach obecnie dozwolonych przez Statut Banku". W ten sposób państwo zostało odsunięte od funkcji regulowania obiegu i kredytu. Pożyczka zaciągnięta opiewała na 62 miliony dolarów i 2 miliony funtów Waluta i złoto zasiliły Bank Polski, a równowartość wpłynę do Skarbu. Spadek złotego w 1925 r: był jedną z 'ważnych przesłanek nastania w dwanaście miesięcy później dobrej koniunktury. Uzyskany parytet gospodarczy pozwolił w pełni wyzyskać ożywienie gospodarcze na całym świecie i wziąć korzystny udział w wymianie międzynarodowej, która w latach 1928 i 1929 dochodzi do najwyższych rozmiarów. Mijają trzy łata — 1927." 1928 i 1929. Budżety dają nadwyżki. Wywóz z Polski osiąga w 1929 r. rekordową sumę. zbliżającą się do 3 miliardów złotych. W chwili, gdy rozlega się sygnał alarmowy giełdowego krachu na Wall Street, gdy na skutek spadku cen otwierają się na roścież wrota kryzysu, sytuacja finan¬sowa i gospodarcza. Polski jest doskonała. Dochód społeczny Polski w 1929 r. osiąga wtedy swe maksi¬mum w sumie 26 miliardów złotych. Mogły i powinny były wtedy powstać podstawy dla akumulacji rodzi¬mego kapitału. Niestety w okresie dwóch na j pomyślnie j szych lat: 1927 i 1928 popełniono dwa zasadnicze błędy, które zaciążyły nad całym przebiegiem kryzysu światowego w Polsce. Z preliminowanych na rok 1927/28 dwóch miliardów wydatków państwowych, przy wykonaniu budżetu zrobiono pod wpływem wzrostu dochodów z danin publicznych skok w wydatkach do sumy około 2,6 miliarda złotych, a w roku następnym 1928/29 do 2.8 miliarda złotych. Te półtora miliarda złotych wzrostu wydatków, z których znaczna część winna była zostać w życiu gospodarczym jako podstawa dla kapitalizacji, zostało u progu kryzysu wypompowanych przez wadliwy system podatkowy. W tym tkwił pierwszy błąd. Z wyjątkowo korzystnych wyników gospodarki budże¬towej w roku 1927, który minister Skarbu Czechowicz nazwał ,,najlepszym pod względem koniunktury go¬spodarczej od początku niepodległości Polski", gdyż dał w budżecie na 1927/28 o 3/4 miliarda złotych wię¬cej niż preliminowano, nie wyciągnięto wniosku, że trzeba ten okres wykorzystać, by przeprowadzić reformę podatkową. W tym tkwił błąd drugi. Numer ten powtorzono po "wynegocjowanym rozpadzie komuniznu" Jak mozemy stwierdzic jak przebiega proces? Pomaga nam w tym metrologia. Mierzac wyniki mozemy wiedziec jakie musialy byc zaklocenia ktore uniemozliwily osiagniecie optymalnego wyniku. Utrata kontroli po przegranej wojne w 1926 roku nad polskim systemem finansowym i kuratela nad budzetem wojskowym doprowadzily do tego ze nasza obrona w 1939 byla duzo krotsza, niz obrona Jugoslawi przed NATO i USA!

JerzyS
24 kwietnia 2009 (15:36)
Syndrom półsieroty
Dziś na podstawie badań już wiemy , że osoby wychowywane w niepełnych rodzinach , gdzie ojciec z jakichś powodów naturalnych -(zgon) lub innych opuścił rodzinę, sa ponadprzeciętnie podatne na manipulacje i hipnozę. Szukają tego ojca do końca życia. Po każdej wojnie ilość takich dzieci którzy stają sie później doriosłymi jest bardzo duża. Stąd właśnie poszukiwanie tego utraconego ocja i znajdowanie jakiegoś substytutu w postaci np Marszałka J. Piłsudskiego, Rydza Śmigłego, w Rosji Stalina, w PRL Jana Pawła II. Nie ma tu znaczenia logika. To sa wybory całkiem podświadome. Własnie J. Piłsudski w II RP zastapił wielu tego ojca. Reszta uległa zbiorowej hipnozie, a niepokornych tak jak gen. Zagórskiego, czy Dołege Mostowicza , Zdizechowskiego i innych, dopadli "Nieznani Sprawcy" Witosa, Konfantego natomiast dopadli w Berezie Znani Sprawcy!

