Dramat nielegalnych imigrantów
    imigranci24 · włochy17 · Afryka114
2009-02-21
W środę wieczorem w Ośrodku Zatrzymań i Wydaleń Nielegalnych Imigrantów na wyspie Lampedusa doszło do dramatycznych zajść. Około 150 mieszkańców Tunezji na znak sprzeciwu wobec podania im daty wydalenia ich z Włoch z powrotem do ojczyzny podjęło próbę wydostania się z terenu tegoż ośrodka. Kiedy zostali odparci przez siły bezpieczeństwa, na znak sprzeciwu podpalili swój barak. Od dłuższego czasu napływają doniesienia o przeładowaniu tego ośrodka. Władzom włoskim zarzuca się przetrzymywanie napływających na rozmaitych łajbach mieszkańców Afryki w trudnych do zniesienia warunkach, a nawet utworzenie tam praktycznie obozu koncentracyjnego.

Jest to jednak tylko jedna strona medalu. Drugą jest narastający sprzeciw rdzennych mieszkańców Europy wobec zalewania ich krajów przez obcych cywilizacyjnie (nie asymilujących się nawet w czwartym pokoleniu) przybyszów, sprawiających więcej kłopotów niż przynoszących pożytku. Rzuca się w oczy, że nie jest to tragedia tylko jednej strony, ale dwóch.

Lampedusa – koszty twardego kursu

W roku 1992 ze środkowej części wybrzeża Libii oraz południowej i środkowej części wybrzeża tunezyjskiego w kierunku Malty oraz należących do Włoch Wysp Liparyjskich zaczęły odbijać rozmaite jednostki pływające, wiozące na swych niebezpiecznie zatłoczonych pokładach ludzi o brązowym lub czarnym kolorze skóry. Nie brak do dzisiaj ludzi twierdzących, że stał i stoi za tym nienawidzący wolności i demokracji dyktator Libii Kadafi. Osobiście jestem skłonny wiązać to raczej z rozpowszechnieniem się w saharyjskich oazach oraz w przeludnionych dolinach rzek anten satelitarnych, a także z tzw. operami mydlanymi w języku francuskim i włoskim, pokazującymi wyidealizowane życie filmowych bohaterów bez bezrobocia, przestępczości i innych ciemnych stron współczesnej Europy.

Z biegiem lat ten proceder się nasilał. Trudno, żeby się nie nasilał, skoro jego organizatorzy za miejsce na kruchej i rozchwianej łupinie potrafią pobierać równowartość nawet 30 tysięcy euro (na ogół wystarcza im 10 tysięcy; też suma niebagatelna i dająca wiele do myślenia). To, co się zaczęło dziać w ubiegłym roku, przekroczyło jednak najgorsze obawy. Prasa maltańska pisała:
„Operacja ratunkowa koordynowana przez Frontex zakończyła się powodzeniem, kiedy grupa 27 nielegalnych imigrantów żywa i zdrowa została dostarczona na Lampedusę. Maltańskie siły zbrojne zostały uprzedzone o ich pojawieniu się przez sztab główny marynarki w Rzymie. W następstwie tego nasza łódź patrolowa P-52 zaczęła im towarzyszyć, ale początkowo tamta strona odmawiała przyjęcia pomocy i płynęła nadal dotychczasowym kursem. Jednak gwałtownie pogarszający się stan morza sprawił, że pasażerowie w końcu zgodzili się przejść na pokład jednostki maltańskiej. Po otrzymaniu zezwolenia władz włoskich dostarczono ich na Lampedusę w tę sobotę we wczesnych godzinach porannych. W wydanym w związku z tym oświadczeniu Maltańskich Sił Zbrojnych podkreślono, że Operacja Frontex Nautilus rozwija się zgodnie z założeniami.
Tymczasem dziś rano doszło do kolejnej próby lądowania nielegalnych imigrantów, tym razem w pobliżu portu w Gozo. Ta grupa składała się z 26 osób – w tym 22 mężczyzn i 4 kobiet. Było to trzecie lądowanie nielegałów w naszym kraju między czwartkiem wieczór a sobotą rano. Policja bez ustanku prowadzi śledztwo.”


W tym tygodniu we wtorek jedna grupa imigrantów, licząca około 150 osób, utonęła w pobliżu wybrzeży Portugalii, a druga, dwustuosobowa, wylądowała na Wyspach Kanaryjskich. Ten koszmar nie ma końca.

