„Drogówka” czyli Smarzowski wielowarstwowy
    Wojciech Smarzowski2 · film74 · kino polskie27 · Drogówka1
2013-02-10
Wojciech Smarzowski jest bez wątpienia jednym z najwybitniejszych i najbardziej niebanalnych współczesnych twórców polskiego kina.

Każdy jego dotychczasowy film (debiutanckiej „Małżowiny” nie widziałem) podobał mi się bardziej. W „Weselu” na tle tytułowego wydarzenia ukazał niewesołą (choć mowa o komedii) rzeczywistość polskiej prowincji, gdzie niezbyt czyste układy i układziki decydują o wszystkim, choć ukryte są pod pełną hipokryzji atrapą porządku i stabilności. W „Domu złym” potrafił dość banalną zagadkę kryminalną rozwinąć w mroczną tajemnicę. Wreszcie w „Róży” w wielowymiarowy sposób na tle losów głównych bohaterów ukazał powojenny los społeczności mazurskiej, a szczególnie kobiet. Czy „Drogówka” kontynuuje ten „trend wzrostowy”? Raczej nie, jest to film w mojej opinii lepszy od „Wesela” i sytuujący się mniej więcej na poziomie „Domu złego” („Róża” jest według mnie arcydziełem, ale ten obraz wyłączę z rozważań, jako że jest on adaptacją cudzego scenariusza, odbiegając od pozostałych tematyką i konwencją). Nie oznacza to jednak, że poczułem się rozczarowany. Smarzowski utrzymał swój poziom, a jest to poziom dla większości innych naszych reżyserów nieosiągalny.

Filmy tego autora w pewien sposób portretują polskie społeczeństwo (już „Wesele” stanowi pewne nawiązanie do „Wesela” Wyspiańskiego, też będącego obrazem ówczesnych Polaków). Dla wielu taki jego wizerunek jest zbyt karykaturalny i wykrzywiony, toteż wizję Smarzowskiego odrzucają. Z prawidłowej przesłanki wyciągają błędny wniosek. Owszem, mało które polskie wesele wygląda jak na „Weselu” i zapewne mniejszość posterunków policji funkcjonuje dokładnie w sposób ukazany w „Drogówce”. Ale moim zdaniem wyolbrzymienie służyć ma raczej podkreśleniu, uwypukleniu tego, co reżyser chce nam powiedzieć. Ową przesadę możemy więc niejako uznać za element konwencji. Traf chciał, że akurat mniej więcej w okolicach premiery „Drogówki” podano informacje o nieprawidłowościach finansowych przy budowie dróg (jest to dość istotny wątek w filmie). Nie sposób więc bronić tezy, że reżyser swe pomysły bierze z sufitu. Również ten film jest „przesadzony” – pełno w nim językowego i umysłowego prymitywizmu, moralnej degrengolady i ohydy zahaczającej o turpizm. Ale dzięki temu to, co chce nam przekazać twórca dobitniej do nas dotrze.

„Drogówka” to film o dość skomplikowanej strukturze, dlatego rację mają ci spośród krytyków, którzy twierdzą, że warto obejrzeć go kilka razy. Jeżeli kogoś moje zdanie w tej kwestii dziwi, spieszę wyjaśnić: film posiada niejako trzy „warstwy”. Pierwsza z nich to warstwa komiczna, najbardziej powierzchowna. Wbrew temu, co sugeruje nam zwiastun – nie jest to komedia o pracy drogówki zbliżona w konwencji do zawsze popularnych dowcipów o policjantach. Owszem, można to dzieło tak odbierać, ale tylko do pewnego momentu. Zapewne znajdzie się wielu zawiedzionych widzów, którzy stwierdzą, że miało być śmiesznie, a nie było. Cóż, na „Drogówkę” doradzałbym iść po obejrzeniu „Wesela” i „Domu złego”, jako że Smarzowski dokonuje kilku autocytatów i autotrawestacji.

