mojeopinie.pl "„Kolor jej serca”"

Rzadko zdarza się tak, że mam trudności z napisaniem rozpoczynającego recenzję zdania. Przeważnie mózg zawiesza się na jakiejś wybitnej scenie, zgrabnej sentencji czy po prostu interesującym bohaterze. Jeśli chodzi o książkę „Kolor jej serca”, mam zagwozdkę.

Obrazek


Książka opowiada historię przyjaźni dwóch kobiet: białej Irlandki – Cathleen Harrington i jej czarnoskórej służącej, głównej bohaterki – Ady Mabuse. Można powiedzieć, że Ada, pomimo koloru skóry, miała w życiu dobry start. Urodziła się w domu państwa, w którym służyła jej matka. Nie znała głodu i chłodu, takoż i emocjonalnego. Syn Harringtonów – Phil – darzył ją przyjaźnią, a jego matka traktowała jak córkę. Gdy okazało się, że Ada ma talent muzyczny, pani Cathleen nauczyła ją grać na fortepianie. Względna sielanka została jednak przerwana, gdy główna bohaterka zaszła w ciążę z mężem pani Harrington. Nie chcąc w żaden sposób narażać swoich państwa, odchodzi do kolonii dla „czarnych” i zamieszkuje u swojej ciotki, zarabiając na utrzymanie nauką muzyki. Cathleen Harrington, której historię i poczynania poznajemy z prowadzonego dziennika, poszukuje dziewczyny i po pewnym czasie jej starania zostają uwieńczone, a Ada decyduje się na powrót do domu, w którym się wychowała. Można powiedzieć, że historia znów się powtarza. Anioł dobroci – pani Cath – traktuje córkę Ady jak swoją. Troszczy się o bezpieczeństwo oddanej służącej i jej dziecka, które jasną skórą wzbudza domysły i groźby. Historię opuszczają kolejni bohaterowie: umiera Edward Harrington, potem jego żona i Dawn – córka Ady.

Historia Harringtonów i Ady Mabuse osadzona jest w realiach apartheidu. Jednak ani ten fakt, ani dość urozmaicone losy dwóch rodzin nie służą książce, która po prostu… jest papierowa. Bohaterowie są mało wyraziści. Obdarzeni albo pozytywnymi albo negatywnymi cechami. Jednowymiarowi. Nie widzi się ich tak samo, jak nie czuje ich emocji przy pożegnaniach kolejnych członków rodziny czy w sytuacjach konfliktowych. Mojej sympatii czy uznania nie wzbudził żaden bohater ani wydarzenie. Po paru dniach od przeczytania książki, mam w głowie pustkę.

To, co poruszyło mnie choć odrobinę, to zakończenie książki, zespolenie go klamrą z początkiem, uwiarygodnienie motywem muzycznym. Ada uczy grać na fortepianie swojego wnuka – syna Dawn. Jest w tej scenie jakiś ładunek emocjonalny, który do mnie wreszcie przemawia. Podobnie, zastanawia kobieca siła, walka o rodzinę w imię wszystkiego. Nawet własnej poranionej dumy czy ambicji. Tego dokonać może tylko kobieta.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Wydawnictwu Muza.

Autor: Joanna Sykat dla serwisu www.mojeopinie.pl