mojeopinie.pl "Gran Canaria to nie tylko..."

Gran Canaria to nie tylko złoto - żółte plaże, słońce, kąpiele w bryzach fal oceanu, nocne rozrywki, lecz wspaniały świat przyrody, piękne widoki, zabytki, ślady dawnej kultury.

Obrazek


Mój spokój nagle zakłócił dźwięk telefonu. Podnoszę słuchawkę. Cześć, mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Jakąż to, pytam Rajmunda, którego poznałem po głosie…Wyjazd na Gran Canarię. I tak znalazłem się w biurze turystycznym, by załatwić formalności związane z wyjazdem.

Lato tego roku nie rozpieszczało nas piękną pogodą - ołowiane niebo, deszcze, przebłyski słońca, skłoniły mnie łatwo do podjęcia decyzji wyjazdu. Zapragnąłem wrześniowego słońca, złotego piasku, kąpieli… I tak znalazłem się na pokładzie samolotu, by po pięciu godzinach wylądować na wyspie i znaleźć się w Playa del Ingles, miejscowości położonej na południu wyspy, między Maspalomas a San Augustin, w hotelu Santa Monica.

Gran Canaria należy do Archipelagu Wysp Kanaryjskich, jest jedną z siedmiu wysp obok Fuerteventury, Lanzarote, Teneryfy, La Palmy, Gomery, Hierro. Jako trzecia co wielkości zajmuje powierzchnię 1560 km./2, zamieszkuje ją 716.000 mieszkańców. Uważana jest przez Canarios, jak zwykle określają siebie mieszkańcy, za kontynent w miniaturze - północna część jest zielona, bardzo żyzna, środkowa dość sucha, skalista a południowa pustynna. Charakteryzuje się łagodnym klimatem, który sprzyja ludziom chorym na reumatyzm i górne drogi oddechowe.

Zobacz całą galerię zdjęć z hiszpańskiej Gran Canarii

Playa del Ingles to miejscowość bardzo malownicza. Idąc promenadą od strony południowej dostrzec można rozciągające się wydmy, które naprawdę są piękne w tak różnym oświetleniu słońca. Nie tracą nawet swego uroku w nocy, gdy wzrok przyciągają swoją tajemniczością pod osłoną rozgwieżdżonego nieba. Poza nimi już tylko plaże i szumiący, błękitny Ocean Atlantycki, czasem spokojny, czasem groźny… Od strony północnej promenady dominuje zieleń i kwiaty w których zatopione są hotele. W takiej scenerii położony był nasz aparthotel w którym przyszło nam spędzić kilkanaście dni. Sprawiał wrażenie jak gdyby przyczepiony został do boku promenady od strony południowej - wchodziło się do niego od piątego piętra, gdzie mieściła się recepcja i apartamenty skąd roztaczał się piękny widok na wspomniane wydmy oraz ocean. Poniżej znajdowały się jeszcze cztery piętra i ogród z basenami i kortem tenisowym.

Geograficzne wyszukiwanie tekstów Wybierz kontynent i kraj, czytaj nasze teksty

Im bardziej dociera się w głąb tego kurortu ( w kierunku północnym ), tym bardziej spotykamy się z nagromadzeniem hoteli o mało ciekawej architekturze, po prostu blokowisko. Muszę przyznać się, że nie potrafiłbym w takich warunkach wypoczywać… Myślę, że przybywa tutaj znaczna ilość osób, by korzystać z nocnego życia, które rozpoczyna się po godzinie 23.00. Sprzyjają temu bary, nocne lokale, dyskoteki .Takim wielkim kombinatem jest Jumbo, centrum handlowe, które w nocy przekształca się w miejsce rozrywki. Działają tutaj restauracje, kawiarnie, drink bary, sex shopy, cluby gejowskie, łaźnie oraz kabarety na dość niskim poziomie, dla niewybrednych gości, w których występują drag queens.