Pierwszy polski prawdziwy kryminał Smarzowskiego

Druga warstwa to wątek kryminalny. Nie chcę zdradzać zbyt wiele z fabuły, jako że nie wszyscy film widzieli. Napiszę tylko, że główny bohater zostaje wrobiony w morderstwo (niczym w „Ściganym”). Musi więc oczyścić się z zarzutów i znaleźć prawdziwego sprawcę, a przy okazji wpada na trop poważnej afery z pogranicza biznesu i polityki.

W końcu warstwa trzecia – film jako swego rodzaju moralitet i dzieło sztuki. Widzowie doszukują się w siedmiorgu policjantach z tytułowej drogówki personifikacji siedmiu grzechów głównych – i choć istnieją spory co do właściwego dopasowania, trop ten nie wydaje mi się błędny. O artyzmie filmu, którego dostrzeżenie wymaga „przebicia się” przez dwie poprzednie warstwy najlepiej świadczy bardzo wieloznaczna scena końcowa (oczywiście nie opiszę jej, gdyż zepsułbym wielu osobom przyjemność z oglądania), bardzo zresztą plastyczna, przywodząca na myśl malarstwo niderlandzkie (tu też, tak jak u Breughla bardzo ważne jest to, co dzieje się na drugim planie).

I wreszcie – uważnego widza do wielu przemyśleń sprowokuje sama intryga filmu. Aby nie zdradzać zbyt wiele – bardzo ważne jest tu, że ktoś ma z kimś romans. Tylko że prawdziwym (tzn. tym o którego chodzi, a nie przygodnym) kochankiem moim zdaniem nie jest ten, o którym jest to oficjalnie stwierdzone w filmie. Spostrzegawczy widz może się domyślić, kto jest nim naprawdę. Dodam, że wszystkie pozorne niedopracowania i nielogiczności fabuły po przyjęciu tej tezy znikają.

Być może piszę bardzo enigmatycznie. Nie mogę inaczej. Gdybym napisał cokolwiek więcej, zepsułbym wielu osobom odbiór filmu. Napiszę więc, że jest on zrealizowany poprawnie, a jak na polskie kino wręcz bardzo dobrze. Obsada aktorska wypada świetnie, szczególnie zaś fenomenalny Arkadiusz Jakubik.

Po prostu – szczerze polecam „Drogówkę”.




Chcesz odnieść się do stanowiska autora, chcesz polemizować, skomentować ten tekst? A może chciałbyś Drogi Czytelniku napisać na inny temat?
Jeżeli jesteś zainteresowany i zdecydowany przeczytaj nasz anons dotyczący współpracy redakcyjnej lub od razu napisz i wyślij do nas swój materiał na adres: redakcja@mojeopinie.pl. Odezwiemy się szybko!!


Komentarzy: 4

Bronek
10 luty 2013 (17:43)
film jest obłędny
Smarzowski czuje kino w sposób amerykański, wyciska z autorów wszystko co się da, świetna kamera, dialogi, no i te tematy poruszane....genialne. Złote Lwy w Gdyni!!!

Lolek
10 luty 2013 (19:27)
no raczej niewielu na razie film widziało
jedno jest pewne - to że pewne rzeczy są przejaskrawione to dobrze. Muszą być wyraziste by wplywać na wyobraźnię Dobra recenzja.

Aga
11 luty 2013 (09:10)
a mnie Drogówka nie bierze
własnie przez tę akcję, przejaskrawienia, i według mnie, jednak zbyt przewidywalny scenariusz.

Blok
25 luty 2013 (11:44)
zbyt chamski film cholera, ciężko się to ogląda po jakimś czasie.
przesadził smarzowski
  • Dodaj komentarz
  • Tytuł
  • Treść
  • Pseudonim
  • Przepisz kod obrazka
  • Kod obrazka:
Raporty
zobacz również
Kręcimy powstanie

O tym, że film dokumentujący „Powstanie warszawskie” wart jest uwagi, nie trzeba nikogo przekonywać. Jednak czy okraszanie go kolorem i dialogami jest konieczne? To już nie jest takie pewne.
[zamknij]W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".