Wobec tego zjawiska konserwatywno-narodowy rząd włoski zajął stanowisko twarde i nieubłagane. W roku 1998 postanowił odsyłać zdecydowaną większość nielegalnych imigrantów przybywających tą drogą z powrotem do krajów pochodzenia po nakarmieniu i napojeniu, udzieleniu pomocy lekarskiej chorym i rannym, zaopatrzeniu w czyste ubrania itd.; samodzielnie albo przy pomocy libijskiej. W tym celu umieszczono ośrodek odosobnienia na wyspie Lampedusa, aby nie dopuścić do przedostania się tych ludzi na Sycylię lub kontynent, gdzie mogliby próbować zniknąć w asfaltowej dżungli, a z drugiej strony staliby się przedmiotem „zagospodarowania” ze strony mafii względnie jeszcze innych bezwzględnych ludzi. Niestety rozmiary całego tego zjawiska, przekroczyły, jako się rzekło, najgorsze obawy.

W roku 2003 na Lampedusie przebywało (co prawda nie jednocześnie) 8 tysięcy uchodźców, w 2004 13 tysięcy, w 2005 ponad 20 000, w 2007 prawie 32 tysiące. W ciągu tylko jednej doby w drugiej połowie sierpnia ub. roku na Lampedusę przybyło albo zostało tam odwiezionych prawie 900 mieszkańców Afryki. W ośrodku dla nielegałów panuje przerażający ścisk, a włoska lewica ma sposobność do „dokopania” rządowi. Ten robi co może, m. in. planując budowę następnego takiego ośrodka na wyspie Pantelleria, ale sama wiadomość o tym spowodowała gwałtowne protesty uliczne mieszkańców.

Hiszpania – ze skrajności w skrajność

Kłopoty, jakie stały się udziałem Włoch i Malty to jednak małe piwo w porównaniu z tym, co się dzieje w Hiszpanii. Tamtejszy rząd socjalistyczny przyjął metodę odwrotną, a mianowicie wspaniałomyślnie udostępnił swoje terytorium narodowe biedakom z różnych stron świata. W ciągu kilku ostatnich lat Hiszpania przyjęła ok. 4 miliony Arabów, Berberów, Songhajczyków i Murzynów gwinejskich, a także Latynoamerykanów czyli nieomal rodaków. Obecnie, wobec widma wielkiego kryzysu i rosnącego bezrobocia jej rząd doszedł do wniosku, że już więcej nie może. Premier Zapatero przerzucił się od jednej skrajności do drugiej.

W pierwszej połowie 2005 w Hiszpanii przeprowadzono swego rodzaju dni dobroci dla nielegalnych imigrantów. Od lutego do maja każdy z nich, kto mógł się wykazać umową na jakąkolwiek pracę na najbliższe pół roku, mógł uzyskać zezwolenie na bezterminowy stały pobyt. Nawet, jeśli nie posiadał jakichkolwiek dokumentów tożsamości. Można sobie wyobrazić skalę nadużyć oraz zamęt, jaki wywołała tamta decyzja.

W poniedziałek świat obiegła zdumiewająca wiadomość, że hiszpańska policja otrzymała „normy do wyrobienia” w postaci nakazu „wyłowienia” określonej liczby imigrantów bez dokumentów w ciągu tygodnia z obszaru swej odpowiedzialności stosownie do gęstości zaludnienia. Dla przykładu podaje się, że w jednej z dzielnic Madrytu taka norma wynosi 35 głów na komisariat. Zatrzymani mają być wydalani od razu albo coś koło tego (z Marokańczykami na czele) albo też umieszczani w ośrodkach odosobnienia w oczekiwaniu na wolne miejsce w samolocie (np. Boliwijczycy). Najbardziej zdumiona jest tym sama policja. „Mamy dokonywać zupełnie bezpodstawnych aresztowań ludzi tylko dlatego, że są młodzi, mają inny kolor skóry i przebywają w określonej okolicy.” – napisał związek zawodowy policjantów w liście otwartym do ministra spraw wewnętrznych.