Innym, mniejszym ośrodkiem handlowo - rozrywkowym jest Cite’a, którego ściany zewnętrzne przeniósłbym do Muzeum Kiczu w Nicei, bo czegóż tam nie ma. - syrenka z Kopenhagi, Łuk Triumfalny z Placu Etoile i Wieża Eiffel z Paryża, minaret prawdopodobnie z Casablanci, kwadryga na Łuku Triumfalnym w Berlinie, Tower Bridge w Londynie, a obok chłoptaś smacznie zajadający lody. Po prostu wszystko na sprzedaż…

Po trzech dniach wylegiwania się w słońcu i kąpieli w oceanie powiedziałem sobie - nuda, muszę zapuścić się w głąb wyspy i poznać jej walory. Traf chciał, że po kolacji przypadkowo poznaliśmy młodą parę ze Szwajcarii - Gosię i Toma, którzy usłyszawszy rozmowę w języku polskim nawiązali z nami serdeczny kontakt. Okazało się, że ona jest Polką a on Szwajcarem. Degustując piwo dzieliliśmy się do późnych godzin nocnych wrażeniami z pierwszych dni pobytu i planami podróży po wyspie, co spotkało się z ich zainteresowaniem i propozycją wspólnego wyjazdu samochodem do stolicy Las Palmas de Gran Canaria.

Na drugi dzień o godz.9.30 wyruszyliśmy w podróż. Trasa wiodła wzdłuż wschodniego wybrzeża wyspy w kierunku północnym, mijaliśmy hotele położone w centrum i w San Augustin, jakieś instytucje handlowe, lotnisko, piękną roślinność – palmy, fikusy, oleandry, by po godzinie dotrzeć do celu.

Las Palmas ciągnie się wzdłuż wybrzeża aż na północ do La Isleta. Herb miasta z czerwonym kartuszem zwieńczony jest złotą koroną, składa się z trzech obrazów; gryfa, budowli i drugiej budowli z dwiema palmami, i oddalającymi się w przeciwnym kierunku psami. ( wyraźne nawiązanie do nazwy wyspy). W dolnej części okalają go gałęzie sosny kanaryjskiej a na ich tle napis Segna Tlene la Palma. Miasto to zamieszkuje około 355.000 ludności. Sprawia wrażenie nowoczesnego - blokowce, wieżowce kłócą się trochę z naszym wyobrażeniem. Parkujemy samochód w podziemnym parkingu i wychodzimy na zewnątrz w okolicy placu z ciekawymi fontannami w kształcie dmuchawców (przekwitłych mleczów).

Dookoła biurowce różnych instytucji, wreszcie skręcamy w prawo i przechodzimy przez Plac de la Feria i zatrzymujemy się w Parku San Telmo, gdzie uwagę naszą zwracają nie tylko potężne, stare drzewa, ale dwa piękne secesyjne kioski dekorowane ceramicznymi płytkami. W jednym znajduje się kawiarenka, w drugim informacja turystyczna w pobliżu której znajduje się kaplica San Telmo z XVIIw. poświęcona rybakom, zaś w centrum parku dostrzec można secesyjną, zadaszoną estradę na której prawdopodobnie koncertują orkiestry z okazji świąt narodowych. Ten plac jest także miejscem wydarzenia historycznego. Oto tu, w gmachu Gabierno Militari, Franko 18 VII 1936 wystąpił przeciwko republikanom i zapoczątkował wojnę domową… Chłonąc ten nowo poznawany świat dotarliśmy do ulicy Mayor Triana, która dziś jest deptakiem przy którym znajdują się eleganckie magazyny, restauracje i kawiarnie.