Grzegorz Wasiluk
19 lipca 2009 (06:43)
Roman Dmowski był największym Polakiem w XX wieku
Nie dlatego, że przyczynił się do wykreślenia naszej międzywojennej granicy zachodniej (a byłaby ta granica o wiele bardziej korzystna, gdyby nie straszne skutki bezrozumnej wyprawy kijowskiej, nakazanej przez Piłsudskiego) i umiejętną propagandą oraz dyplomacją powiększył znaczenie sprawy polskiej najpierw w Rosji, a potem wśród aliantów zachodnich. On się wyróżnił czymś więcej. Czymś, z czego to osiągnięcie dyplomatyczne wypływało; umiejętnością tworzenia wizji polityki polskiej w ścisłym tego słowa znaczeniu t. j. polityki polskiego interesu narodowego. Z przegranych powstań, z krwi daremnie przelanej „za wolność waszą i naszą”, z romantycznych mrzonek, z fatalnego pomysłu, żeśmy narodem wybranym do tego, aby cierpieć, być bitym i tracić wszystkie dobra doczesne, wyciągnął wniosek, że powinniśmy raczej prawidłowo ropoznawać nasz własny interes zbiorowy i walczyć o ten interes, nie zaś o wybawienie całego świata, co dalece przekracza nasze siły i możliwości. Powiada się, że na starość stał się antysemitą. To określenie można różnie rozumieć. Dmowski w swoich różnych wypowiedziach posuwał się na drodze krytyki przywar tej grupy społecznej (naród zrobili ze zbiorowości żydowskiej na powrót dopiero syjoniści; przedtem była to raczej wyłącznie wspólnota religijna, krąg wspólnych interesów, pewien sposób życia, jako tako połączony w skali światowej wspólnym językiem jidysz) może i za daleko (np. w wydanej pod pseudonimem Kazimierz Wybranowski powieści Dziedzictwo). Jednak i za młodu uwzględniał przede wszystkim ten prosty fakt, rzucający się w czy na każdym kroku, że między zamożniejszymi przedstawicielami społeczności wyznania mojżeszowego a ludnością polską trwała bezwzględna walka ekonomicza o handel i przemysł, który ci pierwsi pragnęli mieć na wyłączność. W tym tkwiło sedno sprawy, a nie w nielicznych, a zarazem wspaniałych postaciach jak Janusz Korczak czy bracia Sterlingowie (Kazimierz i Stanisław). Naród pozbawiony własnego przemysłu i handlu może zaś zrobić już tylko trzy rzeczy; wyjechać za chlebem, zniżyć się do żebractwa, prostytucji i pospolitego bandytyzmu albo rozpocząć walkę o oskubanie obcych. Zasługą m. in. Dmowskiego było to, że ta walka przybrała w Polsce od roku 1912 charakter o niebo bardziej humanitarny niż np. na obrzeżach Rosji (bojkot żydowskich sklepów połączony z zakładaniem własnych zamiast rozbijania żydowskich głów, podpalania domów pełnych żydowskich kobiet i dzieci itd.). Nie sposób obalić jego twierdzenia, że na losy narodu polskiego od początku XVIII wieku miały wpływ głównie trzy czynniki: Niemcy (wraz z pobratymczą im Austrią), Rosja i (szeroko rozumiani czyli nie tylko osoby uczęszczające do synagogi) Żydzi. Ze względu na to, że każdy z tych trzech czynników z osobna okazał się od nas mocniejszy, nie ma co marzyć o skutecznym przeciwstawieniu się któremukolwiek z nich bez pomocy przynajmniej jednego z pozostałych. Analizując cele polityki niemieckiej (m. in. słynne „Polaków trzeba wytępić” Bismarcka) i żydowskiej (wyżej wspomniana walka ekonomiczna) doszedł do wniosku, że sens ma szukanie oparcia wyłącznie w Rosji, którą przy tym kieruje naród pobratymczy. Argumentem decydującym dla szukania oparcia właśnie tam nie była jednak dlań wspólnota krwi Polaków i Rosjan (pojęcie rasy odgrywało zresztą u niego rolę zupełnie marginesową) lecz zapóźnienie cywilizacyjne narodów Rosji, umożliwiające Polakom wejście w rolę Greków tego olbrzymiego imperium czyli jego głównych pracowników umysłowych – inżynierów, księgowych, twórców kultury itd. Wynikiem powinno być odgrywanie w nim coraz większej roli, aż do przekształcenia go w nowoczesne państwo federacyjne, które odbuduje Polskę jako swego sojusznika, zabezpieczając ją przed Niemcami i innymi zagrożeniami zewnętrznymi skuteczniej i z większym przekonaniem niż mocarstwa zachodnie. Klęska Rosji w Wielkiej Wojnie niestety uniemożliwiła spełnienie się tej wielkiej wizji Dmowskiego mimo obiecujących początków w latach 1906-17. Był to jednak kierunek słuszny nawet po pojawieniu się Lenina i Stalina. Kierunek słuszny nawet wbrew hasłu samego Dmowskiego: „Polska z każdą niebolszewicką Rosją.” Kończąc już, bo mimo niedzieli nie zamierzam tu prawić kazania, a chcąc wyczerpać wszystkie wątki, potrzebowałbym napisać kilka obszernych artykułów tylko tytułem wstępu (a potem kilka książek). Z tym wszystkim nie jestem bezkrytycznym wielbicielem dorobku teorii politycznej i społeczno-religijnej pana Romana. Miał on w swych dziełach również szereg wniosków powierzchownych, czasem wręcz głupich, a niekiedy fatalnych, jak np. „katolicyzm jest nieodłączny od polskości”. Gdy się już rzuci takie hasło w lud, to nie zapanuje się nad skutkami. Fatalne skutki tego ostatniego dla polskiego interesu narodowego były zaś dwa: 1) popchnięcie w ramiona piłsudczyków, a potem i Niemców znacznej części narodu (bo ok. 2 milionów) wyznającej tzw. herezję luterską i kalwińską w języku polskim; 2) ślepe posłuszeństwo wobec Watykanu, którego cele daleko nie w każdej sprawie pokrywały się z celami polityki polskiej. Mógłbym jeszcze wyliczać podobne błędy i potknięcia, jednak ten, który uznaję za najpoważniejszy wymieniłem i jako się rzekło, kończę.
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Ostatnia ofiara wojny Jom Kippur

W czerwcu 2007 r. arabskie media obiegła wiadomość o śmiertelnym wypadku pewnego egipskiego biznesmena. Aszraf Marwan, bo o nim mowa, w niewyjaśnionych okolicznościach wypadł z tarasu swojego...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".