Był już kiedyś w Europie rząd, któremu przyszło do głowy, że najlepiej będzie rozwiązać problemy związane z niewygodną mniejszością najkrótszym sposobem. Był to rząd cara Mikołaja II, który dał czarnej sotni „zielone światło” na fizyczne rozprawy z ludnością żydowską, a policji kazał się nie wtrącać. Nie tylko z kronikarskiego obowiązku warto odnotować, że szef policji w Odessie pod wrażeniem nocy wielkiego pogromu podał się do dymisji. W uzasadnieniu napisał do ministra spraw wewnętrznych, że nie sposób jest dłużej bronić prawa i porządku w kraju, w którym sam rząd ma je w głębokiej pogardzie.

Próba oceny politycznej i moralnej

Moi znajomi opowiedzieli mi kiedyś rzecz następującą. Przyjechało do nich z Danii pewne zaprzyjaźnione małżeństwo z dorastającą córką. Była to panienka wrażliwa, a przy tym interesująca się życiem społeczno-politycznym. Pewnego dnia podczas oglądania wiadomości w telewizji obie rodziny ujrzały demonstracje imigrantów w Danii. Panienka wzruszyła się i zawołała: „Jacy ci Turcy są biedni!” Pan domu – człowiek o zdecydowanych przekonaniach prawicowych nie wytrzymał i zawołał: „Skoro są tacy biedni i tak ich w Danii gnębią, to niech wracają do Turcji. Przecież nikt nigdzie nie podaje, że ktoś trzyma ich siłą!” Uznał też za stosowne unaocznić wrażliwej dziewczynie pewną oczywistą prawdę: „Po to, żeby było im lepiej, rząd zabierze pieniądze twojej mamie – czyli również tobie – i da im.” Panienka w odpowiedzi uderzyła w płacz i zamknęła się w swoim pokoju.

Niestety podobnie dziecinne odnoszenie się do śmiertelnie poważnego problemu imigracji ekonomicznej ludów pozaeuropejskich na nasz kontynent wręcz przeważa w dyskusji publicznej na ten temat. Cały czas odmienia się przez wszystkie przypadki takie słowa jak: tolerancja, demokracja, prawa człowieka. Zapytajcie np. chrześcijan w Indiach o to, jakie wrażenie robią te hasła na przytłaczającej większości ludzi w krajach egzotycznych. Prawda jest niestety taka, że żadne. Nawet w jednym z najbardziej tolerancyjnym krajów muzułmańskich, gdzie meczet stoi naprzeciw kościoła i nikomu to nie przeszkadza, tzn. w Jordanii, jeśli spróbujecie mówić coś o swojej wierze w Jezusa Chrystusa albo też o wyzwoleniu kobiet wśród muzułmanów, to bez ceregieli każą wam zejść z tego tematu, bo inaczej... Prawda jest niestety taka, że nadzieje zwolenników postawy nacechowanej tolerancją względem przybyszów spoza Europy na integrację tychże przybyszów w systemie wartości liberalno-demokratycznych zakończą się najpewniej podobnie jak działalność tzw. obrońców pokoju, dowodzących, że nie trzeba przeszkadzać Ho Chi Minhowi, Le Duanowi oraz Pol Potowi w budowaniu „innego typu demokracji”. Nie da się bowiem budować realnej tj. skutecznej polityki na pobożnych życzeniach, którym rzeczywistość przyznaje rację co najwyżej na zasadzie wyjątków potwierdzających regułę.

To jedna strona zagadnienia. Są jednak oczywiście również inne. Czy mamy prawo potępiać Arabów, Murzynów, Latynosów, Hindusów... kogokolwiek za dążenie do podwyższenia sobie stopy życiowej, zdobycia większego bezpieczeństwa osobistego itd.? Oczywiście, że nie. Gdybyśmy byli na ich miejscu, w warunkach od jakich uciekają, zapewne też chcielibyśmy poprawić swój los. Należy jednak uświadomić sobie co najmniej dwie rzeczy. Warunki życia mieszkańców naszego kontynentu w dawnych czasach też były niełatwe. Do ich poprawy przyczynili się jednak sami Europejczycy dzięki ciężkiej pracy własnych rąk i umysłów z jednej strony, a z drugiej poprzez walkę o zmianę stosunków społecznych. Nie da się ukryć, że w tej drugiej trzeba było wiele poświęcić. Czasem nawet własne życie. Część niezadowolonych dokonywała rozmaitych przewrotów, a część wyjeżdżała na stałe do innych części świata. Jednak również emigranci musieli ciężko pracować. Za darmo mogli dostać co najwyżej pokrytą ugorem albo wręcz puszczą ziemię i trochę narzędzi.