Las Palmas de Gran Canaria, Katedra Św. Anny, foto Aleksander Talarkiewicz Las Palmas de Gran Canaria, Katedra Św. Anny, foto Aleksander Talarkiewicz

Naszą uwagę zwróciły przede wszystkim piękne budynki z okresu modernizmu w stylu secesyjnym-białe elewacje z roślinną ornamentyką, o liniach płynnych, dekoracyjnych, okalających okna i drzwi wejściowe oraz żelaznych balustradach balkonów o lekko wybrzuszonych formach pokrytych kwiatonami. Urzeczeni secesją wkroczyliśmy w mury starej części miasta, jego krętych uliczek pachnących przeszłością, czystych, zadbanych kamieniczek w kolorze żółtym, białym lub kasztanowym. Dotarliśmy do Placu św. Anny, gdzie dostrzegliśmy osiem psich posągów, które stoją jak gdyby strzegły tej przestrzeni i szarobiałej Katedry pod wezwaniem św. Anny (Catedrale de Santa Anna) w stylu neoklasycystycznym z początku XV wieku, którą wznoszono na planie krzyża przez 350 lat. Wnętrze prezentuje styl gotycki w wydaniu atlantyckim, zaś wśród dwunastu okalających kaplic możemy dostrzec także styl barokowy (np. kaplica de San Fernando). Stąd możemy pokusić się o stwierdzenie, że gmach ten prezentuje typowy eklektyzm Uwagę zwiedzającego wnętrze przyciąga dekoracyjna nadstawa ołtarza tz. retabulum wykonane w Katalonii i wisząca nad nim korona wykonana w Genewie.

Całość jest pięknym przykładem sztuki złotniczej. Znad ołtarza na smukłą nawę główną spoglądają figury apostołów. Wnętrze przyozdabiają ciekawe malowidła o tematyce religijnej kanaryjskiego malarza Juanda de Mirandy z końca XVIII w. W pobliżu tej świątyni znajduje się Muzeum Diecezjalne (Museo Diecesano) w którym to budynku mieściła się ongiś siedziba inkwizycji. Prezentowane są manuskrypty, sztuka rzeźbiarska o charakterze sakralnym oraz liczne elementy dekoracyjne… Dla nas jednak najciekawsze było mieszczące się tutaj Patio de los Naranjos wokół którego wznoszą się dwa piętra tej siedziby, a które podobno było miejscem wykonywania wyroków.

Las Palmas de Gran Canaria, Dom Krzysztofa Kolumba, foto Aleksander Talarkiewicz Las Palmas de Gran Canaria, Dom Krzysztofa Kolumba, foto Aleksander Talarkiewicz

Obok Katedry znajduje się dawna rezydencja pierwszych gubernatorów Las Palmas wzniesiona wokół dwóch patiów na które wychodzą drewniane balkony. Na środku jednego z nich znajduje się zabytkowa studnia. Fasada pałacu w kolorze biało - zielonym kontrastuje z szarobiałą ścianą świątyni i budzi nasz zachwyt. Wzrok przyciąga zielona ornamentyka w stylu plateresco okalająca portal i okna - wicie roślinno zwierzęce są naprawdę przepiękne połączone z pilastrami na głowicach których znajdują się lwy prezentujące herby miasta. Uroku dopełniają brązowe, drewniane balkony umieszczone na górnym piętrze, z lewej strony dłuższy, z prawej krótsze.

Dziś jest to Dom Kolumba ( Casa Museo de Colon ) w którym prezentowane są następujące ekspozycje; dawna nawigacja – globus, mapy, atlasy, astrolabium do mierzenia wysokości ciał niebieskich nad horyzontem a także modele statków, którymi podróżował Krzysztof Kolumb (La Nina, Santa Maria, La Pinta ),przedmioty związane z okresem prekolumbijskim - ceramika meksykańska i ekwadorska od V – X wieku, prezentująca kolorowe figurki i sztukę zdobniczą, replika La Nina - ulubiony statek Krzysztofa Kolumba na którym spotykamy oryginalne wyposażenie wnętrza z zawieszonym krucyfiksem, dzięki niej dowiadujemy się jak spali, czym się żywili żeglarze, odkrycie Ameryki - tablice związane z historią emigracji z Wysp Kanaryjskich do Ameryki Południowej oraz malarstwo XVI i XX wieku - zachwyt budzi Niepokalane Poczęcie - Juanda de Mirandy oraz pejzaże współczesnych malarzy kanaryjskich. Podobno w tym budynku goszczony był przez gubernatora w 1492 Krzysztof Kolumb, który przedstawił władzom swoją załogę przed wyruszeniem na morską wyprawę.

