mojeopinie.pl "Rewolucja ACTA"

To żadna rewolucja. Raczej kontrrewolucja wypowiedziana nowoczesnej konwencji, mającej chronić interesy amerykańskich koncernów na świecie, a nie żadnych autorów czy konsumentów. Aktorami tego wystąpienia są przedstawiciele pokolenia, które nie pamięta świata bez Sieci.

Obrazek


A do tego ten zastany świat (wirtualny) w całości im się podoba. Ta niechęć do zmieniania czegokolwiek jest tak przemożna, że gotowi są swój pokoleniowy bunt poświęcić dla obrony wolności tego świata. Wolności niezmanipulowanej przez polityków, grupy interesów, lobbystów i amerykańskich speców od władzy.

Jeszcze niedawno temu Internet nie wzbudzał tak dużego zainteresowania ze strony wielkiej polityki. Postrzegany jako nieco egzotyczne zjawisko, określane mianem nowych technologii, co to nie wiadomo do czego służy i jak go używać, badany był co do swoich możliwości i wykorzystywany głównie ośrodek perswazji i propagandy, czy mówiąc łagodniej – reklamy i marketingu, bardziej biznesowej mniej politycznej. Zeszłoroczne Rewolucje Arabskie na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej i wpływ Internetu na te wydarzenia, ujawniły ogromny potencjał Sieci jako ośrodka poważnej gry politycznej, takiej gry, która obala rządy i wylewa się z monitorów na ulice. Od tej pory nie wydaje się możliwe aby taki oręż został pozostawiony sam sobie przez największych graczy politycznych świata.

Dziś władza jest w sieci. W starożytnej Grecji leżała na ulicy. I teraz i wtedy wystarczyło po nią sięgnąć. Kluczowym słowem i oznaką kunsztu politycznego było słowo „wystarczyło”. Miała gorzki smak, bo nawet Perykles, najwybitniejszy twórca demokracji ateńskiej obok Klejstenesa, nie uniknął gniewu ludu
Socjal-media są katalizatorem najgłębszej zmiany politycznej – to już wiadomo, to się pokazało. W krajach demokratycznych spełniły się najgłębsze sny politologów o społeczeństwie obywatelskim. Obywatele zyskali bowiem oręż włączający ich do realnej gry politycznej, narzędzie pozwalające wywierać wpływ polityczny w sprawach, które bezpośrednio i pośrednio ich dotyczą. To coś znacznie więcej niż akt wyborczy dokonywany raz na jakiś czas. To stała kontrola i uwaga, która stawia polityków w zupełnie nowej sytuacji. Tak bezpośredni udział w procesie rządzenia państwem miał miejsce w greckiej demokracji klasycznej. Arogancja władzy, która najczęściej uchodzi na sucho w demokracji pośredniej, w tej nowej, a być może klasycznej odsłonie znajduje natychmiastowy opór i budzi zniechęcenie, bezpardonowo wyrażane nie tylko w Sieci, ale również na ulicach miast.

[sonda] Sieciowa demokracja obywatelska pokazała nieco inne oblicze niż to mierzone frekwencją wyborczą. Słupki na poziomie 40-50% wcale nie świadczyły o braku zainteresowania własnymi sprawami, a jedynie o braku skutecznego sposobu wpływania na istotne sprawy polityczne, co skutecznie zniechęcało do zaangażowania politycznego. Bezsilność taki właśnie miała wymiar. ACTA to dopiero początek Internetowej rewolucji demokratycznej, rewolucji która ma bardzo niewygodne dla polityków oblicze. Trudno się dziwić, że rządy wszystkich krajów, demokratycznych i niedemokratycznych, ponadnarodowe konsorcja i Bóg wie kto jeszcze, chcą mieć wpływ na to co się dzieje w Internecie. Dziewicza wolność tego medium, niezadeptana buciorami politycznych konkwistadorów i nieskażona prawnymi zanieczyszczaniami ograniczeń, będzie musiała się poddać regulacjom takim jak ACTA, i innym, które w kluczowych momentach sparaliżują każdy powiew wolności.

Demokracja wraca więc do klasycznych korzeni, ma jednak również zupełnie nową, współczesną jakość. Alians z Internetem jak najbardziej jej służy. Słabości klasycznej demokracji znane są od tysiącleci. Wyjątkowo podatna była na demagogów, którzy w sposób bezpardonowy wykorzystywali ją dla własnych celów. Czy demokracja sieciowa będzie w stanie się przed nimi obronić to się dopiero okaże. Historia lubi się powtarzać, ale też przynosi nowe doświadczenia.

Prawo i Sprawiedliwość wraz z liderem tej partii Jarosławem Kaczyńskim próbują nowego sposobu, który ma ich przybliżyć do władzy – bycie „przeciw” ACTA, mimo że do niedawna jeszcze byli „za”. Posypali głowy popiołem i zmienili front. Platforma Obywatelska wyraźnie tracąca na popularności po tym jak Donald Tusk wygrażał, że nie podda się żadnym szantażom, ma być, nie wiadomo i czemu, antidotum na niepowodzenia. Okazuje się jednak, że w utracie popularności przez PO istnieje pewien automatyzm, którego spodziewał się Kaczyński. Punkty, które ta partia traci powiększają potencjał PiS-u, zwłaszcza pośród najmłodszego elektoratu, tego nastrojonego najradykalniej, tego, dla którego Sieć stanowi wielką wartość. I są to zmiany znaczne. Co najbardziej zaskakujące największy demagog III RP, czarny koń ostatnich wyborów parlamentarnych Janusz Palikot nie ugrał nic przy okazji ACTA. Wygwizdany przy okazji jednego z wieców przeciw konwencji ACTA usłyszał z tłumu „hipokryta” i „wypierdalaj”... To jednak nie przesądza sprawy. Cała klasa polityczna pokazała swoją hipokryzję i niemoc przy okazji ACTA...

[NEWS_KRAJ] Dziś władza jest w sieci. W starożytnej Grecji leżała na ulicy. I teraz i wtedy wystarczyło po nią sięgnąć. Kluczowym słowem i oznaką kunsztu politycznego było słowo „wystarczyło”. Miała gorzki smak, bo nawet Perykles, najwybitniejszy twórca demokracji ateńskiej obok Klejstenesa, nie uniknął gniewu ludu. Gorzki smak władzy ludowej zna z pewnością Donald Tusk. Czy okaże się politykiem na tyle elastycznym, a może ludowym(?) aby poradzić sobie z coraz bardziej wrogimi głosami płynącymi z Sieci? To się okaże. Dramat polega na tym, że losy tego premiera nie należą już do niego. ACTA musi ratyfikować Parlament a na to wszystko musi wyrazić zgodę lud. Lud coraz bardziej świadomy swojej suwerennej władzy, a jeszcze bardziej nieograniczonej siły.



Autor: Janusz Wiertel dla serwisu www.mojeopinie.pl