Wśród zamorskich imigrantów w dzisiejszej Europie wyróżniają się dwie zasadnicze grupy: szukający pracy i zarobku oraz szukający zwady. Stosunek do tych dwóch grup ze strony miejscowych nie jest taki sam i jest to zupełnie naturalne. W podanym wyżej przypadku raczej trudno jednoznacznie potępić stronę hiszpańską za stosunek do przybyszów pochodzenia marokańskiego po tym, jak niektórzy z nich wysadzili w powietrze setki zwykłych Hiszpanów i Hiszpanek spieszących do pracy w Madrycie. Świat staje się coraz bardziej niebezpieczny. Zwyczajnie i po prostu nie przeżyje w nim ten, kto przedłoży miłosierdzie ponad roztropność. Europa powinna być otwarta wyłącznie na tych, którzy okazali się zdolni do szanowania jej praw i nie pragną jej zniszczyć. W każdym innym wypadku pewnego dnia przestanie istnieć razem z całą swą kulturą i tolerancją.

Druga sprawa to wpływ środków masowego przekazu. Sto lat temu mieszkańcy Mauretanii czy Senegalu zwyczajnie nie zdawali sobie sprawy z tego, że żyją w nędzy i że warto byłoby pożeglować w kierunku Wysp Kanaryjskich. Nie wyobrażali sobie innego życia i byli szczęśliwi w swoich lepiankach pod palmami. Telewizja itd. wyrządziła im krzywdę, pokazując konsumpcyjny styl życia bogatych i średniozamożnych ludzi na północy. Ulegli swego rodzaju podbojowi kulturowemu, wywołującemu o wiele poważniejsze skutki niż polityczny, sprowadzający się kiedyś głównie do wywieszenia obcej flagi na maszcie koło najwyższej palmy.

Osobne zagadnienie to odpowiedzialność moralna – obowiązek wynagrodzenia krzywd za czasy kolonialne oraz neokolonialny wyzysk całych krajów przez wielkie spółki górnicze, plantacyjne, handlowe... Ośmielę się twierdzić, że w tym punkcie mamy do czynienia z zafałszowaniem naszej świadomości przez leninowską bzdurologię i jej pochodne. Otóż system kolonialny tylko w wyjątkowych wypadkach niósł z sobą jednoznaczny wyzysk ludów kolorowych. Z reguły dochodziło do wymiany korzyści. W zamian za dochody z uprawy ziemi, wydobycia bogactw mineralnych itd. kolonizatorzy budowali kościoły, szkoły i szpitale. W niektórych wypadkach dochodziło wręcz do niebywałego rozkwitu terytoriów, na których przed zajęciem ich w imieniu białych władców czy też republik ludność masowo wymierała wskutek epidemii i wojen plemiennych. Gdyby np. Angola pozostała kolonią portugalską, byłaby spichlerzem Afryki i znajdowałaby się pod rządami prawa, które bynajmniej nie stawiało sobie za cel zniszczenia czarnego człowieka. Niestety, światowa lewica zdecydowała inaczej i wskutek tego ten wielki kraj jest obecnie polem bitwy rozmaitych oprychów o diamenty i ropę naftową, którego ludność głoduje.

Obecna sytuacja wielu krajów Afryki to jedno wielkie wezwanie do wzięcia za nie z powrotem odpowiedzialności przez Europę. Odpowiedzialności, której w ciągu minionego półwiecza sprostała tylko Francja, tworząc i (w zależności od warunków) utrzymując żelazną pięścią lub aksamitną łagodnością swoją strefę wpływów na obszarach dawnej Francuskiej Afryki Zachodniej i Francuskiej Afryki Równikowej. Tam, gdzie miejscowi nie radzą sobie z niczym, powinien pomóc biały (albo żółty) żołnierz, specjalista techniczny i medyczny, przedsiębiorca, administrator, a nawet osadnik rolny. Za zgodą miejscowych władz albo bez niej. Jest to jedyny sposób na wymiecenie piekła na ziemi, które wyrzuca i będzie wyrzucać fale ludzi zdesperowanych i zdemoralizowanych w kierunku krain bezgranicznej szczęśliwości, jakimi na takim tle może się wydawać Europa. Pozostałym krajom należy we własnym interesie udzielać pomocy na drodze zdrowego rozwoju, jaką same zdołały sobie wypracować.

Historia nauczycielką życia?