Drugim miejscem związanym z wielkim odkrywcą jest znajdujący się na zapleczu muzeum mały, skromny, romański kościółek pod wezwaniem św. Antoniego Opata, gdzie jak wieść głosi, Krzysztof Kolumb modlił się przed wyprawą do Ameryki.

Schodząc w dół uliczkami w kierunku wybrzeża zachwycaliśmy się starymi kamieniczkami. Zmęczeni, zagościliśmy w jednej z miłych kawiarenek, gdzie piliśmy kawę, by nabrać sił do dalszej wędrówki. Mieściła się ona w pięknej kamienicy w stylu późnej secesji. Ach, pomyślałem sobie, chciałbym tu zamieszkać…Kontynuując nasz spacer po starówce przeszliśmy obok Teatro Perez Galdos w pobliżu którego znajduje się Dom - Muzeum wielkiego kanaryjskiego pisarza, którego imię nosi wspomniany przybytek Melpomeny. To muzeum mieści się w dwupiętrowej, typowo czynszowej kamienicy jakich tutaj wiele. Różni się tylko większym zadbaniem – jest koloru wrzosowo różowego, którego odrzwia, okna oraz boki ścian obłożone są popielatym kamieniem. Wnętrze eleganckie, przytulne. Na szczególną uwagę zasługuje pokój pracy w którego centrum znajduje się biurko, fotele, portret pisarza pędzla Joaqima Sorolla, fotografie, piękna biblioteka pełna książek oraz pokój dzienny z drewnianą, brązową boazerią sufitu. W tym drugim pomieszczeniu znajduje się stół, fotele z kolorowym obiciem, pokryte rzeźbami szafy biblioteczne z epoki w której żył pisarz, portrety, zdjęcia aktorów, którzy grali w jego sztukach… Z okien pokoju ujrzeliśmy piękne, zadbane patio oraz monument przedstawiający pisarza.

Organizując muzeum Kanaryjczycy dali wyraz pamięci, złożyli hołd wielkiemu pisarzowi jakim jest Benito Perez Galdos .W tym oto domu urodził się 10 V 1843 i mieszkał 19 lat, stąd wyruszył do Madrytu, gdzie mieszkał do końca życia (1920r ). Występował w obronie demokracji, postępu i tolerancji religijnej. Stał się przedstawicielem realizmu krytycznego, autorem cyklu powieści historycznych i psychologiczno - obyczajowych oraz dramatów. Najważniejsze pozycje to Saragossa, Bitwa pod Aropilami, Dania Perfekta, Zjawa, Złote fontanny.

Wracaliśmy tym samym szlakiem, którym wkraczaliśmy do dzielnic Vegueta i Triana, gdzie koncentrowało się to, co mogło nas najbardziej zainteresować. Wyjeżdżaliśmy świadomi tego, że pozostały za nami ogrody, muzea, których jeszcze nie zwiedziliśmy. Wierzyliśmy jednak, że następny nasz pobyt pozwoli nam to uzupełnić. Dzieląc się wrażeniami opuszczaliśmy miasto dość opustoszałe w czasie sjesty.

Realizując swój program przebijaliśmy się w głąb wyspy, w tereny górzyste. Krętymi drogami wznosiliśmy się w kierunku Santa Brigida do Vega de San Mateo podziwiając z wyższych tarasów piękne widoki pełne zieleni i kwiatów spod których wyłaniały się czerwone dachy domów. Wokół nas panowała cisza…Żałowałem, że nie przybyliśmy tutaj w dzień Mateusza (21 IX ). Wówczas uczestniczylibyśmy w fieście organizowanej na jego cześć. Zjeżdżając powoli krętymi drogami przez Tentiniguada, omijając Tellde, dotarliśmy do autostrady spiesząc się na obiadokolację.

No cóż, zwiedziliśmy stolicę i część wschodnią wyspy, pozostała nam jeszcze zachodnia i środkowa jej część. Nienasycenie w nas rosło, toteż po trzech dniach wybraliśmy się w większej grupie na wycieczkę samochodową z przewodnikiem. Opuściliśmy Playa del Ingles i jadąc przez Maspalomas w kierunku Puerto Mogan przejeżdżaliśmy przez Arguineguin, Puerto Rico, Playa del Cura i Taurito. Pozostawiwszy wybrzeże w Puerto de Mogan skierowaliśmy się w górę przez Barranco de Mogan, by zatrzymać się w Los Azulejos i nasycić się pięknem krajobrazu górskiego w kolorze brązowo- beżowym, pozbawionym prawie zieleni. Tylko gdzieniegdzie widać było kolonię wysokich kaktusów zwanych kandelabrami lub kwitnące agawy. Drogi którymi przemierzaliśmy samochodami były piękne, ale pełne ostrych zakrętów, łuków, toteż budziły lęk. Nad nami wznosiły się wysokie ściany skalne, a pod nami rozciągały się kamieniste przepaście. Zawrót głowy i pewne sensacje wpisane zostały w ryzyko tej wyprawy, całe szczęście, że zabrałem Aviomarin…

Ogród Kaktusów, foto Aleksander Talarkiewicz Ogród Kaktusów, foto Aleksander Talarkiewicz

Zjeżdżając trasą w dół dotarliśmy do Aldea de San Nikolas, by zwiedzić Ogrodu Kaktusów – spotkaliśmy w cactualdea olbrzymią ilość ich gatunków. Sprowadzone zostały z Boliwii, Madagaskaru, Meksyku. Jest ich około tysiąca. Różniły się kształtem, wysokością, barwą - po prostu raj dla przyrodników. A wszystko usytuowane było na tle łańcucha górskiego obok przyjemnej restauracji. Stąd skierowaliśmy się w głąb górzystej części wyspy, by przez Barranco de la Adela dotrzeć do zapór i zbiorników retencyjnych, gdzie gromadzi się woda z okresów deszczowych, wykorzystywana do nawadniania pól. Jest to piękny widok - ich zielony kolor wspaniale harmonizuje z brązowym otoczeniem skalistych ścian, sprawiają wrażenie zastygłych w ciszy stawów…

[NOWA_STRONA] Poprzez Pueblos de Casas Cueva de Acusa i Barranco Hondo dotarliśmy do bardzo ciekawego miejsca, które może zainteresować nie tylko etnografów - do domów jaskin wykutych w skałach. Zwiedzaliśmy ich bielone wnętrza w których zgromadzono meble, różne elementy dekoracyjne i przedmioty od czasów najdawniejszych do naszej współczesności. Ostatni właściciel opuścił zwiedzane pomieszczenia niedawno, bo w 1975 roku. W tym zespole znajduje się także wykuta w skale kaplica z XVI pod wezwaniem Matki Boskiej Fatimskiej. Po dokonanej w pobliżu degustacji alkoholów udaliśmy się w kierunku północnym, w wyższe rejony górskie, by dojechać do Las Pinos w okolicy Galdar i podziwiać znajdujący się tam krater powulkaniczny koloru żółtego, gdzie uprawia się dzisiaj zboże. Dookoła nas roztaczał się zielony świat przyrody. Naszą uwagę zwróciła nie tylko wysoka agawa, która po przekwitnięciu zamiera, ale przede wszystkim stoki porośnięte kanaryjską sosną osiągającą 6 metrów wysokości a jej soczysto zielone igliwie około 30 cm. długości.