Zdaję sobie sprawę z tego, że głoszę tu prawdziwe herezje polityczne. Obecny kryzys oraz walka z najbardziej skrajnymi odmianami islamu będzie jednak stawiać z rosnącą siłą pytanie: co jest dla nas ważniejsze? Przetrwanie i zdrowy rozsądek czy też dogmaty „całej postępowej ludzkości”? Ulegając tym dogmatom biali ludzie utracili dorobek całych pokoleń na wielkich połaciach globu ziemskiego, wydali na zniszczenie cywilizację materialną, a miliony ludzi na rzeź albo pod jarzmo wyjątkowo bezwzględnych i tępych łobuzów. Doprowadziło to do sytuacji, w której miliony zrozpaczonych, postawionych nieraz w sytuacji bez wyjścia ludzi usiłują wdrapać się na coraz bardziej rozchwiany, zardzewiały i niepewny swego dalszego kursu okręt Europa. Jest rzeczą jasną, że jedynym tego skutkiem może być przyspieszenie jego zatonięcia. Tak swego czasu zginął Rzym, który najpierw porzucił swą misję cywilizacyjną względem ludów Północy, potem przyjmował na swoje ziemie i do swych wojsk ogromne rzesze Germanów, a na koniec, sparaliżowany przez błędną ideologię ówczesnego chrześcijaństwa („nasza ojczyzna jest w niebie!”, „lepiej umrzeć niż zgrzeszyć!”) dał sobie poderżnąć gardło rękami tychże Germanów, oszalałych z przerażenia na widok jeszcze gorszych barbarzyńców – Hunów.

Nie liczmy na to, że uratuje nas nasza technika. Starożytny Rzym wzbił się na nieznane przedtem wyżyny techniki i organizacji ludzkiego wysiłku, a mimo to upadł pod ciosami ludzi, którzy odżywiali się odleżałą koniną i nie umieli budować miast, a tylko je palić. Może nas uratować wyłącznie świadomość prawdziwych faktów i własnej sytuacji na ich tle oraz wypracowanie właściwych tj. skutecznych, a zarazem rozsądnych, opartych o sprawdzone wzorce odpowiedzi na wyzwania współczesnego świata. To może uratować tak nas Europejczyków jak owych nieszczęśników z Lampedusy, którzy powinni mieć godne warunki do życia we własnym kraju, a nie mają ich nie tylko z własnej winy, ale i wielkich tego świata, przymykających z tchórzostwa lub dla wygody oczy na rzeczy, na które nie powinno się patrzeć przez palce.

Korzystałem:
http://www.matices.de/19/19pgibra.htm
http://www.spiegel.de/politik/ausland/0,1518,573791,00.html
http://www.maltarightnow.com/Default.asp?module=news&at=I%26%23380%3Bjed+immigranti+illegali+f'Malta+u+Lampedusa&t=a&aid=33963&cid=19#
http://www.migrationsrecht.net/nachrichten-auslaenderrecht-europa-und-eu/124-illegale-einwanderungspanien-legalisiert-illegal-beschaeftigte.html
http://www.ftd.de/politik/europa/:Illegale-Einwanderer-Madrid-macht-Jagd-auf-Migranten/475269.html


Komentarzy: 3

tomek
24 luty 2009 (21:39)
niech walcza w swoim kraju o lepszy byt
zrobia z europy zlepek cywilizacji a potem wojny domowe bedą na porządku dziennym.

od autora
23 kwietnia 2009 (09:21)
Wczoraj telewizja EuroNews ogłosiła wyniki klikudniowego sondażu
Przeprowadzono go oczywiście w internecie (zakładka Yourope na stronie głównej).. 71 % ankietowanych odpowiedziało Tak na pytanie, czy nielegalna imigracja stranowi zagrożenie dla Europy, 26 % nie, 3 % (zaledwie) nie miało zdania. Jakoś mnie to wcale nie dziwi.

Zdenek
28 maja 2015 (16:20)
nielegalna imigracja...
Kopa w dupę i z powrotem do Afryki....
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
zobacz również
O Instytucie „Pamięci Narodowej”, czyli Polaków problemy z pamięcią oraz historią

Mało jest sporów w polskiej przestrzeni publicznej, które wzbudzałyby równie wielkie emocje jak kwestie historyczne. Chociaż renoma historii, jako nauki grzebiącej w dawnych dziejach i...
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".