Domy-jaskinie, foto Aleksander Talarkiewicz Domy-jaskinie, foto Aleksander Talarkiewicz

Po obiedzie w restauracji Balkon de Zamora podziwialiśmy z tarasu piękno krajobrazu górskiego i leżący w odległości brzeg błękitnego oceanu. Każdy znalazł swój fotograficzny temat…

Wznosząc się ponownie od Tejedy jeszcze wyżej, około 8 km na północ w górę, dotarliśmy do Cruz de Tejeda, której nazwa pochodzi od szarozielonego kamiennego krzyża z ukrzyżowanym Chrystusem. To centralny punkt Gran Canarii i skrzyżowanie dawnych dróg królewskich, którymi można było przemierzać całą wyspę. Na tym głównym placyku znajdują się restauracje, sprzedaje się miejscowe pamiątki, ręczne wyroby miejscowego rzemiosła, istnieje możliwość przejażdżki zaprzęgiem konnym. W pobliżu znajduje się wspaniałe miejsce widokowe z którego rozpościera się na zachodzie panorama na Roque Bentyga (1409 m.n.p.m.), a ponieważ była dobra widoczność dostrzegliśmy w oddali Teneryfę ze stożkiem wulkanu Teide. Patrząc w kierunku południowym widać najwyższe wzniesienie wyspy Roque Nublo (1803 m.n. p. m.) o oryginalnej sylwetce chmury burzowej. Stąd udaliśmy się drogą jeszcze wyżej, by znaleźć się na Pozo de Las Nieves (studnia śmierci), na wysokości 1949 m.n.p.m Z tego miejsca jeszcze raz mogliśmy spojrzeć na Roque Nublo. Po chwili kontemplacji nad wspaniałą przyrodą, jej harmonią, wykonaniu zdjęć z widokiem, który nas urzekał, opuszczaliśmy się wijącą drogą w dół do głównej autostrady prowadzącej do hotelu.

Gdy pewnego porannego dnia niebo było zachmurzone, co należy do rzadkości, postanowiliśmy wybrać się wzdłuż południowego wybrzeża w kierunku zachodnim. Wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy w kierunku Puerto Mogan. Minęliśmy rozbudowujący się ciągle Maspalomas. Z lewej strony rozpościerał się niebieski Ocean Atlantycki, z prawej pola, ślady ongiś rozwijającego się rolnictwa. Wpadaliśmy w przebite tunele w skalistych ścianach i wypadaliśmy, by ponownie znaleźć się w tej samej sytuacji. Czteropasmówka prowadziła nas do celu, a wokół nas bujna zieleń, kolorowe kwiaty i błękit nieba. Po około trzydziestu minutach dojechaliśmy do Puerto Rico, położonego w skalistej zatoce na ścianach której wznoszą się piętrami hotele. Odnosi się wrażenie jakby wykute zostały w jej ścianach.

Aby ułatwić gościom mieszkającym w rejonach wyższych zejście na plażę, zamontowano w hotelach windy, dzięki którym ułatwiona jest komunikacja. Nie oczarowała mnie ta miejscowość - plaża mało ciekawa, odnosiłem wrażenie przytłoczenia. Natomiast sąsiednia miejscowość Puerto Mogan jest położna w zatoce, gdzie znajduje się plaża w kształcie półksiężyca i piękna marina pełna jachtów lekko kołyszących się na wietrze. Życie toczy się w uliczkach, między białymi, piętrowymi domami wzniesionymi w latach siedemdziesiątych, na placykach tonących w barwnych kwiatach (bugenville, hibiscusy ) wijących się na przęsłach łączących domy, balkonach, okna, rosnące w mini ogródkach. Tu i ówdzie pod domami przebiegają kanały, którymi przepływają łodzie. Ot, taka sobie Wenecja…Nastrój podnoszą liczne kawiarenki w stylu włoskim, restauracje, bary. Po prostu piękna, malownicza scenografia… Myślę, że uroczo musi tutaj tętnić życie nocą, w blasku świateł odbijających się w tafli zatoki. Zmęczeni schroniliśmy się w barze przy promenadzie biegnącej wzdłuż wybrzeża, by przy kawie i sokach przeczekać silne nasłonecznienie i obserwować toczące się życie. Powróciwszy do hotelu, odpoczęliśmy przed kolacją w basenie, by nabrać nowych sił.

W ostatnim tygodniu naszego pobytu, już po wyjeździe Gosi i Toma, postanowiliśmy zwiedzić jeszcze jeden turystyczny obiekt - Palmitos Park szeroko reklamowany przez ulotki w hotelu, kolorowe reklamy na autobusach i taksówkach. Pewnego dnia, tuż po śniadaniu wybraliśmy się do tego miejsca autobusem, wsiadając na przystanku, który znajdował się tuż przy wspomnianym centrum handlowym Cita. Po krótkim czasie zajechaliśmy przed główne wejście, którego mury parkanu obłożone były dekoracyjnie brązowo - beżowym kamieniem. Cena biletów wstępu lekko nas zszokowała (28.50 euro - dorośli, dzieci- 21.00 euro ). Po przekroczeniu wejścia znaleźliśmy się w cudownej enklawie, która położona jest w kotlinie, gdzie centralna część jest przepełniona bujną roślinnością.

Widok na Teneryfę, foto Aleksander Talarkiewicz Widok na Teneryfę, foto Aleksander Talarkiewicz

Jest to teren górzysty, bardzo dobrze zorganizowany, czysty, o charakterze edukacyjnym- liczne tablice informują o prezentowanych zwierzętach. Rosną tutaj różnego gatunku palmy, kaktusy, agawy, spotkać można przepięknej barwy storczyki, strelicje, hibiskusy… Nad tym światem unoszą się odgłosy ptasie stanowiące niezapomniany akompaniament do tej przyrody. Cały ten świat odbija się w stawach pełnych kolorowych ryb ( żółtych, czerwonych, niebieskich, prążkowanych ), rosnących ukwiałów na które popatrzeć można z przerzuconych mostków.

Zachwycił nas przepiękny świat motyli w specjalnym, oszklonym pawilonie. Wśród roślinności, kolorowych kwiatów, unosiły się niesamowite w swojej harmonii barw motyle różnego gatunku. Staliśmy zaszokowani piękną kolekcją motyli…

Wielką atrakcję stanowią spektakle, które odbywają się w wyznaczonych godzinach. Aby skorzystać w pełni z tych propozycji, trzeba zdążyć na wyznaczone godziny, które nie raz pokrywały się w czasie.

W Delfinarium, które swoim założeniem architektonicznym przypominało nam teatr antyczny - amfiteatralna widownia, basen kształtem zbliżony do koła jak orchestra, otoczony dla bezpieczeństwa szklaną balustradą, stało się miejscem w którym delfiny prezentowały swoje umiejętności, popisując się skokami, nurkowaniem, współgrą.

Tresura orłów odbywała się w górzystej części na specjalnie przygotowanej przestrzeni. Dwóch treserów w długich skórzanych rękawicach nakłaniało ptaki do lotów i powrotów we wskazanym miejscu. Orły wznosiły się, szeroko otwierały skrzydła, zataczały koło, by powrócić w wyznaczone im miejsce.

Trzeci pokaz to prezentacja umiejętności pięknych, kolorowych papug, ich odgłosów, umiejętności powtarzania zasłyszanych kwestii i lotów.

Po kilku godzinach opuściliśmy pełni zauroczenia ten wspaniały ogród. Nie żałując wydanych pieniędzy, dzieliliśmy się swoimi wrażeniami…

I tak szybko minął szczęśliwie czas naszego pobytu, który pozostawił dużo wspomnień, doświadczeń, refleksji. Przed nami pozostał lot i życzenie, aby był jeden start i jedno lądowanie…

Autor: Aleksander Talarkiewicz dla serwisu www.mojeopinie.pl